Irena Dryll: Od bezrobocia do neofaszyzmu

tlum12013-11-23.

Zadziwiająco współcześnie brzmi esej napisany 75 lat temu przez naszego wybitnego socjologa Ste­fana Czarnowskiego „Ludzie w służbie przemocy”,  przypomniany przez jedną z gazet ponad pół wieku po wznowieniu.1 Autor nawiązuje do zwycięstwa faszy­zmu w Niemczech w 1933 r. i wskazuje na jeden z bar­dzo ważnych czynników, który do tego doprowadził.

Czynnikiem tym było według niego istnienie marginesu społecznego (…), tj. dostatecznej liczby jednostek zdeklaso­wanych, nie mających określonego społecznego statusu, z punktu widzenia produkcji materialnej i intelektualnej uważanych za zbędnych i za takich uważający się. Nie jest to lumpenproletariat, margines obejmuje bowiem jednostki i całe grupy, których do niego zaliczyć nie sposób — obok włóczęgów, ludzi żyjących z dorywczej pracy (…) zawodo­wych przestępców. Mieszczą się na marginesie (…) także ludzie uczciwi, którzy … z jakichkolwiek powodów „nie znajdują sobie miejsca na świecie”: a więc zarówno mło­dzież z rodzin robotniczych daremnie poszukująca zatrud­nienia, jak i drobnomieszczańscy dyplomanci szkół wyż­szych niewiedzący co począć ze swoimi dyplomami (…). Należą tu ci wszyscy, których zorganizowana społeczność traktuje jako darmozjadów i natrętów (…), których poma­wia o pasożytowanie na organizmie społecznym.

Kartelizacja2 doprowadza – pisał S. Czarnowski – do zamykania warsztatów w imię usunięcia konkurencji. Racjonalizacja doprowadza do ograniczenia liczby robot­ników (…). Powstaje w naszych oczach armia wykolejeńców pochodzenia chłopskiego, robotniczego, inteligenckie­go; olbrzymi, coraz liczniejszy margines, w coraz wyższej mierze składający się z ludzi młodych, pełnych młodzień­czego temperamentu, a skłonnych do wytwarzania w sobie „kompleksu mniejszej wartości” i łaknących zaznaczenia się w przeciwieństwie do tych, którzy mają pracę, którzy zarabiają, którzy cieszą się szacunkiem ogółu. Ludzie ci są dla faszyzmu potrzebni. Z nich bowiem rekrutuje on swo­je bojówki, swoje czarne, brunatne czy też innego koloru koszule. Ci młodzi zbędni, są bowiem w domu ciężarem i często spotykają się z wymówkami, że nic nie robią. Przy­jąć ich do pracy nie chce nikt. Uczyć się, czy douczać nie mają za co, ani gdzie.

Przedwojenny esej S. Czarnowskiego skłania do spoj­rzenia nie tylko na skutki polskiej transformacji, ale przede wszystkim na jej charakter, czy wręcz model. Oto bowiem w epoce, gdy napędem rozwojowym staje się wiedza, mi­liony wykształconych Polaków słyszą: jesteście zbędni.

Zawartość i treści prezentowane w serwisie Obserwator Konstytucyjny nie przedstawiają oficjalnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego.

Jaką demolkę ta schizofreniczna sytuacja czyni w ser­cach i umysłach? Wśród ludzi „zbędnych w transformacji”, podobnie jak w latach 30., są przede wszystkim młodzi, i to ich dramat jest w centrum uwagi, choć nie tylko oni są ofiarami.

Stracone pokolenie

Na przykład są nimi też: ludzie „zza bramy” – zwolnieni z fabryk w ramach restrukturyzacji, ludzie „z likwidacji” pozbawieni pracy na skutek likwidacji zagłębia wałbrzy­skiego, PGR-ów czy sektora stoczniowego, ludzie „z upad­ku”, czyli z upadających i bankrutujących firm (tylko we wrześniu br. ogłoszono upadłość 66 przedsiębiorstw za­trudniających 4200 osób). W całym przemyśle w okresie transformacji zlikwidowano ok. 2,5 min miejsc pracy.

