Stefan Bratkowski: Jak odzyskać Syberię

2012-05-22. Inne przygody innych Polaków (innych niż panowie D., K., P. i Z.)

Moją książeczkę z felietonami o zapomnianych przygodach polskich („Skąd przychodzimy”) przeczytał był przed 36 laty Janusz Gazda – szef redakcji scenariuszy w Telewizji Polskiej. Byłem już parę lat bezrobotny, Janusz powiedział – „Jak by ci tu pomóc? Wiesz co? Każda z tych historii to temat do jakiegoś serialu… Spisz to jako propozycje, konspekty scenariuszy, a ja ci będę mógł za nie zapłacić. I może coś z tego zrobimy”. Spisałem i dostałem – pamiętam do dzisiaj – po cenne 700 zł za każdy z tekstów. Z nich narodził się serial ”Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Od tytułu felietonu. Chodziło mi o to, by wcielić sukces Wielkopolski do polskiej pamięci, a temat, co się okazało, Janusza najbardziej zainteresował. Ze skutkiem.*)

Teraz chciałbym, raz jeszcze, dedykując tę opowieść moim przyjaciołom, Sławomirowi Popowskiemu i Adamowi Rotfeldowi, znawcom Rosji,

wcielić do naszej pamięci „polską Syberię”.

Próbuję tego od 40 lat, ale teraz postanowiłem w nowej wersji swej „Najkrótszej historii Polski” umieścić i to, co Polacy zrobili na i dla Syberii (kończę wreszcie tę książkę). To część naszej historii. Zrobili to na Syberii carskiej, zgoła innej, niż sowiecka, choć też nie była żadną idyllą: system kar, z chłostą i okuciem w kajdany, przy bałaganie administracyjnym caratu wykończał, bywało, skazańców, zanim dotarli do miejsca katorgi, długoterminowych ciężkich robót.

Jakucję zrobiono kolonią karną dopiero pod koniec XIX wieku. Kraj z biegunem zimna – w Ojmiakonie w XX wieku zmierzono minus 77,8 stopni Celsjusza – z wieczną zmarzliną pokrywającą większość terytorium, przy jednym procencie ziemi ornej, sam budził strach (proszę poczytać studium prof. Elżbiety Kaczyńskiej). Aliści w latach 1879-1890 do Średnie-Kołymska zesłano blisko trzystu przestępców politycznych, których już wcześniej wyniszczyły droga na Sybir i więzienia. W 1880 roku do Wierchojańska, z temperaturami do minus 70 stopni C, trafił 22-letni socjalista, Wacław Sieroszewski (przyszły pisarz), w 1883 przeniesiony do Kołymska… Więc doprawdy żadnej idylli.

„Polską” Syberię ukazywał i ukazuje w swoich badaniach mój wrocławski przyjaciel, prof. Antoni Kuczyński, dziś twórca całej szkoły. To inny obraz niż z Grottgera: Polacy na Syberii nie cierpią, żadnego w nich kompleksu ofiary, żadnego paraliżu woli, tak, niestety, częstego u zesłańców rosyjskich, wiedzących, że na wszechmoc władzy carskiej nie ma sposobu i że z Sybiru się nie wraca… Polacy się nie poddają, jakby wręcz szukali w aktywności odtrutki na wymuszaną beznadziejność.

Rosyjska opinia publiczna też nie zna swoich bohaterów Syberii. Rosja nie ma legendy Północy, legendy badaczy i odkrywców. Nie mieli Rosjanie swojego Londona. Ani Newerlego „Wzgórza Błękitnego Snu”. Przeciętny Rosjanin niczego nie kojarzy z nazwiskiem Wasilija Proncziszczewa i jego żony, Marii, która mu dzielnie towarzyszyła, XVIII-wiecznego żeglarza, pioniera, którzy próbował znaleźć drogę Oceanem Lodowatym od cieśniny Beringa do Europy; dotarli podobno aż do wybrzeży półwyspu Tajmyr! Szczątki ich obojga odnalazł na dalekiej Północy dopiero nasz Aleksander Czekanowski w XIX wieku…

W galerii najwybitniejszych badaczy i odkrywców Syberii znajdziemy Polaków co do liczby zaraz na drugim miejscu po Rosjanach. Cała litania nazwisk. Uczeni rosyjscy nie pomijają ich narodowości.

