Marcin Fedoruk: Czy żyjemy w normalnym kraju?

pielgrzymka2014-07-30.

Gdy ktoś mówi, że coś jest „normalne”, co właściwie ma na myśli? Na dobrą sprawę – nie wiadomo.

„Normalne” może oznaczać coś zwyczajnego, czyli powszechnego, występującego często. Epitetu „normalny” można też użyć na oznaczenie czegoś, co jest takie, jakim być powinno. Pierwszy przypadek odnosi się do stanu faktycznego, sugerując obiektywność nadawcy (albo coś jest powszechne, albo nie – teoretycznie da się to zmierzyć). W drugim przypadku ma się do czynienia z wartościowaniem – ocena sytuacji zależy od kryteriów oceny, które mogą być subiektywne. Oba przypadki użycia określenia „normalny” wchodzą ze sobą w związki logiczne.

Może się zdarzyć tak, że coś będzie zarazem powszechne (i w tym sensie „normalne”), jak i niepożądane („nienormalne”). Na przykład, ktoś mógłby powiedzieć, że trudności życia w Polsce to są „normalne problemy rozwijającej się demokracji”. Na co ktoś inny odpowiedziałby, załóżmy, że „ludzie w Polsce nie żyją normalnie”. Tych dwoje hipotetycznych rozmówców mogłoby się pokłócić; aż przyszedłby do nich trzeci, który powiedziałby: „macie rację, obydwoje”.

Pochwała „normalności” jest ryzykowna z wielu powodów. Na przykład, większość ludzi kłamie podczas dziesięciominutowej rozmowy (zob. Statistic Brain: Lying statistics, a także Psychology Today, “How Often Do People Lie in Their Daily Lives?”). W tym aspekcie pochwała „normalności” byłaby równoważna z pochwałą kłamstwa. Inny argument przeciwko temu, co „normalne”: w większości krajów łamie się prawa człowieka (zob. Amnesty International Report 2013: The State of the World’s Human Rights). Czy chcemy, żeby tak właśnie było…?

„Normalność” wiąże się z oportunizmem. Zwolennik „normalności” nie lubi zmian; raczej lęka się stracić, niż ma nadzieję zyskać. Nie jest więc takim optymistą, za jakiego chciałby uchodzić. Gdy deklaruje zadowolenie z aktualnej sytuacji albo gdy tłumaczy ją jako „normalną”, zdaje się mało wiarygodny.

W praktyce powoływanie się na „normalność” może być skuteczne pod warunkiem, że istnieje jeden, wspólny dla wielu ludzi, system wartości. „Normalność”, która wartościuje, wymaga układu odniesienia. A wtedy staje się quasi-argumentem o sile młota. Trudno wymyślić ripostę na zarzut, że coś jest „nienormalne” – to ucina dyskusję. Lepiej byłoby posługiwać się faktami, ale wygodnie mieć w zanadrzu taki młot. Łatwiej ideologizować, aniżeli argumentować.

Dlatego proszę nie pytać mnie o to, czy Polska jest „normalnym” krajem. Czasami wolałbym, żeby nie była.

Marcin Fedoruk

Print Friendly, PDF & Email

21 komentarzy

  1. W.Bujak 30.07.2014
    • BM 30.07.2014
    • wejszyc 30.07.2014
  2. Hazelhard 30.07.2014
  3. W.Bujak 30.07.2014
    • andrzej Pokonos 31.07.2014
      • W.Bujak 01.08.2014
  4. Marcin Fedoruk 30.07.2014
    • Soda 31.07.2014
  5. Jaruta 30.07.2014
    • BM 31.07.2014
      • W.Bujak 01.08.2014
  6. 0toosh 30.07.2014
    • Marcin Fedoruk 30.07.2014
  7. de mowski 31.07.2014
    • Marcin Fedoruk 31.07.2014
  8. de mowski 31.07.2014
    • Marcin Fedoruk 31.07.2014
  9. de mowski 31.07.2014
  10. 0toosh 31.07.2014
    • de mowski 31.07.2014
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com