Wśród powstałej armii bezrobotnych są długotrwale bezrobotni (tzw. DB). Według GUS (BAEL) w II kwartale 2013 r. było ich aż 655 tys., a oprócz nich ponad 1,1 min tzw. zniechęconych, tj. biernych zawodowo, bo przekona­nych, że pracy nie znajdą. Wśród blisko 13,7 min biernych, odsetek zniechęconych wyniósł w tymże II kwartale 8,2%.

Choć w oficjalnych statystykach nie ma „ukrytych bezrobotnych”, są oni w tzw. realu, np. wśród mieszkań­ców wsi mających status pomagających członków rodzin. W II kwartale br. było ich 450 tys. Do „kręgu zbędności” można też zaliczyć co najmniej część spośród 2,5 min osób skrajnie biednych, żyjących poniżej minimum egzystencji, a także tzw. biednych pracujących, sfrustrowanych niską płacą mimo ciężkiej pracy. Zalicza się do nich od 12% pra­cujących (GUS) do ponad 24% (Eurostat). W statystyce unijnej ,,working poor” to pracujący, których zarobki są poniżej 2/3 średniej krajowej. U nas wielu pracowników takie wynagrodzenie uważa za dochód umożliwiający tzw. godne życie. Oto jeden z obszarów „wspólnej Europy”.

„Zbędni” to oczywiście także bezdomni, według sza­cunków różnych instytucji od 30 do 70 tys. i więcej, choć spis powszechny wymienia ok. 10 tys. osób żyjących bez dachu nad głową(w kanałach, na działkach, na dworcach itp.) i ok. 16 tys. w różnego rodzaju schroniskach i noc­legowniach.

Wśród „zbędnych” lub kandydatów na „zbędnych” na szczególną uwagę zasługuje specyficzna grupa NEET (not in education, employment or training), czyli młodych poni­żej 25 roku życia, którzy nie pracują nie uczą się i nie uczestniczą w szkoleniach. NaNEET-owców jako młodych, którzy czują się zbędni zwraca uwagę raport MOP z września 2012 r. Eksperci MOP jako pierwsi użyli wobec obecnego pokolenia młodych określenia stracone pokolenie. Według szacunków MOP grupa NEET wynosiła w Polsce w 2011 r. ponad 590 tys. (11,6% grupy wiekowej 18-24).3

Czy młody NEET-owiec czuje się sfrustrowany i zbęd­ny, czy mu z tym wygodnie? Czy w tej grupie przeważają lenie, czy ofiary transformacji? Tego niestety nie wiemy.

Pracodawcy za ten stan obarczają winą system edukacji, który – ich zdaniem – wymaga zmiany (po nieudanych re­formach przeprowadzonych przez rząd Jerzego Buzka/ Leszka Balcerowicza w latach 1998-2001). Ale w odniesie­niu do szkół wyższych pracodawcy chcą uczelni „wpaso­wanych” w rynek, kształcących tylko i wyłącznie na ich potrzeby i dla ich zysku, co pokazuje horyzont myślenia państwowego tej grupy. Niestety, państwo to nie prywatna firma, a społeczeństwo to nie balast wyrzucany z łódki. Horyzont przedsiębiorcy, gdy staje się wyznacznikiem poli­tyki państwa i preferowanego systemu wartości, sprowadza to państwo do roli pośmiewiska. Włosi coś mogą o tym po­wiedzieć.

Zdaniem prof Krystyny Szafraniec – autorki rządowego raportu o sytuacji młodzieży, główny problem młodego pokolenia to niemożność usamodzielnienia bez pracy. Zja­wisko kolektywnego awansu charakterystycznego dla mi­nionych dekad, zaczyna być zastępowane przez zjawisko kolektywnej degradacji.

Prof. Zygmunt Bauman, najbardziej dziś w świecie zna­ny polski socjolog, zaatakowany na Uniwersytecie Wro­cławskim przez młodych narodowców, mówił tam o tra­gicznym paradoksie: Młodzi ludzie między 16 a 25 rokiem życia są najbardziej wykształconą generacją w historii ludzkości i zarazem najbardziej bezrobotnym pokoleniem w historii. To jest wielkie nieszczęście, nie tylko dla tych ludzi niemających co ze sobą robić.

