Adam Daniel Rotfeld: Myśli o Rosji… i nie tylko


Najnowsza książka prof. Adama Rotfelda jest zbiorem jego esejów i artykułów, a także wywiadów, jakich udzielił polskim mediom w ostatnich latach. Ich głównym tematem jest Rosja i stosunki polsko-rosyjskie, a także jej relacje z Zachodem, (choć nie tylko). Zebrane w jednym tomie są one znakomitym przykładem, wręcz wzorem tego, jak można i należy dyskutować o Rosji: racjonalnie, (choć nie bez emocji), bez zacietrzewienia, stereotypów i fobii.

We wstępie do książki prof. Adam Rotfeld pisze:

„Czesław Miłosz w jednym z esejów o Rosji wyraził myśl godną zastanowienia. Pisał: Nie jest wykluczone, że Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać i odwrotnie. 

Miłosz zapewne miał rację, jeśli myślał o sobie lub o takich znaw­cach Rosji, jak Jerzy Giedroyć, Jerzy Pomianowski, Andrzej Walicki, Wiktoria i Renę Śliwowscy, czy też Adam Pomorski. Ludzi pióra, którzy rozumieją u nas Rosję równie dobrze jak sami Rosjanie – jest wielu. Przeważa jednak niewiedza, odwoływanie się do stereotypów i niezrozumienie tego, co się w Rosji i z Rosją dzieje…”

Trudno się z tym nie zgodzić, skoro o Rosji najczęściej i najostrzej wypowiadają się ci, którzy nigdy tam nie byli, nie znają języka rosyjskiego i nie mają zielonego pojęcia o tym, co się w Rosji pisze i wydaje, słowem – jak rzeczywiście wygląda wewnątrzrosyjska debata polityczna. Co najwyżej znają tłumaczenia z drugiej ręki, a i z nich najczęściej wybierają jedynie to, co najbliżej odpowiada przyjętym z góry założeniom.

Dla naszych czytelników wybraliśmy jeden z ostatnich rozdziałów „Myśli o Rosji…”

Wyrąbywanie okien

W rosyjskich wsiach od wieków stawiano domy z drewnianych  bali. Następnie wyrąbywano w nich otwory okienne. Stąd wiersz Puszkina o Piotrze I, który „wyrąbał okno do Europy”. Rozpoczęty w XVII wieku proces otwierania się na Europę powraca jak refren na każdym nowym zakręcie w rozwoju Rosji.

I

Dziś na nowo stają pytania: Jak ułożyć relacje między Rosją a Europą? Jaki jest wybór dróg rozwoju Rosji, a jaki Europy?

Odpowiedzi szukają politycy i uczeni. Sprawa ta budzi zainteresowanie teoretyków i praktyków. Uczestniczyłem ostatnio w wielu spotkaniach poświęconych temu problemowi: w Rzymie i w Rydze, w Moskwie i w Brukseli, w Berlinie, Paryżu, Wiedniu i innych miastach Europy.

Banałem jest stwierdzenie, że dialog Europy z Rosją jest potrzebny i pożyteczny. Nieco mniej banalne jest pytanie, jak mają się układać relacje między Unią a Rosją w przyszłości. Z inspiracji Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych toczy się praca nad wspólnym raportem; wnioski będą zaprezentowane opinii publicznej w Brukseli – jeszcze w czasie polskiej prezydencji.

Stosunki Unia—Rosja mniej zależą od dyplomatów, a bardziej od tego, co w praktyce przyniesie program modernizacji Rosji i jak poradzi sobie z kryzysem Unia.

II

Projekty unowocześnienia i europeizacji Rosji mają długą historię. Mam na myśli zarówno reformy Aleksandra II, jak i rządy Sergiusza Wittego i Piotra Stołypina – premiera i ministra spraw wewnętrznych w latach 1906—1911 — o którym krytycy pisali, że przeprowadzał lewicowe reformy na sposób prawicowy. Był reakcjonistą, który pragnął Rosji nowoczesnej, ale konserwatywnej.

To nie przypadek, że odwoływali się do niego rozmaici reformatorzy w czasach ZSRR. Od jego śmierci w zamachu minęło 100 lat. Ale również dziś jego poglądy są punktem odniesienia dla premiera Putina, może i dla prezydenta Miedwiediewa. Nostalgię za reformami Stołypina można wyjaśnić w ten sposób, że władcy Rosji pragnęliby uczynić ją krajem nowoczesnym, ale tak, by wszystko zostało po staremu.

