Andrzej Lewandowski: List do Pana Roberta L.

lewandowski2014-01-06.

ECHA WYDARZEŃ: Ten wpis poświęcę jednemu tylko wydarzeniu. Z obrzeży sportu, a tak przeżywanemu, jakby to było olimpijskie jądro. Albo mistrzostwo świata. Bez sensu. Wiem, że się narażam, ale też nie widzę powodów, by uznać, że transfer futbolisty Roberta Lewandowskiego – z Borussi do Bayernu oznaczał odroczony na 6 miesięcy koniec lub początek świata… Zamiast tzw. normalki.

Gdybym wiedział, że moja pisanina ma moc dotarcia do adresatów, słałbym teraz trzy listy.

List pierwszy – do dzisiejszych kolegów po zawodzie: Panie i Panowie, nie róbcie z czegoś normalnego w świecie i sporcie przedstawienia, jakie robicie teraz! Ściganie się z wieściami – kiedy podpis, za ile, gdzie nowy adres, kto co powiedział; będą gwizdali czy klaskali, to – przepraszam – nie spełnienie zawodowego obowiązku, lecz dla mnie pchanie się w prowincjonalizm. Głęboko, i taniutki – jeśli w takim jak teraz tonie i natężeniu.

Jeśli się idzie drogą uproszczeń, to łatwo dojść do takiego absurdu, że kontrakt nobilituje rodzimą piłkę jako taką. Że reprezentacja do luftu, że bohater dnia w reprezentacji jakoś sobie pograć nie może – furda. Płacą miliony, jeszcze się między sobą kłócą, znaczy, że nas bardzo cenią.

Nas – Panowie? Mówmy szczerze – jednego z naszych. Nie dwudziestu, nie dziesięciu, nie jedenastu, lecz jednego… I nie róbmy z incydentu reguły. Nie wmawiajmy współrodakom, że jest inaczej niż jest… Gratulacje wypada złożyć – na jeden adres, ucieszyć się, że komuś z rodaków poszło bardzo dobrze, ale niech to ma ramy rozsądku. Jak się podobne sprawy komentuje w Niemczech, Włoszech, Francji, na Wyspie… Tam też często kontrakty rozbudzają namiętności i bywają medialnymi sensacjami, ale bez dysertacji na miarę doktorskich. I doraźnie, a my „tematem” zajmujemy się miesiącami… Proponuję, więc – Panie i Panowie – zejść na ziemię. I stać na niej.

List drugi – do właścicieli mediów oraz redaktorów, którzy decydują o sposobie podawania informacji i komentarzy. Wiem – „czytelność”, „oglądalność” i inne temu podobne cechy. Ale, żeby z tego robić bez przerwy „czołówki”, to już przesada. Dobry kontrakt to najważniejsza wiadomość dnia? To jest wieść, która dotyczy wszystkich? Zapowiedź lekarstwa na powszechne kłopoty? News nad newsy? W rubrykach „sport” – niech będzie, ale w ogóle, to „wedle stawu grobla”, a medialni decydenci uparli się ze stawu robić morze.

Dlaczego Panowie mają nas za głupców tak hierarchizując wiadomości dnia? Sztuka cierpi… I rozum płacze…

List trzeci – do Pana Roberta L: Szczere gratulacje. Że tak wysoko Pan zaszedł w piłkarskich klasyfikacjach. Międzynarodowych, nie w ramach naszego podwóreczka. Wierzę, że to nie meta, że przed Panem kolejne punkty awansu.

Nie myślę zaglądać Panu do kieszeni, jak to wielu chętnie czyni. Pański talent, pańskie gole, pańskie pieniądze i podatki. Fakt, norma piłkarska w ogóle za bardzo odbiega od reguł, które dotyczą nie tylko przeciętnych, ale też wielu ponadprzeciętnych, lecz nie Pan taką sytuację prokurował. Przed Panem to wymyślili, ukształtowali i robią, co mogą, by dalej szło w tę stronę … Wg mnie – bez sensu, to kiedyś piłkę wykończy, ale jest, jak jest… Zostać piłkarzem – nawet ligowym kopaczem – nie każdy jednak może… Nawet przeciętnym, a Pan jest przecież asem…

 Niech się Panu nadal wiedzie. Sportowo, materialnie. Niech sława rośnie, niech wreszcie zacznie się też przekładać na rolę i gole w reprezentacji kraju. Bez tego sławy raczej się nie pomnoży. I niech Pan nadal będzie tak sympatyczny – w grze oraz słowie. Niech Pan uważa na doradców i nie da się komentatorom wepchnąć w rolę celebryty. Który dla popularności pozwala by media zajrzały mu wszędzie – do alkowy, w konto i do szafy z bielizną oraz ubraniami…

Słowem – niezmiennie NAJLEPSZEGO! W ramach normalności.

Andrzej Lewandowski

 

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Zieliński 2014-01-06
  2. andrzej Pokonos 2014-01-06
  3. Lubowski 2014-01-08
 
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com