Jerzy Łukaszewski: Na tropach męczennicy

makryna22013-10-23. Ponieważ prezentowane od czasu do czasu ciekawostki historyczne znalazły w SO swoich czytelników, dziś specjalnie dla nich opowieść o jednej z najbardziej tajemniczych postaci polskiej historii XIX wieku, za którą uganiałem się po bezdrożach dziejów, znajdując ślady w bibliotekach Europy od Paryża po Petersburg.  Podzieliłem los innych poszukiwaczy znajdując wiele, ale tak jak oni, bez tej przysłowiowej kropki nad „i’.

Ta historia o tyle jest warta przypomnienia, że zachowania jej bohaterów są bardzo współczesne, reakcje znane i dziś, a cele… no cóż. Cele zazwyczaj są dokładnie te same.

10 września 1845 roku pojawiła się wśród polskiej kolonii emigracyjnej w Paryżu niezwykła osoba. Zaopatrzona w listy polecające gen. Chłapowskiego, Jana Koźmiana i arcybiskupa Przyłuskiego.

Nazywała się Makryna Mieczysławska i przedstawiała jako ostatnia przeorysza klasztoru bazylianek w Mińsku.

Bazylianki były zakonem unickim, dziś nazwalibyśmy go grekokatolickim, powstałym po unii brzeskiej z 1596 roku.

Car Mikołaj I w 1839 roku zdecydował (formalnie zrobił to sobór lokalny kościoła unickiego) o likwidacji unii kościelnej i powrocie grekokatolików na łono cerkwi prawosławnej. Akcją kierował biskup Józef Siemaszko. Wg powszechnego przekonania akcji towarzyszyły szykany niezwykłe, nawet jak na stosunki rosyjskie.

Mieczysławska, jako ofiara prześladowań rosyjskich, których drastycznych opisów nie szczędziła, została przyjęta w Paryżu jak święta męczennica.

Już 20 września, organ emigracji związanej z ks. Czartoryskim „Trzeci Maj” zamieścił artykuł o przybyciu zakonnicy i warto zapamiętać wymienione w nim szczegóły, a raczej… ich brak. Mowa w nim o prześladowaniu kościoła unickiego, o przełożonej klasztoru „z okolic Kowna”, kilka przykładów złego traktowania zakonnic wypędzonych do Witebska, o ucieczce do Galicji i to w zasadzie wszystko. Nie ma nawet imienia bohaterki. Większość artykułu zajmują wezwania do reakcji Europy na brutalne zachowania Rosjan wobec Polski i Polaków.

Machina prasowa ruszyła. Tego samego dnia francuskie pismo „L’ami de la religion” zamieściło korespondencję z Prus informując, iż do Poznania przybyła bazylianka z Mińska prześladowana przez biskupa Siemaszkę. Przypomnijmy: Mieczysławska już od 10 dni przebywała w Paryżu. Ta spóźniona informacja francuska ma jednak znaczenie, gdyż po raz pierwszy wymieniony został Poznań. Uważny czytelnik mógł sobie bowiem zadać pytanie: dlaczego z Galicji ktoś jedzie do Paryża przez Poznań? Mógł, ale nie zadał.

„Dziennik Narodowy” 27 września tegoż roku przyniósł więcej szczegółów.

Opisywał prześladowanie mniszek unickich już od roku 1837, a szczegóły były szokujące.

Według nich bestia w ludzkim ciele, biskup Siemaszko, nie umiejąc skłonić zakonnic do przejścia na prawosławie, zaczął je szykanować, zlikwidował klasztor, mniszki przesiedlił  pod Witebsk, gdzie poddawane były okrutnym torturom. Były bite, głodzone,  podawano im do jedzenia słone śledzie nie dając nic do picia itp. Zaganiano nieszczęsne do ciężkich prac ponad ich siły, kilka zmarło nie wytrzymując wysiłku, kilka zginęło przywalonych ciężarami, które kazano im dźwigać, wszystkie były wycieńczone i co noc modliły się o szybką śmierć.

Zakonnic pilnowały „czernice”, czyli prawosławne mniszki, które „wódkę lubiły bardzo”.

Nie brakło przykładów heroizmu. Uderzona w twarz przez biskupa Mieczysławska podniosła z ziemi wybity ząb i pokazując go oprawcy krzyknęła: „ – Tyloma orderami cię car udekorował, zawieś i ten ząb, będzie on twoją największa ozdobą!”.  Scena godna literatury.

