Miałem w życiorysie taki okres, kiedy co najmniej raz w roku musiałem pojawiać się w Białymstoku, by oddać głos na któregoś z kandydatów do nagrody przyznawanej przez wydawane tam pismo. Ponieważ uważałem, że odległość między moim miastem, a Białymstokiem jest zbyt duża, aby pokonywać ją tylko w jednym celu, starałem się mieć zawsze jakiś dodatkowy.
W ten sposób trafiłem do Kruszynian, jednej z wsi zamieszkanych przez polskich Tatarów, znanej z XVIII wiecznego drewnianego meczetu, o którym ostatnio było głośno z powodu jego zbezczeszczenia przez pseudo patriotów, których zamulone nienawiścią mózgi nie pojmowały, że niszczą pamiątkę po jednym z najświetniejszych okresów historii tak ukochanej przez nich ponoć Ojczyzny.
To co uderzało od samego początku, to niezwykła życzliwość mieszkańców wsi wobec przyjezdnych. Przyjechałem niezapowiedziany, obcy, wiedziony prywatną ciekawością, nie miałem tam żadnej misji do spełnienia, a jednak w mniej, niż pół godziny odnaleziono człowieka opiekującego się meczetem, a ten bez żadnych wyjaśnień zgodził się mnie do niego wpuścić i opowiedzieć historię swoich przodków. Dowiedziałem się, dlaczego polscy Tatarzy noszą polskie nazwiska, a tatarskie imiona i wiele, wiele innych ciekawostek. Jedną z nich było dość szczególne wyjaśnienie roli tzw. babińca, czyli pomieszczenia zajmowanego przez kobiety w czasie nabożeństw. Usytuowany z tyłu meczetu, skonstruowany był tak, że kobiety mogły jedynie przez szybkę obserwować to co się dzieje na pokrytych dywanem schodkach z zawieszonym nad nimi kilimem zdobionym haftem będącym cytatem z Koranu.
Pan Popławski, mój życzliwy przewodnik, nie bawił się w wyjaśnianie giaurowi zawiłości islamu i wynikającego zeń statusu społecznego kobiet, lecz załatwił rzecz żartem tłumacząc, iż gdyby wpuścić kobiety do pomieszczenia z przodu, to w czasie wybijania tradycyjnych pokłonów klęczący za kobietami mężczyźni niekoniecznie kierowaliby swe myśli ku Allahowi. Z całym przekonaniem przyznałem mu rację.
Aczkolwiek dziś ten żart z pewnością zostałby uznany za seksistowski, zapamiętałem go, bo on najlepiej charakteryzuje stosunek polskich sunnitów do swoich tradycji, zwyczajów i źródeł kulturowych. Nie zbłądzę, gdy powiem, że są w tym wszystkim zakochani, znajomości własnej historii mógłby im pozazdrościć każdy nasz bucowaty „patriota”, odnoszą się do swoich korzeni z ogromnym szacunkiem, a jednocześnie – jak to było w opisanym przypadku – potrafią zdobyć się na żart, nie widząc w nim niczego „obrażającego uczucia religijne” kogokolwiek od współwyznawców począwszy.
Jak to możliwe? Po latach doszedłem do wniosku, że jest to możliwe tylko w przypadku, gdy przeciętny wyznawca jakiejkolwiek religii jest na tyle dobrze zorientowany w jej zasadach, na tyle dobrze rozumie jej reguły, że wie jak daleko może się posunąć bez narażania się na zarzut obrazy uczuć czy czegokolwiek innego. Pośród rządzących jego życiem religijnym reguł czuje się swobodnie i wie gdzie leży granica, poza którą się nie posunie. To wszystko sprawia, że jest przyjaźniejszy światu i bliźnim i tak też przez nich odbierany.
Przypomniałem sobie tamtą wizytę nie tylko ze względu na barbarzyński wyczyn naszych patriotów, ale także na ciekawy filmik, który ostatnio stał się przebojem Internetu.
Młoda panienka poucza koleżanki, jak powinna się ubierać młoda katoliczka. Początkowo myślałem, że to jakiś żart.