Choroby społeczne wkraczają na naszych oczach szero­kim frontem na uczelnie, bo na stadionach są regułą od dawna.

W oczach prawicy, kibol to prześladowany patriota, przywiązany do wartości katolickich, zaangażowany w działalność społeczną (niektórzy kibice sąnp. krwiodaw­cami), antykomunista, niepokorny, walczący z nieudolnym rządem Tuska. W opinii dr Macieja Gduli, socjologa z UW, diabolizowanie kibiców to oszustwo, oni nie są dziś głów­nym problemem społecznym, choć problemem jest oczywi­ście rosnący poziom przemocy związany z działaniami kibi­ców, czy rasistowskie i homofobiczne hasła, które głoszą}

Nowa podklasa nędzy

Skupianie społecznej uwagi na kibolskich działaniach, bo spektakularne, głośne, budzące strach, ale i … jakże medialne, to chyba faktycznie temat zastępczy i swoista zasłona dymna. Groźniejsze wydają się występki skrajnie antysystemowej młodzieży z różnych pseudoorganizacji koślawo sięgających do przedwojnia. Niestety, nie wiemy o tych grupach dużo, zjawisko jest mało zbadane. Mało zbadane są też środowiska pozostałych „zbędnych w trans­formacji”, którzy młodzieżą nie są, głów nie golą nie mają za idola Hitlera, koszul nie noszą wykładowców nie pędzą ale mogą okazać się bardzo groźni. Przy urnach.

Część z nich tworzy nową podklasę, której istnienie za­sygnalizował już jakiś czas temu znawca tematyki śląskiej – prof Marek S. Szczepański. Jego zdaniem, wiele wska­zuje na to, że przeprowadzana w kraju transformacja ustro­jowa i restrukturyzacyjna tradycyjnych regionów czy miast przemysłowych takich jak Górny Śląsk, Łódź i Wałbrzych zrodziła nową generację ludzi zbędnych i „luźnych”.

Wzrostowi gospodarczemu i rosnącej zamożności częś­ci społeczeństwa towarzyszy ubożenie znaczących, dużych grup społecznych, ich marginalizacja polityczna i kultural­na. Powstaje szacowana na ok. 9% (prof Henryk Do­mański) społeczeństwa underclass – podklasa społecz­na utożsamiana z nową biedą, garnuszkiem państwa i instytucjami pomocy społecznej.

Część tych ludzi, ulokowanych zwłaszcza w tradycyj­nych osiedlach robotniczych, w tak zwanych zespołach awaryjnych czy powstających kwartałach socjalnych two­rzy zręby regionalnej undercalass. Jest ona uwikłana w błędne koła niedostatku, nędzy, marnego wykształcenia i roszczeniowych postaw wobec systemu pomocy i opieki społecznej. Już teraz, w wielu miastach regionu, funkcjonu­ją rodzinne i dzielnicowe getta owej podklasy, żyjących na państwowym, samorządowym czy sąsiedzkim garnuszku?

Wymieniony Wałbrzych, najbardziej – obok PGR-ów -dobitny przykład transformacyjnej patologii do dziś czuje skutki wciąż budzącej kontrowersje likwidacji zagłębia węglowego. W tym roku minie 15 lat od zamknięcia ostat­niej z trzech kopalni (KWK: Victoria, Wałbrzych, Thorez) zlikwidowanych w latach 90. wraz ze zwolnieniem ok. 20 tys. ludzi.

Koncepcje całościowej restrukturyzacji regionu wał­brzyskiego niestety nie wyszły, podobnie jak kolejne plany legalizacji (lub likwidacji) biedaszybów – pisaliśmy o tym ponad trzy lata temu omawiając kapitalną książkę-doku-ment dotyczącą m.in. Wałbrzycha i biedaszybów.6

Coś jednak się zmieniło, bo oto dziś Wałbrzych przoduje w kraju … w dezaprobacie dla demokracji (kilkanaście procent elektoratu).

