Agnieszka Wróblewska: My starzy

starzy2014-03-21. Nie da się ustalić kiedy pierwszy raz cię to zabolało – uśmiechasz się do panienki w sklepie, urzędnika w okienku czy kogoś takiego i widzisz że twarz na przeciwko pozostaje nieruchoma. Patrzy na ciebie, a jakby widziała ścianę. Nie „odśmiecha” się, pyta „słucham”, czy „co podać?”, ale jakoś inaczej niż kiedyś – dawniej widziałam, że tak się zwracali do kogoś podejrzanego, że zaraz narobi kłopotu, na przykład do menela. A na mnie przecież zawsze patrzyli normalnie. Pierwszy czy dziesiąty raz takie inne, spojrzenie, bezśmiechowe, w popłochu, kładziemy na karb nieuprzejmej obsługi. Kiedy jednak widzisz, że do innych ta sama panienka się jednak uśmiecha, zagaduje itp., zaczynasz szukać źródeł tej różnicy. Nie byłaś niegrzeczna ani „upierdliwa”, nie wybrzydzałaś, nie miałaś pretensji, nie pytałaś po dwa razy o to samo, więc dlaczego nie obdarzono cię takim uśmiechem jak innych? I znajdujesz odpowiedź – bo jesteś stara. Starych twarzy młodsi się boją – stary nie zrozumie, będzie nudzić, będą pretensje. Stary jest jak obcy, jest z innego świata. 

Lew Tołstoj napisał kiedyś, że starość to największe zaskoczenie człowieka. Z dnia na dzień nic się nie zmienia, aż pewnego dnia rejestrujesz, że częściej zapominasz, wolniej chodzisz itp., a młodsi znajomi traktują cię z wymuszoną uprzejmością, a panienka z okienka patrzy na ciebie jak na przezroczystą szybę. To jest właśnie zaskoczenie starością.

W „życiu pracującym” gnamy naprzód, prześlizgujemy się z jednego dnia w następny, o tym ile mamy lat specjalnie się nie myśli. Aż nagle stało się coś niezwykłego – stajesz się kimś innym, chociaż dalej jesteś sobą. Kazimierz Kutz zadziwił się niedawno nad tym fenomenem – Nigdy nie przypuszczałem, że życie po siedemdziesiątce będzie piołunem który na stałe wejdzie w moje codzienne menu.

Niedawno Irena Dryll pisała w SO, że „widmo starości krąży nad światem” i przypomniała liczby, które straszą – co rok w Europie przybywa 2 mln osób po sześćdziesiątce. W Polsce grupa osób po 75. roku życia w 2035 roku ma stanowić 4,5 mln, a najbardziej zwiększy się populacja 90-latków, niemal dwukrotnie. 900 tysięcy starców po 80-ce będzie żyć samotnie…

Świat, głównie ten syty, zachodni, dopadła plaga, jakiej nasi przodkowie nie przewidzieli – życie ludzkie dynamicznie zaczęło się przedłużać a w ślad za tym rosną problemy. Najważniejszy – emerytury. Szybko zmieniają się proporcje między latami pracy i odpisywania składek na przyszłą emeryturę, a latami korzystania z tych świadczeń – na tzw. zasłużonym odpoczynku coraz więcej ludzi żyje dłużej niż pracowało i wpłacało składki. Żaden system nie wytrzyma na dłuższą metę takich proporcji i żadne społeczeństwo nie da rady wziąć na utrzymanie wszystkich swoich leciwych rodaków.

I kto wie czy nie przyjdzie wrócić do czasów kiedy każdy, wraz z rodziną, martwił się o siebie. Warto przypomnieć, że całkiem niedawno ludzie nie polegali na nikim innym, jak tylko na sobie i dzieciach, kiedy nadchodził czas ich starczego niedołęstwa. Jeszcze niemal przez cały XIX wiek pracownik zwolniony z racji wieku był zostawiony samemu sobie.  Dopiero pod koniec wieku w niektórych krajach Europy zaczęto wypłacać pensje emerytalne. Z tym, że najpierw tylko specjalnie zasłużonym i to w niektórych sektorach – np. wojskowym i urzędnikom publicznym we Francji za wierną służbę. W Niemczech, kiedy pod koniec XIX-go wieku nastąpił szybki rozwój przemysłu i w ślad za nim rósł w siłę ruch socjalistyczny, Bismarck uznał, że po to aby masy obłaskawić trzeba proletariatowi coś dać i stworzył system ubezpieczeń społecznych. Najpierw chodziło tylko o to, żeby ubezpieczyć ryzyko związane z wypadkami przy pracy i składek na ten cel wymagano zarówno od pracodawców jak i pracowników. Z czasem pomysł się rozrastał, zarażał inne kraje europejskie, w niektórych z nich zamiast ubezpieczeń świadczenie wypłacano z podatków. Warto jednak przypomnieć, że w owych czasach ludzie żyli znacznie krócej i wiele czasu na opłacanie życia bez pracy im nie zostawało.

