Jak to było z „Rzeczpospolitą”…

Z dotychczasowych publikacji prasowych wynika, że przedstawiciele Mecomu już w trakcie przejmowania od Orkli udziałów w spółce Presspublika, wydającej „Rzeczpospolitą”, zaangażowali się w rozmowy z rządzącymi politykami. W pierwszej połowie roku 2006 w rozmowach i korespondencji z przedstawicielami ówczesnego rządu Prawa i Sprawiedliwości kandydatem najpierw Orkli, a następnie Mecomu na redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” był Tomasz Wróblewski. Natomiast PWR, Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita, udziałowiec Presspubliki, spółka, którą nadzorował minister skarbu Wojciech Jasiński (PiS), forsowała kandydaturę Pawła Lisickiego. Po kilku miesiącach, niespodziewanie, Mecom zmienił zdanie i zaakceptował kandydata forsowanego przez rządowego udziałowca. Branżowy miesięcznik „Press” w październikowym wydaniu z 2006 roku tak opisywał te wydarzenia:

„Według naszych informacji brytyjski fundusz Mecom, od połowy października oficjalny właściciel tytułu, skorzystał ze scenariusza przygotowanego na wiosnę przez Orkla Media – norweskiego właściciela udziałów w Presspublice. (…) Z nieoficjalnych informacji wynika, że decyzje co do powierzenia stanowiska redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Pawłowi Lisickiemu zapadły w marcu. Już wtedy Orkla Media i PWR zgodziły się co do tego, że czas odebrać Gaudenowi stanowisko naczelnego. Orkla nie była zadowolona z wyników ekonomicznych dziennika, a państwowemu udziałowcowi nie odpowiadała zbyt liberalna linia programowa pisma. „Rzeczpospolitą” zaczęto odbierać wręcz jako nieprzychylną koalicji rządzącej. (…) W ostatnim etapie negocjacji doszło jednak do rozbieżności: Orkla za najlepszego kandydata uznała Tomasza Wróblewskiego, wówczas jeszcze naczelnego „Newsweek Polska”, a PWR – Pawła Lisickiego, szefa zamkniętego właśnie projektu ogólnopolskiego dziennika finansowanego przez Michała Sołowowa. Ostatecznie udziałowcy zgodzili się na następujące rozwiązanie: Wróblewski przejmie od Gaudena kierowanie redakcją. Po pół roku zostaje członkiem zarządu Presspubliki, a jako redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” pojawi się Lisicki. Wróblewski miał nie zgodzić się na taki układ i dlatego kandydatem na naczelnego obu wspólników został Lisicki. Projekt zmian został jednak przedwcześnie nagłośniony (m. in. przez „Gazetę Wyborczą”), a część redakcji „Rzeczpospolitej” przyjęła zakulisowe negocjacje współwydawców jako ograniczenie jej niezależności. Lisicki w swoich felietonach nie ukrywał sympatii do PiS. Jego kandydaturę zespół odebrał więc jako próbę zawłaszczenia przez obóz rządzący tego medium. Dlatego wtedy, w ostatniej chwili Orkla na pół roku wycofała się ze zmiany naczelnego – Lisicki w tym czasie był konsultantem”.

Negocjacje były prowadzone w czasie, gdy dyrektorem zarządzającym w Orkla Media był Truls Velgaard, awansowany następnie przez Grupę Mecom na prezesa Zarządu Presspubliki.

Sam Tomasz Wróblewski tak wspomina kulisy niedoszłej do skutku swojej nominacji redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”:

„Wiosną ub. r. tuż przed jednym ze spotkań zadzwoniła do mnie osoba zbliżona do środowiska PiS i poprosiła o pilne spotkanie. Znaliśmy się wcześniej, więc rozmowa toczyła się otwartym tekstem. Ten człowiek postawił mi propozycję – zostanę naczelnym Rzepy na pół roku, potem zastąpi mnie Paweł Lisicki, a ja zostanę prezesem Presspubliki. Powiedział, że trzeba się jeszcze spotkać z Jarkiem. To było chore, wycofałem się”. (Branżowy portal Press.pl z 23 XI 2007 r).

