Stanisław Obirek: Leder nie zachwyca

leder rewolucja2014-05-15.

Do blogu z dnia 5 05 2014 Daniela Passenta poświęconego książce Andrzeja Ledera Prześniona rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej, opublikowanego na stronie SO dopisałem taki oto komentarz: „Jest takie włoskie powiedzenie „troppo bello per essere vero”. Albo bardziej uczenie – monokauzalność to niezbyt wiarygodny sposób objaśniania przeszłości. Wolę polifonię czyli wielość głosów. Czytam sobie książkę Ledera i jakoś nie mogę się w niej odnaleźć chociaż spełniam wszelkie kryteria by być jej bohaterem. Najpierw potomek chłopów (to II wojna i Żydzi) potem syn robotnika (to nieświadomy beneficjent zmiany ustrojowej). Niby wszystko gra, ale jednak nie gra. Nie wiem w czym rzecz i nad tym przemyśliwuję od tygodni. Może w tym, że Andrzej Leder zbyt uwierzył Lacanowi i nazbyt spójnej teorii? Może za mało w jego tezach, a zwłaszcza wnioskach wątpliwości i znaków zapytania?”

Odczuwam więc niedosyt i po lekturze całej książki chciałbym dodać kilka zdań do powyższego „niedosytu”. Otóż szczególnie zadziwił mnie rozdział poświęcony Żydom, zwłaszcza, że patronuje mu „Wyprawa w dwudziestolecie” Czesława Miłosza z jednej strony i „Żydokomuna” Pawła Śpiewaka z drugiej. Ta pierwsza to właściwie antologia tekstów publicystyki z okresu międzywojennego, które Miłosz skomentował w moim przekonaniu niezbyt fortunnie wskazując na bogacenie się Żydów polskich jako przykład ich grupowej alienacji. A przecież bogacenie się chłopów polskich też można traktować jako grupowy interes, ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy by wiedzieć w tym przykład alienacji ze wspólnoty polskiej. Natomiast książka Śpiewaka już w chwili ukazania się spotkała się z surową oceną historyków (August Grabski i Szymon Rudnicki) więc traktować ją jako punkt odniesienia na temat związków Żydów z komunizmem jest nieporozumieniem. Równie dobrze można by zestawiać komunistów z rodowodem katolickim i zastanawiać się w jakim sensie Nowy Testament stanowił przygotowanie do zauroczenia ideologią komunizmu (katokomunizm brzmi równie poetycko jak żydokomuna).

Równie ryzykowny wydał mi się rozdział poświęcony reformie rolnej. Niby słusznie pisze Leder o transpasywnej rewolucji jaka dokonała się w Polsce, ale jako potomek chłopów pamiętam, że nie do końca tak było jak on to opisuje, odwołując się zresztą do znanych mi z dzieciństwa terenów (Lubycza Królewska, Żółkiew). Moja rozległa rodzina Obirków i Kołakowskich właśnie z tamtych terenów przeszła dość „nietratumatycznie” z jednego systemu do drugiego i na ile mogę sądzić jej członkowie ogromnie by się zdziwili gdybym im zaproponował czy wręcz narzucił konstrukcję imaginarium nowego, lepiej jakoby przylegającego do ich tożsamości (swoją drogą tego hipotetycznego imaginarium Leder jakoś nie dookreśla).

Jednak szczególnie irytujący wydał mi się swoisty refren lacanowski, który jak nic Adrianny ma prowadzić czytelnika po labiryncie Prześnionej rewolucji. Ma to być czerpanie przyjemności z cierpienia i śmierci innych, bo to cierpienia i ta śmierć spełnia jakoby skryte i nie do końca uświadamiane pragnienia. To stwierdzenie pojawia się w różnych konstelacjach, przywołam jedno z nich, które pojawia się w rozdziale poświęconym rewolucji: „Wielka trwoga pojawia się, gdy na wierzch wypełzają mściwe pragnienia. Gdy nagle realizują się, jakby same. Najstraszniejsze, najbardziej skrycie oczekiwane – choć przecież dotychczas niemożliwe, nawet do jasnego pomyślenia – zaczęły się dziać. Zaczęły dziać się same, rządzone przyczynowością zupełnie niezależną od świadomych decyzji dużej części polskiego społeczeństwa. Przyniesione z zewnątrz, a jednak intymnie znajome” (s. 44). I ostatni akapit książki. Jakże słuszny postulat głoszący potrzebę wzięcia odpowiedzialności, przemyślenia na nowo, ale czy rzeczywiście metafora koszmaru i snu wnosi jasność w ten apel: „To wszystko jest konieczne, by obudzić się ze snu, w którym największa historyczna transformacja polskiego społeczeństwa jawi się jako koszmar – przerażający, sycący skryte pragnienia, przeżyty bez świadomości” (s. 200).

Mam inne zdanie. Kategorie racjonalne są wystarczające by wziąć odpowiedzialność i zrozumieć co się stało. Ucieczka w metaforę snu i koszmaru nie tylko nie pomaga rozumieć, wręcz przeciwnie jeszcze bardziej zaciemnia. Nie Lacana nam potrzeba ale jego ucznia Michele de Certeau, który zrozumiał, że nie w zabawach słownych trzeba szukać odpowiedzi na dręczące nas pytania ale w solidnych badaniach socjologicznych i antropologicznych.

I już na koniec. Mój niedosyt jest wielki i połączony z podejrzeniem, że autor Prześnionej rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej ułatwił sobie zadanie i pominął wątek, który by mu tezę zmącił. Chodzi i praktyczną nieobecność instytucji Kościoła katolickiego, który nie tylko rewolucji nie prześnił, ale stał się jej jedynym i niekwestionowanym beneficjentem. I to jest temat, który warto podjąć, może nawet używając Lacanowskiego instrumentarium.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. bisnetus 2014-05-15
  2. morgana 2014-05-15
    • bisnetus 2014-05-16
  3. obirek 2014-05-15
  4. B.Topolski 2014-05-16
    • obirek 2014-05-16
    • BM 2014-05-16
    • morgana 2014-05-17
  5. Humanożerca 2014-05-16
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com