Stefan Bratkowski: Nieco inna historia Polski (7)

Nestor, pierwszy kronikarz Rusi, pisał, że ruski Włodzimierz Wielki wybrał chrześcijaństwo wschodnie po dyskusji z przedstawicielami różnych religii. Czy naprawdę? Znał Chazarów, szczególnych koczowników, panów stepu, ci od rabinów, wypędzonych z muzułmańskiego Chorezmu w Azji Centralnej, przyjęli judaizm. Poznał Włodzimierz – Bizancjum i Chersonez, wyższość tej cywilizacji. Nie wyobrażał sobie, że może istnieć coś więcej. Wysyłał posłów na chrześcijański Zachód Europy, ale ani on, ani jego ludzie nie oglądali muzułmańskiego świata, niebotycznych alkazarów, zamków Segowii czy też Sewilli, ani rzymskich akweduktów Hiszpanii. W X wieku nie znała tych strzelistości i „romańska” kultura Zachodu Europy z masywnymi bryłami swych „romańskich” budowli. Wątpliwe, by Mieszko myślał o chrzcie w bizantyjskiej kulturze. Tym mniej – o islamie… Mimo wielbłądów i przywożonych dzikich zwierząt. Modą i oznaką prestiżu musiało być ich posiadanie.

Zapewnić sobie musiał Mieszko inne dochody, jeśli zrezygnował z handlu niewolnikami. Zastąpiło profity z niego – jak przypuszczam – złoto i srebro Śląska. Obok kruszców – tamtejsze kamienie szlachetne. Może i bursztyn Mazowsza. Powstały w końcu X wieku gród w Płocku (z imieniem znów od „pła”), chronił szlak wodny Wisły; nie wykluczone, że Mieszko opanował i północną Puszczę Zieloną, w przyszłości – puszczę „królewską”, z jej istnym zagłębiem bursztynowym.

Państwem „Gnezdun” rządził z elitami powiązanych jego władzą plemion, i z dowódcami swych drużyn, osadzonymi w grodach wyraźnie strażniczych. Na ile potrafili przekonać rodaków do chrześcijaństwa, możemy tylko wnioskować z dalszych wydarzeń. Jeśli 50 lat po chrzcie Mieszka Bolesław Chrobry miał drużynników, jak odkryła archeologia, pogan i prawosławnych, to znak, że Mieszko i potem jego syn starali się unikać konfliktów między swymi „poddanymi”, wbrew informacjom o wyłamywaniu zębów za jedzenie mięsa w piątek. To chrześcijaństwo mogło bez oporów adaptować wiele starych obyczajów, a nie żądało przyswojenia sobie uczonej teologii – nigdy się ona w Polsce nie rozwinie i różnice w rozumieniu kanonów wiary nie odegrają tej roli co w Niemczech, protestantyzm nie znajdzie w Polsce teologicznego, więc intelektualnego oparcia. Węgierski Gejza, ochrzciwszy siebie i syna Waika, wierzył nadal w rusałki i chochliki, uczestniczył w składaniu staremu bogu ofiary z białego konia. Mimo to ani on, ani syn, jako Stefan, nie pozyskali opornych wodzów plemiennych.

Ci władcy ufali magii, podporządkowywali się zabobonom, współżyli z wszechobecnym światem nadprzyrodzonym, ale – jak zawsze w polityce – kierowali się głównie interesami. Wytrawni już w tej grze, budowali między sobą – związki rodzinne. Tyleż dla wzajemnej „rodzinnej”, a raczej „rodowej” pomocy, co dla wzajemnego bezpieczeństwa. Czeski Bolesław I, zwany Srogim lub Okrutnym, zabójca brata, czerpiący zyski z praskiego handlu niewolnikami, dał potężnemu władcy „Gniezdna” swoją córkę za żonę. Dał „starszą” jak na ówczesne obyczaje kobietę, liczyła pewnie  ze 20 lat, może 22; niechętny pannie kronikarz czeski po półtora wieku źle pisał o jej prowadzeniu się… Świątobliwa legenda poprawi tę opinię: Dobrawa miała odmawiać mężowi zbliżenia, zanim się on nie ochrzci. Ich syn urodził się jednak przed tym chrztem, przed rokiem 966. Dostanie czeskie imię po czeskim dziadku, Bolesław. Tak, Bolesław to imię czeskie, nie polskie.

Siostra Mieszka poszła za owego węgierskiego Gejzę. Córka – za władcę Swewów (przodków Szwedów), Eryka Zawsze Zwycięskiego. Po śmierci Eryka w wyprawie na Niemcy – weźmie ta dziewczyna za męża jeszcze groźniejszego rozbójnika, władcę Danii, Swena Widłobrodego. Były to kobiety pełne energii, mądre, a i bezwzględne aż do sadyzmu. Odegrają na dworach Węgier i Północy role szczególne. „Bela Knegini”, zapisana w kronikach jako Adelajda z rodu Mieszka, „jeżdżąca konno jak mężczyzna” blond piękność, budowała państwo rodu Arpadów. Jej bratanica, „Sygryda”, „Zwycięska”, „Storrada”, Dumna, tak utrwalona w sagach, umacniała państwo Swewów i potem Danów. Sagi zapamiętały, jak sproszonych na ucztę, pijanych już konkurentów do jej ręki zamknęła i spaliła… Podnoszono wątpliwości co do jej pochodzenia, ale  wiemy o nim ponad wszelką wątpliwość ze źródeł niemieckich i… angielskich.

Bolesław Chrobry będzie miał za Karpatami na tronie węgierskim ciotecznego brata, w Danii – rządzącego po ojcu swego siostrzeńca, syna Sygrydy, Kanuta Wielkiego, Knuda, zdobywcę Anglii. Nie da się oddać mapami związków, budowanych przez obie te kobiety. Budowały też one – chrześcijaństwo, ich państwom sprzyjające. Sprzyjające też państwu ich ojca i brata. Obraz epoki w książce Teodora Parnickiego „Srebrne orły”, z jej kalkulacjami i rachubami, z całą przewrotną ekwilibrystyką polityczną, okazuje się bliższy rzeczywistości niż karykaturalne prostactwo w cyklu powieści Antoniego Gołubiewa „Bolesław Chrobry”. Spotkamy tu zaś dowody kontaktów między Kanutem, Bolesławem i Stefanem, ilustrujące charakter stosunków tego kręgu. Mogli ci politycy być prymitywni w sposobie zachowania, języku i brutalności w grze, ale inteligencji im nie brakowało. A czasem nawet i serca.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Jerzy Łukaszewski 2014-03-19
  2. Jerzy Łukaszewski 2014-03-20
  3. PAK 2014-03-20
  4. Humanożerca 2014-03-20
  5. Jaruta 2014-03-20
  6. Jerzy Łukaszewski 2014-03-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com