Jerzy Klechta: Krowy i „ mrówki”

W Szwajcarii bywam kilka razy w roku, pobyt tegoroczny, w lipcu, wypadł w okresie, gdy frank stał się mocarzem i powalił na kolana nie tylko naszych rodzimych kredytobiorców, lecz przede wszystkim mieszkańców tego obrosłego bankami i krowami kraju. Krowy trzymają się co prawda świetnie, gorzej ze szwajcarską gospodarką i miejscową ludnością. Wiadomo, że tak silny frank musiał osłabić a w wielu przypadkach zamroził eksport. Mało kto chce kupować drogie szwajcarskie produkty . Niższa produkcja powoduje bezrobocie. Trwają redukcje. Nawet przejście z pełnego etatu na dwadzieścia jego procent, dla niejednego Szwajcara jest manną nieba. Coraz trudniej jest powiązać przysłowiowy końca z końcem.

Sytuację komplikują Niemcy, nie od dziś co prawda, ale dotąd nie było takiej skali zjawiska. Niemcy, zwłaszcza z południowej części, od lat pracują w sąsiedniej Szwajcarii. Mieszkać i żyć w Niemczech i przy tym pracować w Szwajcarii – znaczyło i znaczy : żyć i nie umierać. W Szwajcarii są wysokie pensje i drogie mieszkania, w Niemczech pod każdym względem tańsze życie. Większość konkursów na stanowiska specjalistów wygrywają Niemcy. Są lepiej wykształceni, konkurencyjni dla miejscowych, co także rodzi konflikty. Szwajcarzy sięgają nawet do broni „językowej”. W większości kantonów mówi się po niemiecku, lecz niemiecki nie jest bynajmniej językiem wszędzie takim samym. Różnice i to głębokie występują w samych Niemczech, np. jeśli Bawarczyk się uprze, Hamburczyk go nie zrozumie. Szwajcarzy w kantonie stołecznym, swoim dialektem, Niemca zza Renu doprowadzają do szału. Czyli jak nie kijem go, to pałką. Oczywiście „inny” niemiecki nie jest głównym problemem , dobrze jednak obrazuje narastającą wrogość, tak: wrogość.

Krówki szwajcarskie są znakiem rozpoznawczym w całej Europie. Skąd skojarzenie z „mrówkami”? Oto bowiem, gdy robię zakupy po niemieckiej stronie Renu, przypominam sobie nasze przygraniczne„mrówki”. Kursowały nie tylko w Cieszynie, kupując u braci Czechów wódeczkę po niższej cenie. Kursowały także między miastami położonymi nad Odrą. Oddzielny rozdział zapisały „mrówki” ukraińskie, czy w ogóle wschodnie. Tyle, że „mrówczy” proceder kwitł w czasach późnego PRL i wczesnej III RP. Natomiast tu, nad Renem, kwitnie między narodami o wysokiej technologii, bogactwie, do którego póki co, dopiero zmierzamy .

Mieszkam w Szwajcarii w pięknej miejscowości Glattfelden, wokół górki, krówki, lasy, myszołowy, sarny, lisy, rzeczka Glatt, do granicy 500 metrów, samochodem do najbliższego miasteczka po tamtej stronie 8 kilometrów. Tam kupuje się artykuły spożywcze, owoce, tekstylia, lekarstwa. W Niemczech ceny na te artykuły są (plus-minus) 3 krotnie niższe niż w Szwajcarii. Zresztą „mrówki” pracują na dwie strony. Tu czyli w kantonie zurichskim mamy tańszą benzynę i np. czekolodę. I tak to się kręci. Krówki są symbolem silnego szwajcarskiego franka. „Mrówki” natomiast to samo życie.

Jerzy Klechta 

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com