Okazało się jednak, że nie. Panienka mówi całkiem serio. Koncert bełkotu, jaki mamy okazję obejrzeć i wysłuchać, wart jest tych 5 minut, które trwa. Taka szansa może się nie powtórzyć!
Pomijając „dekoldy dwa palcy poniżej obojczyka” szokujące jest powoływanie się w tym idiotycznym przedstawieniu z całą powagą na autorytet świętych i uczonych Kościoła.
Na dobrą sprawę zagrzmieć powinien nasz prawowierny episkopat, gdyż takie nadużywanie imion świętych zakrawa na profanację biorąc rzecz od strony czysto religijnej.
Obawiam się jednak, że jeśli doczekam się jakiejś reakcji, to będzie ona raczej obroną „skromnego dziewczęcia” przed agresywnymi atakami osobników do mnie podobnych, którzy uważają, że jeśli widok majtek obraża pana Boga, to najprostszym wyjściem jest po prostu je zdjąć, zamiast kombinować z długością spódniczki itd. Podobnie z „dekoldami” obrażającymi pana Boga. Na jego miejscu w niektórych przypadkach też czułbym się obrażony, że zasłania się moje, jakże doskonałe dzieło, przy pomocy partactwa jakiegoś krawca.
Zestawienie tych dwóch przypadków jest o tyle ciekawe, że zarówno w jednym i drugim mamy do czynienia z osobami jak najbardziej religijnymi. Okazuje się, że osoba głęboko wierząca niekoniecznie zachowuje się w taki sam sposób, a poszukiwanie mechanizmu rządzącego pojawianiem się tych różnic może wiele powiedzieć o ludziach w ogóle.
Stan świadomości religijnej przeciętnego polskiego katolika mamy okazję czasem obserwować przy okazji różnych głośnych sporów „na tle” czy też tej szczególnej polityczno religijnej mieszanki, przy pomocy której usiłuje się wymusić na władzach państwowych kolejne ustępstwa.
Zwykle przy takich okazjach pada zarzut usiłowania zmienienia Polski w państwo wyznaniowe. Szczerze mówiąc, mam co do tego nieco wątpliwości.
Jeśli ludzie deklarujący przynależność do jakiejś religii chcą wymusić ustępstwa na jej rzecz łamiąc jednocześnie większość przykazań będących jej rdzeniem, to o jakim „wyznaniu” mówimy?
Czy jeżeli wiedza przeciętnego katolika na temat zasad jego własnej wiary jest żenująco niska, co bez trudu można stwierdzić, powinniśmy traktować jego aktywność na polu społeczno politycznym jako dążność do stworzenia państwa wyznaniowego? Czy może jest to po prostu sposób na omijanie demokratycznych reguł przez motłoch nie potrafiący się wśród nich poruszać i do nich dostosować? Byłby to ciekawy przypadek fundamentalizmu bez fundamentów.
Ostatnio „Newsweek” zamieścił arcyciekawy artykuł na temat dość specyficznych przypadków religijności na polskiej wsi.
Komuś komu nie przyszło żyć wśród społeczności liczącej 400 – 500 osób, widujących się co najmniej raz dziennie, powiązanych siecią współzależności od pokoleń, może się wydawać, że rozwiązania takich konfliktów są proste. Nie są.
Z własnego doświadczenia znam przypadek, gdy pani sołtys chciała przesunąć kapliczkę stojącą przy drodze, ponieważ droga miała zostać dwukrotnie poszerzona na wniosek samych mieszkańców. Wywołało to tak burzliwe protesty, że planów zaniechano, a na panią sołtys lecą do dziś gromy, że droga koło sklepu jest za wąska. Na dodatek wiem skądinąd , że kobieta ma szanse na kolejną kadencję, bo… po co coś zmieniać? Monty Python? Rzeczywistość.
