Ernest Skalski: Zachód pójdzie piechotą?

UKRAINE CRISIS CRIMEA2014-03-02. Dziki Zachód, saloon. Facet z dwoma coltami kończy pić, wychodzi i wraca.

– Panowie. Ktoś mi ukradł konia. Wypiję jeszcze jedne whisky i jeśli się koń nie najdzie zrobię to co zrobił w takiej sytuacji Krwawy Jack z Arizony.

– Twój koń już jest – mówi mu ktoś kto po chwili – ale powiedz nam co zrobił w takiej sytuacji Krwawy Jack z Arizony.

– Poszedł piechotą.

To mi się jakoś kojarzy w ”takiej sytuacji” z udziałem Ukrainy, Rosji, Krymu, Unii Europejskiej i USA. A Rosjaninowi przypomniałoby się powiedzonko: ”A Waśka słucha i je”. To o kocie Waśka, który je, słuchając przemowy o tym, że je to czego jeść nie powinien.

Może być różnie, ale wariant, który wygląda na wielce prawdopodobny, jeśli chodzi o Krym kojarzy się z kolei z dowcipem o Czechosłowacji po inwazji 1968 roku. Dubczek, szukając wyjścia, w tajemnicy łączy się z papieżem Pawłem VI.

– Są dwa wyjścia mój synu. Cudowne i naturalne. Co wolisz ?

– Naturalne.

– A więc będziemy się wszyscy długo, gorąco modlić aż Pan ześle archanioła Gabriela z mieczem ognistym na czele zastępów niebieskich i wygonią ruskich.

– To jakie jest to cudowne ?

– Że sami wyjdą.

Cuda bywają, lecz rzadko. Krym jest już via facti spod władzy Kijowa wyjęty przez Putina, działającego rękami miejscowych Rosjan i żołnierzy Federacji Rosyjskiej. W myśl rosyjskiej zasady zawartej w powiedzeniu: taszczyć i nie puszczać. Wojsko rosyjskie, które tam jest i właściwie wystarczy, może być jawnie wzmocnione o nowe posiłki. Maja one chronić miejscowych Rosjan przed ukraińskim terrorem, którego tam nie było i nie ma. Niemcy sudeccy miejscowego fuehrera Henleina też nie byli prześladowani przez władze czechosłowackie, ale Hitlerowi to jakoś nie przeszkadzało. Kijów się pilnuje, bo jakkolwiek próba oporu na półwyspie będzie odebrana jako ów terror. Czy nie będzie terroru w przyszłości? Nie wiadomo czy krymscy Tatarzy nie wyświadczą Putinowi takiej usługi.

Uwagę warto zwrócić na to co się dzieje we wschodnich regionach Ukrainy. Po krótkim zamieszaniu i niepewności, kiedy Janukowycz w swej ucieczce zatrzymał się tam na krótko, sytuacja zaczęła wyglądać na opanowaną przez nowe władze Ukrainy. Teraz zaczęły się tam demonstracje Rosjan i starcia ze zwolennikami jedności państwa. Putin, który w swojej Radzie Federacji – ”senacie” jak ona się lubi nazywać – wyrobił sobie upoważnienie do naruszania prawa międzynarodowego i napadania na inne kraje, uważa, że może i tam wprowadzić wojsko. Wydaje się wszakże, że raczej tego nie zrobi, bo wtedy rząd Ukrainy już musiałby się bronić, by nie popełnić politycznego samobójstwa. Czyli byłaby wojna, a ta się Putinowi nie opłaca.

Przewaga wojskowa Rosji nad Ukrainą jest wielka, ale nie druzgocąca jak nad Gruzją. Byłaby to wojna ze stratami, a tych po Afganistanie Moskwa by wolała uniknąć. Oczywiście zawsze jest szeroki margines na błąd, fałszywą kalkulację czy na szaleństwo, ale to są przypadki, które się nie poddają prognozom. Nie wykluczone, że wschodnia Ukraina jest dla Putina kartą przetargową. Może zakłada, że jak po stworzeniu potężnego zagrożenia wycofa się z niej, to w zamian za to jakoś mu przyschnie faktyczna aneksja Krymu.

