Łucja Kukwa: Jedyna szansa w… in vitro

Publikujemy z satysfakcją tekst z magazynu „Nowy Świat” – pisma studentów Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza

Rozmawiam z 27- letnią Magdą, która wraz ze swym mężem Adamem ma bardzo powszechny obecnie problem. Podobnie jak wiele młodych małżeństw, nie mogą mieć dzieci. Magda, która usłyszała wyrok: „Tylko in vitro. To pani jedyna szansa.”, zgodziła się opowiedzieć nam swoją historię.

– Powiedz, Madziu, jak to wszystko się zaczęło? Kiedy postanowiliście, że będziecie starać się o dziecko?

– Nasz związek z Adamem zaczął się bardzo wcześnie. Już w liceum byliśmy parą. Po dziesięciu latach razem stwierdziliśmy, że trzeba się w końcu ustatkować. Postanowiliśmy zalegalizować nasz związek, ale już wcześniej bardzo chcieliśmy mieć dziecko. Dziś jesteśmy dwa lata po ślubie, a nadal go, niestety, nie mamy.

– Rozumiem, że bardzo na nie czekacie. Od jak dawna jest to wasz problem numer jeden?

– Przed ślubem chcieliśmy, żebym zaszła w ciążę, ale coś tam nie wychodziło, przez dwa lata małżeństwa było podobnie. Robiliśmy wszystko spontanicznie, a tu nic i nic.

– Co sobie wtedy pomyślałaś? Co postanowiłaś?

– Było mi smutno, bo oboje z Adamem bardzo chcemy być rodzicami. Zastanawiałam się wtedy, jakie to niesprawiedliwe, że młode dziewczyny, które zachodzą w ciążę przez przypadek, oddają takie maleństwa do domu dziecka, porzucają gdzieś lub po prostu ciążę usuwają. A w naszym przypadku, choć tak bardzo tego pragniemy, to niemożliwe. To bardzo przykre. Bez zastanowienia poszłam do swojej pani ginekolog. Zaczęłam leczenie. Okazało się, że mam poważne problemy. Po kolejnych zabiegach i wizytach słyszałam na przemian – raz, że będę, a drugi raz, że nie będę mogła mieć dzieci.. Na którejś z kolei kontroli dowiedziałam się, że bez mojej wiedzy i zgody wycięto mi jeden jajnik.

– Naprawdę? Nawet cię o tym nie poinformowano?

– Tak. Nic mi nie powiedziano, słyszałam, że wszystko jest w porządku. Wyobrażasz to sobie? Lekarz jednak pocieszył mnie, mówiąc, że nadal mogę zajść w ciążę w naturalny sposób. Później, podczas kontroli w klinice moja ginekolog, Anna L., potwierdziła jego słowa. Była zdziwiona, że wszystko tak dobrze się goi i mówiła, że wszystko będzie dobrze. Jednak, gdy poszłam na kolejną wizytę, okazało się, że jej wcześniejsza diagnoza była błędna.

– Jakie to miało konsekwencje?

– Po prostu moje problemy powróciły. Pani ginekolog też była zaskoczona. Odwołała wszystko, co powiedziała wcześniej. Wtedy usłyszałam wyrok – „Tylko in vitro. To pani jedyna szansa”. Dodała, że jeżeli nie zdecyduję się na in vitro, niezbędna będzie kolejna operacja, w wyniku której mogę obudzić się bez drugiego jajnika, co oznacza, że nigdy nie będę mogła mieć dzieci.

– Chciałabyś poddać się temu zabiegowi?

– Pewnie, że tak! Adam również to popiera. Tylko jest jeden problem. Pieniądze…

– Jaka to dokładnie cena?

– In vitro kosztuje 12 tysięcy złotych. Sześć tysięcy za zabieg, a drugie sześć za leki, które trzeba przyjąć wcześniej. Oczywiście, do tego trzeba też doliczyć wszystkie regularne konsultacje lekarskie. Jesteśmy młodym małżeństwem i choć nie zarabiamy mało, jednak są to dla nas duże pieniądze.

– Czy uważasz, że państwo powinno refundować in vitro?

– Pewnie wiele osób na moim miejscu odpowiedziałoby, że tak. Jednak uważam, że są ważniejsze sprawy, na które państwo powinno łożyć pieniądze, np. wspomagać rodziców, którzy mają poważnie chore dzieci i nie stać ich na leczenie. Owszem, jeżeli wszystkie z nich otrzymywałyby pomoc, wtedy władze mogłyby wspomóc takie małżeństwa, jak ja i Adam. Ale w naszym kraju pewnie nigdy tak nie będzie. Na razie nie ma nawet pieniędzy na leczenie. A poczęcie dziecka dzięki tej metodzie jest swego rodzaju luksusem.

– Czyli uważasz, że na in vitro decydują się tylko najzamożniejsi? Skąd młode małżeństwa biorą pieniądze? Decydują się na kredyt? Pożyczają od przyjaciół?

– Nie, nie tylko najzamożniejsi decydują się na ten zabieg. Owszem, im jest łatwiej, ale nie tylko oni chcą mieć dzieci. Słyszałam, że wiele młodych małżeństw decyduje się na kredyt. Ale wiadomo, że nie każdy może go uzyskać. Trzeba mieć stałe dochody, żeby go zaciągnąć, a dziś trudno o pracę. Dużo młodych ludzi po prostu pożycza od rodziny, znajomych.

– A jak będzie w waszym przypadku?

– Wzięliśmy kredyt na samochód zaraz po ślubie, więc teraz nie mamy już takiej możliwości. Trochę odłożyliśmy, ale to nadal nie wystarczy. Choć nie zarabiamy mało, comiesięczna spłata kredytu i inne wydatki nie pozwalają na to, żeby cokolwiek odłożyć. Na szczęście rodzice moi i Adama zaproponowali, że sfinansują nam ten zabieg, wpłacając po połowie kwoty.

– Jak traktujesz to pod względem moralnym?

– Uważam, że nie robię nic złego, mimo że jestem katoliczką. Bóg kazał nam się rozmnażać, a jak mam to zrobić, skoro nie mogę? Muszą mi w tym pomóc lekarze. Traktuję to bardziej jako postęp technologiczny, a niejako ingerencję w ludzkie życie.

– A jak Adam podchodzi do tego?

– On również bardzo chce mieć dziecko. Nieważne, czy poczęte w naturalny sposób, czy właśnie dzięki in vitro. Oboje kochamy dzieci i bardzo chcemy je mieć. Mam nadzieję, że kiedyś się doczekamy.

– Ja w to głęboko wierzę i właśnie tego wam życzę. Dziękuję za rozmowę.

– Dzięki.

Łucja Kukwa

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Kamila.1 2013-06-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com