Ernest Skalski: Mandat Putina

wladimir_putin2014-06-13. Zabór Krymu popiera w Rosji prawie 90 procent pytanych przez wiarygodny Instytut Lewady. 48 procent badanych chce aby Rosja była wielkim mocarstwem, którego boją się inne kraje. 47 procent chce żyć w kraju z wysokim poziomem życia.

Z dostępnych danych nie wynika czy te dwie grupy pokrywają się i w jakim stopniu. Ale pierwsza jest uderzająco wysoka. Prawie połowa Rosjan chce się, by się ich bano. Czyli nie zależy im by ich lubiano, by odnoszono się do nich z sympatią jeśli się gdziekolwiek pojawią. A może przypisują innym narodom swój wiernopoddańczy masochizm – ”…car gniewny, umrzem, rozweselim cara” (Mickiewicz ”Reduta Ordona”). Straszne kompleksy muszą odreagowywać ci Rosjanie.

Ale o wiele bardziej zaskakująca jest druga liczba. 100 – 47 = 53. Więcej niż połowie mieszkańców kraju nie zależy na wysokim poziomie życia! Rosjanin gotów jest wiele wycierpieć, aby mógł cierpieć inny. To złośliwe powiedzenie ma swoje podstawy. Naród wszystko wytrzyma. Raj dla samodzierżców od Piotra I do Putina.

Potrafił to docenić i uznać Stalin. Na ogół nie skłonny do wyrażania uczuć, na uroczystym bankiecie z okazji zakończenia wojny wygłosił toast na cześć narodu rosyjskiego (największy, lecz nie jedyny w ZSRR), który mimo cierpień i klęsk, nie przegnał władzy, jakby to zrobił inny naród, lecz wytrwał i zwyciężył.

Rozmówcy Putina na obchodach w Normandii powinni byli to wszystko brać pod uwagę. Angela Merkel przeżyła kawał życia w NRD – po części z rezydentem KGB, Putinem – i chyba chętnie postępowałaby z Rosją równie twardo jak o tym mówi. Ale jej twardej polityki nie poparłaby większość Niemców – wyborców. Chyba nikomu z nich nie zależy by się ich bano, a już na pewno nie znajdzie się ani jeden procent obywateli Niemiec, którym by nie zależało na poziomie życia. A wszyscy wiedzą, że do poważnych sankcji wobec Rosji, każdy musiałby parę euro dorzucić.

W charakterze sankcji zapewne, premier Cameron nie przywitał się z Putinem przez podanie ręki. Uścisk dłoni nastąpił poza polem widzenia kamer. Pani kanclerz, na wizji, podała rękę gdy rozmawiała z prezydentem Rosji przez godzinę. Prezydent Hollande, wiadomo; Francja­-elegancja. Mamy sprzeczne doniesienia z poważnych źródeł na okoliczność czy prezydenci Rosji i Ukrainy podali sobie ręce w czasie piętnastominutowej rozmowy z udziałem Angeli Merkel i prezydenta Hollande. Istotne jest, że rozmawiali. Mniej istotne co ustalili, bo Putin i tak zrobi to co uzna za przydatne mu w danym momencie, nie przejmując się opinią prominentnych świadków.

Na zdjęciach wszyscy rozmówcy patrzą na Putina jak na zadżumionego. On sam ma minę nietęgą. Ale własny naród dowiedział się tyle ile podały mu rosyjskie telewizje, a gdyby nawet…to cokolwiek zrobi czy nie zrobi, cokolwiek powie albo przemilczy ich prezydent będzie uznane za słuszne. Naród mógł się dowiedzieć, że Putin powraca w chwale, albo też poczuć się wraz z nim obrażony przez wredny Zachód i jeszcze ciaśniej skupić się wokół swego przywódcy.

Demiurg á la minute

Winston Churchill w historycznym przemówieniu w Fulton, w stanie Missouri, 5 marca 1946 roku, mówił nie tylko o żelaznej kurtynie od Szczecina do Triestu, lecz też powiedział o rosyjskim sojuszniku z lat wojny, że niczego on tak nisko nie ceni jak słabości. Odnosiło się to do państwa Stalina, odnosi się i do Putina. Od paru miesięcy  jest on rozgrywającym. Podejmuje decyzje, realizuje je, co prawda z różnym stopniem skuteczności. Krym poszedł gładko, inne obszary Ukrainy – nie bardzo, wybór prezydenta dokonał się wbrew niemu. W dalszym ciągu jednakże do niego należy inicjatywa. Inne podmioty tylko reagują na jego posunięcia, czekają co jeszcze on wymyśli i zrobi.

