Jerzy Łukaszewski: Koryto ergo sum

dem52014-07-05. 

To, że naszemu systemowi wyborczemu daleko do doskonałości, to banał. Klincz panujący na scenie politycznej od blisko 10 lat nie pozwala poważnie myśleć o jego naprawie. Każda, najmniejsza nawet próba poprawienia Konstytucji, jak łatwo przewidzieć, stanie się natychmiast placem targowym, w którym dosłownie wszystkie siły polityczne zaczną podbijać jej cenę tak, że w efekcie stanie się nieopłacalna.

Tymczasem zabetonowanie sceny politycznej powoduje, że z czasem nawet drobne błędy czy niedogodności, zaczynają nabierać cech patologii.

Zbywane kiedyś uśmiechem bądź złośliwostkami zmiany barw partyjnych stały się już u nas normą. Nawet rekordziście Czarneckiemu przestano już wypominać „przepływy”, tym bardziej, że po wyczerpaniu się możliwości, trzyma się wyjątkowo długo swej ostatniej nadziei na polityczny byt.

Nie używa się już wielkich słów przy opisywaniu takich zachowań, nie zarzuca się zdrady czy nielojalności, słownik polityczny uznał je za martwe, nie określające żadnego ze zrozumiałych pojęć.

O wyborcy w tym kontekście tez już nikt nie wspomina, ponieważ najwyraźniej nie ma on już dla nikogo znaczenia.

Tymczasem w ramach zjawiska zachodzą zmiany, nie tyle na lepsze, co konsekwentnie w kierunku patologii jeszcze większej i jeszcze bardziej bezczelnie prezentowanej światu.

Wydawałoby się, że niewiele może się zmienić po tym, jak sztab wyborczy jednej z partii natychmiast po wyborach został z tej partii niemal w komplecie wyrzucony, a zaraz potem uwił sobie gniazdka w innych ugrupowaniach.

Kto wykona większą woltę, niż Leszek Miller, najpierw wódz, potem wyrzucony, startujący w barwach innej partii, a potem … ponownie wódz partii, która go wyrzuciła?

Świat może się wiele od nas nauczyć, jeśli chodzi o takie sztuczki.

A to nie jest jeszcze ostatnie słowo, które nasi wybrańcy powiedzieli na ten temat.

Do Europarlamentu dostał się poseł PO, Dariusz Rosati, w związku z czym zaistniała konieczność uzupełnienia składu sejmu polskiego. Zgodnie z ordynacją krzesło po panu Rosatim wziął p. Andrzej Smirnow, który w czasie wyborów zajął drugie miejsce na PO-wskiej liście.

Pan Smirnow do parlamentu dotarł, przysięgę złożył, po czym… opuścił szeregi partii, z której (jak oświadczył) polityka się nie zgadza.

O tym, że polityka PO mu nie odpowiada, pan Smirnow dowiedział się prawdopodobnie już po złożeniu ślubowania, tak z czwartku na piątek, tuż przed północą. Wcześniej o tym nie wiedział, bo wówczas, jako człowiek z gruntu uczciwy, z pewnością odmówiłby wejścia w skład parlamentu i złożenia poselskiej przysięgi.

Bo tego, że pan Smirnow jest zwyczajnie człowiekiem nieuczciwym, nie chcę nawet domniemywać. No skąd!

I to jest ta „nowa jakość” w polskiej polityce. Dorwać się do koryta i w nogi! Zobowiązania wobec wyborców, którzy głosowali na tę, a nie inną listę? Żarty! Wobec partii, która człowieka na te listę wstawiła? Żarty!

Jak nazwać takie zjawisko i takich ludzi?

Ludzi, bo pan Smirnow nie jest jedynym torującym drogę nowym trendom w polskiej polityce.

Lidia Geringer de Oedenberg tuż po zdobyciu mandatu do Europarlamentu postanowiła rozstać się z partią zadając pokracznie wyhamletyzowane pytanie:

„Rozwód nigdy nie jest łatwy, ale ileż można znosić nielojalność, kłamstwa i intrygi!”

No ileż?! Ileż?!

A przecież odpowiedź jest prosta: tyleż, by dotrwać do wyborów, które zapewnią mi koryto, czego pani europosłanka jest dowodnym przykładem.

To, by z nielojalną i kłamliwą partią rozstać się PRZED wyborami, jakoś pani europosłance w głowie nie postało.

Niezwykła wrażliwość spadła na nią nagle, po ogłoszeniu wyników na podobnej zasadzie jak na posła Smirnowa informacje o polityce partii, z którą się nie zgadza.

Żenujący spektakl, jaki oboje zafundowali nam wyborcom nie przyprawia ich o wahania, refleksje, ani o zwyczajny ludzki wstyd.

Wstyd jest dla maluczkich.

Najpilniejszą sprawą, mimo wieli ważnych jakie się dzieją, jest w takim razie wymyślenie sposobu na dokonanie zmian w ordynacji wyborczej, albo przez wprowadzenie okręgów jednomandatowych (który to pomysł był już procedowany, sprzeciwił się mu PiS), albo przez uzupełnienie ordynacji o zapis lojalnościowy przewidujący, że poseł opuszczający partię, traci automatycznie mandat, ponieważ póki co, wyborca głosuje na listę partyjną, a nie na konkretnego kandydata, wbrew pozorom.

Jakie są na to szanse? Żadne. Dziś żadne. A jutro?

Już to ostatnio pisałem, ale to prawda – od czegoś trzeba zacząć.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

24 komentarze

  1. beel 2014-07-06
    • Andy 2014-07-06
      • beel 2014-07-06
  2. SAWA 2014-07-06
  3. wejszyc 2014-07-06
    • Aleksy 2014-07-06
  4. Jerzy Łukaszewski 2014-07-06
    • SAWA 2014-07-06
      • Qstan 2014-08-26
  5. Magog 2014-07-06
  6. Jaruta 2014-07-06
  7. Jaruta 2014-07-06
  8. Jerzy Łukaszewski 2014-07-06
    • SAWA 2014-07-06
  9. beel 2014-07-06
    • SAWA 2014-07-06
      • wejszyc 2014-07-06
        • BM 2014-07-06
  10. wejszyc 2014-07-06
  11. narciarz2 2014-07-06
  12. Jaruta 2014-07-07
  13. 0toosh 2014-07-08
  14. W.Bujak 2014-07-08
    • wejszyc 2014-07-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com