Maciej Różalski: Brednie się zdarzają

Kiedyś miałem okazję ostro ściąć się ze znajomym. W sprawie dość prozaicznej jak na dzisiejsze czasy, bo dotyczącej dewastacji przystanku autobusowego, niedaleko którego tenże znajomy mieszka. Przystanek zdewastowany, Policja i państwo nic nie robi z chuliganerią – wnioski pierwotne z dyskusji. Wtórne – nikt nie zrobił nic by odpowiednie służby powiadomić, mimo iż miejsce i pora dewastacji gwarantują obecność świadków. Wnioski końcowe – tylko frajerzy donoszą policji, poza tym szkoda czasu i ciągania się po sądach. Innymi słowy część naszych współplemieńców, i to niezależnie od wykształcenia czy poziomu życia, roszczenia ma spore, ale nie poczuwa się do elementarnej odpowiedzialności należnej wspólnocie w której mieszka. To samo dotyczy wspólnoty w której pracuje, w której się uczy, każdej wspólnoty w której ramach egzystuje. Scysja jako żywo stanęła mi przed oczami po dzisiejszej prasówce, z oczywistych względów dotyczącej przede wszystkim sobotniej katastrofy kolejowej.

W serwisie „Redakcja blogi.newsweek.pl” trafiłem na dwa wpisy. Z pierwszym, Histeria po katastrofie Grzegorza Ziętkiewicza, się zgadzam. Grzegorz nie napisał niczego odkrywczego bo katastrofy się zdarzają. Niestety i po prostu.

Z drugim, Refleksje po katastrofie Andrzeja Orzechowskiego, zgodzić się nie mogę. Cytując fragment:

„I na koniec najsmutniejsza refleksja. Jestem dziwnie spokojny o to, że przez najbliższych kilka tygodni ze wszystkich stron będziemy bombardowani opiniami, że za katastrofę odpowiada… państwo. Bo to państwowe koleje i państwowe spółki. A jeśli nie państwo, to… ludzie. Bo neoliberalny homo oeconomicus – w obliczu każdego niepowodzenia, każdej klęski – winę widzi przede wszystkim po swojej stronie, w swojej indolencji, niekonkurencyjności, braku chęci do zdobywania doświadczenia przez kolejne miesiące nieopłacanej pracy w ramach stażu. Cały czas słyszymy na przykład, że ciężka sytuacja innych (np. Grecji) to nie wina złych mechanizmów (wolnorynkowych spekulacji walutami i długami państw), lecz wina lenistwa i nieporadności ludzi. Większość z nas bezrefleksyjnie łyka te neoliberalne brednie…”

pozwolę sobie zauważyć, że to nie neoliberalne brednie doprowadziły do kryzysu strefy euro tylko neosocjalistyczne urojenia. Państwo, w którym „należy się” dodatek za spożywanie darmowych posiłków w świetlicy zakładowej, tudzież inny za grzanie silnika oraz szereg podobnych, równie niedorzecznych, nie ma szans, musi zbankrutować. Przyczynkiem do tego nie jest spekulacja walutami, tudzież długami, a tylko i wyłącznie niewydolny system stworzony przez człowieka. To nie zrobiło się samo. To efekt zbiorowych i indywidualnych decyzji konkretnych ludzi mających najwyraźniej dość luźny stosunek do rzeczywistości. To chęć łatwego zarobku skłoniła ludzi do wyboru takich a nie innych władz greckich związków zawodowych, te, by uzyskaną władzę utrzymać, do wywierania określonej presji politycznej na greckie partie parlamentarne. To efekt zbiorowego braku wyobraźni i odpowiedzialności za wspólnotę w której się mieszka, pracuje, przebywa.

Zwalanie przyczyn problemów na ideologię to piękna wymówka dająca poczucie wyższości i pozycjonująca piszącego gdzieś z boku. W jego mniemaniu na pozycji obiektywnego sędziego. Rzeczywistość, niestety, jest bardziej skomplikowana.

To nie podział PKP na spółki doprowadził do sobotniej tragedii. Przyczynkiem do podziału PKP na zestaw spółek była niewydolność molocha, jakim było PKP u progu przemian ustrojowych. Warszawska Kolej Dojazdowa stanęła na nogi dopiero po jej wydzieleniu ze struktur PKP i przejęciu przez Konsorcjum Samorządowe. Powstała w ramach PKP trójmiejska SKM swoją wydolność ekonomiczną zawdzięcza niezależności jako spółka-córka w ramach grupy. Warto w tym momencie wspomnieć, że nadal mamy do czynienia z jednym, państwowym podmiotem pod nazwą „Grupa PKP” w skład którego wchodzi zestaw mniejszych spółek. Tak więc mamy półśrodek – państwową spółkę prawa handlowego. Obawiam się też, że gdyby to wszystko nadal trafiało do jednego gara, to byłoby gorzej.

Przyczynkiem do katastrofy, prócz zwykłej awarii sprzętu i błędu ludzkiego, mogliby być co najwyżej (co najmniej) ludzie – ignorujący procedury i twórcy złych, inicjatorzy ustawicznych zmian rozkładów, sprzecznych działań, nieskończonych i nieskoordynowanych remontów, nadmiernie rozpraszający odpowiedzialność lub koncentrujący ją w niewłaściwym miejscu. Ale nadal byliby to konkretni ludzie i kwestią otwartą pozostaje to, czy instytucja, którą mimo wszystko reprezentują, będzie zdolna dokonać stosownej analizy przyczyn i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Sprowadzanie problemu do podziału PKP na spółki, wpuszczenie na szyny innych przewoźników, domniemana zła lub brak koordynacji i kompatybilności między przewoźnikami jest raczej tematem zastępczym. Bliższym prawdy byłoby dotychczasowe traktowanie transportu kolejowego – jako drugiej kategorii względem transportu drogowego, zwłaszcza indywidualnego. Niestety, w tym aspekcie często prezentujemy kompleks dorobkiewicza – najważniejsza własna bryka i hektary asfaltu.

Jak to się przenosi na naszą, tę bliższą ciału, rzeczywistość. Winni są zawsze jacyś „oni”. Im trudniejsi do zdefiniowania, tym lepsi. W sprawie okoliczności związanych z katastrofą mamy podobnie – wszyscy pełni troski zrobili wszystko co się da. Kolejowe związki zawodowe narzekają na spółki, podziały, brak szkoleń, wysoki wiek obecnie zatrudnionych, przepracowanie. Tylko ja się w tym momencie zapytam – dlaczego jak dotąd nie przeczytałem i nie usłyszałem o zbiorowych pozwach przeciwko pracodawcy (PKP) składanych przez maszynistów i/lub zarządzających ruchem? Robi się jak z tym przystankiem – kupa narzekających, ale nie ma komu zrobić co należy. Gdzież te związki gdy dochodzi do (jakoby) masowego łamania prawa pracy? Jeśli faktycznie coś ma się zmienić to należy zacząć od spraw leżących u fundamentów i najprostszych.

Maciej Różalski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com