Marian Marzyński: Szwajcarski zegarek

23.03.2012. Seb, mój wnuk – trzecioklasista, uczy się w szkole znajomości czasu; po przyjściu do domu zdejmuje mi z ręki mój  zegarek (miniatura  szwajcarskich zegarów kolejowych, ze słynnym czerwonym sekundnikiem) i rysuje w swojej pracy domowej położenia wskazówek w wyznaczonych godzinach.

Gdy pisalem ostatnio o kulturze piwnej w niemieckiej Szwajcarii, pewien Grześ, który za lepszą pracą wyemigrował z Waszyngtonu do Genewy, odpowiedział mi, że we francuskiej Szwajcarii nie ma nawet piwa, a kultury jest zero.  Obie oceny są mocno przesadzone:   kultura jest   kulturą odmierzania czasu.  

Wraz z komputerstwem, zegarmistrzostwo wybuchło w ostatniej dekadzie nowym płomieniem; spójrzcie na te gigantyczne reklamy zegarków na każdym lotnisku szwajcarskim i każdej stacji kolejowej, wszystkie zaglądają zegarkowi do serca i duszy, największe talenty zaangażowano w plastyczne oddanie tych tajemniczych, a nieomylnych mechanizmów, lśniących kolorami tęczy, a każdy z nich ma swoja datę urodzenia, swoje numerowe imię i nazwisko, na które będą powoływać się twoje dzieci, ich dzieci i dzieci twoich wnuków, 20 tysięcy franków? 30? Jakie to ma znaczenie, gdy inwestuje się w nieskończoność, która przeżyje koniec świata? W przeciwieństwie do komputera zegarek został ulepszony na zawsze i dlatego stal się przedmiotem kultu.

Nie przypadkowo dzieje się to w Szwajcarii, gdzie panuje  kultura ulepszania martwych przedmiotów i sposobów robienia rzeczy. Kilka nowości z tego pobytu w Bazylei:   Internet jest już w każdym tramwaju, autobusie i pociągu, butelki podzielone według koloru szkła na białe, zielone i brązowe wkłada się do podziemnych pojemników, a jak sąsiad zauważy, ze biała trafiła do zielonych, zwróci uwagę;   skończyło się graffiti na ścianach domów,   miasto samo  maluje teraz graffiti na karoseriach autobusów, nie ma już problemu z osobami, które do baru czy restauracji wchodzą tylko z zamiarem użycia ubikacji, klozetowy kod umieszczony jest na paragonie .

Przyjezdni, szczególnie Amerykanie, narzekają na ciszę w Szwajcarii. Rzeczywiście, kraj jest  wytłumiony, nawet podpici pod dworcem kolejowym mówią ciszej niż gdzie indziej, to pewnie szwajcarscy rodzice regulują glos swoich pociech w niskich rejestrach; kraj wydaje niezłych plastyków, ale nigdy nie słyszy się o szwajcarskim aktorze czy śpiewaku.

A mimo to mógłbym spędzić tu resztę życia. Do największych moich przyjemności należy w  Szwajcarii chodzenie piechotą ( jedyne moje hobby), bo Szwajcarzy od zarania dziejów stworzyli kraj, który przejść można na własnych nogach; niezależnie od wysokości ponad poziom morza doskonale utrzymane żwirowe ścieżki  pozwalają pójść z miasta do miasta, bezpiecznie wejść w każdy las, obejść każde jeziorko, wejść na każdą górę i obejść każde gospodarstwo rolne, którego właścicielowi pieszemu drogi zagrodzić nie wolno – nawet, gdy jest właścicielem  całej dróżki.

Zaproponujcie to polskiemu rolnikowi!

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com