Aga Pałac: Poldemonium

poldemonium2013-12-14. Witamy na pokładzie nową koleżankę. Aga Pałac jest z wykształcenia filozofką, pisze  – nieco zwariowane i bardzo erudycyjne – teksty  satyryczne dla dorosłych i bajki dla dzieci. Jest autorką projektu społecznościowego ‘W JAK WARIAT‘ (? – znów o polityce? – red.).

Debata

Któregoś dnia mieszkańcy Piekieł wpadli na iście szatański pomysł: postanowili zorganizować debatę z udziałem wszystkich diabłów – nawet tych, które pracując w ciężkich warunkach, tj. smażąc grzeszników w kotłach z gorącą smołą, doznały trwałego uszczerbku na zdrowiu. (Pod wpływem wysokich temperatur uległa stopieniu znaczna część ich komórek mózgowych, co wywołało u nich zaburzenia mowy i częściową utratę pamięci, a ponadto zubożyło ich życie emocjonalne na tyle, że myślały jedynie o wolnej sobocie, jedzeniu             i seksie.)

Brak piątej klepki u sporej części uczestników debaty bynajmniej nie przeszkadzał jej organizatorom; wprost przeciwnie – czynił ją bardziej nowoczesną, nastawioną na integrację wszystkich dziewięciu kręgów piekielnych oraz otwartą na tzw. wykluczonych, czyli po prostu na diabły, które posyłano do najgorszej roboty.

Już sam tytuł debaty: „Diabelski plan Szatana: idem per idem[i] czy ignotum per ignotum [ii]” wzbudził w Piekle nie lada zamieszanie. Podekscytowane diabły naprędce uczyły się łaciny i studiowały logikę – chciały bowiem wystąpić w debacie w charakterze ekspertów. Piekło podzieliło się na dwa obozy: tych, co mieli dowody na idem per idem (w postaci tzw. poszlak nie wprost) i tych, co umieli dowieść, że ignotum per ignotum (stosując tzw. dowód dialektyczny).

Jeszcze przed debatą miał miejsce pewien nieprzyjemny incydent, który powinien był wzbudzić czujność organizatorów spotkania. Zwolennik teorii idem per idem dźgnął widłami wyznawcę hipotezy przeciwnej; dźgnął prosto w zad – tak, aby podczas debaty jego adwersarz nie mógł usiąść. W odwecie ranny demon wlał swojemu ciemiężcy gorącą smołę do ucha – by ten nie mógł usłyszeć dysputy, którą żyło całe Królestwo Ciemności. Sprawę jednak zatuszowano i w sobotę, zaraz po obiedzie, diabły zaczęły debatować.

Nadmienić należy, że zarządzeniem samego Szatana w tym dniu podano na obiad wyjątkowo smaczny rosół z młodej dziewicy z podwójną porcją warzyw: z gotowaną marchewką i z selerem, który z uwagi na właściwości wiatropędne i wzmagające popęd płciowy uchodził w kręgach piekielnych za nie byle jaki przysmak.

Tak więc z pełnymi brzuchami, z przytaszczonymi na widłach grubymi tomami księgi „Do diabła z logiką”  (z  dziełem, które – co warto podkreślić – popełnił sam Belzebub) i ze ściągami z łacińskich słówek schowanymi sprytnie tam, gdzie kończy się czarci ogon, diabły zaczęły debatować. Jest rzeczą oczywistą, iż w praktyce nie każdy mógł zabrać głos. Ale i nie każdy kwapił się do dyskusji; niektórzy przyszli na debatę, bo nie mieli po prostu nic ciekawszego do roboty.

Każda ze stron piekielnego sporu przedstawiła swój punkt widzenia na sprawę. Nie powiedziano nic nowego, więc diabły dość prędko zaczęły się nudzić: ziewały, dłubały         w nosie, a nawet puszczały wiatry. Organizatorzy spotkania poczęli mieć uzasadnione obawy, czy ta publiczna wymiana myśli nie skończy się aby kompletną klapą.

I wówczas, ni stąd ni zowąd, głos zabrał diabeł, który nigdy wcześniej nie wypowiadał się w przedmiocie sporu:

– Diabły moje kochane! Rodacy! Nie dajcie się zbałamucić! Żadne idem per idem! Żadne ignotum per ignotum! Fallacia accidentis[iii] – tym jest w istocie debata o diabelskim planie Szatana!

Czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Diabły stały skonsternowane i nie wiedziały, co powiedzieć. Zwątpiły nie tylko w sens debaty, ale i w cały piekielny porządek. Zaczęły dłubać pod ogonami, szukając w swoich łacińskich ściągach przeklętego fallacia accidentis. Lecz choć szukały bardzo głęboko, niczego nie znalazły.

Zatrzęsły się fundamenty Piekieł a jego rogatych mieszkańców ogarnęło prawdziwe szaleństwo: biegali, ryczeli, okładali się po łbach . . . Niewiarygodne, że raptem dwa łacińskie słowa były w stanie wywołać tak potężny i nieprzewidywalny w skutkach zamęt. I to             w miejscu o takiej renomie i tak długiej tradycji, jak Piekło.

