Stefan Bratkowski: Po co nam to prawo

2012-05-10. Lata strawiłem już na perswadowaniu opinii publicznej i naszym legislatorom, że w świecie cywilizowanym żadnego prawa prasowego nie trzeba. I jeśli rządząca koalicja chce zepsuć sobie stosunki ze światem dziennikarskim, niech nie pyta o zdanie żadnych autorytetów.

Powtórzę: państwo powinno jak najmniej (albo w ogóle nie) ingerować w funkcjonowanie tych instytucji życia publicznego, które mają w imieniu opinii publicznej nadzorować funkcjonowanie państwa. Dziennikarze i media winny podlegać przepisom, obowiązującym ogół obywateli – przepisom prawa cywilnego, karnego, skarbowego, autorskiego, handlowego, prawa pracy, administracyjnego itd. Bez żadnych przywilejów, ale i bez odrębnych represji. Bo choćby dla dochodzenia krzywd lub szkód ze strony mediów i dziennikarzy wystarczy całkowicie prawo cywilne.

Dziennikarz jak każdy obywatel, który swoim słowem publicznym wyrządzą „szkodę” innemu człowiekowi (art. 415 Kodeksu Cywilnego), odpowiada za nią w trybie postępowania cywilnego. Pojęcie „umyślnego naruszenia dóbr osobistych” to również pojęcie z Kodeksu Cywilnego (art. 448); dochodzi się „usunięcia skutków wyrządzonej szkody” poprzez postępowanie cywilne. Nie ma żadnej odrębnej procedury „prawno-prasowej”. Definicja szkody nie zależy od żadnego „prawa prasowego” – dzięki sensownemu orzecznictwu nie chronimy osób publicznych przed krytyką, złośliwościami ani kpinami ze strony innych zwykłych obywateli (co innego – obelgi). Co więcej, nie trzeba żadnej specjalnej procedury cywilnej dla spraw przeciw dziennikarzom. Istotne jest samo orzecznictwo – zmierzające do usunięcia skutków szkody, włącznie z ustaleniem odszkodowania. W USA lub w Anglii bywają te odszkodowania bardzo wysokie. Podobnie może i powinno być u nas, wtedy każdy redaktor lub autor zastanowi się nad swoją kieszenią, robiąc jakieś paskudztwo. Także polityk, odpowiadający za insynuacje, zniesławiające kłamstwa i zniewagi. Odpowiedzialność taka wpłynęłaby korzystnie na język i obyczaje również polityków.

Zwracałem uwagę, że skuteczną i szybką ochronę praw widza, słuchacza i czytelnika może zapewnić szybko działające postępowanie polubowne (Księga trzecia kodeksu postępowania cywilnego, art. 695 do 729), wymagające jednak zgody obu stron. Wyrokowi sądu polubownego przysługuje moc wyroku sądu państwowego. Ta najstarsza instytucja sądowa, z której wyrosło przed jakimiś dwoma i pół tysiącami lat sądownictwo państwowe, przydaje się zwłaszcza w społeczeństwie obywatelskim. Od takiego wyroku (lub ugody) nie ma odwołania, chyba, że wyrok lub ugoda swą treścią uchybiły praworządności lub zasadom współżycia społecznego w RP. Tym trybem postępowania można uwolnić przeciążone sądownictwo państwowe od spraw, wymagających szybkiej reakcji wymiaru sprawiedliwości (Izba Wydawców Prasy mogłaby uzyskać bez większego trudu od wszelkich wydawców i nadawców deklarację poddania się sądowi polubownemu w razie określonych skarg).