„Puszczono na zakonnice bandę rozjuszonych, pijanych żołdaków, którzy nie mogąc na broniących się zaspokoić swych zwierzęcych chuci, do wściekłości oporem doprowadzeni, podrapali je, pokaleczyli, pogryźli uszy i nosy, oczy powyłupywali.” To jeden z charakterystycznych fragmentów artykułu.

Drastyczne opisy nie pozostały bez echa. O sprawie pisały pisma polskie jak „Demokrata Polski”, ale i francuskie, jak „L’Universe” a nawet belgijskie, jak „Journall de Bruxelles”. Irlandzki poseł do brytyjskiego parlamentu O’Connel  proponował rządowi angielskiemu stanowcze potępienie rosyjskiego barbarzyństwa.

W Paryżu wyszła broszurka „ Martyre de Soeur Irena Macrina Mieczyslaska et de ses compagnes”, ozdobiona portretem Mieczysławskiej.  Pojawiło się imię „Irena” nie znane wcześniej.

Już 21 września w kościele św. Rocha w Paryżu odprawiono nabożeństwo żałobne za dusze męczennic polskich.

9 października Mieczysławska została przedstawiona księciu Adamowi Czartoryskiemu. W jej obecności grupa młodzieży francuskiej złożyła „królowi emigracji polskiej” adres, w którym dała wyraz swemu oburzeniu na gnębicieli sumień.

W tym czasie, w dwóch kolejnych numerach „Gazety Wielkiego Xięstwa Poznańskiego” (8 i 9 Października) ukazały się zeznania Mieczysławskiej złożone przed wyjazdem do Paryża. Co ciekawe zatytułowane były „Opowiadania Julii Mieczysławskiej” i cytowane były za … „Gazetą Kolońską”.

Szczegóły losów unickich mniszek różniły się dość mocno, nawet jak widzimy, co do imienia bohaterki (to już trzecie), ale nie skłoniło to nikogo do zastanowienia. Sprawa rozwijała się szybko, ksienią zajęli się bracia zmartwychwstańcy  szykujący ja na spotkanie z papieżem, koła zbliżone do Czartoryskiego grzmiały, opinia publiczna była po jej stronie.

Oczywiście, cały ten szum nie mógł ujść uwagi urzędników rosyjskich. Co charakterystyczne, nie tyle przejmowali się oni opinią o Rosji w Europie, co pewnymi szczegółami z zeznań Makryny, które godziły w istotę porządku w Imperium. Z zeznań tych wynikało, że biskup Siemaszko stosował kary cielesne wobec zakonnic, czego mu robić nie było wolno. Oczywiście nie chodziło o jakieś tam prawa człowieka itd. lecz o to, że postępując tak wszedłby w kompetencje urzędów państwowych, o które urzędy te były wielce zazdrosne.

Rosjanie wyniki własnego śledztwa podali za pośrednictwem niemieckich gazet.

Fakty, które ustalili były następujące: Makryna nie mogła być ksienią bazylianek w omawianym okresie w Mińsku, gdyż w podawanych latach klasztor był zamknięty. Makryna było imieniem przedostatniej przełożonej bazylianek w Połocku, ale nie nazywała się Mieczysławska. Rosyjska genealogia nie znała nazwiska Mieczysławscy, ani tym bardziej nie potwierdzała ich pokrewieństwa z rodem książąt Wittgensteinów, co opisywała „męczennica”. Nie mogła także wychowywać się, jak twierdziła, w rodowym zamku w Stokliszkach, gdyż w rzeczonej miejscowości… nigdy nie było żadnego zamku. Itd.Itd.

Uwiadomiony o rosyjskich rewelacjach ks. Czartoryski odpowiadając redakcji „Journal de Debat”, który przedrukowywał pruskie artykuły napisał, że „Rosjanie nie mając argumentów czepiają się szczegółów”. Ta zdumiewająca odpowiedź sporo mówi o całej sprawie.

Makryna tymczasem miała Paryż u stóp. Rozhuśtana jeszcze po okresie towiańskim głowa Mickiewicza zawładnięta została całkowicie przez nowego guru. Pod jej wpływem poszedł nawet do spowiedzi do nielubianego księdza Jełowieckiego.  Słowacki widział w niej ucieleśnienie cierpiącej Ojczyzny, czemu dał wyraz w utworze „Rozmowa z matką Makryną Mieczysławską”.

Bezkrytycznie wielbiona przez Skrzyneckiego, Czartoryskich (nie wszystkich), misjonarza jezuitę Maksymiliana Ryłło i innych.

