Janina Paradowska: W sprawie Smoleńska niezbędna rządowa Biała Księga

paradowska2014-04-09.

Wraz z czwartą rocznicą katastrofy smoleńskiej temat jej przyczyn znów stał się gorący – co było do przewidzenia. Nie ma takiej siły, by PiS swoje „zamachowe” insynuacje odpuścił. Przeciwnie, mataczy coraz bardziej.

Im rzeczowych argumentów mniej, a te ostatnio padały jeden za drugim w zderzeniu z faktami, tym mataczenia więcej potrzeba. Do boju ruszył więc nie tylko Antoni Macierewicz, wspierany przez kilka rodzin smoleńskich (przedstawianych nieprawdziwie jako „rodziny smoleńskie”, czyli pewna całość, choć akurat większość z nich od tej walki politycznej chce trzymać się z daleka). Za nim oczywiście ruszył też cały zastęp dziennikarzy, określających się dumnie „niepokornymi”, choć powiedziałabym, że są głównie niepokorni wobec rozumu, a wyjątkowo pokorni wobec politycznego dysponenta lub poglądów, które czarne każą nazywać białymi. To jest stan chorobowy, nieuleczalny, i tak już zostanie. Front jest, to na froncie się walczy, a że fakty mówią co innego, tym gorzej dla faktów.

Jeśli podsumować przygotowania do rocznicy, warto zauważyć, że „niepokornym” chyba po raz pierwszy nie uległa, czy raczej nie poległa w starciu z nimi, prokuratura. Zwykle wojskowi prokuratorzy, zasypywani dziesiątkami szczegółowych pytań, w końcu gubili się i można było zawołać – proszę, znów kręcą, są niewiarygodni. Tym razem byli precyzyjni. Także prokurator generalny powiedział (m.in. w wywiadzie dla „Polityki”) wreszcie to, czego od dawna należało się spodziewać: że śledztwo może zostać umorzone. Tak się najpewniej stanie, jeśli znajdą się odważni do podjęcia decyzji, która oczywiście wywoła gigantyczną awanturę.

Seremet przyznał również, że być może nikomu nie zostaną postawione zarzuty. Tego też badający katastrofy lotnicze spodziewali się od dawna, wszak załoga nie żyje, a jeśli są winy ze strony kontrolerów ze Smoleńska, to i tak są oni poza naszym zasięgiem. Być może więc ten wątek pozostanie jakoś tam otwarty.

W tym podsumowaniu warto także zwrócić uwagę, że i zespół Macierewicza mocno się posypał, bo nawet nie wspominając o kompromitacji prof. Rońdy, to przecież superspecjalista od czytania zdjęć satelitarnych pan Cieszewski został skrytykowany przez tych, którym do Macierewicza blisko. To oni powiedzieli, że profesor pomylił brzozę ze stertą desek. Z rewelacjami prof. Biniendy specjaliści od lotnictwa już dawno się rozprawili, co oczywiście nie zmienia faktu, że prof. Binienda może ruszyć w kolejny objazd po kraju (kampanii wyborczych przed nami moc) i będzie gromadził publiczność słuchającą z wypiekami na twarzach jego rewolucyjnych teorii o skrzydle i brzozie. Taka to już natura tej sprawy.

Nie było trotylu, nie było wybuchu, ale przecież na zdjęciach Macierewicza jest dowód, że był, np. w postaci osmalonej jakoby salonki prezydenckiej pary! Swoją drogą zastanawiam się, jak daleko posuną się zwolennicy teorii zamachowych poza ową salonkę. Już przecież znaleźli się na granicy śmieszności i sądzę, że jednak lider PiS powinien powściągnąć nieco twórczą inwencję swoich „ekspertów”. Nie wiem, w czyim interesie jest ośmieszanie tej wielkiej katastrofy, a w tym kierunku zespół Macierewicza od dawna zmierza. Czy dla wyborczego efektu warto? Czy wyborcze zwycięstwo ma każdą cenę?

Skrzydło, brzoza, wybuch i tym podobne teorie (zespół dr. Laska zbadał ich już sto) będą żyły własnym, pisowskim życiem. I nawet jeśli większość partii Jarosława Kaczyńskiego w te teorie nie wierzy, to przecież przed wyborami i walką o miejsca na listach nikt się nie wychyli. Każdy woli mataczyć, pokrętnie się tłumaczyć i coraz bardziej radykalizować w poglądach. Taki pan Sasin, wiceszef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na przykład, który w pierwszych dniach po katastrofie współpracował z rządem (tę współpracę chwalili bardzo ministrowie Michałowski i Boni) do dziś przeszedł taką metamorfozę, że może stanąć w pierwszej linii zwolenników zamachu.

