Benfranklin: Jajecznica na boczku

Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek zastanawiał się czy istnieje najgorszy program telewizyjny na świecie i jaki to program, to ja mógłbym mu pomóc.

Jeśli ktokolwiek lubi w niedzielę rano zjeść dobre śniadanie i polenić się trochę w domowych pieleszach po męczącym tygodniu, to nie powinien oglądać tego programu, albowiem apetyt można sobie zepsuć już do końca tygodnia. Program „Kawa na ławę” Bogdana Rymanowskiego właściwie nie zasługuje na jakąkolwiek recenzję, trudno w historii polskiej publicystyki telewizyjnej znaleźć coś słabszego i równie żenująco odpychającego niż ten… no właśnie.

Program Rymanowskiego trudno nawet  przyporządkować do jakiejkolwiek kategorii. Nie jest to z pewnością program opierający się na dyskusji polityków; takim programem jest choćby emitowane od lat przez telewizję publiczną „Forum”. Nie jest to też talk show, w studio nie ma bowiem publiczności, a z puszki nikt nie puszcza salw śmiechu.

Tu od razu przychodzi na myśl sitcom, „Kawa na ławę” jest podobnie jak sitcomy nadawana cyklicznie i kręcona w jednym studiu bez ujęć plenerowych, postaci w tej komedii również występują tam regularnie niczym aktorzy w tego typu komediach. Brakuje jednak scenariusza, dowcipy są nieświeże, aktorstwo poniżej dna, no i co w takim razie robi w studio  prowadzący?

„Kawa na ławę” jest przynajmniej oficjalnie programem publicystycznym, jednak konia z rzędem temu kto dostrzega w tym maglu choćby cień prawdziwej sztuki retoryki, jakiekolwiek próby argumentacji typowej dla publicystyki mające za zadanie przekonać kogokolwiek do własnej opinii. Na ekranie widać tylko machające łapkami groteskowe ogry, filmowane w idiotycznie bliskich planach, a z głośników dobiega bezustanny potok chaotycznego i bełkotliwego wrzasku. Całości z reguły dopełnia żałosny w swej sztuczności uśmiech zadowolenia prowadzącego, który najwyraźniej czerpie jakąś sadystyczną przyjemność z doprowadzania gości w studio do ekstatycznych wrzasków i drgawek.

Podobno stara hollywoodzka zasada tworzenia dobrych komedii głosi, że im więcej śmiechu i zabawy na planie – tym mniej śmiechu i zabawy dla widzów w kinach. Program Rymanowskiego zdaje się tę starą prawdę potwierdzać. Panowie w studiu praktycznie w każdym tygodniu wydają się bawić w swoim towarzystwie przednie, gorzej jest z odbiorcami przed telewizorami, co brałbym pod uwagę gdybym był dyrektorem programowym stacji telewizyjnej przechodzącej poważne kłopoty finansowe.

Stara dobra zasada pisania recenzji z kolei głosi, że należy równą miarę przykładać zarówno do dobrych jak i złych stron omawianego materiału. Spróbujmy więc poszukać dobrych i mocnych punktów programu „Kawa na ławę” i odpowiedzmy sobie na kilka pytań: czy to co serwuje nam co tydzień w niedzielne przedpołudnie TVN 24 jest mądre? Nie! – tu nie ma żadnych wątpliwości. Czy czegoś istotnego o Polsce i jej problemach oraz polskiej polityce możemy się z tego programu dowiedzieć? Nie! – tu także nie ma żadnych wątpliwości. Czy ten program bawi kogokolwiek poza prowadzącym, politykami w studiu i ich kolegami? Nie! – nic w tym nie ma zabawnego, dominuje tu humor koszarowo-bagienny, tak więc Polsat ze swoim nieśmiertelnym „Światem według Kiepskich” i tak zawsze będzie o niebo lepszy.

Można by od biedy uznać, że mocnym punktem programu jest scenografia, jednak ciastka leżące na stole nijak nie pasują do charakteru toczonych nad nimi pseudodyskusji, bardziej pasował by tu kawałek słoniny, golonka lub jajecznica na boczku. Notabene „Jajecznica na boczku” to także lepszy i bardziej odpowiedni tytuł dla tego programu.

Istniało i istnieje w historii (nie tylko polskiej) telewizji wiele takich programów, które zawdzięczały swoją popularność jakimś dziwnym zagrywkom, które nigdy nie były dobrze oceniane przez krytyków i fachowców, a mimo to przeciągały przed odbiorniki miliony widzów, również w polskiej telewizji można się czepiać całej armii ludzi i ich programów.