Teraz co innego. Starcy są ilościową potęgą, a rządy głowią się jak utrzymać tę rosnącą populację. W sukurs idą naukowcy i społecznicy. Bo chodzi nie tylko o to za co żyć, także o to jak starzejącym się obywatelom bez zajęcia zagospodarować czas. Instytucjom i organizacjom podsuwa się pomysły na aktywizację starszego pokolenia, a seniorom radzi się, żeby nie rezygnowali z aktywności, bo wylegiwanie na kanapie przed telewizorem pogłębia frustrację i wpędza w chorobę. Tu jednak „materia jest oporna”  jak pisze Irena Dryll – w Polsce po pięćdziesiątce ludzie stają się już mało aktywni i zawodowo, i społecznie. Kiepsko wypadamy w tej konkurencji także na tle innych krajów europejskich. Bez entuzjazmu przyjmowane są na ogół programy które mają na celu rozruszanie emerytów. Można odnieść wrażenie, że większość starszych Polaków woli się cieszyć wolnością od stałych obowiązków i z ulgą oddaje się lenistwu. Z tym większą ulgą, im głębsze zmiany zaszły w ich profesji. Uciekli z pracy w strachu przed nieznanym i wolą spokojną nudę w domu niż nerwowe życie po zawodowej rewolucji.

Jeszcze pół wieku temu tak nie było. Zmiany zachodziły wolniej i pracownicy przystosowywali się łatwiej. W Anglii przebadano wtedy kilkanaście tysięcy pracowników powyżej 65. roku życia i stwierdzono, że poza najcięższymi fizycznie zawodami, wydolność – a także skuteczność w działaniu – jest na podobnym poziomie u pracowników po siedemdziesiątce jak u pięćdziesięciolatków. A nawet stwierdzono, że wprawdzie z wiekiem pogarsza się słuch, zwinność, precyzja ruchów, inicjatywa i podzielność uwagi, to jednak starsi są bardziej punktualni, systematyczni, czujni, cierpliwi, odznaczają się rozwagą i metodycznym podejściem do wykonywanego zadania.  Tylko że ówczesna generacja ludzi starych nie musiała przyswajać sobie aż tylu szokowych zmian jednocześnie. A co dopiero nasza polska, postkomusza generacja, pokolenie które musiało przełknąć znacznie większy szok przyszłości, niż ich rówieśnicy żyjący od dawna w społeczeństwach tzw. normalnych. Bo nie tylko, że na nas bardziej gwałtownie niż na nich spadła ta cała elektroniczna lawina, to musieliśmy się jeszcze uczyć żyć w całkiem innym ustroju. Z faktem, że mięso jest w ciągłej sprzedaży oswoiliśmy się wprawdzie łatwo, ale że pracę można tak łatwo stracić to już nie.

Być może dlatego pokolenie naszych emerytów ma więcej powodów do zmęczenia niż w krajach od zawsze bogatszych i być może dlatego tak wielu Polaków chce jak najszybciej iść na emeryturę i  potem nie robić nic.

Najgorszym rodzajem śmierci – pisał Hemingway – jest emerytura. To najbardziej odrażający wyraz. Porzucenie zajęć, które czynią nas tym czym jesteśmy jest równoznaczne z zejściem do grobu.

Znam i u nas ludzi którzy ciężko przechorowali fakt że ich odesłano na emeryturę, mimo że mogli dalej coś robić w swoim zawodzie. Ale dotyczy to niewielkiego odłamka społeczności, w dodatku tzw. pracowników twórczych. Z badań wynika bowiem, że obywatelom polskim raczej spieszno wyrwać się z jarzma stałych obowiązków. I co robią? Jeśli nie mają szans zdobyć jakiegoś płatnego zajęcia oglądają seriale telewizyjne, odwiedzają przychodnie zdrowia, zajmują się wnukami. Mniejszość daje się wciągać do prac społecznych, zajęć sportowych czy życia klubowego. Ale to się będzie zmieniać. Nie dlatego, a w każdym razie nie tylko dlatego, że powstają programy adresowane do niepracującej generacji, ale dlatego że bezczynność jest bolesna.