Słabość i siła to pojęcia względne. Siła Putina bierze się z niezdecydowania Zachodu, z ograniczeń jakie napotykają demokratyczne rządy. Nie mają takiego sprawnego narzędzia jakim jest posłuszne państwo i popierające społeczeństwo. Te ograniczenia to dla Moskwy oznaka słabości, której nie szanują i która Putinowi pozwala czuć się demiurgiem. Do pory, do czasu – jest takie rosyjskie powiedzenie.

Taką jak teraz wojnę – nie wojnę na Ukrainie mogłaby Rosja prowadzić długo. Nie wymaga wielu ludzi i wielu środków. Będzie trwała dopóki będzie się Putinowi opłacać. Ale wcześniej warto się zastanowić nad tym na co on liczy prowadząc ją. Najprawdopodobniej nie zaanektuje ”Noworosji”. Bardzo kosztowne i kłopotliwe jest wyciąganie Krymu z zapaści w jakiej się znalazł po aneksji. Poza tym Zachód mógłby się poczuć się zmuszony do jakichś dalszych sankcji, a tego Rosja już musi unikać. Prawdopodobnie jednak Ukraina nie poradzi sobie do końca z tą rebelio­interwencją. Rosja może wycofać zmasowane siły znad granicy, ale zawsze będzie miała tyle najemników, zielonych ludzików i sprzętu oraz zawsze znajdzie kogo trzeba na Ukrainie, by podtrzymywać jakieś ogniska buntu oraz by tworzyć nowe w zamian za spacyfikowane przez Ukraińców. Kijów co i rusz powtarza, że wygasza ogniska buntu, co może być prawdą, ale w Rosji wciąż trwa mobilizacja doświadczonych ochotników, skłonnych za dobre pieniądze walczyć jako ”separatyści” na Ukrainie.

Operacja nie dobywa się na terenie Rosji, lecz Ukrainy i dla niej z tego powodu, jak z powodu skali obu krajów i ich sprawności militarnej stanowi o wiele większe obciążenie. ”Gruz (ładunek) 200”, trupy zabitych na Ukrainie robią w skali Rosji mniejsze wrażenie niż na Ukrainie jej straty w ludziach. Strona, powiedzmy, putinowska bierze to pod uwagę i morduje wręcz pokazowo, nieraz w bestialski sposób, pojmanych Ukraińców. Gangsterski sposób na zastraszenie. I czeka na zmęczenie społeczeństwa Ukrainy stratami w walce, która nie może się skończyć.

Kijów ma co oferować w Moskwie. Za cenę pokoju i spokoju mógłby się zgodzić na federalizację kraju, lub choćby prowincji, w których tli się rebelia. Mógłby dać im jakąś daleko posuniętą autonomię. Oddania Krymu nie byłby w stanie zaakceptować, lecz może uznałby jakiś jego tymczasowy status. Mógłby też zapewnić jakiś wyjątkowy status językowi rosyjskiemu. Coś co naród Rosji mógłby uznać kolejne zwycięstwo swojego wodza, a co Zachód musiałby przełknąć, cofnąć sankcję, bo skoro sam Ukraińcy…

A czy możliwe, że pierwsza zmęczy się i jednak wycofa Rosja?

Nie można tego wykluczyć, chociaż to mniej prawdopodobne, ze względów wyłuszczonych powyżej. Byłoby tak gdyby Zachód zirytowany uporem Putina nasilił sankcje albo wprowadził nowe. Obama dał Putinowi czas do końca czerwca na wygaszenie buntów na Ukrainie. Jeśli to nie nastąpi, sankcje mają wejść na wyższy poziom. Jakie to będą sankcje ? Amerykańskie, europejskie? I czy w ogóle będą? Pewne by były, gdyby Putin nasilił agresję, a tego on przezornie unika i stosuję technikę zamulającą; raz mówi tak, raz inaczej, wprowadza akcenty pokojowe, podejmuje jakieś rozmowy i tp. Wszystko by ułatwić uniknięcie wzmożenia sankcji, czy skłonić do ewentualnego wycofywania się z nich.