Piotr Śmiłowicz (dziś „Newsweek”) następująco wspomina wydarzenia z 2006 roku na portalu Salon 24 (2 XI 2010 r.):

„Dokładnie cztery lata temu odchodziłem z „Rzeczpospolitej”. Między innymi dlatego, że po objęciu funkcji redaktora naczelnego przez Pawła Lisickiego profil tej gazety zmienił się w kierunku niezbyt mi bliskim. Poza tym Lisicki zostawał naczelnym przy poparciu, a przynajmniej przy akceptacji ówczesnej władzy, czyli PiS”.

Natomiast Cezary Michalski podczas programu „Loża prasowa” (TVN 24, 31 X 2010 r.), w którym udział wziął także P. Lisicki, mówił:

„Pana redaktora Lisickiego powołano na naczelnego, gdy PiS rządziło. PiS pomógł panu zostać redaktorem naczelnym. Kto się bawi w partyjniactwo od partyjniactwa ginie. Rzeczywiście, trwa czystka zwolenników PiS we media publicznych”.

Kiedy w 2007 roku PiS rozpisało przedterminowe wybory D. Montgomery wdał się w negocjacje z przedstawicielami rządu. Jak informowała „Gazeta Wyborcza” z 14 XI 2007 r.: „Odchodzący rząd rzutem na taśmę chce sprzedać państwowe udziały w spółce wydającej „Rzeczpospolita”. W branżowym portalu Press.pl czytamy 16 XI 2007 r.: „W oświadczeniu opublikowanym na stronach rp.pl D. Montgomery przyznał, że zaproponowano Mecomowi nabycie 49% pakietów udziałów w spółce Presspublika. ‘Na tę propozycję zareagowaliśmy, składając ofertę nabycia udziałów’ – napisał Montgomery”.

  •  Grzegorz Kopacz ”Naprawa czy na prawo”, „Press” X 2006 r.
  •  Czy Tomasz Wróblewski idzie w górę”, Press.pl 23 XI 2007 r.
  •  P. Śmiłowicz „Rzeczpospolita – ostatni przyczółek”, Salon 24 2 XI 2010 r.
  •  V. Makarenko, R. Grochal „Bitwa o Rzeczpospolitą”, „Gazeta Wyborcza” 14 XI 2007 r.
  • „Prezes Mecomu potwierdził otrzymanie propozycji kupna udziałów w Presspublice”, Press.pl 16 XI 2007 r.

Obecne działania PWR, mniejszościowego udziałowca w Presspublice, są reakcją na tamte wydarzenia. Znajdują zrozumienie istotnego odłamu środowiska medialnego. Kiedy opublikowana została informacja o pozwie o rozwiązanie spółki Presspublica, Stefan Bratkowski, bliski współpracownik twórcy „Rzeczpospolitej” Dariusza Fikusa napisał w „Gazecie Wyborczej”:

„Jeśli dziś minister (skarbu państwa) robi cokolwiek, by przywrócić pierwotny charakter „Rzeczpospolitej”, przyklasnę mu tylko. Więcej – powinien to przyjąć jako swój obowiązek. Powrót przyzwoitych, niezwiązanych z żadną partią zawodowców do kierowania gazetą i do pisania dla niej na pewno nie będzie oznaczał powstania gazety ‘rządowej’ – nawet jeśli właścicielem będzie w trybie przechodnim skarb państwa”.

Kiedy jeden z wyrzuconych z redakcji dziennikarzy „Rzeczpospolitej” Sławomir Popowski przypomniał na portalu studioopinii.pl okoliczności roku 2006, w tym negocjacje między Mecomem a rządem Jarosława Kaczyńskiego w sprawie powierzenia stanowiska redaktora naczelnego Pawłowi Lisickiemu, tenże użył zasobów Presspubliki, by zamknąć usta swemu krytykowi.

