Stanisław Obirek: Uczyć się od studentów

Relaxed studygroup2014-05-19.

Jeszcze nie przeminęły echa namiętnej tyrady prof. Jana Hartmana, który w swoim stylu zwymyślał bezmyślność i gnuśność studentów narzekając na ich brak zaangażowania w zgłębianie filozoficznych tajników, a oto nie tak dawno pojawił się równie żarliwy głos prof. Agaty Bielik-Robson, która narzekała że jej studenci nie są w stanie zrozumieć stroniczki Harry Pottera (boję się, że tego testu i ja bym nie przeszedł).

Żeby było jasne zarówno Hartman jak i Bielik-Robson są mi ideowo bliscy, cenię ich książki i zaangażowaną publicystykę. Jednak trudno mi się odnaleźć w ich lamentacjach. Zbliża się koniec roku, a więc na pewno nasilenie emocji nauczyciel-uczeń mamy gwarantowane. Egzaminy, testy, prace magisterskie, obrony doktoratów, kolokwia habilitacyjne no i nieodłączna zmora recenzowania artykułów cudzych i ustosunkowania się do recenzji własnych tekstów. W tym koszmarze jest jednak kilka jasnych promyków. Są nimi prezentacje studentów, którzy właśnie w formie prezentacji zdecydowali się zaliczyć moje wykłady czy seminaria.

Nieodmiennie od prawie trzydziestu lat mojej akademickiej aktywności to właśnie studenci są dla mnie źródłem satysfakcji i niekłamanej radości. Podobnie w tym roku (prezentacje właśnie się zaczęły) jestem przez studentki i studentów mile zaskakiwany. Swoje przemyślenia prezentują w ramach prowadzonych przeze mnie trzech konwersatoriów. Z problemu pamięci w kulturze amerykańskiej, teologii wyzwolenia i postsekularyzmu. Przez cały semestr usiłowałem, ze zmiennych szczęściem, przekonywać moich słuchaczy, że to sprawy ważne i doniosłe. Ale dopiero teraz się przekonuję, że i bez moich namów i nalegań studenci to doskonale wiedzą i znajdują argumenty w wielojęzycznej literaturze, Internecie, przeróżnych zasobach, o których ja nawet nie mam pojęcia. Jeśli jest im po potrzebne to nawiązują kontakt ze specjalistami w danej dziedzinie, piszą emaile i otrzymują odpowiedzi. Robią ankiety ze swoimi rówieśnikami z krajów całego świata. Z mojej pomocy rzadko korzystają, świetnie radzą sobie sami

Jeden przykład. W ramach zajęć z teologii wyzwolenia sporo czasu poświęciłem Kościołowi katolickiemu i trudnościom tej instytucji w akceptacji oczywistych związków tego nurtu z nauczaniem Jezusa z Nazaretu. Konkretnym przykładem tych trudności były przygody z biskupami i przedstawicielami Watykanu z jakimi od lat boryka się siostra Elizabeth Johnson z jezuickiego Fordham University w Nowym Jorku. Dzięki prezentacji studentki dowiedziałem się, że dzielna teolożka nie tylko przezwyciężyła trudności, ale napisała nową książkę i jest prawdziwym bohaterem i wzorem dla amerykańskich zakonnic. A to, że papież Franciszek jej nie pomaga, a następca Josepha Ratzingera na urzędzie prefekta Kongregacji Nauki Wiary strofuje dzielną zakonnicę, to tylko źle świadczy zarówno o kardynale Gerhardzie Muellerze jak i o samym papieżu. Ale o tym dowiedziałem się od mojej studentki, a nie od znawców Watykanu (jest ci w naszych mediach wysyp takowych) czy spraw kościelnych.

Naprawdę się uczę od moich studentek i studentów. Już przemyśliwuję jak na przyszłość dostosować moje zajęcia do istniejących zasobów informacji. No może nie wszyscy są tak aktywni, może nie wszystkim się chce. Ale ta część, która to robi, jest wystarczająca by stresujący zwykle koniec roku akademickiego dla wykładowcy uczynić mniej uciążliwym.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email

12 komentarzy

  1. john 2014-05-19
  2. Andrzej Koraszewski 2014-05-19
  3. Jerzy Łukaszewski 2014-05-19
  4. morgana 2014-05-19
  5. bisnetus 2014-05-19
  6. obirek 2014-05-20
  7. BM 2014-05-20
  8. Jerzy Łukaszewski 2014-05-21
  9. obirek 2014-05-21
  10. Andrzej Koraszewski 2014-05-23
    • BM 2014-05-23
      • Leszek 2014-05-26
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com