Krym ogłosi się niezależnym państwem, uzna go Rosja, Kuba i Wenezuela, jeśli tam się utrzyma prezydent Maduro. Potem Krym poprosi o przyjęcie go do Federacji Rosyjskiej, ale ta się nie będzie kwapić. Po pierwsze – będzie to i tak jej prowincja, jak Południowa Osetia, Abchazja i Naddniestrze, a po drugie – formalna aneksja byłaby zbyt nachalnym i niepotrzebnym wyzwaniem. To, szeroko rozumianemu Zachodowi trudniej były zdzierżyć niż jakiś wymuszony kompromis zawarty przez rząd w Kijowie.

– Co zbiera się w ZSRR kiedy jest nieurodzaj ?

– Plenum KC.

Zbiera się więc nasze Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, już wieczorem. Zbierać się będzie Rada Europy i różne europejskie gremia. W poniedziałek najwcześniej, bo co weekend to weekend. Zbierają się na pewno w Waszyngtonie różni doradcy i analitycy. Prezydent Obama zapowiedział reakcję. Na razie przestał się przygotowywać do udziału w kolejnym szczycie G8. Kongres Stanów Zjednoczonych to nie Rada Federacji i nie da on prezydentowi daleko idących pełnomocnictw. Wystąpienie Obamy rozwścieczyło Moskwę i zarazem przekonało o jego bezsilności. Czy się Moskwa przeliczy ?

W Nowym Jorku – informujemy dla porządku – już się była zebrała Rada Bezpieczeństwa ONZ. Rosja ma w niej prawo weta, więc równie dobrze Rada mogłaby się nie zbierać.

Prezydent Komorowski zaapelował o zebranie Rady NATO, która chyba by to zrobiła i z własnej inicjatywy. Ukraina nie jest członkiem Układu, więc nie musi on stosować artykułu piątego, nakazującego wszelką pomoc, w tym zbrojną, napadniętemu państwu, kiedy ono o nią poprosi. NATO może interweniować i bez tego artykułu, kiedy uzna że jest to konieczne, ale w tym przypadku nie uzna. Co nie znaczny, że Zachód jest całkiem bezsilny.

Teoretycznie mógłby gospodarczo zadusić Rosję, wprowadzając embargo na eksport do niej i na import z niej ropy i gazu. To jednak broń obosieczna. Zastąpienie rosyjskich źródeł surowców energetycznych jest możliwe, ale by było kosztowne dla gospodarek i konsumentów. Na to demokratyczne rządy nie mogą sobie pozwolić. Są wszakże inne sposoby.

Jeśli nawet nie można skonfiskować środków na rachunkach rosyjskich oligarchów i wysokiej rangi czynowników, to można zablokować te rachunki, co może się okazać dotkliwe. Domy w najdroższej dzielnicy Londynu, apartamenty w Miami, wille na Lazurowym Wybrzeżu nie mogą być odebrane bez wyroku sądu, ale blokada wyjazdów na teren UE i USA bardzo by dotknęła prominentów i odcięła ich od rezydencji, jachtów, kurortów, zakupów w najelegantszych sklepach świata.

Rosja, dla której stosunki gospodarcze z zagranica są projekcją polityki, zapewne stosowałaby wybiórczo zakaz przywozów różnych produktów, co i tak robi. Manipulowałaby gazem i jego cenami. Może by nasiliła stosowanie tych szykan. Ich wymiana, dokuczliwa dla obu stron, jak zawsze doprowadziłaby do rokowań. Gdyby Putin wtedy właśnie dorzucił na stół spokój na wschodniej Ukrainie, łatwiej by mu wyszedł kompromis tyłka z batem. Zostałby z Krymem, a na pewno znalazłoby się paru oszołomów przedstawiających go do Pokojowej Nagrody Nobla.

