Ernest Skalski: Pat

ZACHÓD. Na Zachodzie zmiany

churchillNie doceniłem go, pisząc pierwszy –(Ernest Skalski: Zachód pójdzie piechotą?) – z serii artykułów o Ukrainie. Nie docenia go w dalszym ciągu wielu polityków i autorów, również w naszym Studio Opinii. W moim obecnym przekonaniu nie uwzględnia się przy tym zasadniczego sposobu działania demokratycznych władz. „Krew, pot i łzy” mógł Winston Churchill zaoferować rodakom kiedy wojna światowa już trwała, prawie cała Europa znalazła się pod okupacją niemiecką, zaś Wielka Brytania miała za sobą klęskę w Dunkierce, a przed sobą groźbę inwazji. Niechby teraz któryś z przywódców, od Obamy do Tuska, coś takiego powiedział!

Zresztą nawet kiedy dochodzi do wojny, to agresywna dyktatura ma z reguły przewagę manewrową nad demokracją. Od Rewolucji Amerykańskiej za oceanem i od Rewolucji Francuskiej w Europie, wojny, pokoje, traktaty i sojusze przestawały być wyłączną domeną dworów i gabinetów. Rekrutów – poddanych, pędzonych kijem na dowolną wojnę, zaczęli zastępować żołnierze – obywatele, wyborcy i czytelnicy gazet. Ci muszą mieć jakąś motywację. A zajęcie Krymu przez Rosję nie jest dla zachodnich wyborców czymś równoważnym, z Dunkierką czy Pearl Harbour. Zresztą i dla Polski nie jest równoznaczne z żądaniem eksterytorialnego korytarza przez Pomorze w 1939 roku.

Jeśli zachodnie koncerny nie kwapią się z bojkotowaniem współpracy ekonomicznej z Rosją, to nie dlatego, że prezesom może zabraknąć na życie do pierwszego. Zagrożone mogą być miejsca pracy tysięcy ludzi i budżety domowe milionów obywateli, gdy trzeba będzie zastąpić rosyjską ropę i rosyjski gaz.

Pomstujemy, i słusznie, na opóźnienia w budowie gazoportu. Ale gaz, który tam przypłynie nie będzie tańszy od tego, który sprzedaje nam Miller z Gazpromu, nawet jeśli sprzedaje nam drożej niż innym krajom. A może – na polecenie Putina – okazać się tak perfidny, że obniży nam cenę gdy zobaczy, że gazoport jest gotów. Naftoport już mamy od lat, a mimo to prawie wszystka ropa kupowana jest w Rosji. Możemy w patriotycznym porywie nie tankować na stacjach Łukoilu, a i tak będziemy kupować rosyjskie paliwo w Orlenie. Jak by wyglądała nasza determinacja jeśliby rachunki za gaz stały się wyższe o mniej więcej 30 procent, a paliwo zaczęłoby kosztować od 10 –12 złotych za litr w górę, zaś ceny skoczyłyby średnio w górę o 5 – 6 procent?

Wyobraźmy sobie, że Tusk, popędzany przez hurra patriotyczną opozycję decyduje się na coś takiego. Czy ta opozycja, praktycznie PIS, wygrywa wówczas wybory? Wątpię. Może by je wygrała „partia realistów”, czyli SLD z partią jeszcze większych realistów – PSL – może jeszcze plus partia Palikota, któremu jest wszystko jedno. Sytuacja stałaby się nieprzewidywalna i nie jest to dobra perspektywa w polityce wewnętrznej, ale nie tylko. Nikt nie jest wstanie przewidzieć jakby na taką woltę zareagował Putin. Niezależnie od tego, że nasza samotna nadaktywność zaszkodziłaby Rosji w sposób bardzo umiarkowany. Natomiast raczej pewne jest, że byśmy się de facto w poważnym stopniu wyizolowali w Unii Europejskiej, a także w odnawiającym się sojuszu Europa – Ameryka, czyli i w NATO. Nie byłby to dobry interes dla kogokolwiek poza Rosją.

W większości krajów szeroko rozumianego Zachodu, sytuacja jest może mniej napięta, ale mechanizm jest podobny. Przy zrozumiałych różnicach interesów między nimi, polityka wobec Rosji powinna być w miarę jednolita. Czyli muszą być zawierane kompromisy między krajami, jak również wewnątrz tych krajów. Oczywiście ich siły polityczne dyskutują, czy spierają się między sobą o tym JAK postępować z Rosją, ale nie CZY się sprzeciwiać jej polityce. Zdecydowane obiekcje wypowiadają głównie byli kanclerze Niemiec.