Mister No, replika

Jednoznaczny jest natomiast ”zły policjant”, minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, ulepszona replika Andrieja Gromyki, długoletniego ministra tego resortu w ZSRR. Gromyko zyskał sobie przydomek Mister No i Ławrow też sobie już nań zasłużył. Jest, trzeba przyznać, dość zręczny w postępowaniu. Odwiedzili go w Petersburgu zaproszeni ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec, licząc na wytargowanie na jakiś czas jakiegoś znośnego kompromisu w sprawie Krymu w zamian za przyjęcie Putina w Normandi i za to, że się pofatygowali do izolowanej skądinąd Rosji. Ale Ławrow, który bierze i nie kwituje, wysłuchał gości i powtórzył serię kłamstw o Ukrainie, zapowiadając brak jakichkolwiek ustępstw. A efekt propagandowy w Rosji został wykorzystany; przyjeżdżają, proszą, więc słuszna jest nasza polityka.

Sytuacja wygląda na dość beznadziejną, ale historia znajduje sposoby, by każdą jakoś zakończyć. Są pewne prawidłowości ogólne. Wojnę się łatwo zaczyna, gorzej kończy. Sprawdzili to choćby Niemcy w obu wojnach światowych. Bo przeważnie ten, kto wojnę zaczyna, jest na nią zdecydowany i przygotowany do niej. Osiąga przewagę w pierwszym okresie, nawet z silniejszym przeciwnikiem, który nie liczył się poważnie z takim wydarzeniem, nie był zdecydowany na konflikt. Jeśli jednak tej przewagi operacyjnej agresor szybko nie przypieczętuje jakąś formą akceptacji swojego sukcesu, starcie trwa i kończy się sukcesem silniejszego. Niezależnie od tego kto zaczął.

To że często tak bywa nie znaczy, że tak musi być zawsze. Tradycyjna polityka rosyjska, wliczając w to okres komunistyczny, bywa zaborcza, ale nie awanturnicza. Rosja starała się działać z sojusznikami, jak w przypadku zaborów Polski w wieku XVIII i w roku 1939, ewentualnie napadać na słabszych, jak w swoich wyprawach i wojnach na Syberii w XVII wieku, na Kaukazie i w Azji Środkowej w XIX wieku. Finlandia w roku 1939 i Afganistan w czterdzieści lat później to była ta sama zasada, tylko błędnie skalkulowana – wypadki przy pracy.

Już w naszych czasach, Federacja Rosyjska spacyfikowała Czeczenię w dwóch wojnach i wykorzystując swoją kolosalną przewagę nad Mołdawią i Gruzją zapewniła sobie panowanie nad Naddniestrzem, Abchazją i Południową Osetią. Na tej samej zasadzie odbywa się napaść na Ukrainę, nad którą Rosja też ma przewagą, aczkolwiek nie w takich proporcjach jak nad poprzednimi ofiarami. Ta napaść jednakże to wyzwanie szeroko rozumianemu Zachodowi. Putin na pewno brał to pod uwagę, ale chyba popełnił błąd w kalkulacji.

Było dla wszystkich jasne, że jeśli nie zaatakuje bezpośrednio państw NATO nie będzie militarnej riposty. Reakcja może mieć charakter polityczny i gospodarczy. Na tej płaszczyźnie, w XX wieku, przegrał z Zachodem zimną wojnę wielki Związek Radziecki i nie może jej wygrać też wielka, lecz jednak mniejsza i znacznie słabsza Federacja Rosyjska. Napięcia narodowe w ZSRR były, lecz utajone, na granicach, po opuszczeniu Afganistanu, miał spokój i dysponował jeszcze swoim satelitami. Federacja może tylko tęsknić za taką sytuacją.

Po napaści na Ukrainę Zachód wyzwanie podjął. Mamy podstawy by uważać, że robi to niechętnie, niezdecydowanie, niekonsekwentnie, lecz robi. Prawdopodobnie jednak w większym stopniu niż oczekiwał Putin. A triumfalny marsz na Krymie okazał się nie do powtórzenia na wschodniej i południowej Ukrainie.

Separatystyczna rebelia ma tam ograniczone poparcie, a wybór Poroszenki umocnił międzynarodową pozycję Ukrainy, skłonił do bardziej zdecydowanego działania jej władze i siły zbrojne. Wreszcie bowiem wiadomo tam kto rządzi i będzie rządzić w jakieś przewidywalnej przyszłości. Więc Putin miarkuje agresję odpowiednio do siły i aktywności Ukrainy oraz by nie narazić się na bardziej zdecydowaną reakcję Zachodu.

