Maciej Kozłowski: Ukraina – Co może się wydarzyć

krym2014-03-27.

National Geographic  podjął decyzje by na drukowanych, bądź rozpowszechnianych w sieci mapach  zaznaczać Krym jako część Federacji Rosyjskiej, gdyż „przedstawia świat taki jakim jest”.  

Przypomnijmy: była  to pierwsza od czasów II wojny światowej inwazja zbrojna jednego państwa przeciw innemu zakończona skuteczną czyli zrealizowana de facto aneksją terytorium. Poprzedni podobny przypadek, próba aneksji Kuwejtu przez Irak skończyła się  budową międzynarodowej koalicji, która zbrojnie  usunęła agresora z zajętego terytorium.  Tym razem skutecznej  odpowiedzi nie było i nie będzie, bo sankcje  nałożone na Rosję maja wyłącznie charakter symboliczny  i nawet ci, którzy je nałożyli wyraźnie to podkreślają .  Także nieuznanie faktu  aneksji Krymu praktycznie przez cały świat  nie ma w chwili obecnej praktycznego  znaczenia. Oczywiście w  dalszej perspektywie może, być inaczej. Nieuznanie przez Stany Zjednoczone  aneksji państw bałtyckich niewątpliwie miało znaczenie   podczas odzyskiwania przez te państwa niepodległości, a także ich akcesji do  NATO I Unii Europejskiej. No ale zdarzyło się to po przeszło 50 latach.

Nie piszę tego z oburzeniem czy  żalem. Po prostu innej alternatywy nie było. Przypominają się słowa pewnego amerykańskiego generała po konferencji w Jałcie „Jałta była po prostu przyjęciem do wiadomości  istniejącej rzeczywistości”. Oczywiście sankcje mogły być nieco bardziej dotkliwe, ale przecież i tak pozostałyby tylko gestem. Dotychczas nie zdarzyło się by sankcje, nawet najsurowsze, doprowadziły do  szybkiej zmiany polityki obłożonymi nimi państwa. Owszem, w długiej perspektywie sankcje  mogą jakieś znaczenie odegrać , Tak było w  przypadku   Afryki Południowej w czasach apartheidu czy  Polski stanu wojennego. Jednak i w pierwszym i w drugim przypadku  dezaprobata świata wobec rządzących i ich izolacja miały znaczenie wtórne wobec wewnętrznych procesów społecznych i politycznych  zachodzących w tych krajach.

W jaki sposób i w jakiej  perspektywie obecna dezaprobata świata wobec działań  Rosji przełoży się  na wewnętrzne procesy w  tym kraju trudno w tej chwili przewidzieć. Tym bardziej, że  nie wiadomo czy, polityka ograniczania stosunków z tym krajem  będzie kontynuowana i w jakim zakresie.  Wydarzenia  biegną niezwykle szybko i  każda próba przewidzenia przyszłości obarczona jest  dużym ryzykiem.    Jednak aby moc właściwie reagować w przyszłości trzeba być przygotowanym na różne scenariusze, także te najbardziej pesymistyczne.  Podjęcia próby  podsumowania tego co się wydarzyło, a także zarysowanie prawdopodobnych scenariuszy  przyszłych wydarzeń nie jest zajęciem wyłącznie akademickim.

Pierwsze pytanie, zadawane najczęściej, brzmi:  Co rozgrywające się na naszych oczach wydarzenia znaczą dla przyszłości świata i czy w najbliższym czasie grozi nam wojna. Na drugą część tego  pytanie odpowiedź wydaje się jednoznaczna.  Obecnie wybuch wojny pomiędzy Rosja a NATO jest  bardzo mało prawdopodobny z tego samego powodu dla którego odpowiedź świata wobec aneksji Krymu skończyła się na symbolicznych sankcjach. Po prostu w dobie atomowej ryzyko wojny jest tak niewyobrażalnie wysokie, że  prawdopodobieństwo iż ktoś, nawet największy szaleniec, na taki krok się zdecyduje – jest znikome. Tak było przez cały okres zimnej wojny, tak było i później.  O rządzącej dziś Rosja ekipie można powiedzieć wiele złego, ale  na pewno nie są to szaleńcy. Putin wiedział doskonale, że zajmując Krym nie ryzykuje żadnego odwetu.  W przypadku ataku na terytorium NATO takiej pewności mieć nie może i wydaje się, że ta niepewność jest wystarczającą gwarancja iż do ataku  np. na Estonię, nie mówiąc już o Polsce nie dojdzie.

