Cezary Bryka: Ja, Naród…

KALUZA2014-01-21.

Niespodziewanie woda całkiem odpłynęła. 

Bardzo dobre zdanie na początek: sugeruje przygodę i w dodatku dowodzi słuszności znanej tezy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bo czytelnicy, siedząc wygodnie przed komputerami, usłyszą w nim echo romantycznej przygody, ja zaś, siedząc w wannie, usłyszałem bulgot w rurach. Stałem się namydlonym właścicielem mieszkania pozbawionego dostępu do bieżącej wody.

Bluzgając słowami których jako dżentelmen w ogóle nie powinienem znać i bryzgając płatami piany (ważne: piany używam nie jako zwolennik gender tylko jako sybaryta), pobiegłem po telefon.
– Tak, proszę pana, dostaliśmy już zgłoszenie awarii – powiedzieli mi tam, gdzie powinni byli mnie zgodnie z tradycją opieprzyć za to, że skoro jest zima to rury pękają – nasza ekipa jest na miejscu, awaria powinna zostać usunięta do szóstej rano.    

Gdyby zsumować wszystkie lata mojego życia i od sumy odjąć lata nieodpowiedzialności (czyli od urodzenia po uzyskanie tytułu absolwenta przedszkola) – wynik i tak kończyłby się na „…siąt” i przez wszystkie te lata życie uczyło mnie, że instytucje o kompetencjach tej z którą właśnie zakończyłem rozmowę albo nie chcą gadać, albo łżą.

Ci chcieli gadać. Co mogło znaczyć tylko jedno: łgali.

Podszedłem do okna. Na mojej uliczce malowniczo usytuował się marsjańskopodobny pojazd na wielkich kołach i powiększał dziurę w ziemi. Dokoła zaczynały piętrzyć się sterty wykopanego błocka, spod ziemi tryskała brudna woda, tu i ówdzie poniewierały się szczątki rur. Ruch kipiał, kilku robotników w pomarańczowych kamizelkach przemieszczało się w sposób, który wyglądał na przemyślany.

Scena  niczym nie przypominała podziwianej przeze mnie dawno temu sytuacji, kiedy w podobnej dziurze machał łopatą jeden robotnik, a trzech innych odbywało permanentną operatywkę na powierzchni. Patrzyłem wtedy zafascynowany i marzyłem, że zrobię film dyplomowy pt. „Dziura”. Postawiłabym na parapecie kamerę żeby sobie poklatkowo kręciła co się dzieje a co się nie dzieje. Potem należałoby to zmontować w nieśpiesznym tempie (długie ujęcia, w których od czasu do czasu odbywa się zmiana usytuowania postaci) i sukces murowany. Miło mi poinformować, że nie tylko ja patrzyłem na dziurę okiem egzystencjonalnego artysty: w internecie pojawił się szkic nieznanego mi twórcy, z którym odczuwam dziwną więź duchową:

WYKOP

Skoro powiedzieli mi że skończą do rana, uznałem że mogę spokojnie iść spać: co najmniej do następnego wieczora nic się nie wydarzy.

Obudziłem się przed ósmą i, leciutko podskakując z nadmiaru emocji, odkręciłem kran przy umywalce. Splunął w głębokim brązie, po czym wypuścił strugę krystalicznie czystej wody. Pognałem w kierunku okna. Dziura była już zasypana i otoczona barwną taśmą na kijkach. Resztki kałuży po tryskającym wczoraj błocku stanowiły jedyny ślad apokalipsy. Prawie mi się spodobało, ale przypomniałem sobie, że wrogowi nie wolno odpuszczać. A taśma na patykach i kałuża to pies?

To nie był pies, proszę państwa. Pies już dawno poszedłby sobie, a taśma patyki i kałuża do wieczora ani drgnęły. Poczuwszy wszechogarniającą ulgę, zadzwoniłem do tych co wczoraj, żeby uświadomić im że nie dokończyli roboty, bo taśma, patyki i kałuża są ich sprawą. Wyjaśnili nadzwyczaj uprzejmie że poczuwają się do odpowiedzialności za kałużę oraz patyki z taśmą, tylko ta nasypana ziemia musi dobrze osiąść, więc dokończą i posprzątają w nocy. Do rana nie będzie ani śladu.

Nie powiedzieli, że im przeszkadzam w pracy (chociaż niewątpliwie przeszkadzałem) i nie mówili do mnie per „ty” z dodatkiem „dziadku”.

Skrajnie sfrustrowany taką reakcją nakrzyczałem na żonę że niby czego wciąż taka zadowolona, dzieciaki posłałem do łóżek bez oglądania telewizji, oraz zadzwoniłem do przyjaciela z napomnieniem, że nie oddał mi pieniędzy wyłożonych za niego w tramwaju. Ten zestaw czynności pozwolił mi w miarę spokojne przespać noc.

Rano nie było śladu po wykopie, taśmie, patykach i kałuży.

No i jak żyć, Panie Premierze? Jak żyć?

Cezary Bryka 

PS. Od redakcji: dobre wiadomości są dwie. Pierwsza to ta, którą opisuje Cezary. Rzeczywiście – tak jest coraz częściej, i chyba to coś znaczy.
Druga dobra wiadomość, to to, że Autor po długim okresie milczenia spowodowanym różnymi remontami organizmu – dał wreszcie głos. No!

Print Friendly, PDF & Email

20 komentarzy

  1. Marian. 2014-01-21
    • Marian. 2014-01-21
    • Cezary Bryka 2014-01-21
  2. Qstan 2014-01-21
    • Cezary Bryka 2014-01-21
  3. Jerzy Łukaszewski 2014-01-21
    • Cezary Bryka 2014-01-21
  4. john 2014-01-21
  5. andrzej Pokonos 2014-01-21
  6. Jerzy Łukaszewski 2014-01-21
  7. A. Goryński 2014-01-22
  8. Anna Malinowska 2014-01-22
  9. Cezary Bryka 2014-01-22
  10. A. Goryński 2014-01-22
    • Anna Malinowska 2014-01-23
  11. SAWA 2014-01-22
    • Marian. 2014-01-23
      • Cezary Bryka 2014-01-23
  12. Jerzy Łukaszewski 2014-01-22
  13. A. Goryński 2014-01-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com