Podobno pan Sasin przymierzany jest na kandydata do prezydentury Warszawy, co wiele wyjaśnia, ale przecież nie wszystko. Te teorie będą jednym z elementów spajających elektorat PiS – to też wiadomo. Tym bardziej potrzebna jest odpowiedź rządu. I to niezależnie od działań prokuratury, która przecież Kaczyńskiego czy Macierewicza nie zadowoli. Zadowoliłaby, gdyby postawiła zarzuty prezydentowi Komorowskiemu i premierowi Tuskowi, ale żadną miarą dowieść się nie da, że to oni pilotowali tupolewa.

Zespół dr. Macieja Laska powstał rok temu i pracowicie prostował najbardziej bzdurne teorie, efektem jest nieznaczny spadek liczby wierzących w zamach i zapewne wyjaśnienie wielu wątpliwości tym, którzy skutkiem nieustannego mataczenia i medialnych sensacji zaczynali widzieć czarne tam, gdzie początkowo widzieli białe. Skala i rozmiar katastrofy budzeniu wątpliwości niewątpliwie sprzyjały, ale rzeczowe argumenty jednak do części opinii publicznej trafiają. Teraz pora, aby swoją lekcję odrobił rząd na innym polu.

Ponieważ w tak zwanym wyjaśnianiu przyczyn katastrofy chodzi głównie o upolowanie rządu (słynne, powtarzane z maniackim uporem hasło: „państwo się nie sprawdziło”) pora, aby nie poprzestawać na zespole Macieja Laska i jego ekspertach, ale wydać prawdziwą Białą Księgę o tym, co robiły władze państwowe natychmiast po katastrofie. Także w następnych dniach, tygodniach, miesiącach.

Niedawno rozmawiałam z ministrem Michałem Bonim, który odpowiadał za całą logistykę sprowadzania ciał, pochówki, świadczenia. Boni, który niedawno przejrzał notatki z tamtych wydarzeń z dokładnością co do minuty, mówił mi o decyzjach, jakie zapadały, o rozmowach, jakie się odbywały. Kto na przykład wie, że prawie natychmiast po katastrofie prokurator generalny rozmawiał ze swym rosyjskim odpowiednikiem, zapowiadając, że Polska będzie prowadzić własne śledztwo? Kto powiedział, że nie wolno otwierać trumien? Były otwierane. Kto domagał się dodatkowych polskich sekcji w kraju? Czy były takie rodziny?

Dziś, kiedy władze oskarża się o wszystko, warto dokładnie, bez emocji, tylko w oparciu o fakty, odpowiedzieć na zarzuty. Warto, aby opinia publiczna dowiedziała się, dlaczego podejmowano takie, a nie inne decyzje, jaki to był wysiłek organizacyjny, jaką pomocą otoczono rodziny.

O wielu kwestiach już dawno zapomniano, a szkoda. Rozmawiałam np. z członkami części rodzin. Pytałam, czy mają dziś kłopoty z uzyskaniem odpowiedzi na pytania od prokuratury, czy są informowani o postępach śledztwa. Nie usłyszałam żadnego zarzutu, dostęp do informacji jest pełny, jeśli ktoś chce wiedzy, a nie materii do politycznych gier. A przecież ciągle słyszę, że prokuratura kręci, nie informuje. Warto to wszystko zebrać wreszcie i pokazać opinii publicznej, jak było i jak jest. Także to, jakie zalecenia komisji Millera wprowadzono w życie.

Wiem, że rządowa Biała Księga wszystkich nie przekona, ale przecież nie o to chodzi. Nie powinno być tak, że jedynymi materiałami, jakie pozostaną, są kolejne sensacyjne raporty Macierewicza mieszające ludziom w głowach. Obok raportu komisji Millera i uzasadnienia prokuratury o zakończeniu śledztwa (kiedy ten dokument powstanie, nie wiadomo, ale pewnie za kilkanaście miesięcy, już po kolejnej rocznicy) powinien być rzetelny, poparty dokumentami opis wysiłku państwa, którego instytucjami tak przez lata poniewierano i nadal się poniewiera.

Niech Macierewicz z Kaczyńskim grają swoje gry, ale niech rząd odpowie, co zrobił, bo zrobił niemało, a dał się zepchnąć do narożnika, w którym jest nieustannie biczowany. W tej kwestii nie ma już miejsca na powściągliwość. I nie chodzi o to, by na krzyk odpowiadać krzykiem, ale właśnie chłodnymi argumentami. Tylko tak można walczyć z kłamstwem i ciągłym mataczeniem.

Janina Paradowska

Blog Autorki

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2014-04-09
  2. Magog 2014-04-09
  3. W.Bujak 2014-04-09
  4. Luciano 2014-04-09
  5. sugadaddy 2014-04-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com