Marian Marzyński: Odpoczynek w lesie

27.03.2012. O zgubieniu się w lesie marzyłem od dzieciństwa: zgubiony, odkrywam domek z pierników i wychodzi z niego Baba Jaga. Zdarzyło mi się to rok temu, gdy idealnie przygotowany do takiej przygody, bez paszportu, pieniędzy i komórki, przemierzałem szwajcarski las, idąc nim na przełaj od miasta Bazylea do miasteczka Reinach, gdzie mieszka moja córka, niecałe 10 kilometrów, ale las gęsty.  Ściemniało się, zgubiłem szlak, góra, na którą się kierowałem, znalazła się po mojej lewej stronie, a po prawej wyrosła jakaś inna, na szlaku żywej duszy, niedaleko przejeżdża patrol policyjny, (bo nie są to lasy z epoki Baby Jagi), ale mojego kiwania nie zauważa, skonany, idę przed siebie i nagle natykam się na czerwony płot, a za tym płotem dom, dzwonię, bramę otwiera kuśtykający staruszek.

Mówi po angielsku i wyjaśnia, ze jestem bardzo blisko Reinach, a przy okazji dowiadując się kim jestem, opowiada mi o swoich przygodach amerykańskich: na początku lat 60-tych uczył malarstwa w Rhode Island School of Design, szkole, do której ja przyjechałem uczyć filmu niecały miesiąc po jego wyjeździe. Umawiamy się, ze jeszcze kiedyś go odwiedzę, żeby powspominać Providence, Rhode Island.

Dziś odszukałem w lesie czerwoną chatkę, tym razem była herbata, którą podawała jego bułgarska zona, 20 lat młodsza, była studentka 80-letniego malarza.  Dadi Wirz jest synem Petera Wirza, światowej sławy szwajcarskiego antropologa, który w latach 1920-1940 odkrywał prymitywne życie Papuasów w Nowej Gwinei; dziś jego zbiory są we wszystkich muzeach świata.  To właśnie Peter Wirz, za zasługi dla nauki szwajcarskiej dostał w prezencie od kantonu Basel tę czerwona leśniczówkę, w której jednak mieszkał rzadko, bo żyć z dala od Papuasow nie potrafił.  Po śmierci macochy, dostał ją Dadi, który mieszka już tu 30 lat.

Dadi odwiedził ojca w Nowej Gwinei gdy miał 18 lat, pozostawiając po sobie syna, którego urodziła mu Papuaska; dziś jej gwinejska rodzina rozrosła się do pięciu wnuków i dwóch prawnuków.  Jak ojciec, Dadi Szwajcarii nie znosił, gnało go po świecie.  W Maroku ożenił się z piękną żydowską dziewczyną, którą interesował głównie jego szwajcarski paszport.  Gdy go dostała, zamiast wrócić z mężem do Szwajcarii, poleciała do Algierii, gdzie czekał na nią narzeczony, aktywista ruchu antykolonialnego; tydzień po jej przyjeździe chłopak wsiadł do samochodu, przekręcił kluczyk i zginał w wybuchu, Marokanka wyemigrowała do Izraela.  Trzecia żona Dadiego była Amerykanką z Teksasu, gdzie Dadi uczył malarstwa po wyjeździe z Providence.  Ma z nią syna, który do niedawna mieszkał w Nowym Jorku,

Pięć lat temu młody szwajcarski filmowiec dostał od rządu pół miliona franków na zrobienie dokumentu o Peterze Wirzu i jego spuściźnie antropologicznej w Nowej Gwinei.  Do ekipy przyłączyli się Dadi, jego bułgarska żona i nowojorski syn, Kręcili siedem miesięcy, ale wyszedł z tego marny film, Zamiast zagłębić się w badania słynnego antropologa, filmowiec zachwycił się życiem papuaskiej rodziny jego wnuka.  Dadi uważa, ze zmarnował pieniądze. Coś jednak ważnego zdarzyło się w rodzinie Dadiego: jego nowojorski syn nigdy już nie wrócił do Nowego Jorku, został w Nowej Gwinei, ożenił się z Papuaska i założył rodzinę.

Po takim życiu należy się odpoczynek w lesie.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com