Ani w znanym mi przypadku, ani w tych opisywanych przez „Newsweek” nikt nie zamierzał niszczyć „świętości”. I każdy spotkał się z protestem. Wbrew prawu, wbrew elementarnej logice, wbrew poczuciu sprawiedliwości, na którą tradycyjnie polska wieś jest wyczulona gdy chodzi o własność „grontu”.
Dlaczego tak się dzieje? Czy na pewno religia jest w tych przypadkach wyjaśnieniem wszystkiego? Obawiam się, że nie. Założę się o każde pieniądze, że przeciętny polski katolik jeśli chodzi o znajomość zasad własnej religii przegra w cuglach z polskim Tatarem.
A jednak tamten potrafi się pośmiać, zażartować, nasz zaś „katolik” jest śmiertelnie poważny, wręcz odpychająco ponury, gdy wkroczyć w jego towarzystwie na poletko pana Boga. Dlaczego?
Czasem tłumaczy się to naszą „szczególną” historią, która obronę tego, co kościelne – powiązała z obroną tego, co polskie. Oczywiście można próbować temu przeczyć, przypominając miłośnikom narodowych powstań, że wszystkie one doczekały się potępienia ze strony Watykanu w oficjalnych dokumentach papieskich, można pokazywać przykłady z imienia i nazwiska duchownych donoszących władzom pruskim na Polaków śpiewających w okolicy kościoła (w kościele zabraniano) … „Boże coś Polskę”. Można, ale czy to coś da? Jeśli dziś hierarchia ochoczo posługuje się bismarckowskim hasłem „Polak – katolik”, to na jaką sensowną rozmowę można liczyć?
Czy teza, że im słabsza znajomość zasad, im mniejsza na ich temat wiedza, tym bardziej uporczywa ich obrona, jest do przyjęcia? Nie wiem, trzeba by przeprowadzić stosowne badania na ten temat, ale przyznaję, że taka odpowiedź jest kusząca.
Jest rzeczą z punktu widzenia psychologii normalną, że człowiek w życiu na ogół szuka jakichś zasad, reguł, jakiegoś porządku, który z jednej strony objaśnia mu świat na poziomie możliwym przez niego do ogarnięcia, a z drugiej pozwala wierzyć, ze światem w ogóle rządzą jakieś zasady, co na umysł większości ludzi działa kojąco.
Może stąd się bierze ten prymitywny, zwierzęcy wręcz lęk przed utratą tych złudzeń? I równie prymitywna, zwierzęca ich obrona.
Oczywiście, inaczej wygląda to na poziomie państwa, inaczej na poziomie wsi, choć czasem można mieć kłopoty z zauważeniem różnicy.
Czy jest to tylko nasza, polska specyfika, czy też może zasada obowiązująca powszechnie?
Świat pędzi naprzód ku świetlanej nowoczesności, która jest nadzieją tak wielu.
A jednocześnie problem, który opisałem pojawia się coraz częściej i z coraz to większą ostrością. I będzie się pojawiał, na to powinniśmy być przygotowani.
Jerzy Łukaszewski
Zawsze mnie zastanawia brak jakiejkolwiek logiki w postępowaniu boskim. Czy nie było prościej stworzyć (z żebra Adama) kobietę bez biustu i pupy? Wtedy nie byłoby problemu…
bez biustu i pupy? …ale z dużą macicą, na co najmniej czworaczki…
a przy okazji pytanie do znawców biblii i wszelkich kościelnych mądrości.
W/g różnych badań, natura dokonuje od 30% do 50% „aborcji” poprzez poronienia o których kobieta czasem nawet nie wie.
Oczywiście ja opiszę „natura”, ale wierzący nie znają pojęcia natura tylko Bóg. Zatem pytanie: Dlaczego Bóg „powoduje” poronienia?
To pytanie zadawałem na licznych katolickich forach, ale nikt nie odpowiedział w jakiś sensowny sposób.
Tutaj, na forum, niektórzy mienią się „inteligentnymi”
więc odpowiedzi udzielą….
@Hazelhard. Nie wmawiaj nam ze masz wzwód na widok rozebranego manekina z „biustem i pupą”, to raczej wpływ wydekoltowanych studentek w mini, które skromnym ubiorem wspomagają ruchy Browna, zwiększając stężenie feromonów w powietrzu do „nieprzyzwoitego poziomu”.