Prawo prasowe z czasów stanu wojennego przez lata wolnej Polski nie działało, w praktyce ignorowane i nieużywane – mimo tak różnych od siebie rządów. Już to może wystarczyć jako dowód, że go po prostu nie trzeba. Drukuje się sprostowania, bo tego wymagają dobre obyczaje i wiarygodność gazety (podobnie radia i telewizji). Odpowiedzi drukuje się tylko ciekawe, wnoszące nowe elementy do sporu. Co zabawne, to dotychczasowe prawo chciało wymuszać posłuszeństwo grzywną – nie mówiąc, na jakiej podstawie sąd miałby odróżniać odpowiedź od polemiki. To „prawo prasowe” nosiło wszelkie znamiona regulacji „socjalistycznej”, czyli zawierało właśnie normy „puste”, bo choć zakazywały, to niczym nie karały naruszenia zakazu, a także normy bzdurne (już nie będę ich wyliczał).

Dla ochrony wiarygodności zawodu polska Izba Wydawców Prasy przygotowała i przyjęła jako obowiązujący swój Kodeks Dobrych Praktyk. Należało pytać albo głównego autora, naczelnego „Polityki”, Jerzego Baczyńskiego, albo po prostu zadzwonić do Macieja Hoffmana, sekretarza Izby. Jeśli kogoś media pokrzywdzą, a winnemu przed sądem cywilnym udowodni się naruszenie tego Kodeksu, obciąży go to jako dowód złej woli i złej wiary; to murowane wysokie odszkodowanie… Ale dopóki ktoś nie narusza prawa, nikt mu niczego zrobić nie może – wolno co najwyżej demaskować obce interesy, którym służy siejący wrogość redemptorysta. I Urban, i Rydzyk, nie lubią demokracji, ale demokracja właśnie zapewnia im prawo do tego. Antysemickie zaś wypowiedzi są karalne w trybie prawa karnego. Wymiar sprawiedliwości powinien też – ścigać kradzieże. Żeby nikt cudzego tytułu pisma nie przywłaszczał sobie ani otwarcie, ani podstępną przeróbką (jak w przypadku historycznego tytułu „Po prostu”), żeby internetowe gazety i blogi nie używały cudzych tytułów i oznaczeń (jak portal „wpolityce”, udający „Politykę”).

Takie samoregulacje są perspektywą społeczeństwa obywatelskiego. W Stanach Zjednoczonych beż żadnej cenzury państwowej nadawcy telewizyjni porozumieli się byli co do pewnych ograniczeń emisji – godzin i tematów. Nikt tych ograniczeń nie naruszał. Nasz Kodeks Izby Wydawców Prasy ustanowił zaś i sąd koleżeński.

Dziennikarstwo wymaga jednego – domniemania przyzwoitości. Dlatego – namawiam: żadnych anonimów (także w Internecie!). Świadczą o unikaniu odpowiedzialności, jeśli nie wręcz o tchórzostwie. Pseudonimy niech by przysługiwały tylko autorom znanym publiczności ze swych pseudonimów, a redakcji – z nazwiska. To, czym zaś według mnie warto, by zajęli się legislatorzy, to przepisy antymonopolowe – Europa, kochająca monopole i wielkie korporacje, powinna sobie przyswoić tradycję amerykańskiej ustawy Shermana-Claytona. By np. w mediach – zakazać łączenia biznesu prasowego z telewizyjnym i radiowym… Gazeta może na swoim portalu udostępniać obrazki i nagrania radiowe (choćby dla niewidomych), ale nie powinna tworzyć osobnego kanału. I na odwrót.

Specjaliści od prawa prasowego widzą w jego likwidacji likwidację swej specjalności. Ale mamy dla nich znacznie bardziej interesujący przedmiot badań: orzecznictwo, krajowe i międzynarodowe, głównie z zakresu prawa cywilnego, orzecznictwo dotyczące stosunków między mediami a odbiorcami, do dziś bliżej nie analizowane. To przebogate pole badań.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Baczyński 2012-05-10
  2. Kowalski 2012-05-10
  3. narciarz2 2012-05-11
  4. Federpusz 2012-05-11
  5. Anna Malinowska 2012-05-12
  6. skrzydla 2012-05-14
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com