Europejscy przeciwnicy sankcji – ludzie interesu, agenci wpływu i pożyteczni idioci ­ woleliby aby Rosja nie sprawiała im dodatkowych trudności i ona musi to jakoś uwzględniać. Władimir Władimirowicz być może jest ogarnięty obsesją niewykonalnego odtworzenia ZSRR czy zgoła Imperium Rosyjskiego ale w taktyce operacyjnej jest rzeczowy, elastyczny i precyzyjny, na ile mu sprawność jego aparatu pozwala. Dostosowuje się też do stopnia i rodzaju sankcji przeciwko niemu. Jak dotąd nie podcinają one gałęzi na której państwo rosyjskie siedzi, czyli eksportu ropy i gazu. To jednak z czasem może się zmieniać, niezależnie od tego jakie sankcje UE czy poszczególne kraje wprowadzają lub znoszą. Ropy i gazu jest w świecie bardzo dużo, a odkrywa się coraz to nowe zasoby. Rosyjskie surowce energetyczne jest czym zastąpić. To kwestia czasu i ceny. Dla Europy wschodniej, centralnej ­ z Niemcami – i południowej rosyjskie dostawy są najtańsze i najłatwiej dostępne, dzięki istniejącemu i rozbudowywanemu systemowi rurociągów. I z tą rozbudową pojawiły się teraz problemy. Unia Europejska zrobiła swojemu członkowi – Bułgarii propozycję nie do odrzucenia i ta wstrzymała budowę gazociągu

South Stream na swoim terytorium. To samo zrobiła Serbia, starająca się o wejście do UE. To nie tylko przeszkoda w umacnianiu gazowej hegemonii Rosji, ale bolesny cios. Oba te kraje, słowiańskie i prawosławne, to naturalni sojusznicy Rosji: carskiej, radzieckiej i poradzieckiej. Bułgarię Rosja wyzwoliła z wielowiekowej niewoli tureckiej, z powodu Serbii sto lat temu weszła do wojny światowej i stała twardo po jej stronie w latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku.

Europa, łącznie z Polską, nadal kupuje od Rosji ropę i gaz, ale zdaje sobie sprawę, że w tak newralgicznej dziedzinie nie może zależeć od państwa, dla którego eksport surowców energetycznych jest narzędziem w polityce. W polityce agresywnej, nieprzewidywalnej. I ciągu kilku lat będzie mogła praktycznie obejść się bez Rosji. Jeśli powstanie transatlantycki wspólny rynek pojawi się w Europie amerykański gaz w dużych ilościach i ceny tego surowca obniżą się w sposób katastrofalny dla Rosji. Umowa gazowa z Chinami, którą Putin sprzedaje jako swój sukces, jest sukcesem umiarkowanym. Dla Chin to okazja, a nie wsparcie Rosji i jedynym prezentem dla niej jest zgoda na przemilczenie ceny. Zapewne niższej od tej którą się płaci w Europie. A do tego częściowa zmiana kierunku tego eksportu osłabi narzędzie nacisku na kraje europejskie.

Do Putina pasuja dwa powiedzenia Napoleona. Pierwsze, że przewagę należy mieć w decydującym miejscu i decydującym czasie. I jak widzimy, Putin wykorzystał te okoliczności. Zawsze uderza na słabszych – miejsce – i zanim Zachód zbierze się aby skutecznie zareagować ­ czas. Lecz Napoleon stwierdził też, że jego przeciwnicy mogą ponosić klęski, a ciągle pozostają cesarzami i królami z bożej łaski. On zaś jest cesarzem tak długo dopóki zwycięża. Jeśli łaskę bożą zastąpimy wyborem suwerennych narodów, to będziemy mieć sytuację początków XXI wieku.

Jak długo dzban wodę nosi

W systemach totalitarnym i autorytarnym, mogą istnieć fasadowe ciała przedstawicielskie i wyposażać dyktatora czy autokratę w potrzebne mu pełnomocnictwa. W niektórych przypadkach mogą – chociaż nie muszą – odbywać się wybory. Reichstag funkcjonował do 1939 roku, a wcześniej uchwalił tzw. Prawa Norymberskie i to, że wola fuehrera jest prawem w III Rzeszy.