@ Hazelhard
Bylem kiedys zaproszony na uroczystosci Bar micwy przez przyjaciela. Bedac pierwszy raz w synagodze, staralem sie nie zwracac niczyjej uwagi. W trakcie obrzedu wierni zaczeli czytac z ksiazki. Moj sasiad podal mi jedna, zachecajac do czytania. Wyszeptalem, ze ja przeciez nic nie rozumiem co tam jest napisane. Odpowiedzial, te ksiazke napisal Bog, myslisz ze ja ja rozumiem. Podniosl mnie na duchu.
nasz zaś „katolik” jest śmiertelnie poważny,
Wyznaniowe państwo w środku Europy wyposażyło katolika w oręż prawny:
.
Art. 196. Obraza uczuć religijnych
Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
.
Ale czy dziwić się gdy weźmie się pod uwagę,że jeden z
p osłów Platformy twierdzi,że był świadkiem zmartwychwstania,a urzędujący premier twierdzi że widział cuda które jakoby zdziałał JPII.?
Czy dziwić się gdy prezydent Polski całuje w złoty pierścień innego chłopa??
To tylko dwa zdziwienia, a jest ich dużo więcej. XXI wiek,środek Europy a tu taki ciemnogród…..
Nie wiem dlaczego ale link się nie dołączył do poprzedniego posta.
.
Relikwia, że aż wstyd. Czyli gdzie się podział święty napletek?
.
http://historia.focus.pl/archeologia/relikwia-ze-az-wstyd-czyli-gdzie-sie-podzial-swiety-napletek-1415
Może ktoś kto rozwiąże ten problem też zostanie świętym???
W każdym razie, im człowiek więcej czyta na temat religii, to mu bardziej wesoło. Napletek występuje też w Starym Iestamencie. Namawiam do poczytania, bo się można nieźle uśmiać…
Jako mało zorientowany w Bibliach, jestem zaskoczony ilością słów o napletku… Czyżby pisał ją ktoś bardzo „zorientowany” na tą część męskiego ciała, czy ta cała religia opiera się na napletku?
Dzięki za info hazelhard…
Czytam i rzeczywiście mam ubaw.
Skoro napletek jest taki ważny to jakie ważne dla religii muszą być inne części ciała, choćby taki….Oj nie, nie..
Nie wymienię o co mi chodziło.
😉
@Hazelchard.Gdyby Ci teraz wycięto napletek, bez psychotropów, jęczałbyś z bólu jak Filistyni.
Należy dodać,ze wielu z nich doznawało zakażeń i po prostu umierało w bólach, podobnie jak kastraci na potrzeby kościelnych chórów, wśród których znaczna część umierała w bólach po zakażeniu. A z jakim okrucieństwem dokonywano tego, można poczytać choćby w necie.
Do cewki moczowej wkładano patyczek, żeby nie zarosła. Po tym zabiegu, pełnym okrucieństwa, zakopywano chłopców w piasek do pasa na kilka dni, nie dając im wcale jeść ani pić. Kto przetrzymał, tego odkopywano, po czym zakładano na ranę opatrunek z pakuł zamaczanych w oliwie. Zabliźnienie następowało po dwóch, trzech miesiącach. Śmiertelność była bardzo duża – więcej niż połowa ginęła”.
Jerzy Łukaszewski napisał:
„Świat pędzi naprzód ku świetlanej nowoczesności, która jest nadzieją tak wielu”
*
Pan żartuje, prawda?
Lubię czarny humor, ale bez przesady.
A dlaczego czarny humor?
Czy jmp eip woli średniowiecze,a może wcześniejszy stan wiedzy i techniki?
Co do artykułu dotyczącego obrażania uczuć religijnych, to czy obrażanie podstaw logicznego myślenia nie jest gorsze?