W reakcji na ten fakt Stefan Bratkowski, byli zastępcy redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Jan Skórzyński, Jacek Moskwa i Jacek Rakowiecki, a ponadto Elżbieta Sawicka, Jan Ordyński, Andrzej Kaczyński i Piotr Płuciennik oświadczyli publicznie:

„Warto przypomnieć, że pracę na stanowisku redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Lisicki rozpoczął w roku 2006 od wyrzucenia z redakcji kilkudziesięciu dziennikarzy, w tym wielu takich, co do których mógł mieć – słuszne zresztą – podejrzenia, że nie dadzą się zaprząc do propagowania jednej opcji politycznej (…). Była to bodaj największa weryfikacja polityczna przeprowadzona w polskich mediach po 1989 roku. Dotknęła ludzi, którzy współtworzyli wyważony dziennik konserwatywno-liberalny według formuły Dariusza Fikusa i Macieja Łukasiewicza. Jako wiarygodna gazeta środka „Rzeczpospolita” zdobyła prestiż i uznanie czytelników. Pawłowi Lisickiemu, który nie został wybrany przez kolegium redakcyjne, jak jego poprzednicy, ale stał się redaktorem naczelnym decyzją właścicieli, udało się bardzo szybko zniszczyć ten rzetelny i politycznie niezaangażowany wizerunek. Pod jego kierownictwem pismo wyspecjalizowało się w jednostronnych komentarzach i personalnych napaściach, wspierając linię jednego obozu politycznego. Oświadczamy, że gazeta wydawana obecnie pod tym tytułem ma niewiele wspólnego z dawną „Rzeczpospolitą”. Deklarujemy całkowitą swoją solidarność ze Sławomirem Popowskim”.

  • S. Bratkowski „Nie wszyscy żyjemy w domu wariatów”, „Gazeta Wyborcza” 22 X 2010 r.
  • S. Popowski „Co dalej z Rzepą”? Press.pl XI 2010 r.
  • „Byli dziennikarze Rzeczpospolitej solidarni z Popowskim”, Gazeta Wyborcza” 12 XI 2010 r.

(materiał z Facebooka)

Ten sam temat podejmuje na łamach „Polityki” Mariusz Janicki, w tekście „Prawica lamentuje: sprzedana „Rzeczpospolita”

„Zakup przez Grzegorza Hajdarowicza większościowego pakietu Presspubliki, wydającej m.in. „Rzeczpospolitą” i „Uważam Rze” – pisze autor – zaangażowani czytelnicy tych pism uznali za kolejny przejaw fatum, które od lat wisi nad prawicowymi mediami.

Narasta nastrój grozy: „To koniec wolnej prasy, Rydzyk miał rację z tym totalitaryzmem, Platforma bierze wszystko, zostaje już tylko »Gazeta Polska«, Polska tonie jak Titanic”, „Anglicy znowu zdradzili”, powstanie „Przekrój Rze”. (…)

Kiedy brytyjska grupa Mecom obejmowała udziały w Presspublice (51 proc., resztę ma Skarb Państwa), wprowadziła swojego naczelnego, więc tego samego można się spodziewać po spółce Gremi Media Hajdarowicza. Po stronie państwowego udziałowca Presspubliki podobno jest gotowość do odwołania Pawła Lisickiego (wcześniej na temat sprzedaży musi się wypowiedzieć jeszcze UOKiK). Na giełdzie rzekomych kandydatów na naczelnego pojawiają się pierwsze spekulacje: Bereś, Skoczylas (czyli desant krakowski), Wołek, Gauden, Najsztub, Maziarski, Leski, Łętowski.

Zaniepokojenie prawicy budzi fakt, że Hajdarowicz nie tylko podtrzymał, ale – jej zdaniem – wręcz pogłębił liberalno-lewicowy profil przejętego wcześniej „Przekroju”; że interesują go bardziej sprawy nowych technologii (przyszłość prasy widzi w tabletach), kultury, cywilizacji, że do polityki nie ma serca, a po prostu nie chce konfliktów z żadną władzą. Dlatego na pewno – to zdanie przeważa na prawicowych portalach, także samej „Rzepy” – media prawicowe otrzymały kolejny cios. (…)