Nie oznacza to jednak, że wydarzenia ostatnich dni nie stanowią poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Świata jako całości.  Podkreślał to zresztą kilkakrotnie nasz minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, który wyraźnie wyrasta na jednego z czołowych mężów stanu w Europie.  Aneksja Krymu , która była przede wszystkim gigantycznym upokorzeniem Ukrainy i karą za zmianę władzy w tym kraju oznacza bowiem, że odtąd obowiązuje w świecie zasada, że jeśli posiadasz wystarczające siły a najlepiej broń nuklearną możesz bez ryzyka dokonywać zmian politycznych, a nawet terytorialnych w swym sąsiedztwie bez ryzyka międzynarodowego odwetu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć zatem można przyspieszony wyścig zbrojeń nuklearnych ze wszystkimi tego konsekwencjami.  Do czasu aneksji Krymu Stany Zjednoczone i Europa mogły, przynajmniej teoretycznie, wyścig ten powstrzymywać  udzielając gwarancji bezpieczeństwa bądź takie gwarancje obiecując. Teraz będzie znacznie trudniejsze, Ryzyka związane z takim  wyścigiem  wielokrotnie sygnalizowano i opisywano,  a jest to przede wszystkim rosnąca w postępie geometrycznym możliwość dostania się materiałów rozszczepialnych w niepowołane ręce.  Jedno jest zatem pewne. Niezależnie od przebiegu wydarzeń na Ukrainie i wokół niej  świat już stał się, bardziej niebezpiecznym miejscem .

Drugie najczęściej zadawane pytanie to perspektywy przyszłości Ukrainy. Tutaj niestety najbardziej prawdopodobny scenariusz jest bardzo pesymistyczny.  Przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej.

Także i w tym przypadku ryzyko bezpośredniej zbrojnej agresji  Rosji celem oderwania  dalszych części terytorium wydaje się niewielkie. I to nie dlatego, iż Putin obawia się dalszych sankcji czy reakcji świata. Jeśli dobrze się wczytać w aneksyjne przemówienie Putina, a od czasów Hitlera wiadomo, ze słowa przywódców dokonujących anschlussu trzeba brać bardzo  poważnie, celem Rosji nie jest rozczłonkowanie Ukrainy lecz  stopniowa odbudowa imperium  poprzez wasalizację dawnych republik, które wybiły się na niepodległość. Udało się to  z Białorusią, udało z Armenią, jednak Ukraina to stawka najwyższa. I stąd tak ostra reakcja po obaleniu Janukowycza. Nie chodzi zatem o Donieck, Charków czy Odessę lecz o cała Ukrainę. Czyli ustanowienie władzy, która będzie – przy zachowaniu sztafażu niepodległości – całkowicie Rosji powolna. W tym przypadku zajęcie Krymu miało na celu przede wszystkim pokazanie obecnej władzy na Ukrainie jej bezsilności.  A wiadomo, że dla każdej władzy, a szczególnie dla władzy wyłonionej w następstwie rewolucji,  zabójcze jest ukazanie jej słabości i bezskuteczności.  Chciałbym być dobrze zrozumiany. Obecne władze Ukrainy, które reprezentują premier Arsen  Jaceniuk, pełniący obowiązki prezydenta przewodniczący parlamentu Ołeksandr Turczynow i najpoważniejszy kandydat na prezydenta szef Udaru  Witalij Kliczko ,  budzą podziw i szacunek  sposobem w jaki mierzą się z obecna sytuacją. Jednak wyzwania przed jakimi stoją i przed jakimi stanie każda rzeczywiście niezależna ekipa rządowa są tak ogromne, że osiągniecie zamierzonego  celu  czyli utrzymanie pełnej niezależności Ukrainy przynajmniej w tym rozdaniu- są po ludzku biorąc, bardzo niewielkie.

O wyzwaniach tych napisano już bardzo wiele. Od dramatycznej sytuacji gospodarczej poczynając poprzez praktycznie nieograniczone możliwości rosyjskiej ingerencji w demokratycznym procesie politycznym, po rzeczywiste dramatycznie głębokie podziały społeczne , etniczne   i geograficzne tego państwa.

