Prof. Janusz Reykowski: Mazurek Jaruzelskiego. Rozmawia Krzysztof Pilawski

reyk2014-02-18

Rozmowy na 25-lecie

O przewadze demokracji rodzącej się z dialogu i kompromisu, a nie z konfrontacji i walki przekonujemy się, obserwując losy rozmaitych rewolucji demokratycznych w innych krajach.

Prof. Janusz Reykowski, psycholog społeczny, współtwórca Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk i  Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, w czasie Okrągłego Stołu przewodniczący – z ramienia strony partyjno-rządowej – zespołu ds. reform politycznych.

Zakładnicy stanu wojennego

Panie profesorze, czy oglądał pan „Wałęsę. Człowieka z nadziei”?

– Nie, unikam filmów tego typu. Ich twórcom trudno uniknąć hagiografii, politycznej poprawności. Ale może w tym wypadku nie mam racji.

Andrzej Wajda zrobił film z myślą o tych, którzy nie pamiętają lat 80.  Dość jasno wyjaśnia przyczyny protestów w 1980 r., jednak kompletnie nie tłumaczy, w jaki sposób doszło do przejęcia władzy przez Lecha Wałęsę i „Solidarność” w 1989 r.  Nie doprowadził do tego żaden strajk powszechny ani marsz milionów zbuntowanych obywateli, lecz niepasujący do heroicznej wizji dziejów kompromis przy Okrągłym Stole. Droga do niego była żmudna. W listopadzie 1981 r. w obszernym eseju w „Polityce” opisał pan narastającą konfrontację, zanikanie zdolności do kompromisu i wybieranie walki jako środka rozstrzygającego. Spodziewał się pan stanu wojennego?

– Nie miałem tak bogatej wyobraźni, by przewidzieć jaką konkretną formę przybierze konfrontacja. W owym czasie wykładałem w Berlinie Zachodnim, do kraju wpadałem jedynie na kilka dni. Ogłoszenie stanu wojennego zastało mnie właśnie w Berlinie.

Jak pan przyjął tę decyzję?

–  Uznałem ją za desperacki gest, który może nas uratować przed katastrofą. Do dziś jestem przekonany, że Polsce groziło wielkie nieszczęście. Nie wierzyłem w informacje, które wówczas do mnie docierały – o tysiącach osób spędzonych na stadion i polewanych na mrozie lodowatą wodą, o wywózkach na Sybir. Nie przekonywało mnie porównywanie generała Jaruzelskiego do Pinocheta.

Jednak stan wojenny był wielkim odwrotem od posierpniowych przemian demokratycznych.

– Kiedy na początku lutego 1982 r. przyjechałem do Warszawy, ówczesny wicepremier Mieczysław Rakowski zapytał mnie, co sądzę o sytuacji w kraju. Napisałem do niego list przedstawiając moje stanowisko. Stwierdziłem w nim, że dla władzy, która użyła siły w celu powstrzymania destabilizacji i chaosu, naturalnym oparciem jest aparat przemocy i biurokracja. W oparciu o tę bazę żadne demokratyczne reformy nie mogą być przeprowadzone.

[border width=”2″ color=”#dd3333″]Tekst podzielony na strony, numery stron poniżej są aktywnymi odnośnikami.[/border]

Jeszcze dziś spotykam się z pytaniem, dlaczego gen. Jaruzelski, mając tak wielką władzę, nie dokonał od razu reformy gospodarczej i nie porozumiał się z „Solidarnością”. Nawet zakładając, że był już wówczas do tego przekonany, to nie zdołałby niczego uzyskać, bo stał się zakładnikiem sił stanowiących zaplecze stanu wojennego. Gdyby okazało się, że generał idzie za daleko, uzyskałyby one dodatkowe poparcie z ZSRR, bo przecież wtedy istniał mechanizm zewnętrznego  nadzoru i kontroli Polski.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com