Od lat prawicowym mediom było pod górę. Kolejne inicjatywy padały jak ścięte łany albo ledwo trwały. „Nowy Świat” Wierzbickiego, „Głos” Macierewicza, dwa wcielenia „Życia” Wołka, Telewizja Familijna, „Dziennik”, słabo się sprzedająca prz

ez długi czas „Gazeta Polska” (to się zmieniło po katastrofie smoleńskiej), więdnące pod rządami sprzyjającej PiS ekipy „Wprost”, niemogący wypłynąć na szersze wody „Nasz Dziennik” – to przykłady niezbyt udanych inicjatyw. I nie dość umiejętnego kierowania mediami, które – jak zawsze uważała prawica – w konserwatywnym kraju powinny mieć dużą publiczność. Choć winnych zawsze szukano gdzie indziej, w okrągłostołowej zmowie, zagarnięciu pieniędzy i gazet przez część dawnej opozycji i ogólnym szykanowaniu „środowisk niepodległościowych”.

Z reguły jednak te pisma przyjmowały zbyt wąski cel polityczny, wspierały konkretne ugrupowania (AWS, ZChN, PiS), wdawały się w wewnętrzne rozgrywki tych ugrupowań, a jednocześnie prowadziły obsesyjną walkę z „Gazetą Wyborczą”. Największy prezent dla prawicy, jakim był „Dziennik”, wydawany przez Axel Springer, został zmarnowany właśnie przez syndrom „zwartej ekipy”, która poparła projekt IV RP, a wroga ideologicznego i biznesowego znalazła w redakcji przy Czerskiej” (…)

„Na tym tle – pisze Janicki – „Rzeczpospolita” pod rządami Pawła Lisickiego wyglądała i tak nieźle…Lisicki wyraźnie miał ambicję stworzenia gazety wykraczającej poza prostą obsługę programu PiS, z profilem kulturowym i cywilizacyjnym, chciał propagować idee konserwatyzmu, odcinając się od jego najbardziej skrajnych wersji. Ale i tam wystąpił syndrom ekipy, zwartej grupy osób, które się nawzajem na łamach cytują, życzliwie recenzują swoje książki, a nawet występują na okładce rodzimego tygodnika”.

„Dalsze losy gazety i tygodnika Lisickiego (jak się powszechnie uważa, stworzonego jako tratwa ratunkowa właśnie przed zmianami w samej „Rzepie”) będą zależeć od modelu biznesowego, na jaki zdecyduje się Hajdarowicz. (…).

Tak czy inaczej, Hajdarowicz będzie miał problem ze zjawiskiem „ekipy”, która przyszła razem z Lisickim (wcześniej obsługując inne pisma) i z której raczej nie uda mu się wyrzucać ludzi indywidualnie. Albo się zgodzi na pakiet, albo będzie musiał wymienić wszystkich.(…). Hajdarowicz na razie zadeklarował, że nie zamierza się wtrącać do linii politycznej pism, a nie zgadza się tylko na propagowanie „totalitaryzmu, a zwłaszcza komunizmu”. W tej konstytucyjnej formule obecna redakcja „Rz” się mieści.(…)

 

Pełny tekst

Zniewolone media?

O sytuacji mediów, w kontekście głosów rozpaczy prawicy, jakie można było usłyszeć po ogłoszeniu decyzji o sprzedaży Grzegorzowi Hajdarowiczowi  większościowego pakietu udziałów „Rzeczpospolitej”, pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski.

W artykule „Zniewolone media” pyta:

(…) Czy odsunięcie PiS od władzy w mediach publicznych (fakt, że przez PO) albo sprzedaż przez brytyjski Mecom udziałów w wydającej „Rzeczpospolitą” spółce Presspublika właścicielowi „Przekroju” Grzegorzowi Hajdarowiczowi pozwala Rydzykowi mówić, że jesteśmy państwem totalitarnym? Czy w tej sytuacji politykom PiS wolno porównywać nas do Białorusi, PRL i przedstawiać Polskę jako kraj, w którym wolność słowa zagrożona jest „bardziej niż w jakimkolwiek innym kraju Europy”? (…)

I odpowiada:

W ciągu ostatnich 20 lat oglądaliśmy już przejmowanie mediów publicznych przez ludzi Wałęsy z rąk ludzi Mazowieckiego, przez lewicę z rąk prawicy i odwrotnie. Dopiero jednak od Ziobry, Kurskiego, Cymańskiego czy Kempy dowiedzieliśmy się, że o ile czystka Wildsteina w TVP albo Targalskiego i Czabańskiego w radiu publicznym były tryumfem demokracji, usunięcie z mediów publicznych ludzi wprowadzonych tam przez Wildsteina, Targalskiego i Czabańskiego jest jej końcem.