Mówią, że my starzy stajemy się podobni do dzieci. To najlepszy dowód jak koło żywota się domyka. – Nadzwyczajnie jak on, ona, jest rozwinięte na swój wiek – mówimy o dziecku które chcemy komplementować. Czy nie takie same uprzejmości kierują młodsi pod naszym adresem? – Nadzwyczajnie się trzymasz na swój wiek – zdarza nam się usłyszeć, co przyjmujemy zresztą z wdzięcznością. Ale są i inne podobieństwa – jak dzieci lubimy słuchać znanych piosenek, wracać do przeczytanych kiedyś książek czy filmów, bo przeżywamy je jakby na nowo. Jak dzieci cieszymy się za zainteresowanie naszą skromną osobą, kiedy nas pochwalą, kiedy się do nas uśmiechną. Jak dziecko boleśnie przeżywamy każdy konflikt, brak uwagi ze strony innych ludzi, a jeszcze bardziej własnych potomków. Stary człowiek wrażliwy jest jak dziecko. Dziecko, bo jego psychika dopiero się kształtuje, jest niepewne siebie. A stary człowiek, bo znów jest siebie niepewny, strachliwy w tej niepewności, zagubiony.

Pełno jest poradników dla starzejącego się społeczeństwa, radzą nam jak sobie radzić z czasem, z nastrojami, z pustką. Radzą, żeby ze starością walczyć, chociaż z góry wiadomo, że ta walka będzie przegrana. Póki jednak żyjemy warto zadbać o trochę frajdy. A frajdę można czerpać tylko z takiego życia, w którym coś się dzieje, którym umiemy sterować, a nie biernie płynąć jak  patyk z prądem rzeki.

Wygłaszam to pod niewłaściwy adres, bo ci co Studio Opinii czytają i do niego piszą dobrze wiedzą jak się trzeba w życiu ruszać, żeby nie zardzewieć. Chcę tu tylko przekazać parę refleksji z obserwacji samej siebie i otoczenia na tym post zawodowym etapie.

Nuda, to straszny wróg starości. A najgorsze jest to, że do nudy człowiek bez stałych obowiązków łatwo się przyzwyczaja. Im dłużej się jest na „zasłużonym odpoczynku”, a jak widać ze statystyki to już coraz częściej jest lat kilkanaście, tym łatwiej swoje nicnierobienie uznaje się za życie normalne. Posiłki, zakupy, gazeta, drzemka, telewizor i dzień z głowy. A jeśli w tygodniu trafi się wizyta u lekarza, imieniny kuzyna, pisanie listu czy coś takiego – można uznać, że tydzień był wypełniony po brzegi.

Pół biedy, jeśli można tak zasłużenie odpoczywać we dwoje. Znacznie gorzej ma stary człowiek samotny. Wszystkie starcze dolegliwości – strach, niepewność, drażliwość i wrażliwość na zachowanie otoczenia – wszystko to sprawia, ze samotni głębiej chowają się w swojej skorupie, rzadziej chcą ją opuszczać i coraz bardziej interesują się jedynie sobą i swoim losem.

Wiek spada na nas przez zaskoczenie, tym łatwiej o przekonanie, że spotkała nas od losu jakaś niesprawiedliwość. Co gorsza fizyczna niesprawność w starczej samotni wywołuje niejasne pretensje do całego świata, rozgoryczenie, postawę roszczeniową. Dlatego nudę warto uznać za osobistego wroga z którym się walczy.

Najlepiej, kiedy znajdzie się takie poletko na którym jesteśmy komuś potrzebni. W rodzinie – wiadomo, o takie poletko najłatwiej, ale nie każdemu jest pisane. Z rodziną podobno najlepiej wychodzi się na zdjęciach, jednak nawet w rodzinach takich jak dzisiejsze, rozbitych na atomy, gdzie każdy chroni swoją integralność i najchętniej zamyka się z komputerem na osobności, można pielęgnować jakieś okazje do wspólnych spotkań. Jeśli wnuki wyrosły i nie potrzebują opieki, to może uda się któreś wyciągnąć na wspólny wypad do kina czy na koncert. Albo chociaż na zakupy ciuchowe czy techniczne. Młodzi są w tym lepsi, a poza tym sprzedawca w sklepie i w ogóle wszyscy inaczej patrzą na starego człowieka, któremu towarzyszy ktoś młody. Może jestem przeczulona, ale kiedy z wnuczką poszłam wymienić telefon komórkowy na nowszy model, obsługa od razu potraktowała mnie poważniej. Nawet na uśmiech mogłam liczyć.