Unia Europejska jako całość 30-40 procent ropy i gazu kupuje w Rosji. To dużo, ale ropy i gazu w świecie jest bardzo dużo. Zastąpienie rosyjskich dostaw jest kwestią ceny i czasu. Niezależnie od tego co się w Europie myśli i mówi o Krymie, o korelacji prawa do samostanowienia z zasadą nienaruszalności granic, państwa Unii nie mogą sobie pozwolić na stałe tolerowanie poważnej zależności energetycznej od tak niepewnego dostawcy, dla którego handel jest przede wszystkim funkcją polityki. Agresywnej.

Zrozumienie tego toruje sobie drogę powoli, bo zagrożenie jest perspektywiczne, a koszty natychmiastowe. Na pomysł Tuska, aby Unia wspólnie dokonywała zakupów Angela Merkel zareagowała stwierdzeniem, że to poszczególne podmioty dokonują zakupów, a nie rządy, ale teraz wspólna polityka energetyczna Unii jest już, dzięki Rosji, rozpatrywana.

Konflikt wewnętrzny na Ukrainie i konflikt ukraińsko – rosyjski zbiega się w czasie z powstawaniem transatlantyckiej wspólnoty gospodarczej. Ożywione stosunki gospodarcze USA i Europy istnieją od zawsze i z punktu widzenia Ameryki ciągle jeszcze są ważniejsze od jej stosunków z Azją, mimo faktycznego przenoszenia akcentów nad Pacyfik. Teraz jednak w planie jest strefa wolnocłowa obejmująca USA i już całą Unię oraz mozolne ujednolicanie standardów. Powstaje wspólnota, która wytwarza połowę PKB całego globu i kryzys, powiedzmy, krymski wpływa na przyśpieszenie tego procesu.

Gdyby Ameryka, która stała się potęgą energetyczną, zgodziła się na nieograniczony eksport gazu do Europy, jego cena na naszym kontynencie by spadla, co już podważyłoby pozycje Gazpromu i Rosji. Ale Ameryka się nie kwapi, bo u niej ten gaz by podrożał, a on stał się ważnym czynnikiem gospodarczym umożliwiającym odradzanie się przemysłu. Gaz ten kupują bez problemu kraje mające z USA umowę o bezcłowym obrocie. Inne muszą przechodzić skomplikowaną procedurę. A Obama, choć skądinąd nalega na sankcje i w ogóle ostrzejszy kurs wobec Rosji, nie zgadza się na zmianę polityki gazowej, twierdząc, że jak powstanie strefa wolnego handlu USA – UE, to gaz już będzie sprzedawany bez przeszkód.

Niewykluczone, że prezydent zbliżający się do połowy swej drugiej kadencji, chce w ten sposób przyśpieszyć proces tworzenia wspólnoty amerykańsko – unijnej, by pozostawić po sobie jakieś trwale dokonanie w skali globalnej i ułatwić start następcy z Partii Demokratycznej. Prawdopodobnie pani Hilary Clinton. Pokazuje to, że kryzys za naszą wschodnią granicą staje się elementem procesów na skalę globalną. I że Zachód, co prawda bez entuzjazmu, staje się stroną w konflikcie.

Dopóki się konflikt nie zaogni, ta „nasza” strona nie będzie działała tak szybko i konsekwentnie jakbyśmy sobie życzyli. Lecz się powoli rozkręca i chyba lepsza jest ta powolność od takiego zaognienia konfliktu, który by zmuszał do gwałtownych i błyskawicznych reakcji.

Powiem więcej. Nic się nie składa z samych wad ani z samych zalet. Pocieszamy się, że ten konflikt galwanizuje NATO i sprzyja faktycznej integracji europejskiej. Źle by było gdyby było inaczej. Ale byłoby lepiej gdyby nie było takiej potrzeby.

Print Friendly, PDF & Email

32 komentarze

  1. adam furtak 2014-03-31
  2. andrzej Pokonos 2014-03-31
  3. bisnetus 2014-03-31
  4. Magog 2014-03-31
  5. Marian. 2014-03-31
  6. edwarddana 2014-03-31
  7. edwarddana 2014-03-31
  8. Skalski 2014-03-31
  9. edwarddana 2014-03-31
  10. J. Łupan 2014-03-31
  11. edwarddana 2014-03-31
  12. J. Łupan 2014-03-31
  13. pawel 2014-03-31
  14. edwarddana 2014-03-31
  15. Marian. 2014-03-31
  16. pawel 2014-03-31
  17. Marian. 2014-03-31
  18. pawel 2014-03-31
    • Marian. 2014-03-31
      • Marian. 2014-03-31
  19. pawel 2014-03-31
  20. pawel 2014-04-01
  21. Aleksy 2014-04-01
  22. Marian. 2014-04-03
  23. pawel 2014-04-04
    • Marian. 2014-04-05
  24. Maciejewski 2014-04-05
  25. edwarddana 2014-04-06
  26. Maciej Maciejewski 2014-04-06
  27. edwarddana 2014-04-07
  28. Maciej Maciejewski 2014-04-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com