Specjaliści od Rosji uważali zwykle, że spór o kierunek jej rozwoju toczy się między okcydentalistami (zapadniki) a zwolennikami własnej drogi („Moskwa jako trzeci Rzym”). Obraz jest jednak znacznie bardziej złożony. Od wielu lat największy wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną Rosji mają ludzie, o których skrótowo mówi się gosudarstwienniki; są to nie tyle propaństwowcy, co zwolennicy przywrócenia Rosji pozycji globalnego gracza. Roli mocarstwa, jaką u szczytu potęgi odgrywał Związek Radziecki.

Siła tego mocarstwa opierała się na surowcach i potencjale wojskowym — na zbrojeniach rakietowo-nuklearnych i konwencjonalnych oraz ogromnej armii. W czasach konfrontacji militaryzacja ZSRR miała znaczenie rozstrzygające. Jednak po zimnej wojnie, po rozpadzie ZSRR i zamknięciu epoki świata dwubiegunowego kosztowne zbrojenia stały się obciążeniem. O pozycji mocarstw rozstrzygają dziś zupełnie inne czynniki: kapitał społeczny i intelektualny, informatyzacja, innowacyjność, konkurencyjność, zdolność do adaptacji i reagowania na potrzeby rynku światowego w czasach przyspieszonych zmian.

Przywódcom dzisiejszej Rosji można by dedykować słowa wybitnego rosyjskiego myśliciela Piotra Czaadajewa, który pisał w 1829 roku: „Wkrótce ciałem i duszą będziemy wciągnięci do światowego nurtu… i z pewnością nie będziemy mogli na dłuższą metę utrzymać swojej izolacji. To sprawi, że nasz przyszły los będzie w całości zależny od losu wspólnoty europejskiej. Dlatego im bardziej będziemy się starali połączyć z nią — tym lepiej dla nas”.

Prorocze słowa! Opinię tę podzielał Aleksander Puszkin, który w liście do przyjaciela pisał: „Biada krajowi, który znajdzie się poza systemem europejskim”. W ciągu ostatnich 200 lat było w Rosji wielu rozumnych ludzi, którzy zajmowali podobne stanowisko.

We wstępie do trylogii Rosja i Europa. 1462—1921 wybitny rosyjski historyk Aleksander Janow pyta, co sprawiło, że tego, co dla filozofa i poety było oczywiste przed 200 laty, nie pojmują przywódcy dzisiejszego państwa. Znalazł odpowiedź na wiele różnych pytań, ale — jak wyznaje: „na to pytanie odpowiedzi nie znalazłem”.

III

Słowem-kluczem we wszystkich dyskusjach rosyjskich ekonomistów, socjologów, politologów i przywódców politycznych jest „modernizacja”. Na temat różnych jej stron: ekonomicznej i technologicznej, kulturowej, prawnej, a nawet dyplomatycznej — napisano tomy. Jednak dla przyszłości państwa rozstrzygająca jest modernizacja polityczna i ustrojowa.

Co to znaczy? Odwołam się znów do Czaadajewa, wedle którego istotą politycznej modernizacji Rosji jest sprawa elementarna — zapewnienie gwarancji bezpieczeństwa przed samowolą władzy. Postulat ten nie stracił na aktualności.

Godzi się dodać, że te myśli Czaadajewa — zapisane po francusku w grudniu 1829 roku, a opublikowane po rosyjsku w 1836 w periodyku „Tieleskop” — sprawiły, że Mikołaj I kazał usunąć cenzora, który zezwolił na tę publikację, i zamknąć pismo. Filozof został uznany za niepoczytalnego, osadzony w areszcie domowym i poddany przymusowemu leczeniu.

Stosunek władzy do niezależnie myślących utrzymał się, a nawet został „wzbogacony” o różne formy represji nie tylko po obaleniu caratu przez bolszewików, ale również po destalinizacji — że wspomnę o zesłaniu Andrieja Sacharowa i jego żony do miasta Gorki (dziś ponownie Niżni Nowogród), gdzie przebywali aż do decyzji Michaiła Gorbaczowa o ich uwolnieniu.

Również w naszych czasach tradycja samowoli władzy święci triumfy. Wystarczy wymienić więzionych od lat Michaiła Chodor-kowskiego, byłego już prezesa spółki Jukos, i jego zastępcy Płatona Lebiediewa oraz śmierć Siergieja Magnitskiego [prawnik zachodniego funduszu inwestycyjnego, zamęczony w moskiewskim areszcie na polecenie funkcjonariuszy, którzy okradli jego firmę].

IV

Byłoby jednak uproszczeniem stwierdzenie, że nic się w Rosji nie zmieniło. Niektórzy z oprawców i morderców stają przed sądami, choć Temida w takich przypadkach działa na ogół opieszale.

Znacznie bardziej widoczne są przejawy wolności słowa — zwłaszcza drukowanego. Państwowa telewizja, szczególnie Kanał l, jest pod pełną kontrolą. Można dostrzec nawet współzależność: im mniejszy krąg odbiorców — tym więcej swobody. Książki naukowe o małym nakładzie nie podlegają cenzurze.