Ukraina jest zbyt wielka, by nawet zmasowana pomoc zagraniczna –  i to bez  brania  pod uwagę wszystkich gospodarczych dolegliwości jakie ma w swym arsenale Moskwa  –  w sposób istotny i widoczny przełożyła się na odczuwalną poprawę poziomu życia mieszkańców. Raczej przewidzieć można proces odwrotny, czyli dalsze ubożenie społeczeństwa. Sporo mówi się o ekonomicznym znaczeniu  nawet symbolicznych sankcji w stosunku do Rosji. Maja być one dotkliwe dlatego, że niepewność polityczna  odstrasza   inwestorów. Ten sam proces i to w stopniu bez porównania większym już ma obecnie miejsce na Ukrainie.  Z 14 działających tam zagranicznych banków pozostały dwa, a i one rozważają likwidacje swych ukraińskich oddziałów. Podobnie jest w przypadku innych wielkich firm międzynarodowych kierujących się nie sentymentami lecz ekonomiczną kalkulacją

Jeszcze poważniejsza jest sytuacja polityczna. Wcale nie jest pewne że 25 maja uda się przeprowadzić wybory prezydenckie. Ukraina jest dziś tak głęboko podzielona, że,  nie wiadomo czy kandydat  reprezentujący przykładowo partię „Swoboda” będzie mógł bez ryzyka i swobodnie prowadzić swa kampanię  w Ługańsku, a prorosyjski kandydat z Charkowa we Lwowie.  Na Ukrainie miała miejsce rewolucja i to rewolucja krwawa. Do dziś nie wiadomo kim byli snajperzy strzelający z dachów wokół Majdanu  zarówno do manifestantów jak i  funkcjonariuszy Berkutu.  Ci ludzie nie rozpłynęli się, broń nie została  nikomu odebrana,  a wiadomo, że gdy raz użyta zostanie broń, jej użycie po raz kolejny jest   z psychologicznego punktu widzenia znacznie łatwiejsze.  Zabójstwo w biały dzień jednego z działaczy „Prawego sektora” tylko potwierdza obawy, że może być jeszcze gorzej

Ale jeśli nawet uda się wybory przeprowadzić, z ogromną dozą prawdopodobieństwa założyć można że Rosja postara się , aby były one na tyle niespokojne, by uznać je za „niepraworządne” i  by moc dalej odmawiać legitymizacji władz w Kijowie. A bez jakiegoś modus vivendi ze swym największym sąsiadem i partnerem gospodarczym na dłuższą metę Ukraina egzystować nie może.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni by przewidzieć, że owe „niepraworządne”, nie uznawane przez Rosję władze, mogą  zostać prędzej czy później obalone.  Żadne bowiem społeczeństwo nie może żyć  w stanie permanentnej rewolucji, a potrzeba, jakiegoś minimum ładu i społecznego spokoju okazać się może przemożna. A kolejnych wyborów, które wyłonią władze jeszcze bardziej podporządkowane Moskwie niż było to w przypadku Janukowycza,  już nawet nie trzeba będzie w sposób jawny i oczywisty fałszować.

Taki scenariusz rozwoju wydarzeń, choć oczywiście należy robić wszystko aby do niego nie doszło, wydaje się jednak  bardzo prawdopodobny i polityczną ślepotą byłoby nie  dostrzeganie jego możliwych konsekwencji.

Aksjomatem  naszej polityki podzielanym przez wszystkie ugrupowania i siły polityczne jest  stwierdzenie, że niezależność Ukrainy to  najskuteczniejsza gwarancja naszego bezpieczeństwa. Dziś widzimy dowodnie, że utrzymanie tej niezależności w sytuacji braku procesów demokratyzacyjnych w Rosji i odradzania się  rosyjskiego imperializmu, może okazać się niewiarygodnie trudne, o ile wręcz nie niemożliwe. Jeśli sytuacja w istocie rozwijać się będzie w kierunku, który tu zarysowałem, przed polityką  całego „wolnego świata” w tym, a może  przede wszystkim, Polski staną bardzo poważne wyzwania. Konieczne będzie –  mimo pozorów normalizacji – dalsze wywieranie presji  na Rosję, zwłaszcza utrzymanie wobec niej  wspólnego frontu. Nie mówię tu o izolacji – ta w przypadku nuklearnego mocarstwa, członka Rady Bezpieczeństwa ONZ jest niemożliwa, ale utrzymanie wobec władz rosyjskich takiego dystansu by jednak to odczuły. Jednocześnie nie wolno izolować i „karać” rosyjskiego społeczeństwa, zwykłych Rosjan. Prawdziwa nadzieja na rzeczywistą niepodległość Ukrainy to zmiany w Rosji.  I jeśli dziś ze zgrozą patrzymy na  szowinistyczny zachwyt wielu Rosjan  cieszących się z podboju Krymu, powinniśmy mieć stale przed oczyma inne widoki: dziesiątki tysięcy Rosjan demonstrujących przed rokiem przeciw putinowskiemu samodzierżawiu i te tysiące, które również i dziś wychodzą na ulice, co wymaga szczególnej odwagi, bowiem ludzie ci demonstrują nie tylko przeciw władzy ,ale także  większości ogarniętych szowinistycznym amokiem rodaków. Artykuł profesora Andrieja Zubowa z MGIMO,  państwowego Instytutu Spraw Międzynarodowych porównujący wprost  zajecie Krymu do Anschlussu Austrii przez Hitlera  w Moskwie to dowód, że nawet w bliskich władzy elitach rosyjskich  są ludzie myślący samodzielnie i nie obawiający się publicznie zabrać głos.

