Marcin Fedoruk: Dzieci Sieci

18.03.2012. W marcowej Polityce ukazał się artykuł Piotra Czerskiego, pisarza i felietonisty związanego z kwartalnikiem Ha!art („Do analogowych”, Polityka, nr 10/2849). Artykuł równie ważny, jak domagający się polemiki. Podobny tekst zamieściło “Studio Opinii”.

Piotr Czerski scharakteryzował pokolenie „dzieci sieci”, przeciwstawiając je generacji „analogów”, czyli ludzi starszych. Zrobił to kulturalnie, lecz tezy, jakie wypisał, wprawiły mnie w nastrój mocno ironiczny. Uznałem, że jako człowiek należący wiekiem do nowego pokolenia „cyfrowych”, mam prawo przedstawić swój ogląd zjawiska, tj. napisać, jak postrzegam swoich rówieśników. Oczywiście nie wszystkich. Stąd powtarzam, nieco przewrotnie, za Piotrem Czerskim…

„Jeżeli piszę »my«, to znaczy »wielu z nas« albo »niektórzy z nas«. […] Piszę »my« tylko dlatego, żeby móc o nas w ogóle napisać”.

„Dorastaliśmy z siecią”

Dorastaliśmy w naszych domach i szkołach, na naszych podwórkach i osiedlach. Dorastaliśmy podobnie jak wy, analogowi. Z tą różnicą, że nasze dorastanie oszczędziło nam doświadczeń wojny, głodu i przemian ustrojowych. Nasz świat nie wywrócił się do góry nogami. Nasze dzieciństwo było spełnieniem waszych marzeń o dzieciństwie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że życie stało się mniej brutalne od waszych czasów. Ale mogliśmy rozwijać się tak swobodnie i wszechstronnie, jak żadne pokolenie przed nami. Od was, analogowych, dostaliśmy w spadku wolność oraz przesłanie o wolności. Z wolności korzystamy. Przesłanie wymieniliśmy na oczekiwania. Mówienie o granicach wolności zagraża naszej wolności. Naszym zdaniem…

„Gdybyśmy mieli opowiedzieć wam, analogowym, nasz Bildungsroman: w każdym kształtującym nas doświadczeniu istniał naturalny pierwiastek internetowy”.

Mamy skłonności do przesadzania. Lubimy rozciągać zjawiska w czasie, nawet jeśli ignorujemy przy tym fakty. Mamy usta pełne tego, co „naturalne”. Zestawiamy słowa niczym awangardowi poeci waszych czasów i nagle – cywilizacja splata się z naturą!

Odkąd psychologia podważyła niezmienność wspomnień, odkąd usłyszeliśmy, że pamięć indywidualna każdego człowieka ulega przekształceniom, wypaczeniom i wyparciom – przestaliśmy się wstydzić naszej amnezji. Sięgamy po największe kwantyfikatory, bo tylko one robią wrażenie. Mówimy więc o „wszystkim” i „od zawsze”.

Wprawdzie 15 lat temu niewielu spośród nas miało w domu napęd CD-ROM (to był luksus), ale wspomnienia należą do nas. To jest nasz Bildungsroman

„Sieć nie jest dla nas technologią, której musieliśmy się nauczyć i w której udało nam się odnaleźć. […] Sieć to my”.

Chcielibyśmy bardzo, abyście dali się przekonać. Zapomnijcie o roku 1995. Niemożliwe, żeby Internet w Polsce był o połowę młodszy od nas. Przecież Sieć to my…!

 „Sieć nie jest dla nas czymś zewnętrznym wobec rzeczywistości, ale jej elementem. […] My nie korzystamy z sieci, my w niej i z nią żyjemy”.

To prawda. My nie dostrzegamy różnicy między angielskim terminem social media a polskim „portale społecznościowe”. Być może przez ten błąd w tłumaczeniu trudno nam teraz przyznać, jak się mamy. Musielibyśmy powiedzieć, że uczestnicząc w społeczności internetowej, stajemy się coraz bardziej aspołeczni. Że przedkładamy wygodę korzystania z Internetu nad wysiłek budowania trwałych więzi z innymi ludźmi. W Sieci możemy darować sobie komunały w rodzaju zwyczajowego powitania, życzliwego uśmiechu czy schludnego wyglądu. Nie widać nas ani nie słychać. Emocje wyrażamy za pomocą znaków graficznych. Nasze posty prezentują się świetnie…

„Wychowani w sieci myślimy trochę inaczej. […] Wiemy, że potrzebne nam informacje znajdziemy w wielu miejscach, umiemy do nich dotrzeć, potrafimy ocenić ich wiarygodność. […] Nie musimy zapamiętywać niepotrzebnych detali: dat, kwot, wzorów, paragrafów, nazw ulic, szczegółowych definicji. […] Jeżeli będziemy potrzebowali szczegółów, sprawdzimy je w ciągu kilku sekund”.

Brakuje nam wiedzy. Zafascynowani Internetem, spędzaliśmy w nim coraz więcej czasu, aż całkiem rozleniwiliśmy nasze umysły. Usprawiedliwiamy się przed wami, zazdroszcząc wam po cichu. Pokazujemy swoją przewagę w wyszukiwaniu informacji, które wy macie zawsze przy sobie – w waszych głowach. Bez naszych elektronicznych narzędzi jesteśmy bezsilni.

Oszukujemy samych siebie, że potrafimy oddzielić informację wiarygodną od zmanipulowanej. Ale to nieprawda. Jak mielibyśmy to zrobić? Żeby zweryfikować jakąś wiedzę, musielibyśmy porównać ją z inną wiedzą, najlepiej pochodzącą ze źródeł. My nie robimy przypisów, nie powołujemy się na źródła.

Nie pamiętamy ważnych dat (sprawdzamy je w Wikipedii). Mamy trudności z napisaniem oficjalnego dokumentu (szukamy szablonów w Google). Umiemy wydawać pieniądze (wystarczy kliknąć), gorzej wychodzi nam planowanie wydatków. Nie znamy swoich praw ani obowiązków. Poznawanie definicji uważamy za stratę czasu, więc często mylimy podstawowe pojęcia. Jesteśmy bardziej podatni na hasła, krzykliwe formy i obsceniczne obrazy. Organizujemy happeningi, żeby bronić wartości, których nie potrafimy nazwać…

„Potrafimy i lubimy ze sobą konkurować, ale nasza konkurencja, pragnienie wyróżnienia się ufundowane są na wiedzy, umiejętności interpretowania i przetwarzania informacji, a nie na monopolu na nią”.

Przeczymy sobie samym średnio co 5 minut. Lekceważymy Diderota i d’Alamberta, kochamy Wielką Rewolucję…

Marcin Fedoruk

 

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. elkaem 2012-03-18
    • Marcin Fedoruk 2012-03-19
  2. Anna Malinowska 2012-03-19
  3. Magog 2012-03-19
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com