Cały ten, przedstawiony wyżej, hipotetyczny scenariusz, to proszę państwa, jest ta dobra wiadomość. O złej lepiej nie wspominać przed nocą.

Tak się składa, że zaplanowałem sobie krótki pobyt w Moskwie w przyszłym tygodniu. Zapowiada się ciekawiej niż oczekiwałem jakiś czas temu. I przypomina mi się, że już raz byłem w Moskwie w sytuacji w jakiś sposób podobnej.

Była jesień 1956 roku. W parę miesięcy po tajnym – wszyscy dawno go znali – referacie Chruszczowa o zbrodniach Stalina, wygłoszonym na XX Zjeździe KPZR. Działo się już w na Węgrzech i w Polsce. Atmosfera na wydziale zrobiła się luźna, odbywały się zebrania dyskusyjne, nie do pomyślenia parę miesięcy wcześniej. Aż do czwartego listopada, kiedy to Kadar wezwał wojska sowieckie.

– Nie dyskutuje się, kiedy sowiecki żołnierz walczy i ginie! – stwierdził kategorycznie profesor Zastenker, dzień wcześniej liberalny, otwarty na argumenty. I już nie było dyskusji.

A nieco wcześniej Francja, Wielka Brytania i Izrael zaatakowały Egipt, kiedy prezydent Nasser znacjonalizował Kanał Sueski. To co zapamiętałem z tych dni, to powszechny, irracjonalny i paniczny strach przed wciągnięciem kraju w kolejną wojnę. Wszyscy pamiętali tę skończoną przed jedenastu laty. Na ulicach co krok spotykało się inwalidów w znoszonych mundurach, bez dystynkcji i z kolorowymi baretkami. Wszędzie były sieroty, wdowy i kobiety, które nie miały za kogo wyjść, bo potencjalni narzeczeni nie wrócili z wojny. Poza wielkimi miastami, tam gdzie przechodził front jeszcze były ruiny.

Już prawie nie ma tych, którzy świadomie przeżyli wojnę. W moim wieloosobowym pokoju w akademiku mieszkało dwóch, nieco ode mnie starszych weteranów. O wojnie mówili niechętnie, a jeśli już, to pamiętali śmierć wokół siebie, stały strach, brak snu, zmęczenie, grubiaństwo i często głód. Widziałem ich ostatni raz w Moskwie. w roku 1997. Już nie żyją. Coraz mnie liczni staruszkowie weterani zdają się, sadząc po wypowiedziach, widzieć już w wojnie głownie swą młodość i powód do chwały.

Jakie są nastroje społeczne w sytuacji, którą oficjalna propaganda pokazuje jako o wiele bardziej dramatyczną niż ona jest w istocie. Kto się boi wojny, a kto jest za marszem na Krym, a może i na Charków i Donieck. Co na przykład sądzą weterani z Afganistanu.

W roku 1956 socjologia była – obok cybernetyki – burżuazyjną łże nauką. Teraz, na szczęście, w Rosji bada się społeczeństwo. Jest Instytut Lewady, choć już bez niego. Coś pewnie na ten temat będziemy widzieć.

Warto przeczytać: Analiza potencjału militarnego Ukrainy

Ernest Skalski

 

Print Friendly, PDF & Email

18 komentarzy

  1. MaSZ 2014-03-02
  2. Marian. 2014-03-02
  3. bisnetus 2014-03-02
  4. A. Goryński 2014-03-02
  5. Marian. 2014-03-02
  6. kakaz 2014-03-02
  7. MaSZ 2014-03-02
  8. jmp eip 2014-03-02
  9. jacek2 2014-03-02
    • bisnetus 2014-03-02
  10. mumrak 2014-03-02
  11. adam furtak 2014-03-02
    • Aleksy 2014-03-03
  12. jmp eip 2014-03-03
    • elkaem 2014-03-03
    • bisnetus 2014-03-03
  13. jmp eip 2014-03-03
    • A. Goryński 2014-03-03
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com