Polacy mają własną legendę Północy,

dramatyczną i wielką, nie znaną im samym, a wartą odzyskania. Swoją legendę syberyjską. Mamy, innymi słowy, swoje „prawa do Syberii”, zwłaszcza, że i w Rosji nie brakuje historyków „polskiego śladu” na Syberii. Nie my, Rosjanie tych Polaków umieli docenić – bardziej niż my. Największe góry wschodniej Syberii, dłuższe i wyższe niż Karpaty, nazwali górami Czerskiego, a żaden inny badacz Syberii nie został tak uhonorowany. Imieniem Czerskiego ochrzczono też drugi grzbiet górski na Zabajkalu, blisko granicy chińskiej, już nie tak wysoki, ale długi jak nasz polsko-słowacki odcinek Karpat. Ma „swoje” góry i Czekanowski…

Troszczyli się o tych Polaków rosyjscy przyjaciele, nie tylko z Syberyjskiego Oddziału Cesarskiego Towarzystwa Geograficznego. Cesarskie Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne załatwiało Polakom zwolnienia z zesłania, z „posielenija”, angaże do pracy, czasem i finanse na badania. Nadawało im pamiątkowe medale. Polacy zaś nie tylko poznawali i znali Syberię, wielu z nich – przywiązało się do tej trudnej krainy i kochało ją!

Aleksander Czekanowski, największy geolog Syberii przed Bohdanowiczem, przewędrował białymi bezdrożami i pustkowiami dwadzieścia pięć tysięcy kilometrów, i to głównie na własnych nogach. Gdzie on nie był! Czego nie zebrał! Przeżył lat wszystkiego 43, przyczyn jego samobójczej śmierci w Petersburgu nie znam, ale nie było to załamanie słabego psychicznie człowieka… Jan Czerski też trafił na Sybir za Powstanie 1863 roku jak on, mając lat osiemnaście; zmarł w 1892 roku, nad Kołymą, gdzie zimno schodziło poniżej 50 stopni, a wydychane powietrze zamarzało z trzaskiem. Pracował do końca, do ostatniej chwili prowadząc notatki – żeby nie zmarnować nawet ostatnich godzin, które mu pozostały; żona poprowadziła dalej wyprawę. Nikt inny nie wniósł tyle do mapy północno-wschodniej Azji w XIX wieku, co ci dwaj.

Ich wspólny kolega w przygodzie i przyjaciel, Benedykt Dybowski, rówieśnik Czekanowskiego, skazany w procesie Traugutta, największy badacz i znawca Bajkału, jeden z czołowych zoologów świata w swojej epoce – spędził tam czternaście lat, wykrył trzy różne kompleksy fauny Bajkału, skonstruował wespół z Wiktorem Godlewskim, czwartym w tej wielkiej czwórce, urządzenie do badań głębinowych, uzupełniał zaś i mapy, spłynąwszy Amurem do Pacyfiku. Kiedy zwolniony wreszcie, nie mógł po powrocie do kraju znaleźć pracy, zwinął manatki i pojechał pracować jako lekarz – na Kamczatkę! Dożył potem – już w Polsce – 97 lat.

Nigdy nie zapominali o Polsce

Czytałem dziesiątki książek, setki stron w czasopismach, rzadkie rękopisy, z polskimi wspomnieniami i opisami XIX-wiecznej Syberii.

Już Mickiewicz z kolegami filomatami (którzy w ogóle romantykami nie byli), kiedy ich miano zesłać w głąb imperium, planowali badać, wchodzić w kontakty, uczyć się języków ludów wschodnich, wszystko z myślą o tym, by wyciągnąć w przyszłości konkretne korzyści polityczne z niespodziewanego obrotu losu. I oni to naprawdę robili! Nie tylko wielki badacz Wschodu, Józef Kowalewski, ojciec językoznawstwa mongolskiego. Także Zan, Czeczot, Januszkiewicz i inni!

Przez późniejsze dziesięciolecia XIX wieku, dodajmy, Polak, zwłaszcza inżynier, mógł robić karierę poza Polską, w głębi imperium. Polscy inżynierowie po Instytucie Technologicznym czy Komunikacyjnym w Petersburgu – a stanowili około jednej trzeciej absolwentów owych uczelni petersburskich – bądź po politechnice w Rydze czy Dorpacie, pracowali na terytorium całego państwa carów; iluż ich budowało kolej transsyberyjską! Kierował tą budową Jan Bogdanowicz, którego nazwisko spotkałem… w słynnym angielskim, XIX-wiecznym „Engineering”. Jednym z królów gospodarki Syberii przełomu XIX i XX wieku był Alfons Koziełł-Poklewski, który zatrudniał i wszędzie forytował rodaków. Warszawskie Towarzystwo Kursów Naukowych nadało tylko dwóm członkom tytuły „członków protektorów” za składkę liczącą ponad tysiąc rubli, jednym z nich był Polak znad Obu.