Opisywana przez prasę francuska podróż do Rzymu przez Marsylię pełna jest witających ją tłumów, nawróceń i cudownych zjawisk z uzdrowieniami włącznie. Histeria jakiej nie wywołał w „światłej Europie” chyba żaden nasz rodak.

Audiencja u papieża na długo zapadła w pamięć osobom towarzyszącym. Papież uzależniony od status quo w Europie nie obiecywał wprawdzie jakiejś stanowczej interwencji na rosyjskim dworze, ale poużalał się nad „świętą męczennicą” co niemiara. Końcówka audiencji była niezwykła. Makryna wyszła z Grzegorzem XVI na balkon i zanim hierarcha się zorientował zaczęła … błogosławić zebrane tłumy zamiast niego! Otoczenie zdębiało. Na coś takiego nie pozwoliłby sobie żaden kardynał!

Tymczasem Europę zajmowały już inne sprawy. Wiosna Ludów odsunęła nieco sprawę bazylianki na dalszy plan, ale jej nie zakończyła.

Kolejne działania to z jednej strony nacisk prasy na Watykan, z drugiej nadsyłane z Rosji dowody przeciw Mieczysławskiej. Prasa francuska, np. „Correspondant” potrafiła napisać tak sugestywnie o żądaniach papieża wobec cara (ich spotkanie odbyło się 13 grudnia 1845 r), że Watykan w popłochu musiał prostować te wieści, które – gdyby były prawdziwe – naraziłyby Stolicę Piotrową na konflikt, którego za wszelką cenę pragnęła uniknąć.

Prasa otrzymywała też „ z anonimowych źródeł” listy np. „nieznanego oficera napoleońskiego” (w domyśle – Polaka) demaskującego bzdury wygadywane przez Makrynę. Konflikt przybierał na sile, prawda jako taka przestała mieć znaczenie, nawet tzw. twarde dowody odrzucane były przez drugą stronę jako czcze wymysły.

Skądś to znamy?

W sprawę angażowały się państwa, instytucje i osoby prywatne. Paryż był zarzucony listami polskiego ziemiaństwa „udowadniającymi” prawdziwość słów ksieni.

Kiedy dziś czyta się te wszystkie papiery, bez trudu można sobie wyrobić zdania na temat całej afery. Wtedy emocje widocznie potrafiły skutecznie przesłonić oczy i zamulić mózgi.

Choć nie wszystkim, bo jeden z emigranckich pamiętników odnotowuje słowa ks. Czartoryskiego, któremu wyrwało się kiedyś, iż „niewykluczone, że trzeba będzie sprawę całą przykryć”.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, co zanotowali nieliczni trzeźwi obserwatorzy na temat osoby głównej bohaterki tej historii. Według nich była to prymitywna prostaczka nie mówiąca dobrze w żadnym języku, nawet rusińskim, wykazująca przy tym skłonności despotyczno-sadystyczne. Z klasztoru rzymskiego, który specjalnie dla niej utworzono, a którego była przełożoną, dochodziły skargi sióstr o złe ich traktowanie łącznie z pobiciami.

Odwiedzających ją rodaków, w większości o przekonaniach demokratycznych zrażała tekstami typu: „…Bóg tak chce, by szlachta zawsze rozkazywała, a chłop żeby słuchał”. Takie słowa z połowie XIX wieku nie mogły przysparzać zwolenników.

Już w 1850 ksiądz Haube pisał, że kardynałowie i nowy papież, Pius IX byli kompletnie rozczarowani co do Makryny do tego stopnia, że odsunęli ją od kierowania klasztorem.

Wikłała się w coraz bardziej bezsensowne intrygi mieszające w kołach polskiej emigracji, stopniowo tracąc cały kredyt zaufania, jakim ją obdarzono.

Zmarła w 1869 roku w Rzymie.

Był to już inny czas, inni ludzie, inna sytuacja w Europie. Ci, którzy interesowali się jej sprawą, patrzyli już na wszystko chłodniej, bez tych emocji, jakie towarzyszyły jej na początku. Powoli weryfikowano wszystko, co o niej było wiadomo.

Co odkryto?

Stwierdzono z całą pewnością, że niewiasta, która narobiła na Zachodzie tyle szumu, nie była ani Makryną Mieczysławską, ani nawet bazylianką. Znane są bez najmniejszych wątpliwości wszystkie nazwiska nie tylko przełożonych bazyliańskich klasztorów, ale także przebywających tam mniszek. Nie ma wśród nich żadnego nazwiska z tych, które podała Mieczysławska mówiąc o towarzyszkach jej ucieczki z Rosji.