Po bliższym przyjrzeniu się jednak… Kuba Wojewódzki ma coś czego Bogdan Rymanowski nigdy nie będzie miał, on rzeczywiście umie zrobić „one man show” i nie można mu odmówić inteligencji. Szymon Majewski ma poczucie humoru, nawet jeśli jego krytycy uważają że jest dziwne. U Elżbiety Jaworowicz zawsze było widać przede wszystkim pasję. Monika Olejnik przynajmniej umie docisnąć rozmówcę do muru, nawet jeśli nie wszystkim to się podoba to z pewnością jest to jakaś umiejętność.

Bogdan Rymanowski nie ma żadnego z tych atutów, nawet nie opowiada tak słabych dowcipów jak Karol Strasburger; temu można wiele zarzucić, ale sam nigdy nie twierdził, że te dowcipy są dobre (a Rymanowski gdyby był na jego miejscu to zapewne tak by twierdził).

Bogdan Rymanowski ma tylko żenująco głupkowaty uśmiech prowadzącego, a to jednak jest trochę za mało, nawet jak na dzisiejsze mocno tabloidalne czasy. Rymanowski „najzabawniejszy” jest gdy usiłuje o coś dopytać swoich rozmówców. Zdecydowanie najbardziej błyskotliwym, śmiało można powiedzieć pytaniem wszechczasów w wykonaniu Rymanowskiego było trzykrotne: i co!? Ico!? I co!?

Prawda, że inteligentne? To dopiero jest dziennikarstwo pełną gębą!

W sprawie programu Rymanowskiego najbardziej zawodzi jednak nie prowadzący, a jego goście. To oni dają się wciągać w ten prymitywny sport, stając się szybko politykami kabareciarzami medialnymi w typie Ryszarda Kalisza czy Eugeniusz Kłopotka. Panowie ci jednak nie dostrzegli w porę poważnego zagrożenia jakie płynie wraz z częstym pokazywaniem się u boku Bogdana Rymanowskiego, a mianowicie, elektorat nie będzie ich traktował serio. Pierwsza zatem i jedyna rada dla polityków jaka płynie z oglądania programu „Kawa na ławę” brzmi.: jeśli chcesz być politykiem poważnym i mieć rzeczywiście mocną pozycję na scenie politycznej, to nie przychodź tam nigdy. Jeśli natomiast jesteś politykiem, ale wolałbyś prowadzić talk-show, zagrać w polskiej komedii lub zacząć karierę w branży porno, to obowiązkowo musisz chodzić do Rymanowskiego.

Na koniec rada dla widzów: jeśli w niedzielne przedpołudnie lubisz rozluźnić się, odpocząć przy kawie i obejrzeć coś wesołego, a przy okazji nadrobić zaległości polityczne z całego tygodnia to u Rymanowskiego tego nie zrobisz, lepiej obejrzeć jakąś głupią amerykańską komedię, bo jest inteligentniejsza, mniej hałaśliwa i bardziej zabawna. Jeśli ktokolwiek kiedyś będzie przyznawał tytuł najgorszego programu publicystycznego w historii polskiej telewizji, to wiecie już jaki jest mój typ.

Benfranklin


Dodajmy do tego kolejny tekst na ten sam temat (jakoś nam wysypało):

Kawa… się wylała

Pan Rymanowski prowadzi w niedzielne poranki (TVN 24) polityczne dyskursy. „Kawa na ławę”.  Wartość publicystyczna- że ma być szczerze i nie pod krawatem. W rzeczywistości jest, poczynając od prowadzącego na ostatnim gościu kończąc, jak u starej ciotki na imieninach. Wiele kiepskich dowcipów, udawanie odwagi, przekrzykiwanie się i więcej śmiania niż mądrości. Ale mu przywaliłem; w sensie- przygadałem… Jak sąsiadce spod czwórki, która na balkonie koce trzepie, a mnie przez otwarte okno kurz leci. Teoretycznie- mądrzy, do tego władni panowie. Wielokadencyjni. Do władzy tak nawykli, że już nic ich nie rusza. Nawet elektorat- rusza  za rzadko. Niestety.

Niby z różnych opcji, ale tak już skumplowani, że często nie wiadomo, kto-skąd. I te społecznie ważne sprawy omawiane w tonie i nastroju wymiany anegdot. Ciocia się może i czasem uśmiechnie, ale też w końcu i ona zauważy, ze kawa to się już wylała. I plam narobiła… A my wiemy jeszcze mniej niż przed imieninami. I przestajemy rozumieć- kto z prawa, kto z lewa, kto na środku. Bo właściwie wszyscy kręcą się wokół osi własnej osoby…

Telewidz 24


Od zaprzyjaźnionego Czytelnika dostaliśmy też – dotykający tego samego – tekst (ukaże się niebawem w prasie polonijnej) słynnego polskiego informatyka, prof. Andrzeja Targowskiego:

Andrzej Targowski:  Polskie Talk Shows

Dzięki telewizji satelitarnej możemy oglądać polską telewizję w dalekiej Ameryce i Kanadzie. Korzyść to wielka bowiem my Polacy kochamy Polskę i nie będąc w niej możemy na bieżąco widzieć co się w Ojczyźnie dzieje.