@Hazelhard.Przytłaczająca większość świata doskonale funkcjonuje bez Twoich „podstaw logicznego myślenia”, paradoksalnie, masowe użycie broni jądrowej (powstałej przy użyciu „podstaw logicznego myślenia”) spowoduje że przeżyją tylko karaluchy , nie mające zielonego pojęcia o Twoich „podstawach logicznego myślenia”. Logika to abstrakcja czyli fikcja, funkcjonuje jako wartość umowna, nieistniejąca w przyrodzie, podobnie jak dolar, czy widziałeś drzewa owocujące dolarami?.
Drzewem owocującym dolarami jest Twoja praca Aleksy. Weź się do roboty zamiast pisać dyrdymały!
@ Hazelhard
„obrażania uczuć religijnych, to czy obrażanie podstaw logicznego myślenia nie jest gorsze?”
Jest gorsze. Nie wierze,ze Bog kaze nam byc nielogicznym. Bez Boga z kolei, da sie logicznie uzasadnic kazda zbrodnie. A najczesciej, tak jak sie to tlumaczy na tym forum, ze to wcale nie jest zbrodnia.
Najciekawsze zagadnienie to pozytywna korelacja między brakiem znajomości własnej religii a zacietrzewieniem w obronie jej twierdzeń przed prawdziwymi bądź urojonymi wrogami! Równie silny jest pozytywny związek między stopniem religijności na pokaz a nieprzestrzeganiem zasad i przykazań własnej religii w życiu codziennym.
Intuicja podpowiada mi, że obydwa te zjawiska wyrastają na tle zakłamania i hipokryzji. Przeciętny, w miarę bystry człowiek na milę wyczuje zakłamanie, fałsz i hipokryzję. Może dlatego tyle oosób jes tak fałszywie religijnych – liczą, że inni się nie zorientują, czym obrażają inteligencję własną a jeszcze bardziej inteligencję innych. Według zasady: „miłuj bliźniego swego jak…”.
@sławek. Naiwnie wierzysz że twój obraz , który widzisz w lustrze jest tym co widzą inni ludzie patrząc na Ciebie, jest to wygodne, jednak bardzo niedojrzałe.
@ Aleksy,
Przyjmuję z pokorą, że moja wiara we własny obraz jest naiwna, niezgodna z tym co widzą inni ludzie i chociaż wygodna to jednak bardzo niedojrzała. Jednak jest to moja oryginalna wiara i zdecydowanie nie polega na przyczynkarskim i niegrzecznym komentowaniu poglądów innych ludzi w przeświadczeniu, że posiada się wiedzę lepszą, głębszą nie naiwną i dojrzałą. Tym bardziej, że nie podaje się żadnego rzeczowego argumentu za takim stanem rzeczy. Boże chroń nas od arbitralnych „mędrców”!
@slawek , ale to właśnie stwarza problem, nad którym się zastanawiam. Niektórzy oskarżają religię o taki stan umysłu niektórych przykładów homo sapiens sapiens, a ja się zastanawiam, czy to nie jest po prostu jedna z bardzo ludzkich cech o ogólniejszym zasięgu „nałożona” na religię?