Chlubnym przykładem jest świetna monografia Nikity Piętrowa Według scenariusza Stalina. Rola organów NKWD-MGB w ZSRR w sowietyzacji państw Europy Środkowej i Wschodniej w latach 1945— -1953 (Moskwa 2011). Wydana w serii „Historia stalinizmu”, ukazała się pod auspicjami pełnomocnika prezydenta do spraw praw człowieka, Archiwum Państwowego, Fundacji Centrum Prezydenckie im. Borysa Jelcyna, wydawnictwa Rosyjska Encyklopedia Polityczna Instytutu Informacji Naukowej Rosyjskiej Akademii Nauk. Serię tę sygnuje również Stowarzyszenie Memoriał zasłużone w ujawnianiu zbrodni stalinowskich.

Odnotowuję tę monografię i listę sponsorów (autor jest zastępcą przewodniczącego Rady Memoriału) nie tylko ze względu na podziwu godną rzetelność i wartość dokumentacyjną, ale przede wszystkim dlatego, że jeden z rozdziałów poświęcony jest roli Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) ZSRR w sowietyzacji Polski.

Pietrow przytacza pełne teksty nieznanych do tej pory depesz szefa kontrwywiadu Armii Czerwonej gen. Wiktora Abakumowa do szefa NKWD Berii z 21 lipca 1945 roku w sprawie zbrodniczej akcji w Lasach Augustowskich, gdzie — na podstawie decyzji Stalina jako naczelnego wodza i Berii właśnie — sprowadzony w tym celu batalion oprawców zamordował 592 Polaków.

Jak pisze Pietrow, Naczelna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej zajmowała się tą sprawą w 1994 roku, ale w odpowiedzi na pytania strony polskiej odparła sucho, że zostały sprawdzone „państwowe archiwa instytucji Federacji Rosyjskiej, jednak nie udało się odnaleźć jakichkolwiek danych o środkach podjętych wobec osób zatrzymanych”. Odpowiedź była zgodna z filozofią KGB: nie ma człowieka – nie ma sprawy. Ale, jak pisał autor „Mistrza i Małgorzaty“ Michaił Bułhakow, „rękopisy nie płoną”…

Takich uczciwych i szlachetnych ludzi jak Nikita Pietrow są w Rosji tysiące. To dzięki nim rosyjskie społeczeństwo poznaje prawdę o przeszłości kraju.

Są też tacy, którzy mają odwagę pisać prawdę o teraźniejszości. Na początku lipca — przy okazji konferencji w Moskwie — otrzymałem raport niezależnej grupy rosyjskich ekspertów „Putin. Korupcja“, wydany pod auspicjami Partii Narodnej Swobody (PARNAS). Byłem oszołomiony. Powiedziałem znajomemu Rosjaninowi, że zapewne raport ma bardzo ograniczony nakład. Poradził mi, bym zerknął na stopkę redakcyjną: 440 tyś. egzemplarzy!

Coś się w Rosji zmieniło. Szeroki dostęp do nieocenzurowanej informacji zasługuje na uznanie. Tym bardziej że opisywane fakty nie dotyczą spraw marginalnych.

Na wstępie autorzy piszą, że – według Transparency International – na 178 państw poddanych ocenie poziomu korupcji, Rosja znalazła się na 154. miejscu (a skorumpowany do cna Egipt jest na 98. pozycji). Czytamy: „Korupcja w Rosji to system, a nie problem”. I ten system jest szczegółowo opisany: banki i przedsiębiorstwa (Gazprom i Gazprommedia, Gazprombank i Gazfond, Trans-neft' itd.), jachty i wille, pałace i kolekcje najdroższych zegarków świata.

Przykłady? Wysoki urzędnik państwowy nosi chronometr za 78 tyś. dolarów. Przetarg na renowację znanej z czołówek Mosfilmu rzeźby „Robotnik i Kołchoźnica” wygrała żona byłego mera Moskwy Łużkowa, Baturina, za cenę… 100 min dolarów!

Autorzy raportu nie są anonimowi. Sygnują dokument nazwiskami, m.in. Władimir Miłow, były wiceminister energetyki, i Borys Niemców, były wicepremier. Ich konkluzja: korupcja zagraża bezpieczeństwu narodowemu — w 2010 roku transfer kapitałów z Rosji wyniósł ponad 38 mld dolarów. Zależność sądów od władzy wykonawczej prowadzi do samowoli, w państwie panuje bezprawie. Nie ma mowy — czytamy w zakończeniu — o żadnej modernizacji i innowacyjnej gospodarce, jeśli utrzyma się taki, przypominający praktyki krajów afrykańskich, poziom korupcji.