Nie miała pojęcia o geografii połowy miejsc, na które się powoływała. Zmieniała szczegóły opowieści jakby zapominając, co powiedziała kilka dni wcześniej.

Nie zgadzały się podawane liczby, daty, miejsca.

Twierdziła, że jest krewną Wittgensteinów, ale dziwnym trafem nie wspomniała o pokrewieństwie ze skoligaconymi z nimi  Radziwiłłami, które to nazwisko zrobiłoby większe wrażenie na emigrantach.

Stokliszki zawsze były majątkiem państwowym, nie były więc „siedzibą rodową” nieznanego ani polskim, ani rosyjskim genealogom rodu Mieczysławskich.

Jej kłamstwa były zmyśleniami osoby niewykształconej, epatującej słuchaczy nieistniejącymi wśród mniszek nazwiskami (księżna Gedymin, księżniczka Jagiełło itp.)

Na pewne ślady naprowadzają wspomnienia biskupów prawosławnych np. biskupa Zubki, ale na ogół ą one traktowane podejrzliwie.

Wynikało z nich, że Makryna mogła być znaną w kręgach policyjnych oszustką, żoną rosyjskiego oficera, od którego uciekła, krążącą po parafiach i naciągającą łatwowiernych księży. Kilkakrotnie skazywaną i mieszkającą pod nadzorem w miasteczku Lubcze w  nowogródczyźnie.

Ciekawy ślad odkrył kościelny historyk ksiądz Jan Urban. Przytoczył on list, który otrzymał od jednego z zakonników wileńskich, powołujących się na przełożoną klasztoru benedyktynek w Wilnie, matkę M. Grekowicz.

Z jego treści wynikało, że osoba podająca się za Makrynę w rzeczywistości była kucharką w klasztorze sióstr benedyktynek, wdową po niejakim Wińczu.

Wg słów matki Grekowicz Wińczowa grała rolę Makryny „na namowę obywatelstwa”, ale nie wiadomo dlaczego.

Wyposażona w instrukcje, przekazywana z rąk do rąk przez bogatych ziemian wyjechała do Paryża. Prawdopodobnie chodziło o zaangażowanie tamtejszej opinii publicznej w sprawę nacisku na zachodnie rządy, które wg zamysłów Czartoryskich powinny zając się sprawą polską. W wyekspediowanie jej do Paryża zamieszana była m.in. rodzina Tyszkiewiczów.

Te rewelacje zostały potwierdzone przez inne osoby, różniąc się jedynie szczegółami. Np. w jednej z relacji Wińczowa była klasztorną szafarką.

Biograf biskupa Siemaszki, G. Kiprianowicz pisze, że wileńskie siostry (mówi o ss miłosierdzia, nie o benedyktynkach) wysłały Makrynę przez Połągę wyrobiwszy jej paszport.

Niewykluczone, że wszystkie te ślady dotyczą tej samej osoby, jest to jednak wciąż tylko hipoteza.

W całej tej historii najciekawsze jest to, że nawet długo po jej śmierci, kiedy wspomniane wyżej fakty powychodziły na światło dzienne, postać Makryny wciąż fascynowała rodaków.

Jej postać umieścił w dramacie „Legion” Wyspiański idealizując ją chyba jeszcze bardziej, niż Mickiewicz, a już w wolnej Polsce, w 1929 roku Antoni Waśkowski poświęcił jej swój dramat „Makryna”. Data gra rolę, bo sześć lat wcześniej ukazała się książka księdza Urbana demaskująca w sposób metodyczny oszustkę.

Można więc rozszerzyć znane powiedzenie mówiące o tym, że potrzeba matką wynalazków.

Okazuje się, że nie tylko wynalazków.

Postaci historycznych także.

Uwagę tę kieruję do tych, którzy podobne zjawiska potrafią dostrzec we współczesnym świecie.

Jerzy Łukaszewski

 

 

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. PIRS 2013-10-23
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-10-23
  3. przyjaciel Moniki 2013-10-23
    • przyjaciel Moniki 2013-10-23
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-10-23
  5. AJ 2013-10-23
  6. MaSZ 2013-10-23
  7. Sroka 2013-10-24
  8. Kot Mordechaj 2013-10-24
  9. de mowski 2013-10-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com