Bieda – szczęście – rozwałka

„Diagnoza społeczna 2013″ pokazuje, że już wiosną 2011 r., pierwszy raz od 2000 r., więcej rodzin weszło do strefy ubóstwa niż się z niej wyrwało. A tegoroczne bada­nie przeprowadzone wiosną wykazało, że w ciągu dwóch lat dochody rodzin spadły o 5%, i więcej niż co trzecia ro­dzina (35%) ma kłopoty z przysłowiowym wiązaniem końca z końcem. Na wiarygodność tych badań cień rzuca jednak to, że mimo spadku dochodów i rosnącej biedy -Polacy są ponoć coraz bardziej zadowoleni z życia. Szczęś­cie znajdują w biedzie? Gdyby tak miało być, to jesteśmy na dobrej drodze.

Według raportu GUS z czerwca tego roku „Ubóstwo w Polsce w 2012 r.” w biedzie żyło od 6,7% do 16% Pola­ków, tj. 2,5-6 min osób. Niższa z tych liczb wynika z wyli­czonego przez IPiSS minimum egzystencji, czyli dochodu niezbędnego do biologicznego przetrwania. Dla gospodar­stwa jednoosobowego było to w zeszłym roku 521 zł, dla czteroosobowej rodziny (dwoje dzieci do lat 14) 1401 zł. Te 2,5 min osób nieosiągających dochodów na tym pozio­mie, żyjących w nędzy, „zasilało” szeregi zbędnych. Czy szczęśliwych?

Według unijnej miary przyjętej w strategii “Europa 2020” wskaźnik zagrożenia ubóstwem w Polsce w 2011 r. wyniósł 17,7% (ok. 6,6 min osób). Jeśli jednak do ubo­gich dodać wykluczonych, wskaźnik wzrasta do 27,2% (10,2 min osób) wobec 24,2% średnio w UE.7 Jak mówią eksperci -jesteśmy krajem bogatym na tle świata i równo­cześnie biednym na tle „starej” Europy czy USA. Inaczej: najbiedniejsi wśród bogatych, albo najbogatsi wśród bieda­ków. Od której strony nie patrzeć – jako społeczeństwo tkwimy w pozycji sprzyjającej społecznej schizofrenii, rodzącej reakcje i zachowania nieoczekiwane.

Niezadowolenie ludzi zbędnych – pisał S. Czarnowski analizując rosnące poparcie dla faszyzmu w Niemczech -w czasach niestabilnych może zadziałać jak taran, zagrozić istniejącemu porządkowi, demokracji. Może być równie groźne, bądź groźniejsze od frustracji młodych – NEET-ów, nacjonalistów, czy kiboli.

(…) Faszyzm osiąga [sukcesy – I.D.] w wyborach dzięki masie ludzi niezadowolonych, gotowych poprzeć radykalną zmianę stosunków. Takich można spotkać wszędzie w Euro­pie, są rozmaici i mają rozmaite motywy – pisze Jacek Bocheński w eseju ,Litania polskiej gorszości”. Niezado­wolonych łączy jedno: poczucie, że okropnego stanu rzeczy nie można już wytrzymać, więc trzeba wszystko rozwalić.

Irena Dryll

1 St. Czarnowski „Studia historii myśli i ruchów społecznych”‘. Dzieła, tom II (s. 186), PWN, Warszawa 1956.
2 To ówczesna faza monopolizacji przez koncentrację kapitału.
3 MPiPS: Krajowy Program Przeciwdziałania Ubóstwu i Wykluczeniu Spo­łecznemu 2020,Warszawa 2013
4  Por. rozmowa z dr M. Gdułą, „Gazeta Wyborcza”, 3.09.2013, s. 7.
5  Czytelnia >>Blog Archive<< Ludzie zbędni i życie na przemiał.
6   T. Rakowski „Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy”, Gdańsk 2009 („SP nr 6/2010).
7   MPiPS: Krajowy program (…) op.cit.

Artykuł opublikowany w miesięczniku „Służba pracownicza” oraz w Obserwatorze Konstytucyjnym

 

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Walter Chełstowski 2013-11-23
    • SAWA 2013-11-24
  2. kwiatkowska 2013-11-23
  3. Marcin Fedoruk 2013-11-23
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-11-24
  5. P.J. Dąbrowski 2013-11-24
  6. kwiatkowska 2013-11-24
  7. nickt 2013-11-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com