Nie wszyscy, ale prawie wszyscy oni pisywali do Warszawy albo ich opisywano w warszawskich gazetach; przysyłali eksponaty dla polskich muzeów i zbiorów naukowych. Wśród nich i carski generał (wojsko w tamtych czasach ciągle było jeszcze zawodem, nie powołaniem narodowym), podróżnik, Mikołaj Przewalski, ten, który zasłynął „koniem Przewalskiego”, a odkrył i dzikiego wielbłąda. Zasadnie uważa się go za twórcę szkoły badań nad rozległym światem, gdzie do tej pory Europejczyków nie było. Jego polskie listy, dołączone do przyrodniczych darów, sam czytałem. Ostatnio przywrócił go nam prof. Zbigniew Wójcik – Przewalski (zacytuję raz jeszcze), uważany za Rosjanina, „nie ukrywał swojej polskości (…). Podstawy swej głębokiej wiedzy przyrodniczej uzyskał w pracowniach warszawskiej Szkoły Głównej. Zakład ten zaopatrywał w ciekawsze okazy fauny, zebrane podczas wypraw w Azji Środkowej. Ba, nawet przyjeżdżał do Władysława Taczanowskiego, kustosza zbiorów zoologicznych tej uczelni, na konsultacje”. Kontynuował jego dzieło inny generał carski, syn zesłańca, Bronisław Grąbczewski, który jednak dożył wolnej Polski i mógł wrócić do niej. To pierwszy wielki badacz Tybetu. Trudno ocenić, który z nich więcej włożył w poznanie tamtejszego świata.

Bronisław Piłsudski, starszy brat Józefa Piłsudskiego, legendy niepodległości polskiej, jako skazaniec spędził piętnaście lat na katordze z kryminalistami na Sachalinie – i prowadził tam badania nad ginącymi Ajnami, leczył ich, uczył i pośredniczył w ich kontaktach z władzami. Tego pierwszego badacza ich kultury otacza nieledwie kult w Japonii, która pierwotnie traktowała Ajnów jak podludzi.

Niedoszły serial

Jechali na Syberię także uczeni polscy, których pociągała syberyjska przygoda badawcza. Jechali z własnej woli, jak – Karol Bohdanowicz, jeden z najwybitniejszych geologów świata w ogóle, z pewnością za to największy geolog Syberii pierwszej połowy XX wieku. Przytoczę tu dosłownie, co pisałem w propozycji serialu o nim:

„Karol Bohdanowicz uważany jest nie bez racji za najbardziej bohaterskiego wśród wszystkich chyba geologów świata – i to miano obok miana >ojca geologii Syberii< może prowokować do zainteresowania jego przygodami szeroką widownię.

Pierwsze badania – wzdłuż powstającej kolei transsyberyjskiej (może Jan Bogdanowicz, tak pisany w wersji rosyjskiej, był jego kuzynem? – przyp. dzisiejszy) – nie zawierają takiego elementu przygody, jak następne; ale być może dałoby się z nich wydobyć jakiś ładunek dramatyczności, nie tylko obraz tamtejszej przyrody. Bohdanowicz określił wówczas położenie złóż, których obecność potwierdzono tam dopiero w latach Rosji radzieckiej (tak pisało się wtedy, nie „sowieckiej”); otrzymał wtedy (w okresie międzywojennym) oficjalne podziękowanie od nauki radzieckiej (z tych, co mu dziękowali, paru rozstrzelano). Był to sukces naukowego myślenia, który być może jakoś dałby się udramatyzować, rzucony na tło wędrówek „krajoznawczych” geologa.

Pełne napięcia są za to już badania na Kamczatce. W ciągu 28 dni Bohdanowicz ze swymi ludźmi przebywają 540 kilometrów w czasie najsroższej zimy, nocując w brezentowym namiocie przy 45-stopniowym mrozie. Obserwacje geologiczne prowadzi Bohdanowicz nieraz dzięki temu, że wiatr zwiewa śnieg ze skał… Spędza tam trzy lata. Bywały powroty wśród topniejącego śniegu, 60 km, kiedy woda podchodziła do pasa! Bywały noclegi pod gołym niebem, przy mrozie 30 stopni. Pewnego razu ekipa przetrwała 30 godzin na stojąco, w 12 osób w paroosobowym namiocie, wśród „purgi” (syberyjskiego wichru z zamiecią śnieżną), zasypywani śniegiem i przewracani siłą tej wichury.

