Cezary Bryka: Owocny dzień

prawo_starosci2014-04-28.

– Dziewczyna ma 25 lat, z powodu choroby kręgosłupa doszło u niej do niedowładu stopy. Cierpi od grudnia ubiegłego roku, morfina przestała działać – powiedział dziennikarzowi jednego z dodatków do „Gazety Wyborczej” wybitny specjalista od operacji kręgosłupa. – Jak ma czekać na zabieg w kolejce rok? Takie osoby trzeba operować najszybciej, jak się da, żeby nie cierpiały, szybko wracały na rynek pracy, nie obciążały budżetu i nie były rok na zwolnieniu.

To myślenie na czasie, skoro po raz kolejny wraca dyskusja o sposobach na zmniejszenie kolejek do lekarzy-specjalistów. Może należałoby i w tej sprawie wprowadzić punktację kandydatów?  Tyle i tyle punktów za korzyści ekonomiczne dzięki szybszemu powrotowi na rynek pracy, tyle i tyle za szanse na prokreację – która też jest korzyścią ekonomiczną, tylko w dalszej perspektywie… Punkty za cierpienie nie wydają się niezbędne, bo każdy jak choruje to cierpi, no, chyba że się je policzy po wyczerpaniu kryteriów ekonomicznych.

Staruszkowie na leczenie nie załapywaliby się do końca życia.  Staruszek to staruszek: bezproduktywny i bezreproduktywny, niespecjalnie przydatny ani nawet ozdobny.

Powodowany wielką potrzebą sprawiedliwości, myślę sobie jednak: a może by tak coś za coś? Za dłuższy czas cierpienia – o jakieś cierpienie mniej?

Rano

Panie Cezary – dopadła mnie sąsiadka – bardzo przepraszam, czy kiedy będzie pan i tak w sklepie, kupiłby mi pan kilo cukru? Wie pan, mam taką fajną torbę z kółkami i przyniesienie nie jest problemem, ale zlikwidowali ławeczkę przy bramie pod 14-tym. Nogi mi puchną, niby bisko, ale za jednym zamachem nie dojdę. Po całe zakupy czasem wychodzę, to się o drzewo oprę, to o murek. Ale na sam cukier – za dużo bólu. Trudno się zmusić. 

To jakaś akcja, czy co? W jednej z warszawskich galerii handlowych zlikwidowano w tych dniach dwie duże ławki przy spożywczym supermarkecie. Teraz wysoce oryginalną ozdobę hallu stanowią kosze na śmieci z udrapowanymi na nich osobami odpoczywających staruszków.

W reprezentacyjnych częściach miasta mamy, owszem, ławki. Bywają istnymi dziełami sztuki, a niektóre nawet grają Szopena. Staruszek to skromny człowiek, dzieła sztuki nie zechce zasłonić, stłumić muzyki też nie.  No, chyba ze jest bojowym staruszkiem – wtedy przemaszeruje kilometry, nawet transparent poniesie, a jeśli zechce przy tym odpocząć, to nie będzie się przejmował czy coś mu gra spod tyłka. Ale tacy staruszkowie dadzą sobie radę i beze mnie.

Tu wyjaśniam: nie jestem młodym człowiekiem. Nie, stanowczo nim nie jestem. Jednak trudno mnie nazwać staruszkiem, ponieważ jestem za długi, za chudy i śmieszy mnie nie to, co powinno. Być może dlatego moi rówieśnicy, trochę uważając, że jestem jednym z nich, a trochę, że nie jestem, powierzają mi różne zadania, a ja dzięki temu poznaję więcej ograniczeń niż mam zaszczyt zaznać osobiście.

Po południu

Rozprawiwszy się z sąsiedczym problemem cukru, wpadłem na popołudniową kawę do przyjaciela.

Ile masz dioptrii? – spytał znienacka przyjaciel. Odpowiedziałem, bo to żadna tajemnica, chociaż Czytelników nie zamierzam tą wiedzą obciążać. Wystarczy informacja, że w liczbie dioptrii mój przyjaciel jest lepszy.
Mam więcej – potwierdził. – No to chodź, będziesz dyktować.

Włączył komputer, po czym wręczył mi stertę papierzysk i lupę.

Niezapłacone rachunki – wyjaśnił. – Niektóre przeterminowane. Numery faktur piszą w jednym ciągu bez odstępów i tak małą czcionką, że nawet z lupą nie daję rady. Mógłbym płacić na poczcie, nawet nie mam daleko, ale wiesz, łajdactwa, papierochy i takie tam. Zadyszka. A teraz zlikwidowali nam ławkę w połowie drogi, więc płacę przez internet, ale od kiedy zrobiłem to… – wskazał brzydki ślad w dolnej części staroświeckiego biurka – postanowiłem juz nigdy nie zabierać się do płacenia jeśli nie będę miał pod ręką kogoś, kto podyktuje mi te („piiiiii” – rozległoby się w radiu lub telewizorze) rachunki..
A co to jest? – spytałem, patrząc na wskazany ślad.
Kop. Nie wytrzymałem przy próbie policzenia kilku jedynek w ciągu.

Wieczorem i na zaś

Oto owocny dzień starego człowieka: dosłodziłem sąsiadkę, uwolniłem przyjaciela od groźby odsetek za przekraczanie terminów i przypomniałem sobie kilkanaście starych dowcipów, w których występuje słowo brzmieniowo podobne do nazwy niezbędnego przy płaceniu rachunków rekwizytu. Może tylko niepotrzebnie zacząłem myśleć.

Czy pisanie dużą czcionką kosztuje więcej od pisania małą? Co zależy instytucjom i bankom, żeby informacje o numerach kont i faktur pisać bez odstępów i cyframi małymi niby litery, stosowane w dodatkowych uwagach, których klienci maja broń Boże nie czytać?

Uliczne drzewa w moim mieście sadzone są w donicach, albo w dolnej części pnia grodzone płotkami. Co by szkodziło, gdyby od czasu do czasu (np. przy co piętnastym drzewie) do płotka lub donicy poziomo przymocować oszlifowaną deskę?

Akurat te dwie drobne sprawy napatoczyły mi się w dniu publikacji wywiadu z chirurgiem od kręgosłupów. Jednak staruszkowie potykają sie o liczniejsze drobne wykluczenia. Niedrogich lub wręcz darmowych rekompensat znalazłoby się więcej, a skorzystałby na tym ogół obywateli.

Bo wyobraźmy sobie urok naszych miast, gdyby spod co piętnastego drzewa rozświetlał okolicę  wzrok staruszka, który wypoczywa wspominając błogość płacenia rachunków…

Cezary Bryka

Print Friendly, PDF & Email

5 komentarzy

  1. Alina Kwapisz-Kulińska 2014-04-28
  2. wejszyc 2014-04-28
    • Cezary Bryka 2014-04-29
  3. Victor Holen 2014-04-28
  4. sugadaddy 2014-04-29
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com