Cezary Bryka: Ambiwalencja

arystokrata2014-06-20.

Ten portret nie w pełni ilustruje temat. Nie uprawiam bazgrania po cudzych dziełach sztuki – jednak dopiero gdybym dorysował mu rogi, mógłbym napisać: „Tak krytyk teatralny »Gazety Stołecznej« widzi arystokratę”.

Chodzi o warszawską Starą Królikarnię: otoczony rozległym parkiem pałacyk, odebrany dekretem Bieruta właścicielom, stał się jednym z centrów rekreacji i życia kulturalnego stolicy. Obecnie jest kolejnym przedmiotem sporu między miastem a spadkobiercami właścicieli, którym Ministerstwo Infrastruktury potwierdziło fakt bezprawnego odebrania majątku.

Żadne sprawy, związane z reprywatyzacją nie są proste. Czasem dotyczą prawdziwych dramatów, jak w przypadku wysiedlanych lokatorów odbieranych dekretem Bieruta kamienic. Czasem uderzają w obrosłe już tradycją instytucje kulturalne, a więc w interes państwa. Z drugiej strony pochodzące z rabunku łupy powinny być oddawane właścicielom. Nie ma lekko!

stara_krolikarniaPisząc to, zaznaczam: nikt nigdy nie zrabował mojej rodzinie nie tylko pałacu czy kamienicy, ale nawet kurnika. W obronie „spadkobierców dawnych rodzin arystokratycznych” czyli „Familii” (mam wrażenie że ten ostatni termin ma być odniesieniem do „Rodziny” czyli mafii) walczę tylko o szacunek dla obrabowanych, nie o ich majątki.

Zapewne nie ma dobrej metody na zwrot zrabowanego mienia: choć wymyślano różne sposoby reprywatyzacji zabytków, zawsze ktoś jest poszkodowany, poprzedni właściciele lub miasto. W sprawie Królikarni – warszawscy radni PO, postulując rezygnację ze skomplikowanych prób ustalenia wartości zabytku po odjęciu kosztów odbudowy jej po zniszczeniach wojennych, domagają się, by ratusz proponował działki zamienne (wg „Gazety Stołecznej” „podobny proces urzędnicy dopuścili kilka tygodni temu w przypadku gruntów zwracanych dawnym właścicielom na terenach oświatowych”}.

To jednak nie jest rozwiązanie godne temperamentu p. Romana Pawłowskiego, krytyka teatralnego, który od czasu do czasu wygląda sponad rampy i wtedy zaczyna się kłopot.

Królikarnia została odbudowana w latach 60. XX w. ze Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy, na który płacili podatek wszyscy obywatele. Zanim więc panowie hrabiowie i panie hrabianki odzyskają swoje rodowe gniazda, niech może najpierw spłacą naród, który złożył się na ich odbudowę – nawołuje bezkompromisowy krytyk, nie precyzując czy odzyskane pieniądze zostaną rozdzielone między tych, którzy je wpłacali.

Artykuł, mający obronić Królikarnię przed hrabiowskimi zakusami, krytyk zatytułował: „Hrabiowie upominają się o pałace. Najpierw niech spłacą naród” i rozpoczął wytłuszczonym nagłówkiem: „Zapowiedź eksmisji Muzeum Rzeźby z pałacyku w Królikarni, do którego zgłaszają roszczenia spadkobiercy rodziny Krasińskich, zagotowała mi krew w żyłach. Arystokratyczne rody coraz śmielej wyciągają ręce po znacjonalizowane po wojnie stołeczne pałace i rezydencje”.

Święte oburzenie krytyka ma głębokie uzasadnienie społeczne: Wszystkie przypadki łączy jedno: przedkładanie interesu prywatnego ponad publiczny. Spadkobiercy dawnych rodzin arystokratycznych bez żadnego wstydu wyciągają ręce po instytucje o wielkim znaczeniu dla polskiej kultury, służące całemu społeczeństwu. Ich roszczenia są zgodne z prawem, ale sprzeczne z poczuciem sprawiedliwości społecznej”.

Moim zdaniem sprawiedliwość, jak demokracja, jest bezprzymiotnikowa, a decyduje o niej sąd, spadkobiercy zaś bez żadnego wstydu zwracają się o sprawiedliwość właśnie do sądu. Jest to działanie istotnie godne pogardy jaską arystokratom okazuje red. Pawłowski.

Kiedy czytałem jego tekst, miałem wrażenie ze słyszę poszum znajomych słów. Skupiłem się. Tak. To było to:

Kanalia lud zwycięża,
kanalia krwią się karmi:
generałowie, księża,
bankierzy i żandarmi!

Zamiast „generałów” wstawić „arystokratów” i będzie jak znalazł!

Moje pokolenie uczyło się „Komuny Paryskiej” na pamięć, a w mojej podstawówce recytowaliśmy ją na akademiach ku czci. Do mnie należał kawałek zaczynający się od „Na cmentarzu Père Lachaise kwitną kasztany”, a kiedy jako mężczyzna ośmioletni z oburzeniem godnym komunarda Pawłowskiego wołałem: „Generale Galliffet, krew masz na bucie! Generale Galliffet, cuchniesz mordem!” – wszystkie mamy płakały, a moja najbardziej, ale ona płakała ze śmiechu.

Widzę to tak: krytyk teatralny z racji wybranej specjalności może nie mieć zbyt wielu czytelników, więc ma nadzieję że jak głośniej wrzaśnie – to i czytelników przybędzie. Cóż, jeden właśnie ubył.

Jednak nie tylko krytycy teatralni wypowiadają nieskrępowane logiką argumenty przeciwko reprywatyzacji. Oto rozterka – excusez le mot – myślowa rzecznika warszawskiego SLD:

I co? Za jakiś czas mam powiedzieć synowi: nie pójdziemy do Królikarni, bo tam wrócili państwo i zamknęli bramy?”

Jeśli przyjąć, że procesy reprywatyzacyjne trwają latami, syn rzecznika będzie w odpowiednim wieku żeby bez zawracania ojcu głowy zrozumieć zawiłości skutków dekretu Bieruta. Żeby po zakończeniu procesu syn rzecznika mógł zadać odpowiednie pytania, dziś musiałby być dzieckiem nienarodzonym. I tu powstaje wątpliwość: a co będzie, jeśli urodzi się córka?

Cezary Bryka

Print Friendly, PDF & Email

12 komentarzy

  1. wejszyc 2014-06-21
    • Marian. 2014-06-21
      • wejszyc 2014-06-21
        • Marian. 2014-06-21
  2. Jerzy Łukaszewski 2014-06-21
    • Cezary Bryka 2014-06-21
  3. Jerzy Łukaszewski 2014-06-21
  4. Jerzy Łukaszewski 2014-06-21
  5. PIRS 2014-06-21
  6. A.K-B 2014-06-24
  7. Jerzy Łukaszewski 2014-06-27
  8. Mr E 2014-06-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com