Taki sposób rządzenia wymyślono o wiele wcześniej. W Cesarstwie Rzymskim pozostawał relikt republiki, senat, ale jak już koniecznie trzeba było zmienić cezara, to pozostawało jedynie zgładzenie go. W carskiej Rosji władca z bożej łaski był nieusuwalny. Więc w roku 1762 oficerowie gwardii zamordowali cesarza Piotra III. Byli podpuszczeni przez cesarzową Katarzynę, która zajęła tron z numerem II. W roku 1801 Paweł I został zamordowany przez kamarylę dworską, za wiedzą syna Aleksandra, tego z numerem I. Obaj władcy ewidentnie szkodzili państwu, lecz bezpośrednim impulsem do ich usunięcia było zagrożenie interesów, lub wręcz bezpieczeństwa, wysoko postawionych spiskowców.

Na podobnej zasadzie funkcjonował system komunistyczny. Z tym, że Chruszczowa i Gomułki już nie trzeba było mordować.

Gospodarka rosyjska już czuje skutki polityki prezydenta. Kapitały zagraniczne uciekają, rubel leci, wielu rzeczy brakuje i to przy bardzo ograniczonych sankcjach. Na cierpliwość i wytrzymałość, a także na posłuszeństwo Rosjanina można zapewne liczyć, lecz nie wiadomo do jakiego stopnia i na jak długo. W tej konkurencji biją oni narody Europy, ale wiadomo, że to już nie jest dawny homo sovieticus, który wytrzymał stalinowskie pięciolatki, stalinowski terror, straszliwą wojnę i jej wieloletnie skutki, sławiąc wielkiego wodza, ojca i nauczyciela. Władza liczy na swój naród, ale czy może liczyć na siebie?

Słabszym niż ogół poddanych może się okazać aparat władzy wraz z otoczeniem, na które składają się oligarchowie, na którym to aparacie opierają swoją pomyślność ludzie, często szemranych, interesów oraz wysoko postawieni przedstawiciele wyższej klasy średniej. Ci nowi ruscy pierwsi ochłoną z patriotycznego wzmożenia i zadadzą sobie pytani; na cholerę nam Krym, na który władza w tym sezonie zagania kogo może, by jakoś zrekompensować ubytek Ukraińców, stanowiących dotąd trzy czwarte przybyszów. Rosjanie też jeździli tam kiedy chcieli, ale nowi ruscy nie chcieli, bo jeździli na Lazurowe Wybrzeże, na Florydę, Karaiby, Bali, Seszele i Maledywy. Zimą St. Moritz i Courchevel, gdzie w dwóch obliczonych na Rosjan hotelach najtańszy nocleg nie schodził poniżej tysiąca euro – poza sezonem. Business class w samolotach, luksusowe apartamenty w luksusowych hotelach. Dzieci w szkołach i uczelniach Szwajcarii, Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych. Zakupy na Oxford Street, na Polach Elizejskich, Piątej Alei, w Mediolanie. To wszystko dla Rosjanina nuworysza robi się już droższe, podobnie jak towary importowane, czyli prawie wszystkie. Taka krasiwaja żizń już jest trudniej dostępna, a może być zagrożona. Im kto wyżej tym bardziej podatny. Wierchuszka, już objęta zakazami, już jest odcięta od swoich domów w Londynie, apartamentów w Miami Beach, willi na Lazurowym Wybrzeżu, wspaniałych jachtów na ciepłych morzach. Oczywiście, wyżyć bez tego można, ale co to za życie i w jakim celu te utrudnienia?

Poparli oni Putina za to, że zapewniał im to dobre życie. I Putin obsesjonista i realista zarazem chyba się już zastanawia co dalej.

W każdym razie powinien.

Ernest Skalski

 

Print Friendly, PDF & Email

22 komentarze

  1. bisnetus 2014-06-13
    • Aleksy 2014-06-14
      • andrzej Pokonos 2014-06-15
        • Aleksy 2014-06-15
  2. Wrubel 2014-06-13
    • Aleksy 2014-06-15
  3. MaSZ 2014-06-13
    • Magog 2014-06-14
  4. Jerzy Łukaszewski 2014-06-13
  5. ping 2014-06-13
    • bisnetus 2014-06-14
  6. E.P 2014-06-14
  7. W.Bujak 2014-06-14
    • ping 2014-06-14
  8. MaSZ 2014-06-14
  9. ping 2014-06-15
  10. Marian. 2014-06-15
    • Aleksy 2014-06-15
      • Marian. 2014-06-18
  11. bisnetus 2014-06-15
    • Marian. 2014-06-18
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com