Hazelhardowa kartka z podróży: Kreta, Ateny

W tym roku liczba moich pobytów na Krecie wyniesie cztery: w lutym byłem, teraz jestem, jeszcze będę w lipcu i październiku. Dlaczego akurat upodobałem sobie Kretę? Przyczyna jest dość prozaiczna – otóż jestem w kilku grantach europejskich, w których jednym z partnerów jest instytut FORTH-u (Foundation of Research and Technology Hellas) w Heraklionie, i wszyscy chcą obowiązkowe spotkania robić tutaj, bo jest znacznie przyjemniej, niż w Warszawie, czy Brukseli (tam też są spotkania, ale rzadziej niż na Krecie).

Instytuty FORTH mają poziom wyższy od instytutów PAN-owskich, a przynajmniej tak mi się wydaje po sprawdzeniu indeksów Hirscha  (taki wskaźnik cytowalności prac naukowych) Greków, z którymi współpracujemy. Wyposażenie technologiczno-analityczne za to mają niemal wyłącznie sprzed 20 lat (na tamte lata było naprawdę niezłe), kiedy my ładujemy teraz miliardy z Funduszy Europejskich w infrastrukturę naukową. Rozmawiałem z Grekami o tym. Uważają, że doprowadzili w ostatnich latach w swoich badaniach do wielu ciekawych prototypów. Niestety, zabrakło determinacji, i naukowców, i przedsiębiorców, i państwa greckiego, żeby wdrożyć coś do produkcji. Powstało kilkanaście małych firm high-techowych, ale żadnej z nich nie udało się odnieść znaczącego sukcesu finansowego. Myślę, że nasz Premier i nasza Minister (Ministra?) Nauki powinni dobrze przeanalizować sytuację greckiej nauki, abyśmy nie powtórzyli Ich błędów.

Nie powinniśmy powtórzyć też Ich błędu przyzwyczajenia ludzi do wynagrodzeń znacznie wyższych niż to wynika z posiadanych zasobów finansowych. Obcinanie teraz pensji Grekom o 20-40%, które dotyka nie tylko naukowcow, ale i nauczycieli, urzędników, czy kierowców autobusów, jest niezwykle bolesne. Jak ktoś zarabia od lat 1000 Eur, to traktuje to jako rzecz normalną. Jak ktoś się przyzwyczaił do pensji 1500 Eur, a nagle dostanie 1000 Eur, to katastrofa.

Największa jednak katastrofa to upadek ducha optymizmu Greków. Moi znajomi greccy to właśnie uważają za największe nieszczęście Ich kraju. Niestety, nie widzą w swoim kraju nikogo, kto by potrafił zmobilizować wszystkich do udowodnienia sobie i światu, że będą zwycięzcami. W dodatku jeszcze przegrają mecz na otwarcie Mistrzostw Europy!!!

Naprawdę szkoda mi tego Kraju, bo jest przepiękny, ludzie przesympatyczni, a jedzenie rewelacyjne. Nie zapominajmy też, że to na Krecie urodził się Zeus, a jakiś czas później Europa urodziła Minosa (ojcem był Zeus pod postacią byka). Ruiny zamku Minosa w Knossos (przedmieście Heraklionu) warto zobaczyć, aby móc zadumać się nad pochodzeniem naszej cywilizacji. Pięciopiętrowy pałac z ponad tysiącem pomieszczeń (stąd mit o labiryncie, gdzie mieszkał syn Minosa- Minotaur, ten, co miał głowę byka, i co go Tezeusz pozbawił zycia) sprzed 4000 lat robi wrażenie. Jak zwiedzamy polskie, francuskie, czy niemieckie, pałace, słyszymy: „To z 18 wieku, to z 17-ego, a jeszcze tamto z 16-tego”. W Knossos jest podobnie, tylko przewodnik dodaje czasami „przed Chrystusem- BC”.

Jak już jesteśmy przy Chrystusie, to chyba w Europie właśnie Grecy najbardziej ucierpieli przez brutalne wprowadzenie chrześcijaństwa rękami żołnierzy rzymskich. Skasowano wspaniałe szkoły filozoficzne, wspaniały teatr, olimpiady. Wielka kultura tego okresu na wiele wieków odeszła w niepamięć.

Jestem ciekawy, ilu Czytelników SO wie, w którym roku Grecja odzyskała niepodległość po zwycięskich walkach z Turkami. Otóż było to dopiero w roku 1834. Pomogły różne państwa (Anglia, Rosja), które nie przepadały za Turcją. Ze względu na kłotliwość Greków, królem jednak został Otton Bawarski, który mimo młodego wieku (17 lat, jak zasiadł na tronie), wspaniale przeprowadził restaurację państwa greckiego. Tak na marginesie, czy my, Polacy, nie powinniśmy też na jakiś czas zafundować sobie prezydenta z zagranicy? Bill Clinton, Tony Blair, czekają tylko na naszą propozycję!

Ateny za czasów starożytnych liczyły ponad 100 tys mieszkańców, będąc centrum kulturalnym nawet wówczas, jak Grecję zajęli Rzymianie. W roku 1834 mieszkańców tych było zaledwie 5000 (w Warszawie wówczas mieliśmy 150 tys.!). Teraz w Atenach mieszka ponad 4,5 miliony ludzi, z czego co najmniej milion to imigranci- z Albanii, Rumunii, Bułgarii, byłej Jugosławii, Afryki północnej. Arabów jest chyba więcej niż w Paryżu, czy Brukseli.

Problem niewykształconych imigrantów dla takiego kraju jak Grecja to faktycznie lekki koszmar. Legalnie przebywa w Grecji ponad 1 milion imigrantów (na 11 milionów mieszkańcow), ale najprawdopodobniej jest ich dwa razy więcej (skrajna grecka prawica twierdzi, że są 3 miliony). W Niemczech, czy Holandii, imigranci wykonują prace, których wykształceni Tubylcy nie chcą się imać. W Grecji 20% dodatkowych gęb, które trzeba wyżywić w sytuacji kryzysowej, jest poważnym problemem. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby w najbliższych wyborach skrajna prawica zdobyła sporo głosów.

Chociaż z drugiej strony, popularność Komunistycznej Partii Grecji wzrasta z dnia na dzień. Proponuje ona przejście z Euro na drachmę i zawieszenie spłaty długów. Podobno wielu Grekom to się podoba.

Czy byłby to koniec Grecji? Na pewno nie, bo turyści zawsze tu wrócą, do wspaniałego klimatu, jedzenia i picia, do ludzi tak uroczych, jak nigdzie indziej. Byłby to jednak na pewno regres cywilizacyjny. Może do tego nie dojdzie… Trzymajmy za Greków kciuki!

Michał Leszczyński

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. eternal 2012-05-06
  2. wersy 2012-05-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com