Tak samo biznesowe wydarzenia na rynku mediów prywatnych mogą być „prodemokratyczne” lub „białoruskie” w zależności od ideowych sympatii naszych partyjnych „medioznawców”. Zdaniem PiS tryumfem demokracji w Polsce było kupno większościowych udziałów w Presspublice przez Mecom i obsadzenie tam Pawła Lisickiego jako redaktora naczelnego. Nawet jeśli konsekwencją tego tryumfu demokracji była absolutna czystka niewygodnych idei i ludzi w tej niegdyś centrowej i pluralistycznej gazecie. Jednak według polityków PiS dopiero sprzedaż udziałów w Presspublice przez Mecom jest końcem demokracji w Polsce. (…)

Cezary Michalski pisze również:

(…)Główny argument, którym posługują się politycy PiS, kiedy ich zapytać, czemu oni mają prawo wyrzucać innych z mediów publicznych, a wyrzucanie ich sympatyków jest ograniczeniem wolności słowa, jest następujący: „Polski rynek mediów prywatnych jest lewicowo-liberalny, wręcz postkomunistyczny, jak nie będziemy mieli dla siebie mediów publicznych, nie będziemy mieli mediów w ogóle”. Znowu kłamstwo. Rynek istotnie nieco łagodzi skutki politycznych pasji naszych rządzących. Kiedy Wildstein wypchnął z telewizji publicz-nej Monikę Olejnik, stała się ona gwiazdą TYN24. Kiedy Kamil Durczok okazał się jak na poprzednią telewizję publiczną zbyt mało prawicowy, zrobił błyskawiczną karierę w „Faktach” TVN. Ale rynek w Polsce działa w obie strony. Kiedy wypromowany już przez „WC Kwadrans” Wojciech Cejrowski wypadł z Jedynki po zmianie ekipy, podpisał z nim kontrakt Polsat. Kiedy teraz Cejrowski wypadł z Dwójki (choć jest kurą znoszącą złote jaja, nawet jeśli nie wszystkim podoba się tej kury gdakanie), natychmiast podpisał z nim kontrakt „liberalny”, „uczący jeść bezę łyżeczką” (jeśli wierzyć prawicowym portalom i PiS) TVN Style. Posmoleński wzrost sprzedaży „Gazety Polskiej” o sto procent i rosnące w potęgę zideologizowane imperium medialne Rydzyka dowodzą, że rynek nieco równoważy pasję władzy polskich polityków, którzy albo mają media w całości dla siebie, albo uważają, że media ich prześladują.

Zatem Ziobro, Kurski, Rydzyk i Kaczyński, porównując sytuację w dzisiejszych polskich mediach do totalitaryzmu, Białorusi i PRL, po prostu kłamią. Na ich usprawiedliwienie trzeba jedynie powiedzieć, że nie są jedynymi, którzy w tej sprawie kłamią…”

Z jedną wszakże, ale ważną różnicą:

(…) Tam, gdzie wcześniej politycy mówili o nieprzychylności, gdzie SLD w czasie afery Rywina mówił o medialnej nagonce, PiS zaczęło mówić o eksterminacji i Białorusi (…)

I na koniec konkluzja:

(…) Najgorsze jest jednak to, że dziennikarze – zatrudniani lub bronieni przez jednych polityków, wyrzucani z pracy przez innych – zaczęli być w rękach polityków zabawką miękką jak plastelina. (…) W porównaniu z tym problemem, dla całego środowiska dziennikarskiego w Polsce naprawdę poważnym – to, co wygadują Ziobro z Kurskim, to tylko propagandowa piana kampanii wyborczej.

Newsweek, nr 28/2011

 

Enhanced by Zemanta
Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com