Benfranklin: Talibowie na lewicy

29.03.2012. Wszyscy, którym przyszłość polskiej lewicy leży na sercu, z przykrością muszą obserwować wydarzenia na polskiej scenie politycznej. Oskarżenie prokuratury wobec byłego szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego w związku ze sprawą domniemanych więzień CIA w Polsce, a także ewentualnymi przypadkami torturowania więźniów na ich terenie musi wywoływać niepokój w lewicowych duszach.

Sprawa wydaje się jedną z tych z największego kalibru, gdyż – niejako za plecami Siemiątkowskiego – pojawiają się w niej nazwiska Leszka Millera, ówczesnego premiera i dzisiejszego szefa SLD, oraz byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Wracają one jednak głównie za sprawą Janusza Palikota, który niczym rekin poczuł krew i postanowił w tym dość trudnym dla SLD momencie sojusz medialnie pożreć.

Palikota tłumaczy tylko jedno: współczesna Polska zakuta w kajdany niczym więzień przez układ PO-PiS, woła o pomoc, a on zdaje się jedynym obecnie politykiem, który – nawet jeżeli z oddali i niewyraźnie – odgłosy tego wołania słyszy. A to już jest coś; to dar, którego nie ma obecnie żaden z politycznych konkurentów Palikota. Nie jest więc tak – jak twierdzi poseł SLD – prof. Tadeusz Iwiński, że Palikot wjeżdża na białym koniu przed kamery, bo jest politycznym dyletantem. Palikot zapewne już zdaje sobie sprawę, że mrzonki o rozbiciu Platformy Obywatelskiej może sobie odpuścić, rozbicie dwubiegunowego układu PO-PiS (cel jak najbardziej szczytny i mówiąc górnolotnie wręcz patriotyczny) jest obecnie również niemożliwe do wykonania.

Nie pozostaje mu nic innego jak zaatakować najsłabszy element jaki występuje obecnie na polskiej politycznej szachownicy (czyli SLD) i spróbować zdobyć rząd dusz nad całym lewicowym elektoratem aby w ten sposób okopać się na pozycji trzeciej siły politycznej w kraju. Palikot musi tak się zachowywać jeszcze z innego powodu. Jego ugrupowanie jest bardzo niespójne wewnętrznie. Pojawiające się w mediach doniesienia o konfliktach pomiędzy różnymi grupami działaczy w regionach zdają się tylko wierzchołkiem góry lodowej problemów, jakie wewnątrz gnębią Ruch Palikota. Zapowiadany na styczeń kongres nowej partii nie odbył się – i nie wiadomo ciągle kiedy się odbędzie, a najbliższe otoczenie przewodniczącego Palikota przypomina nieco PiS z najgorszych lat. Czyli dużo machania pomarańczowymi flagami, mnóstwo pustych sloganów i wyścigi na lizusostwo wobec przewodniczącego. Poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak zepchnięty nieco w cień poseł Roman Kotliński, chyba najlepszy rzecznik prasowy jakiegokolwiek klubu parlamentarnego od lat, czyli Andrzej Rozenek i na pewno inteligentna wicemarszałkini Wanda Nowicka, Palikot jest zdany sam na siebie. Musi więc atakować, nie ma innego wyboru. Efekt medialny jak zwykle w jego wykonaniu jest znakomity, gorzej może być z efektem dla Polski, a zwłaszcza dla szeroko rozumianej lewicy.

Na drugiej szali batalii politycznej z CIA i terrorystami w tle jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ugrupowanie przechodzące największy kryzys w swojej historii, hermetyczne, anachroniczne, bez polotu i werwy. Powód tego jest oczywisty, SLD w czasach swojej największej świetności nie potrafiło zadbać o dopływ świeżej krwi. Spoczęło na laurach i oddało Polskę prawicy walkowerem. Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, znajdujący się obecnie poza partią Włodzimierz Cimoszewicz czy Józef Oleksy nie potrafili dokonać tego, co umieli ich poprzednicy: Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak i Mieczysław Rakowski, którzy całymi latami przygotowywali młodszych działaczy do przejęcia po nich schedy, gdy zajdzie taka potrzeba.

Obecnie czołowi politycy SLD, tacy jak Tadeusz Iwiński, Janusz Zemke, Ryszard Kalisz czy wreszcie sam Leszek Miller – to polityczni weterani, oldboye, którzy niejeden mecz już wygrali, niejeden przegrali, dlatego zawsze ograją jakąś pisowską hybrydę „kibolstwa” z „głębią” myśli Jadwigi Staniszkis w debacie telewizyjnej, ale nic ponadto. Nie porwą już za sobą żadnych tłumów nowych wyborców, nie stworzą dla nich nowej ciekawej oferty programowej, ale ciągle mogą ośmieszyć merytorycznie nowicjuszy z Ruchu Palikota, jeżeli tylko przewodniczący Palikot będzie musiał choć na chwilę zostawić swoją polityczną dziatwę samą i jakiś sprzedawca tenisówek wejdzie na antenę.

W związku z tym, że polskie prokuratury i sądy (nie wspominając o zwoływanym od wielkiego dzwonu, Trybunale Stanu) działają jeszcze wolniej niż mielą młyny polskiej demokracji, sprawa tajnych więzień CIA w Polsce i ewentualnej odpowiedzialności polityków za to co się tam działo nie zostanie rozstrzygnięta z dnia na dzień.

Niestety, pewnie jeszcze długo będzie służyć obu aspirującym do rządzenia nad lewicowymi duszami partiom, do wzajemnego wykrwawiania się. Będziemy więc najprawdopodobniej świadkami długiej wojny partyzanckiej w iście afgańskim stylu (na szczęście tylko na ekranach naszych telewizorów).

Efekt końcowy jest dość łatwy do przewidzenia i  – jak słusznie twierdzi wielu analityków – na całej tej zadymie zyskać może tylko rządząca PO. Im głośniej będzie więc w mediach o sprawie – tym lepiej dla rządzącej partii i gorzej dla obu lewic. Jedyny problem, jaki PO może mieć do rozwiązania w tej sprawie – to ten, iż dla Polski ten rozgłos jest jednak niekorzystny (mówiąc cicho i subtelnie).

Benfranklin

Print Friendly, PDF & Email

13 komentarzy

  1. Marian . 2012-03-29
    • andrzej Pokonos 2012-03-29
      • Marian . 2012-03-29
        • andrzej Pokonos 2012-03-30
        • Marian . 2012-03-30
  2. Baczyński 2012-03-29
    • maminsynek.pl 2012-03-29
      • Baczyński 2012-03-29
  3. Magog 2012-03-29
  4. Zbyniek 2012-03-29
  5. Paweł Krysiński 2012-03-29
  6. andrzej Pokonos 2012-03-30
  7. TadeuszK. 2012-04-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com