Stefan Bratkowski: Sztuka zarządzania nienawiścią

democracy_deception2013-11-18. Parę miesięcy temu akurat uzgodniliśmy, ni mniej ni więcej z Tadeuszem Mazowieckim, pogląd, że demokracja może popełnić samobójstwo. Ja dodałem, że w demokracji głupota ma, niestety, prawa obywatelskie, mój rozmówca, nieco taką tezą zdegustowany, dorzucił po chwili jednak, że i szaleństwo też. Nie dokumentowaliśmy swoich opinii, było wszak jasne, że opieramy się na doświadczeniu tak cywilizowanego kraju jak Niemcy 1932 r., które w demokratycznym trybie oddały władzę Hitlerowi. Gdyby nieco wcześniej Andrzej Lubowski opublikował swoją świetną książkę, przywołałbym z niej opis, co zrobił zwycięski populizm z kwitnącej Argentyny. Populizm nie zna się na niczym poza hasłami, argentyńska demokracja dokonała pokazowego samobójstwa, Argentyna z pozycji pierwszej cywilizacji Ameryki Południowej zeszła na dalekie miejsce, na dobitek z bałaganem i nędzą. Demokracja sama przez się nie ma instynktu samozachowawczego.

To nic nowego. Wielki filozof historii, Arnold Toynbee, cytował znamienne fragmenty ze słynnego „Słownika historycznego i krytycznego” Pierre’a Bayle’a, ojca Oświecenia, ni mniej ni więcej, z lat 1696-97:

„Istnieją tego typu ludzie, dla których to wielkie szczęście, że naród nigdy nie zadaje sobie kłopotu, by zażądać od nich wyjaśnień w kwestiach doktryny, a nawet nie jest do tego zdolny. Ludzie okazują nadmierne pobłażanie dla tego światka, który wciąż podsyca waśnie przez gwałtowne, obraźliwe i pełne szykan publikacje, i który czyni to pod fałszywym pretekstem gorliwości… Dopóki będziemy znajdować ludzi, opowiadających się za partią, która wszczyna najwięcej hałasu i politycznej wrzawy, będziemy musieli przyjąć, iż choroba jest nieuleczalna”. Dalsza charakterystyka kontynuuje te diagnozy: „Muszą po prostu bezczelnie wygłaszać wszystko, co tylko przychodzi im do głowy, pod warunkiem, że mają stosowną zręczność dostosowania się do aktualnych nastrojów. Nie będą mieli u swego boku kpiarzy; będą mieli popleczników, którzy aż nadto przeważą kpiarzy” (tłum. J. Marzęcki).

To się jak widać sprawdza przez wieki. Musi zatem i demokracja znosić pozbawionych zdrowego rozsądku obywateli. Nie ma sposobu na łajdactwo i podłość, dopóki mieszczą się granicach prawa. Nie ma i sposobu na przeciwników demokracji, jeśli umiejętnie potrafią skłócać społeczeństwo wedle definicji Bayle’a i wykorzystać naiwność ludzi nie otrzaskanych z niebezpieczeństwami swobód, jakie gwarantuje demokracja. Może liczyć demokracja tylko na przyzwoitość i zdrowy rozsądek obywateli – i to jeżeli potrafią osiągnąć większość. Chyba, że i oni go tracą razem z instynktem samozachowawczym – bezbronni nawet wobec zagrażającej nienawiści.

Długi czas historii kariera nienawiści była w Polsce prawie nie do pomyślenia, Polska przez tak liczne wieki słynęła tolerancją i gościnnością.. Dopiero w 1911 r. Roman Dmowski jako przywódca „narodowej demokracji”, czyli „endecji”, ogłosił „wojnę narodową” z Żydami, ze specjalną dla niej, tanią gazetą. Wprost zachwycił tym carską Ochranę (carską policję tajną), bo sama niczego lepszego nie zdołała wymyślić dla osłabienia polskiej siły oporu. Interesem Polski było przekonywać pracowitą, inteligentną i ambitną mniejszość do sprawy polskiej, tymczasem wymyślono ideologię, która miała właśnie skłócić społeczeństwo ewentualnego przyszłego państwa polskiego, odebrać mu poczucie równowagi i zdolność współpracy z mniejszościami narodowymi. Dmowski, co łatwo udowodnić, bo tego nie ukrywał, był przeciwnikiem demokracji, endecja potem rozbijała odzyskane z takim trudem państwo polskie. Nie przypadkiem w 1911 r. Ochrana się tak ucieszyła.

