Marian Marzyński: Wielki tydzień polski

2012-06-11. Poniedziałek. Jestem na dorocznym remoncie ciała w ośrodku olimpijskim w Cetniewie: mieszkam w  „Rybitwie”,   to tu miał, albo nie miał, Kwaśniewski spotykać się z rosyjskim szpiegiem. W telewizji   porażka prezesa:  ma być otwarty ostatni odcinek autostrady.  Raport Grażyny z Bostonu: w koszu z kwiatami wiszącym na naszej werandzie, w którym matka-ptaszek założyła gniazdo i od miesiąca  siedziała na jajkach, powstało zamieszanie, gdy pierwsze niemowlę wyfrunęło w powietrze.

Wtorek. Ja i tuzin puszystych pan w latach pięćdziesiątych, rozmawiamy o tym, co  ważniejsze, dieta czy ćwiczenia? Zdania – jak zwykle – podzielone. Polscy piłkarze stąpając na sztywnych nogach rozluźniają mięsnie, na nogach maja gumki, żeby nogi stawiały właściwy opor. Takie gumki próbuje mi na nogi założyć Monika: nie w moim wieku, puszystym koleżankom nie wypada odmówić. Kibice rosyjscy będą mogli maszerować na stadion: jeden od prezesa powiedział, że to tak jakby w Izraelu pozwolono Niemcom maszerować ze swastykami.

Środa. Okazuje się, ze do rozciągania mięśni piłkarzom zaangażowano najlepsza na świecie firmę amerykańską, która wie  jak się rozciągnąć, żeby się nie przeciągnąć. Mam wrażenie, ze w tę drużynę zainwestowano cały skarb narodowy, jak można pod takim napięciem wygrywać mecze? Włosi i Hiszpanie odwiedzili Auschwitz. W Bostonie, do wylotu z gniazda przygotowuje się następny ptaszek. Grażyna z podnieceniem obserwuje przez okno, jak trudno mu wyrwać się do lotu i jak pomaga mu w tym matka.  Ostatni odcinek A-2 – otwarty.  Ktoś od prezesa: za to inne odcinki spieprzone.

Czwartek. Spacery z koleżankami od odchudzania do latarni Rozewie i z powrotem po plaży, a potem lasem w kierunku Helu:  dwie z nich są po rozwodach z alkoholikami, trzecia prowadzi z mężem sklep z ciuchami. Orkiestra dęta w Gniewie zagrała na powitanie  Hiszpanom, ludowe dziewczyny rozdały im po kawałku chleba z solą; na początku nie wiedzieli, o co chodzi, potem im wytłumaczono, że tak się wita  po polsku. Do Niemców przyjechała na śniadanie kanclerz. Cios w głowę prezesa: do Wrocławia na mecz Rosjan z Czechami mają przylecieć Putin i Miedwiediew.  Samochody we Władysławowie przystrojone na biało-czerwono. Tragedia w gniazdku ptaszków w Bostonie:  najmniejszy z czterech, gdy inne  wyrywały się do lotu, wypadł z gniazda na asfalt chodnika, Grażyna wybiegła, żeby go ratować, ale było za późno, wzięła go w rękę i przyniosła do ogrodu.

Piątek.  Ja tracę dwa kilo, a Polska z godziny na godzinę rośnie jak na drożdżach,   Na środku stadionu, który jest tego wieczoru pępkiem Europy – fortepian Chopina. Na biało-czerwono pomalowani Polacy zamieniają się w dzieci. Na boisko wchodzą Grecy, którym powodzi się źle, jak im się powiedzie przy piłce?  Przed przerwą Polak wspaniale, głową w dół, kieruje piłkę do bramki, po przerwie  polski bramkarz rzuca się na Greka i ginie na polu walki, potem drugi bohatersko broni karnego.  Polacy nie stanowią orkiestry.  Jak w życiu, składają się z solistów. W drugim meczu Rosjanie są dwukrotnie szybsi od  drużyn, które pokazały się dotychczas na ekranie. Putin z Miedwiediewem nie przylecieli, ale byliby politycznymi amatorami, gdyby nie pojawili się na meczu z Polską.  Nie będzie nowego cudu nad Wisłą, ale Polska przeżyje  swój kolejny wielki tydzień i tak będzie do końca miesiąca.

Sobota. Straciłem następny kilogram. Wieczorem postaram się dojść do końca Helu. Z gniazda w Bostonie wyfrunął ostatni ptaszek.  W polskim gnieździe, które my opuściliśmy 43 lata temu,  jest dziś kolorowo i wesoło.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Federpusz 2012-06-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com