Żeby nie dać się nudzie, warto z góry planować czas. Przez lata zawsze go brakowało, teraz trzeba go jakoś zagospodarować. Najlepiej zarobkowo, w tym okresie życia przeważnie z forsą krucho. Ale nawet jeżeli z zarabiania nici – płatnej pracy i dla młodych jest coraz mniej – trzeba się czymś zająć. Nawet kiedy się bardzo nic nie chce i niczego się od życia nie oczekuje – to warto. Opłaca się przełamać niepewność i lenistwo, wyjść ze skorupy, bo kiedy po takim wyjściu wraca się potem do swojej samotni człowiek czuje się znacznie lepiej.

Ciekawość świata i ludzi więdnie z wiekiem, ale kiedy ja podlewać umiejętnie, to jeszcze się rozwinie. Można sobie wymyślać zadania do wykonania, rzeczy do obejrzenia, muzykę do odsłuchania. W starym i samotnym człowieku walczą ze sobą dwie siły – iść, zobaczyć, uczestniczyć, zrobić i druga – odpuścić sobie. Radzę pilnować, żeby na każdy dzień zaplanować sobie jakieś zadanie do wykonania. I żeby te zadania wymagały od nas jakiegoś wysiłku – fizycznego, albo intelektualnego. Co zaplanowane, ma być wykonane. Dzień z wykonanym zadaniem będziemy żegnać wieczorem bez tego przykrego poczucia leniwie cieknącego czasu. Stary człowiek ma opory, boi się własnej nieporadności, że zdrowie nawali, boi się spojrzeń z politowaniem, albo zimnych z obojętności. Ale kiedy przełamie się ten naturalny w końcu strach, potem jest człowiekowi lepiej, radości więcej a rozgoryczenia mniej.

Starość, to walka o przedsięwzięcia minimalne – pisał Kazimierz Kutz – o programy blisko gleby. Chodzi jednak o to, żeby jakieś programy zawsze były.

Czasy przyspieszyły zbyt gwałtownie, o czym była mowa wyżej, przynajmniej jak na nasze, starego pokolenia możliwości percepcji. Jednak nie warto się od tego przyspieszenia całkiem odwracać, bo nagle zobaczymy, że żyje obok nas jakiś inny obcy świat. I dopiero będziemy nieszczęśliwi! Uważam się za dzielną staruszkę bo opanowałam komputer, Internet i telefon dotykowy. Ale i tak ciągle się okazuje, że ledwie liznęłam tę wiedzę, a już jest przestarzała. Telefon proponuje usługi których nazwy nawet nie rozumiem, a Internet też nie próżnuje. Nie da się nadążyć. Kiedy dzisiaj chciałam się dowiedzieć z Internetu ile kosztuje znaczek pocztowy, wyskoczyła radosna propozycja żebym zastosowała e-znaczki, czyli sama sobie je wydrukowała.

Nie należy się tak ciągle dziwić, bo ilość zdziwień jest proporcjonalna do stopnia starości. Jak świat światem starzy wybrzydzali na to co jest nowe w obyczajach, zachowaniu, ubraniu itp., a tęsknili za tym co dobrze znali, a minęło. Zresztą są też „plusy dodatnie” nieuchronnego starzenia. Choćby czas na refleksję – można sięgnąć do lektur, których się kiedyś nie zaliczyło i z przyjemnym zdziwieniem zobaczymy, że tyle ciekawych rzeczy, faktów, idei umykało naszej uwadze w tamtym aktywnym życiu. Staliśmy się bardziej wrażliwi na bodźce zewnętrzne i ten fakt też ma dwoistą naturę. Bo owszem, jesteśmy mniej odporni na przykrości jakich świat zewnętrzny nie oszczędza, ale też bardziej intensywnie niż w tamtym zagonionym życiu umiemy teraz odbierać sztukę, muzykę, a nawet zieleń na wiosnę zrobiła się bardziej soczysta.

Agnieszka Wróblewska

 

Print Friendly, PDF & Email

14 komentarzy

  1. PIRS 2014-03-21
  2. Magog 2014-03-21
  3. Jerzy Łukaszewski 2014-03-21
  4. Jaruta 2014-03-21
  5. Jerzy Łukaszewski 2014-03-21
  6. Jaruta 2014-03-21
  7. Tetryk56 2014-03-21
  8. Jerzy Łukaszewski 2014-03-22
  9. Jaruta 2014-03-22
  10. nickt 2014-03-22
  11. Pirx 2014-03-22
  12. SAWA 2014-03-22
  13. lawicz 2014-03-22
  14. PIRS 2014-03-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com