Endecja i w wolnej Polsce szukała tożsamości w konflikcie i niechęci. Sam podział stawał się ideologią. Ta ideologia, niszcząca dla państwa, oznaczała niezdolność podporządkowania się wspólnym celom państwowymi i narodowym – jak podczas nawały bolszewickiej, kiedy w najbardziej dramatycznej sytuacji endecja próbowała obalić dowództwo Piłsudskiego. Nawet podczas okupacji endeckie Narodowe Siły Zbrojne nie podporządkowały się dowództwu Armii Krajowej. Teraz, o paradoksie, polityczni dziedzice endecji próbują podporządkować sobie –  wspomnienie Armii Krajowej.

Czy to wszystko wzięło się tylko z dziedzictwa po kompleksie Dmowskiego, obolałego z powodu niedostatecznej obecności w historii? Cóż, Dmowski nie był Piłsudskim, jak i w naszych czasach Kaczyński nie był Wałęsą. Dmowskiemu, wbrew jego mitologii, Polska niczego dobrego nie zawdzięcza; Kaczyńskiemu przynajmniej może. Kompleks niższości na ogół rozładowuje się agresją, często – wręcz obrażaniem przeciwników (choć  bywało, że i przedstawiciel SLD zwracał się publicznie do ministra finansów ordynarnym językiem). Ale niekulturalne czy brutalne obyczaje nie muszą jeszcze oznaczać nienawiści. Może to dziwne, ale wedle mojej obserwacji polityczne dziedzictwo tamtej endecji dopiero w naszych czasach przekształca się w aberrację, w nienawiść niczym nie uzasadnioną, ale szczerą, niekłamaną. Scharakteryzowała ją książka Roberta S. Robinsa i Jerrolda M. Posta, „Paranoja polityczna. Psychopatologia nienawiści” („Książka i Wiedza” 2007, oryginał ukazał się już w 1997 r.). Jeden z autorów to amerykański psychiatra, który zajął się psychologią polityki, drugi – politolog, którego zainteresowała psychopatologia w polityce. Zaznaczmy, że „paranoja polityczna”  to nie ta, wymagająca leczenia psychiatrycznego; chodzi tu o paranoidalny sposób myślenia, o myślenie urojeniowe, które wbrew realiom operuje nierzeczywistym obrazem sytuacji i wyobrażeniem o nim, a czasem, jak w hitleryzmie czy stalinizmie, potrafi zapanować nad rzeczywistością. Z głębokim, niemal fanatycznym zaangażowaniem. Warto poczytać i panią Jakubowską-Branicką, jej studium nienawiści. Ta nienawiść nie bierze się ze stwierdzonych błędów, nieuczciwości, czy braku rozsądku po drugiej stronie wzniesionej barykady. Jest z własnego, dość pokalanego poczęcia. Dobrze zarządzana ma nieograniczone możliwości rozwoju.

Otóż właśnie: buduje się i u nas drugie, równoległe państwo, odmawia się poszanowania legalnie, demokratycznie powołanym władzom demokracji polskiej. Mówi się o nich tylko źle, nie dopiero z okazji wrocławskich machlojek. Tworzy się drugi naród, który nienawidzi większości. Buduje się jego poczucie odrębnej tożsamości i nie wiadomo, czy nas, resztę, ma  on przekonać do siebie, czy pokonać. Jan Olszewski, ustępując, wypowiedział znamienne zdanie, że ważne jest nie „jaka Polska”, ale „czyja”. Używa się języka wojny – Leszek Kaczyński nie zginął w katastrofie wyprawy, zafundowanej mu przez brata, lecz „poległ”. Powtórzę banał: potrzeba – wroga. Jest niezbędny, pozwala łatwiej wyodrębnić swoją tożsamość. Rośnie ona do manii wielkości, z jej drażliwością – każda kpina ma wymiar „przemysłu pogardy”. Nie ma przeciwników, rywali czy oponentów, są tylko – wrogowie. A tacy „powinni zniknąć z politycznej sceny”. Dlatego rozsadza się polską normalność. Charakterystyczne: żadnej propozycji czegoś do zrobienia, a już tym bardziej – do zrobienia razem, wspólnie. Ba, wódz odżegnuje się już od koalicji w razie zdobycia władzy!