@Jerzy Łukaszewski,
Tak możnaby tłumaczyć i być może tak jest w katolicyźmie. Tutaj powierzchowna, obrzędowa i celebrycka religia wymusza hipokryzję a hipokryzja wzmacnia jałową, bez treści obrzędowość wiary na pokaz. Katolicy wierzą, że ich Bóg jest przekupnym hipokrytą, który odpuści grzechy po zdawkowym żalu za nie i pokucie tylko po to aby móc grzeszyć od nowa, że jest cwaniaczkiem prowadzącym ksiażkę skarg i zażaleń i w razie czego przymknie oko na recydywę grzechu, bo mrugamy okiem do niego, że przecież to wszystko lipa! Jak damy na tacę to będzie OK. ——————–
Jak jednak tłumaczyć tych polskich Tatarów, polskich Ewangelików, polskich Prezbiterianów, Adwentystów, etc.? Tam zupełnie nie ma szowinizmu, zacietrzewienia, celebry, wiary na pokaz. Ci ludzie starają sie żyć w zgodzie z zasadami swojej wiary, nie wierzą w cuda a w sens pracy nad sobą, w sens współżycia w harmonii oraz szacunku wzajemnym, itd. Tam tych „bardzo ludzkich cech o ogólniejszym zasięgu” nie ma? I znowu nie wiem jak jest ale sądzę, że takie powierzchowne religie jak praktykowany w Polsce katolicyzm wzmacniają te cechy wywołując demony zawziętości, fanatyzmu, głupoty, szowinizmu czymś co miało w zamierzeniu dawać odwrotne rezultaty. Chyba to właśnie widzieli Hus, Luter i Kalwin już kilkaset lat temu. Pomylili sie chyba w jednym – że w istocie religia i wiara w swojej masowości jest bardziej powierzchowna i obrzędowa jako odbicie natury większej części populacji. Ale ich zasługi sa wiekopomne – stworzenie mniejszościowych kosciołów chrześcijańskich i tak doprowadzi w końcu do upadku kościoła wiekszościowego.Dzięki czemu nabierze on wreszcie pokory i nawróci się na chrzescijaństwo! I tej wersji się trzymajmy!
czy to nie jest po prostu jedna z bardzo ludzkich cech o ogólniejszym zasięgu „nałożona” na religię?
.
Swiete słowa. Proponuje krotka definicje: religia to jest własny interes ubrany w sutannę. Innymi słowy, kostium, przebranie, fotomontaż.
Polski ciemnogród ani się umywa do wieśniactwa Pigmejów (Bóg Arebati), Irokezów (Bóg Ataentsic) lub Eskimosów (Bóg Alignak).
Ludzie !!!! Te prymitywy nie wiedzą nawet co to jest apostazja !!!!!!!!
I jak oni mogą żyć bez tęczy !!!! Dzicy, czy co?
Na szczęście stowarzyszenie publicystów-humanistów oraz naukowców-postępowców wysyła tam z misją prof. Hartmana i prof. Senyszyn. Będą promować związki partnerskie. Muszą tylko uważać na zatrute strzały, tomahawki i harpuny.
Ale cóż? Postęp wymaga ofiar.
@WB
Czytam „Bez Boga można uzasadnić każdą zbrodnię”.
Jest dokładnie odwrotnie. Bogiem usprawiedliwiamy większość zbrodni. A sam Bóg dobrego przykładu nie dawał! W Biblii mamy jakieś grube tysiące ofiar spowodowane krwiożerczością Twojego Boga.
@A
Czytam „Logika to wartość umowna”.
Spróbuj zrozumieć jak działa samochód, a przekonasz się, że nie masz racji.
Samochód powstał metodą „prób i błędów” czyli empirycznie co jest charakterystyczne dla fizyki i chemii, które przez „dziurkę o klucza” podglądały naturę, natomiast logika nie posługuje się doświadczeniem jako metodą poznawczą. Samochód jako syntetyczny produkt logiki to zły przykład.
@A. Gregosiewicz, a jednak bym polemizował, jeśli chodzi o tzw. ludy prymitywne.
Np. na Polinezji, gdzie bogów jest pod dostatkiem, krajowcy mają ciekawe spojrzenie na homoseksualizm. Ludzi o tych skłonnościach, zwanych tam „mahu” wykorzystuje się najlepiej jak można dla dobra społeczności. Nie ma tam odrzucenia. Bodaj Fiedler jeszcze przed wojną pisał, że mahu świetnie się sprawdzają w roli opiekunek do dzieci i gospodyń domowych.
Poligamia i poliandria, u nas tak potępiane, nie mają korzeni w zwyrodniałych duszach krajowców w różnych regionach świata, ale są wynikiem jak najbardziej prawidłowej kalkulacji zysków, jakie ma z tego zjawiska społeczność w konkretnym miejscu naszego globu.
Może więc czasem warto zostawić religię w spokoju i poszukać prawdziwych źródeł naszych zachowań, ale także naszych osądów. Tam, gdzie to możliwe, oczywiście.