Wyprawa na półwysep Czukocki to już czysty

dramat

Pół roku na pustyni śnieżnej; zima podbiegunowa, burze śnieżne; psy nie chcą iść, ekipa zostaje odcięta od świata. Szans na polowanie żadnych, po zjedzeniu zapasów je się psy. Bohdanowicz ze swym pasierbem Hejbowiczem nie przerywają prac. Ludzie chorują na szkorbut, krwawią, tracą zęby. Dwóch rusza, by znaleźć pomoc, giną z wycieńczenia po przejściu paru kilometrów. Ludzie umierają jeden po drugim, Hejbowicz także. Zostaje trzech, jedzą futerały aparatury pomiarowej. Aż zostaje sam Bohdanowicz. Prowadzi notatki po chwilę utraty świadomości, dzięki czemu przebieg wyprawy został utrwalony do ostatniego momentu przytomności uczonego. Od śmierci ratuje go grupa Eskimosów, przekonanych, że to zbiegły katorżnik; odbiera go im dowódca patrolu kozackiego, przekonany o tym samym; minie parę tygodni, zanim tożsamość uczonego zostanie ustalona.

Z wagonu w Petersburgu wynoszą go na noszach. Kiedy potem swoim monotonnym, bezbarwnym głosem zdaje sprawę z wyników wyprawy, pytają go o dalsze plany. Mówi, że chce… wrócić na Czukotkę. Wraca i odnajduje całość wyników pomiarów, które zabezpieczył w przesmołowanym worku juchtowym.

Inne badania Bohdanowicza nie są już kanwą takich opowieści, jak powyższa, i wymagałyby zapewne oparcia na innych wątkach, niż sama przygoda walki z przyrodą. W życiorysie uczonego nie brak wprawdzie potem napięć innego rodzaju – po powrocie do kraju jest po prostu nie doceniany, dopiero Francuzi zwracają uwagę rządowi polskiemu, że dysponuje najwybitniejszym żyjącym geologiem świata (rok 1937). Po pierwszej wojnie światowej organizował od zera polskie szkolnictwo geologiczne, potem znowu po drugiej wojnie, już po osiemdziesiątce…

Wcześniej, dobrze po siedemdziesiątce, podczas okupacji pracuje nad nowym dziełem i z manuskryptem pod pachą, mając właśnie 80 lat, wychodzi z Powstania Warszawskiego. Jego badania zapowiedziały obecność siarki w dolinie Wisły. Trudno tu omawiać cały wkład Bohdanowicza w polską i światową geologię. Ale chyba najbardziej imponująca jest w jego dorobku nieprawdopodobna siła charakteru i wola wytrwania w najtrudniejszych warunkach”.

Na powyższej podstawie nie powstały, niestety, żadne scenariusze, ani żaden serial telewizyjny. Szkoda. „Polska” Syberia byłaby nas bliżej.

Stefan Bratkowski

 


*) „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” powstawała nie bez przygód, bo pierwszy scenarzysta całkowicie zbakierował moje założenie serialu, pisał historię postępów ducha rewolucji i kończył Różą Luksemburg. Dzięki Januszowi i reżyserowi serialu, Jerzemu Sztwiertni, który wolał moją, autentyczną wersję historii, przerabialiśmy potem gotowe już odcinki, a od piątego dalsze scenariusze pisałem już sam, w niebywałym pośpiechu, bo cały aparat filmowy był już w ruchu. Pani Jadwiga Żylińska, uwielbiana przez mnie subtelna pisarka, ur. 1913, dziwiła się, skąd wiedziałem o romansie jednego z głównych bohaterów, ks. Wawrzyniaka, za który, miast zrobić biskupem, zesłano go do Mogilna. Cóż, ja tylko dedukowałem, że w tak kapitalnym mężczyźnie musiała się kochać jakaś kobieta i jedynie jej daremną miłość pokazaliśmy. Romansu nie.

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. elkaem 2012-05-22
  2. Anna Malinowska 2012-05-24
  3. Bazydło 2013-06-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com