Taka polityka wymagać będzie wymagać będzie dużych umiejętności i  ogromnego wyczucia. Tym bardziej, że jeśli  spełni się ów zły scenariusz  na Ukrainie dojść może do naprawdę poważnych wydarzeń. Rozbudzone społeczeństwo nie tak łatwo pogodzi się z narzucona przez Rosję władzą, a władza, po doświadczeniach  z Majdanem może  być znacznie brutalniejsza niż nieudolny i skorumpowany Janukowycz.  Opozycja Ukraińska będzie oczekiwała od Polski wsparcia i pomocy, a Polska nie będzie mogła tej pomocy odmówić.  Dlatego tak ważne jest by była to pomoc nie tylko nasza, lecz by wspólnota euroatlantycka  okazała się w tym szczególnym przypadku rzeczywistą wspólnotą.

Tutaj jestem ostrożnym optymistą.  Jak dotychczas polskie władze,  od początku protestów na Majdanie po aneksje Krymu, prowadziły niezwykle delikatną, trudną grę w sposób niemal optymalny. Przyznać to musiała , choć niechętnie, nawet opozycja.  Wymierne rezultaty tej polityki są wyraźnie  widoczne. Choć nie ma jeszcze badań socjologicznych, które by to potwierdziły, wyraźnie zmalał w Polsce poziom niechęci czy nieufności wobec Ukrainy i Ukraińców. Jest to kapitał, którego nie można stracić.  Wyraźnie też wzrosła międzynarodowa pozycja naszego kraju.  Jesteśmy słuchani uważnie, a nasze propozycje , choć nie zawsze w stopniu który by nas zadawał często staja się polityka całej euroatlantyckiej wspólnoty.  I znów – utrzymanie tego kapitału jest bezcenne.

Na koniec chciałbym dodać jedno. Wśród zagrożeń nie wymieniłem tak często i z lubością  używanych przez Putina,  a również nierzadko powtarzanych  w Polsce i w innych europejskich krajach ostrzeżeń przed ukraińską skrajną prawicą , owymi rzekomymi „Banderowcami” .  Po pierwsze skrajna prawica (a i skrajna lewica także) występują w całej Europie od Paryża po Budapeszt i od Szwecji po Grecję.  Siła , wpływy i radykalizm takich formacji na Ukrainie nie są ani większe ani bardziej złowrogie   niż w wymienionych tu krajach. A jeśli chodzi o polskie obawy to wystarczy przypomnieć sobie obrazki z tzw. „Marszów Niepodległości”.  Bo doprawdy nie wiem czym rożni się kult  Bandery od kultu np. Eligiusza Niewiadomskiego czy Adama Doboszyńskiego.

Zarysowałem scenariusz, który wydaje mi się – podkreślam w perspektywie krótkoterminowej – najbardziej prawdopodobny.

Ale  jeśli nawet obecna runda  zmagań o wolną  Ukrainę zakończy się przegraną , to na pewno nie będzie to runda ostatnia. Nie gdzie indziej, ale na jednym z nagrobków  na cmentarzu łyczakowskim we Lwowie wyryto byronowskie słowa w przekładzie Mickiewicza: „Walka o wolność gdy się raz zaczyna z krwią ojca dziedzictwem przechodzi na syna”.

Maciej Kozłowski

Print Friendly, PDF & Email

23 komentarze

  1. bisnetus 2014-03-27
  2. W.Bujak 2014-03-27
  3. ping 2014-03-27
  4. Magog 2014-03-27
  5. andrzej Pokonos 2014-03-28
  6. Magog 2014-03-28
    • andrzej Pokonos 2014-03-29
  7. Marian. 2014-03-28
  8. Marian. 2014-03-28
  9. Krzysztof 2014-03-29
    • W.Bujak 2014-03-29
    • andrzej Pokonos 2014-03-29
      • Krzysztof 2014-03-31
        • andrzej Pokonos 2014-04-01
  10. Krzysztof 2014-03-29
  11. sugadaddy 2014-03-29
    • Marian. 2014-03-29
  12. sugadaddy 2014-03-29
    • Marian. 2014-03-29
  13. W.Bujak 2014-03-29
  14. Magog 2014-03-30
  15. szczepanowski 2014-03-30
  16. Mariusz 'Kot' Butrykowski 2014-04-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com