@Jezry Łukaszewski
„w roli opiekunek do dzieci i gospodyń domowych”
Pisałem, że to dzicy ludzie. Za nic mają równouprawnienie orientacji seksualnych. Za nic mają parytet. Nie dopuszczają myśli, że trans-wrażliwi mogą być wojownikami, rybakami, myśliwymi itd. Tfu, co za brak tolerancji.
Całe szczęście, że UE daje dobry przykład i promuje babę z brodą. A TuskVisionNetwork Rafalalę.
Ta ostatnia ma wśród postępowców wyższe notowania niż prof. Chazan. I słusznie. Rafalala jest symbolem postępu. Takiego prawdziwego. Z jajami.
Mogę tedy spać spokojnie.
Martwi mnie tylko, że medialnego postępactwa nie rozumieją krakowscy studenci, którzy – dając świadectwo oszołomstwa – śpiewają: „W górę serca – j….ć TVN” (http://www.youtube.com/watch?v=owj0jLsi19Q)
Co się musiało stać, by manifestanci – po raz pierwszy w historii – pluli na wymienioną z nazwy szczekaczkę?
Pewnie cała PO-chanke prawda przez całą KU-źniar dobę.
Pewnie cała PO-chanke prawda przez całą KU-źniar dobę. Czy mamy się spodziewać,że po dojściu do wałdzy pisu, czyli pańskich idoli,zostanie opublikowana lista zakazanych stacji i innych mediów?
Sprawa, rzecz jasna, by wymagała poważnych badań socjologicznych, ale sądzę, że hipoteza pana Redaktora jest bardzo prawdopodobna. Jeśli czyjaś wiara opiera się na celebrowaniu rytuałów, za którymi nic się nie kryje, jeśli jakaś figurka, kapliczka, obrazek czy przydrożny krzyż stały się dla kogoś synonimami wiary, substytutem wartości, to każdy „atak” na te dekoracje, ten blichtr, ten szamanizm, staje się śmiertelną obrazą i powodem do najświętszej wojny. Oprócz tych fetyszy, ci ludzie nic już nie mają. Uderzenie w nie pozbawia „fetyszystów” podparcia. Są zagubieni, atakują na oślep. Pewnie prawie każdy z nas zna kogoś, kto ma usta pełne chrześcijańskich wartości, miłości bliźniego, kto przynajmniej dwa razy dziennie jest w kościele, a kto na widok bliźniego, nie podzielającego jego poglądów wyrzuca z siebie wiązanki tyle mające wspólnego z miłością, co Marsjanin z Wenus.
Pamiętam z dzieciństwa pana, który w sobotę wieczorem kradł owoce z naszego sadu, a w niedzielę biegł w pierwszym rzędzie do komunii św. (a nie było w naszym kościele spowiedzi w niedzielę). To taki drobiazg, ale kto nie jest wierny w małych rzeczach i w wielkich wierny nie będzie.
@Demetrioza
„w sobotę wieczorem kradł owoce z naszego sadu, a w niedzielę biegł w pierwszym rzędzie do komunii”
Ot, casus. Pewnie antycypował antysankcje Putina …
Jak ja kocham takie przykłady ….
Dał nam przykład Łukaszewski:
„Młoda panienka poucza koleżanki, jak powinna się ubierać młoda katoliczka. Początkowo myślałem, że to jakiś żart.
Okazało się jednak, że nie. Panienka mówi całkiem serio. Koncert bełkotu, jaki mamy okazję obejrzeć i wysłuchać, wart jest tych 5 minut, które trwa. Taka szansa może się nie powtórzyć! Pomijając „dekoldy dwa palcy poniżej obojczyka” szokujące jest powoływanie się w tym idiotycznym przedstawieniu z całą powagą na autorytet świętych i uczonych Kościoła.Na dobrą sprawę zagrzmieć powinien nasz prawowierny episkopat, gdyż takie nadużywanie imion świętych zakrawa na profanację biorąc rzecz od strony czysto religijnej.Obawiam się jednak, że jeśli doczekam się jakiejś reakcji, to będzie ona raczej obroną „skromnego dziewczęcia” przed agresywnymi atakami osobników do mnie podobnych, którzy uważają, że jeśli widok majtek obraża pana Boga, to najprostszym wyjściem jest po prostu je zdjąć, zamiast kombinować z długością spódniczki itd. Podobnie z „dekoldami” obrażającymi pana Boga. Na jego miejscu w niektórych przypadkach też czułbym się obrażony, że zasłania się moje, jakże doskonałe dzieło, przy pomocy partactwa jakiegoś krawca.