Telewizja stała się najmocniejszą CZWARTĄ władzą, po Sejmie, Rządzie i Wymiarze Sprawiedliwości. Kogo nie ma w „telewizji” tego nie ma w polityce. Dlatego każdy polityk garnie się do telewizji jak pszczoły do kwiatów. Ponieważ dzienniki są bardzo formalne, przeto talk shows są bardziej ciekawe do oglądania. Na przykład w TVN oglądam „Kawa na Ławę,” „Lożę Prasową,” „Horyzonty” i „Szkło Kontaktowe.”

Na ich podstawie można nieźle wyrobić sobie wyobrażenie o poziomie kultury politycznej w III RP. Tym bardziej, że mamy porównanie z amerykańskimi i kanadyjskimi podobnymi programami. Od pewnego czasu oglądam „Kawę na Ławę,” program prowadzony przez red. R. Rymanowskiego. Z biegiem czasu staje się nie do oglądania. Do rozmowy są zapraszani przedstawiciele największych partii w Sejmie. Tematy są dobrze wybierane, ale kultura wypowiedzi jest bardzo niska. Bowiem wszyscy mówią jednocześnie i przekrzykują się. Nikt nie pozwala na wywody drugiemu i w połowie zdania przerywa mu by zaprzeczyć. Zwykle kilku mówi na raz.

Wszyscy mówią sobie po imieniu, bowiem co niedzielę spotykają się i się nawet zaprzyjaźnili. Redaktor Rymanowski jest zręczny i inteligentny w podjudzaniu przeciwników politycznych. Kiedyś nawet panował nad rozmowami, ale, od kiedy wszyscy są ze sobą „na ty” nikt już nikim nie przejmuje się a zwłaszcza owym Redaktorem. Tu jak na dłoni widać brak kultury w polskiej klasie politycznej. Chaos, przekrzykiwanie, bratanie się, tanie przycinki są regułą.

W porównaniu do amerykańskich i kanadyjskich tego typu programów jest olbrzymia na niekorzyść różnica. Nawet, jeśli niektórzy uczestnicy rozmowy są ze sobą „na ty“ – to słuchacz nie wie o tym. Przerywanie, monologi, złośliwości i przekrzykiwanie nie ma miejsca. Słuchacz może dowiedzieć się, o co chodzi w rozmowie. Gdyby któryś z rozmówców nie przestrzegałby ustalonych norm, drugi raz byłby nie zaproszony do programu.

Czy można inaczej w polskich programach?  Z przyjemnością mogę wymienić „Loże Prasową,” prowadzoną przez red. M. Łaszcz. W audycji biorą udział popularni publicyści, którzy dyskutują ze sobą w kulturalny sposób a nawet z szacunkiem do osoby z przeciwnymi poglądami. Nikt nie przerywa red. Łaszcz, która w spokojny i rzeczowy sposób kieruje tematyką rozmowy. Podejrzewam, że gdyby tego nie robił to by już drugi raz nie był zaproszony do udziału.

Bardzo często występuje red. Pochanke w TVN 24. Specjalizuje się w prowadzeniu wywiadów. Zwykle robi te wywiady ze sobą, ciągle przerywając swemu rozmówcy. Niewątpliwie jest bardzo inteligentna, ale w dobrych programach amerykańskiej telewizji nie pracowałaby dłużej niż tydzień.

Natomiast audycja „Horyzonty” prowadzona przez weterana red. M. Wierzyńskiego nie odbiega poziomem od audycji amerykańskich. Wysoka rzeczowość i kultura rozmowy a nawet można z niej więcej czasem dowiedzieć się niż z audycji w USA. Zwłaszcza na tematy zagraniczne. No, ale red. Wierzyński przez wiele lat redagował Nowy Dziennik w Nowym Jorku i kierował polską audycją Głosu Ameryki w Washingtonie. Ma klasę i ton nadaje całej audycji. Natomiast „Szkło kontaktowe” przypomną dawny Kabaret Starszych Panów i jest klasą samą dla siebie.

Czyli można prowadzić dobre audycje. Tylko gdzie jest kierownictwo TVN? Skoro nie widzi wielkiej różnicy w jakości w swych audycjach?

Andrzej Targowski

 

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. mbpPolka 2012-02-20
  2. Roki 2012-02-20
  3. elkaem 2012-02-20
    • Incitatus 2012-02-22
  4. andy lighter 2012-02-20
  5. Magog 2012-02-21
  6. RRR 2012-02-22
  7. Anna Malinowska 2012-02-24
  8. Klim Krzysztof 2012-02-26
  9. Marek M. 2012-03-06
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com