Może nie mam racji… Może ten drugi naród chce nas pozyskać? Są na to metody. Trzeba możliwie precyzyjnie wyszukać pola, na których można szczepić lub odnawiać kompleksy, zawiść i niechęć – da się założyć przecie, że w każdym rodaku znajdzie się coś, co zareaguje na bodziec wrogości, uruchomi prywatne poczucie niespełnienia. A po realnym socjalizmie została Polakom dość powszechna skłonność do niezadowolenia i narzekania, do mówienia źle o innych. To ułatwia zadanie. Każda frustracja jest do politycznego zagospodarowania, choćby i nonsensowna. Z czego wykwita stopniowo coraz intensywniejszy duch agresji, aż do buzującej nienawiści, coraz bardziej radykalnej i coraz łatwiej zapalnej, której manifestacjami zwolennicy umacniają się w niej wzajem. Inteligentny polityk potrafi nią sterować.

Bogatą mamy paletę bodźców konfliktu i wrogości. Poczynając od zadawnionej, jeszcze z real-socjalizmu, niechęci i roszczeń wobec rządu, winnego wszystkiemu, bo wszystko może (jakby mógł), a co to za demokracja, skoro nam, obywatelom, nie dają np. obalić rządu zbędnymi referendami. Można bronić polskości, choćby przed Unią Europejską, którą tylko należy doić lepiej niż ten rząd, a ta Unia to nowa Moskwa, Polskę zrobi województwem, zaś obcy wykupują nas za psie pieniądze, trzeba więc ożywiać poczucie zagrożenia narodowego i poczucie krzywdy, odrodzić narodowy kompleks niższości. A ileż mamy do dyspozycji różnych ksenofobii, czy to wobec Niemców, czy wobec Rosji, patriotyzm wymaga wrogości nawet wobec… Litwinów (kto by na to wpadł?). Nie będziemy kochać ludzi wyższych dochodów, bogaczy, bo proszę, jakimi luksusowymi samochodami jeżdżą, a skąd mają tyle pieniędzy? Na pewno kradną i robią interesy z tym cwanym rządem – jak te wszystkie warstwy wyższe, biurokracja, właściciele przedsiębiorstw, którzy nie chcą płacić więcej, bo kupują te drogie samochody. I mają się za inteligentniejszych, za mądrzejszych, ci inteligenci lekceważą nas, tych z Marymontu, co chcemy być z Żoliborza, a nawet z nas kpią. Kościół jeszcze nie zraził do siebie wszystkich wiernych, trzeba więc bronić naszej wiary i  Kościoła, bo nawet w minionym ustroju Kościół nie był tak zagrożony, Matka Boska jest z nami, nie trzeba Jej pamiętać, że była Żydówką, bo w rezerwie musi być antysemityzm, trudny, owszem, w kraju bez Żydów, ale od czego mamy do użytku tak prosty wytrych brzmiący: „to wszystko Żydzi”?

Znowu przesadzam? Piszę o tym, co widać gołym okiem i słychać. Wyznawcy wciąż buchają  nienawiścią, choć im nikt przecie niczego złego nie zrobił, poza tym, że ich przegłosowano, zabierając władzę. Oglądamy demonstracje chamstwa na ulicach i w Internecie, nawet na cmentarzach, transparenty z ordynarnymi i podłymi hasłami, niesione za plecami wodza, pełne nienawiści dochodzącej do wściekłości Dudy z jego obelgami pod adresem premiera. Pozwala to w sensie psychologicznym zrozumieć ładunek namiętności w zbrodniach Breivika czy w chorych marzeniach Grzegorza Brauna, Brunona Kwietnia i towarzyszy, Jarosława Rymkiewicza (lewicowych radykałów o podobnych, niemal morderczych upodobaniach jest znacznie mniej). Nie uformowało Breivika internetowe oderwanie od rzeczywistości. Nie studiował wyborczych machinacji w polskiej Platformie Obywatelskiej. To nienawiść o napędzie własnym, bez napędu czyjąś odwzajemnioną nienawiścią. Dzieli naród i społeczeństwo, jeśli nie do granic domowej wojny, to na pewno do prób sparaliżowania państwa. Nie zna przyjaźni, sympatii do innych, zrozumienia ich i porozumienia, ducha współżycia z innymi, życzliwości. Wódz już grozi, że usunie swych przeciwników ze sceny politycznej „raz na zawsze”, nie zastanawia się, ile by antypatii publicznej odziedziczył po sobie samym z objęciem władzy. Ale też jego filozofia polityczna, filozofia Carla Schmitta, nauczyciela, pardon, hitlerowców, uczy, że polityka polega na stałym budzeniu i podtrzymywaniu konfliktu. Choć występy szumowin w święta narodowe, wybryki, nacjonalistyczne bądź rasistowskie, kiboli, awantury „narodowców”, ataki na ludzi  czarnej skórze, domniemanych semitów, Romów, itp., to, chcę wierzyć, samoistny margines, co najwyżej tylko programowany przez wodza. Ich widok odstrasza od skrajnej prawicy nas, normalnych ludzi.

