Jerzy Klechta: Niesiołowski

2012-05-15. Powinienem przyłączyć się do obrony dziennikarki i do ataku na posła Stefana Niesiołowskiego za jego wobec niej zachowanie. Powinienem ale nie potrafię. Nie dlatego, że dziennikarka ma takie czy innego skłonności polityczne, to jest sprawa wtórna. I nie dlatego, że dziennikarka – choć już sama mocno zaawansowana w latach – wobec niego jest  młoda, on zaś ma swoje lata. Żaden z nas, młody czy stary, nie ma  prawa do słownej przemocy (nie mówiąc oczywiście o fizycznej). Wykluczam również wariant spiskowy, choć być może niesłusznie. Ten mianowicie, że chodziło o sprowokowanie posła Niesiołowskiego; o co nie trudno. Jak Polska długa i szeroka znamy go z emocjonalnego stosunku do spraw kraju, ojczyzny, rodzimego partyjniactwa, do niepohamowanego słownictwa, którego potrafi użyć na różny sposób. Nieraz przekracza granice, których przekraczać nie powinien.

Dlaczego nie atakuję Niesiołowskiego? Dlatego, że jest to jeden z bohaterów podziemia antykomunistycznego. Dziś po przeszło 20 latach od upadku PRL i odzyskania wolności mówi się o tym lekko, nawet z przymrużeniem oka, a Niesiołowski? Ot, chłopaczek, który z kilkoma kumplami chciał podpalić pomnik Lenina w Poroninie, wielkie mi co. I posiedział  w peerelowskim więzieniu, gdy inni chodzili do szkół, uczelni itp. Znalazł się w czołówce więźniów sumienia w PRL obok Leszka Moczulskiego, Adama Michnika, Jacka Kuronia. Czy daje to prawo do obrażania pani dziennikarki? Nie daje. Ale pozwala spojrzeć na jego zachowanie nieco inaczej.

Poseł szedł wzdłuż muru gmachu sejmowego i był lżony. W każde masowe zgromadzenie  wtapiają się hieny, na meczach tzw. kibole, na gwarnej, tłumnej ulicy oprychy i chamy.  Niesiołowskiego opluwano słownie i faktycznie. W pewnym momencie coś w nim pękło. Wulgarność i chamstwo rozlewa się w blokach, parkach, na ulicach polskich miasteczek, miast  i w stolicy. Idąc ulicą, widząc jak zachowują się wobec kobiet i starszych mężczyzn bezkarni gówniarze nie raz i nie dwa świerzbi mnie ręka.

Poseł z tak bogatym życiorysem nie powinien wychodzić z nerw. Jednak ci, którzy go do tego sprowokowali wiedzieli co robią. Całe szczęście Niesiołowski sądu historii bać się nie musi.

Jerzy Klechta 

Print Friendly, PDF & Email

16 komentarzy

  1. Anna Mosiewicz 2012-05-15
  2. Alina Kwapisz-Kulińska 2012-05-15
  3. elkaem 2012-05-15
  4. narciarz2 2012-05-15
    • elkaem 2012-05-15
  5. Magog 2012-05-16
  6. Ewa-Joanna 2012-05-16
    • elkaem 2012-05-16
  7. narciarz2 2012-05-16
  8. Ewa-Joanna 2012-05-17
    • elkaem 2012-05-17
  9. Ewa-Joanna 2012-05-17
  10. Ewa-Joanna 2012-05-17
    • elkaem 2012-05-17
      • elkaem 2012-05-17
  11. sroka 2012-05-18
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com