Żadne państwo nie jest immunizowane na nowotwór korupcji. Można by sądzić, że ów raport nie tylko oddaje stan rzeczywisty, ale też wyraża frustrację odsuniętych od władzy autorów. Są jednak dziesiątki innych rosyjskich świadectw, które nie pozostawiają wątpliwości, że postawiona diagnoza odzwierciedla kondycję państwa.

Państwo — pisze Dmitrij Trenin w pracy „Post-Imperium. Euroa-zjatycka opowieść“, ostatnio opublikowanej w Waszyngtonie — „jest nazbyt skorumpowane, by inspirować świadomość narodową”. Były minister spraw zagranicznych i szef rządu za czasów Jelcyna Jewgienij Primakow opisuje, jak korupcyjny rak toczy najwyższe kręgi władzy. „Nierówność, skrywana po faryzeuszowsku przez oficjalną propagandę, była u nas zawsze. Ale takiego awanturnictwa, do jakiego doszło w latach dziewięćdziesiątych, państwo nasze nie znało” – konstatuje w wywiadzie rzece „Galopowałem wiele, ale nie zostałem osiodłany. 30 godzin z Jewgienijem Primakowem“ (jego rozmówcy: Marina Zawada, Jurij Kulików; Moskwa 2009). Można przyjąć, że Primakow nie mówi wszystkiego, co wie, ale z pewnością wie, co mówi…

Przed laty Rosjanie, z którymi rozmawiałem o reformach Balcerowicza i terapii szokowej, ironizowali, że szok będzie na pewno, ale bez terapii. Nie mieli racji. Trafna diagnoza jest punktem wyjścia do szukania terapii optymalnej. Po wojnie krymskiej (1856) książę Aleksander Gorczakow, którego Rosjanie nie bez podstaw uważają za najwybitniejszego dyplomatę w swej historii, podzielił się z carem dobrą radą: „Należy się skoncentrować (sosriedotoczit’sja)”. Zachowuje ona wartość po dziś dzień.

O przyszłości Rosji zdecydują Rosjanie sami. Natomiast to, jak ułożą się strategiczne relacje między Unią a Rosją, zależy w równej mierze od tego, jak partnerzy rozwiążą swe wewnętrzne problemy i czy gotowi są ponosić współodpowiedzialność za stawianie czoła nowym wyzwaniom. Warto się zastanowić, jakie problemy są wspólne i na czym miałoby polegać zapobieganie nowym zagrożeniom. Dotyczą one nie tylko wymiany gospodarczej i handlu, ale spraw fundamentalnych — kryzysu energetycznego i demograficznego, zmian klimatycznych i stosunków z mocarstwami, które określają dziś nowe środowisko globalnego bezpieczeństwa.

*    *    *

Poszukiwania euroatlantyckiej wspólnoty bezpieczeństwa nie są zawieszone w próżni. Kluczowe znaczenie mają procesy globaliza-cji i towarzyszące jej tendencje fragmentaryzacji. W państwach Unii i w Rosji są politycy, którzy pragnęliby powrotu do tego, co było. Ma rację Włodzimierz Cimoszewicz, gdy proponuje dla Polski i całej Unii nową strategię „ucieczki do przodu” („Gazeta” z 10 sierpnia 2011 r.). Podobne myślenie w skali globalnej postuluje Henry Kis-singer, co w kontekście nowej roli Chin mogłoby przybrać formę „wspólnoty Pacyfiku”.

Jednak żadna wspólnota — ani euroatlantycka, ani na Pacyfiku — nie byłaby skuteczna, jeśli opierałaby się na XIX-wiecznym „koncercie wielkich mocarstw” czy koncepcji „uprzywilejowanych stref” interesów lub swego rodzaju dyrektoriatów. Kamieniem węgielnym takich wspólnot musi być respektowanie reguł państwa prawa wobec własnych obywateli, a w stosunkach zewnętrznych uznanie równoprawności wszystkich partnerów.

Koncepcję wzajemnego odstraszania i powstrzymywania powinna zastąpić polityczna filozofia otwartości i współzależności. Niepewność i zagrożenia wynikają dziś nie tyle z braku poczucia bezpieczeństwa, ile z deficytu zaufania. Źródła niestabilności i nieprzewidywal-ności nie tyle tkwią w wadliwej architekturze bezpieczeństwa między państwami, ile wynikają z kryzysowej sytuacji wewnątrz państw.

Usuwanie tej zatęchłej atmosfery nieufności i podejrzliwości wymaga, by okna na świat były szeroko otwarte.

Adam Daniel Rotfeld

„Wyrąbywanie okien“, Gazeta Wyborcza z 17—18 września 2011 r.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com