Zestawienie tych dwóch przypadków jest o tyle ciekawe, że zarówno w jednym i drugim mamy do czynienia z osobami jak najbardziej religijnymi. Okazuje się, że osoba głęboko wierząca niekoniecznie zachowuje się w taki sam sposób, a poszukiwanie mechanizmu rządzącego pojawianiem się tych różnic może wiele powiedzieć o ludziach w ogóle.”
Przykład jednostkowy.
Wywód naukowy.
Konkluzja ogólnoludzka.
Efekt postępowy.
Gratulacje
Do autora: Gdzieś w końcu sześćdziesiątych poprzedniego uświadomiono mi (R.Ardrey – „The territorial imperative”), że przyjazne nastawienie do odwiedzających (gościnność)jest odwrotnie proporcjonalne do ich częstotliwości. Do Pozostałych: O Jezu, ale zamęt!
To nie „…zamęt”,to bioróżnorodność lub jak kto woli ewangeliczna zasada: „każdego zwierza po parze”!
@A.Goryński , akurat w Kruszynianach nie mogą narzekać na brak gości. Oprócz tradycyjnych wycieczek szkolnych przyjeżdżają tam poszukiwacze polskich ciekawostek. Mówili, że najwięcej w sobotę – niedziele, co zrozumiałe, jak wpadłem w środku tygodnia. Tak więc tam się chyba ta „zasada” nie sprawdza 🙂
@Łukaszewski: Ardrey porównywał zachowania Eskimosów z Nujołczykami. Dziennikarze (on był) lubią skrajności. W życiu mamy większą rozmaitość. Co to było u Fredry? „bo gdy wstąpił w moje progi, włos mu z głowy spaść nie może?”
I podobnie u tych Beduinów? Albo zajrzyj do Wallrafa, („Ganz unten”) jak próbował, jako Turek, Ali, zastartować konwersję równie nieskutecznie u proboszcza, jak u pastora. Ale to chyba osobna kwestia. Dla mnie tam zdumiewające było, że obaj, pastor i ksiądz, byli zgodnie przekonani o niemożliwości nawrócenia muzułmanina na „naszą wiarę” i podejrzewali go o jakieś dodatkowe motywacje.
@Aleksy
Piszesz: „logika nie posługuje się doświadczeniem jako metodą poznawczą”
Logika (wnioskowanie, które nazywamy logicznym) jest nieodzownym elementem tej metody.
@Leszczyński. Thomas Edison nie ukończył żadnej szkoły, pomimo to postanowił zostać wynalazcą, w trakcie pracy nad wynalezieniem żarówki oświetleniowej jako włókna mającego świecić użył włosa ludzkiego koniecznie rudego … .Opisany przypadek skłania mnie do stwierdzenia że logika jest narzędziem standaryzacji opisu przebiegu procesu myślowego w celu polepszenia zrozumiałości komunikacji przy wymianie osiągnięć umysłowych.
@Aleksy – litości!!! – „logika jest narzędziem standaryzacji opisu przebiegu procesu myślowego w celu polepszenia zrozumiałości komunikacji przy wymianie osiągnięć umysłowych” – pozwól, że nie skomentuję, ale zmilcz już proszę.
Artykuł OK – jednakże moim zdaniem wybitnie to jest w cuglach wygrać, przegrać zaś (w cuglach czy bez) – to każden jeden głupi potrafi 😉 (odnośnie, że katolik przegra w cuglach z Tatarem).
mac