Czas się zadeklarować. Nie jestem zwolennikiem żadnej z partii, nie mogących dogadać się same ze sobą. Cenię Donalda Tuska jako szanowanego w Europie męża stanu. Wolałbym, żeby jego rząd znał fachowców, których ja znam, i czasami ich pytał – nie dlatego, że ja ich znam. Ale z zasady i dla zasady szanuję rząd, konstytucyjnie powołany, i nie trawię dezawuowania go, przeszkadzania mu, by nie mógł rządzić – bo tak się psuje państwo. Irytuje mnie dezynwoltura, brak szacunku wobec własnego, legalnego rządu, czyli wobec naszego państwa, popisy niezależności przez agresję i głupie złośliwostki. Nie pojmuję przyjemności pogłębiania konfliktów. Ani satysfakcji mądrzenia się tych, co to by jak widać lepiej rządzili. Jeśli zaś dla słupków oglądalności po każdej sensownej wypowiedzi lub fakcie pozytywnym jakaś gwiazda nienawiści w imię „obiektywizmu” z pasją pani Pawłowicz opowiada bzdury, to brednia wymazuje pamięć zdań rozsądnych… Rozumiem, że normalnie funkcjonująca demokracja jest nudna, nie widzi się tego, co normalne. Tylko więc politycy dostarczają mediom za zaliczeniem co rusz jakichś atrakcji, inaczej musiałoby zaspokoić ludzką potrzebę sensacji dziecko francuskie, hodowane w bagażniku, rolnik maltretujący bydło i zawsze niezawodne katastrofy samochodowe. W normalności czasem tylko wykwitnie uśmiech jak w Luboniu, jedyne wiadomości pozytywne w telewizjach podają reklamy. Ale reklamy są rzeczą interesu, za politykami kryje się zaś polityka, w której można psuć polskie interesy…

Wczesne zasługi na tym polu położył ojciec dyrektor ze swą krucjatą anty-unijną i donosami na Polskę. Dlatego dał mu Kreml przekaźnik o takim zasięgu. Anty-zachodnie pobożne radio z tym przekaźnikiem to istna rosyjska agentura wpływu. Ewentualne Polski zerwanie z Unią to interes Targowicy, interes Rosji imperialnej, nie nasz. Ani naszych przyjaciół w Rosji.

Jak obserwuję, wodzowi śpieszno do władzy i demonstruje potęgę swoich jej zapowiedzi. Jako bywalec jednak w historii kilku cywilizacji, w których mogłem obserwować różne procesy autodestrukcji, zauważę tylko, że każde Wielkie Zło – ma swoje zlekceważone (bądź przespane i niedostrzegane) początki…

Stefan Bratkowski

Ten tekst naszego autora ukazał się w świątecznym wydaniu Gazety Wyborczej w nieco skróconej wersji i pod innym tytułem – SO

 

Print Friendly, PDF & Email

30 komentarzy

  1. Jacek Arkuszewski 2013-11-18
  2. SAWA 2013-11-18
  3. bisnetus 2013-11-18
    • Alina Kwapisz-Kulińska 2013-11-18
      • bisnetus 2013-11-18
        • Kubzdela 2013-11-18
        • Incitatus 2013-11-19
    • SAWA 2013-11-19
    • Aleksy 2013-11-21
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-11-18
  5. PiotrG 2013-11-18
    • bisnetus 2013-11-18
      • Eva-1989 2013-11-21
  6. Marian. 2013-11-18
  7. Walter Chełstowski 2013-11-18
    • Marcin Fedoruk 2013-11-18
  8. Magog 2013-11-18
  9. Jerzy Łukaszewski 2013-11-18
  10. Jerzy Łukaszewski 2013-11-18
  11. PiotrG 2013-11-18
  12. Marek Twardowski 2013-11-19
  13. Marian. 2013-11-19
  14. Marek Twardowski 2013-11-19
    • angor 2013-11-19
  15. przyjaciel Moniki 2013-11-19
    • SAWA 2013-11-21
  16. Grosicki Aleksander 2013-11-19
  17. kiss 2013-11-20
  18. nickt 2013-11-20
  19. Roman Stokosz 2013-11-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com