– Chcemy prawdy o fallacia accidentis! – darł się plebs piekielny.

– Mamy do tego prawo!

– Niech sprawę wyjaśnią bezstronne gremia!

– Żądamy boskiej interwencji!

Masowy obłęd zataczał coraz szersze kręgi. Demony kompletnie postradały rozum:  waliły się po łbach bez opamiętania, by chwilę później zgodnie domagać się wyjaśnień.

Frustracja i wściekłość mas diabelskich osiągnęły poziom krytyczny. Sprawy przybrały niebezpieczny obrót: obydwie strony sporu zaczęły się jednoczyć. Otumanione diabły nie mogły znaleźć ujścia dla kotłujących się w ich łbach emocji, jęły przeto kierować pogróżki w stronę organizatorów spotkania. Lincz wisiał w gęstym, piekielnym powietrzu . . .

I nie wiadomo, jakby się ta debata skończyła, gdyby nie czort z poparzonym uchem. Tak bardzo chciał wziąć udział w panelu, że przybył nań z łbem całym w bandażach.            W trakcie dyskusji ze zrozumieniem kiwał głową; skrobał też coś na papierze uschniętą kocią łapką, którą co rusz moczył we krwi utoczonej z cielska krnąbrnego bluźniercy.

Gdy padły nieszczęsne słowa fallacia accidentis, zaswędziało go akurat ucho pod opatrunkiem. Potarł więc głowę prawym kopytem, by ulżyć sobie w cierpieniu; w lewe zaś chwycił kocią łapkę i skrzętnie zanotował zawiłą, z obca brzmiącą frazę. Nie dosłyszawszy jednak dokładnie całej wypowiedzi, zmuszony był znaczną jej część sam sobie wykoncypować. Minęła dłuższa chwila, nim w końcu pojął sens wystąpienia i jego rewolucyjny potencjał.

– Mam! Mam! – krzyknął diabeł. – Pojmuję! Fellatio accidentis!

Po czym powoli, krok po kroku, opowiedział wszystkim uczestnikom debaty, jak to utracił apetyt z powodu bólu ucha i jak odstąpił swój rosół – co kilkakrotnie powtórzył,               z podwójną porcją selera – sprawcy całego rabanu. I jak tenże, zjadłszy seler, z miejsca zaczął rozprawiać o owym fellatio accidentis, lecz on, przez wzgląd na swe zdrowie, bardzo stanowczo odmówił.

Mieszkańcy Piekieł odetchnęli z ulgą. Pojęli, że padli ofiarą szaleńca, który najadłszy się selera, chciał zniszczyć najdoskonalszy wynalazek Królestwa Ciemności: niczym nie zmącony, święty spokój. Na szczęście, dosłownie w ostatniej chwili udało im się ten obłąkańczy plan rozszyfrować. Rogate łby na powrót wypełniła jasność a w czarcich sercach znów zagościła radość, albowiem wszystko zostało po staremu.

Kontynuowanie debaty zdało się diabłom nie mieć sensu, więc czym prędzej uroczyście zamknięto obrady. W trzy dni sporządzono szczegółowy raport z opisem całego zajścia oraz z szeregiem wniosków na przyszłość. Dokument udostępniono później szerokiej publiczności, umieszczając go na pięknym, czwórnogim cokole, do którego budowy użyto kończyn dwóch atletycznych grzeszników. Każdy diabeł mógł zapoznać się z raportem, o ile tylko chciał. Samą debatę uznano za na tyle owocną, że postanowiono zorganizować identyczną za rok.

I tylko nieszczęsny sprawca piekielnego skandalu nie mógł otrząsnąć się po debacie. Nie potrafił pogodzić się z myślą, że zgubił go afrodyzjak. Zwątpił w sens działalności publicznej. Chciał uzmysłowić innym diabłom problem szatańskiej manipulacji, lecz przegrał, bo nie docenił fallicznej, na wskroś zepsutej natury swych ziomków. A po lekturze raportu nieboga popadł w psychozę.

Fellatio accidentis . . . Fellatio accidentis . . . – mamrotał po nocach, w amoku.

– Pobudzenie katatoniczne – orzekł piekielny konował i zalecił elektrowstrząsy.

. . .

Zaiste, czyż aby nie taki był diabelski plan Szatana?

Aga Pałac


[i] Idem per idem (łac. to samo prze to samo). Błąd polegający na definiowaniu danego wyrażenia, bezpośrednio lub pośrednio, za pomocą tego samego wyrażenia, np. „masło maślane”.

[ii] Ignotum per ignotum (łac. nieznane przez nieznane). Błąd polegający na wyjaśnienie znaczenia jakiegoś wyrażenia za pomocą innego wyrażenia, które jest niezrozumiałe dla słuchacza.

[iii] Fallacia accidentis (łac. błąd uwydatniania przypadkowego szczegółu). Błąd polegający na tym, że w trakcie dyskusji zwraca się uwagę na cechę nieistotną dla rozważanego zagadnienia, pomijając jednocześnie cechy istotne dla dyskusji.

 

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Jerzy Łukaszewski 2013-12-14
  2. bisnetus 2013-12-15
  3. de mowski 2013-12-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com