Urszula Glensk : Rosjanki w Monte Carlo

DSCF53642014-08-16.

Chodzą w powiewnych sukienkach. Gustownych. Niejedna z nich mogłaby trafić wprost na okładkę „Voguea”. Jedyne co zdradza, że są z innego świata, to zbyt wysokie obcasy i towarzyszący im mężczyźni, których cechuje elegancja z siłowni. Krótkie spodnie, sportowe buty i koszulki polo z trudem zasłaniające wielkie brzuchy. Na tle wiotkich kobiet wydają się bardzo rozrośnięci. Chociaż wygląd lokuje ich w grupie ochroniarzy dyskotek, to portfel już nie. Wynajmują hotele za 100 tysięcy euro tygodniowo, w których sejf jest obowiązkowym wyposażeniem pokoju.

To liczna, ale nie najważniejsza grupa Rosjan w Monte Carlo. Są też inni – jeszcze bogatsi. Ich wizytówką nie jest już piękna panna, ale najbardziej luksusowe i dziwaczne samochody. Na przykład czarne matowe Ferrari, z tablicą rejestracyjną księstwa Monako i dodatkowym napisem cyrylicą. Albo Rolls-Royce w cenie odrzutowca. Na błyszczących kołpakach widać napisy z markami samochodów, które pozostają nieruchome nawet jak auto porusza się w tłumie gapiów oblegających Casino Monte Carlo. Rondo przed kasynem jest w sam raz do tego rodzaju prezentacji. Pasażerowie tych samochodów to raczej dzieci rosyjskich oligarchów – są młodzi, a ich wygląd nie zdradza kraju pochodzenia, choć oni sami manifestują go znakami na samochodach.

Zresztą Noworusskije w ciągu dwóch dekad zmienili się. Raczej nie błyskają już złotymi zębami, ani wielkimi krzyżami na szyi. Przynajmniej nie w stolicy hazardu.

Upodobanie Rosjan do Monako ma swoją tradycję sięgającą połowy XIX wieku. Podobnie jak Lazurowe Wybrzeże był to ulubiony kurort rosyjskiej arystokracji, choć nie wszyscy Rosjanie wyrażali entuzjazm dla tego miejsca – Antoni Czechow, który w roku 1894 spędził tam kilka tygodni, narzekał, że życie w Monte Carlo jest nudne, a gazety ciągle piszą o tym samym.

Sto lat później Rosjanie szybko przypomnieli sobie o snobistycznych zatokach Wybrzeża Liguryjskiego. Stali się tu nie tylko turystami, ale także inwestorami. To dzięki ich przyjazdom rekordowo zapełniła się w ubiegłym roku baza hotelowa Monako. Szczególnie pięciogwiazdkowe hotele, 5 Star Luxury, cieszyły się powodzeniem (ponad pół tysiąca pokoi w astronomicznych cenach).

Rosjanie są aktualnie w Monako najliczniejszą grupą nabywców nieruchomości. Nic więc dziwnego, że obok Chińczyków i Brazylijczyków, stali się głównym obiektem zainteresowania agencji pośrednictwa inwestycyjnego (jedna z podstawowych dziedzin gospodarki tego zamożnego państwa-miasta). Doradcy nieruchomościowi kierują ofertę do nowej rosyjskiej klasy średniej, zachwalając że Monte Carlo to idealnie miejsce dla turystyki biznesowej typu MICE (meetings, incentives, conferencing, exhibitions – spotkania, inicjatywy, konferencje, wystawy). Ulica księżnej Grace Kelly jest dziś najdroższą pod względem cen nieruchomości ulicą świata.

Nabywcy monakijskich nieruchomości raczej nie kierują się upodobaniem do miejsca, w którym podobno przez 300 dni w roku świeci słońce, niekoniecznie lubią też ruletkę, ale chcą mieć status rezydenta i rozliczać tu swoje podatki. Mieszkanie w tak zagęszczonym miejscu wydaje się dobre tylko dla koneserów, albo snobów, chcących mieć za sąsiada Rogera Moore’a. Niemniej, popyt i ceny rosną. Można tu kupić 60-metrowy apartament w betonowym i brzydkim wieżowcu za 8 i pół miliona euro albo jeszcze drożej w zupełnie nowym 50-piętrowym wieżowcu Tour Odeon. Na tle góry jego wysokość nieco maleje.

DSCF5329Kto chce zostać posiadaczem takich apartamentów na tym maksymalnie zabudowanym kawałku wybrzeża? Snobistyczni inwestorzy z aspiracjami, lubiący znane europejskie marki i nielubiący urzędów podatkowych. Rosjanie od czasów Bułhakowa lubią też mieć daczę, niech więc będzie na skrawku świata między Alpami a Morzem Śródziemnym, bliżej Nicei niż Moskwy.

Monte Carlo to przede wszystkim miejsce obrotu kapitału i hazardowej rozrywki. Politycznie jest satelitarne wobec Paryża. Monako jest dla Francji tym, czym Watykan dla Włoch. 36 tysięcy stałych mieszkańców państwa to głównie ludzie zatrudnieni w obsłudze biznesu i turystów. Przyjeżdża (i przypływa) ich tu 7 milionów rocznie, a ponad pół miliona wynajmuje hotele. W oddalonym o 40 kilometrów włoskim Sanremo można je wynająć nieporównanie taniej. Taka jest logika snobizmu.

Wróćmy do rosyjskich dziewcząt w powiewnych sukienkach przechadzających się po zabetonowanych promenadach. Wysokie koturny zdradzają ich sztuczność. Nie ma w nich ani trochę wakacyjnej spontaniczności. Gotowe na okładkę kolorowego magazynu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że bogactwo mężczyzn, którym dotrzymują kroku, nie jest gromadzone w wolnym biznesie, ale przy przyzwoleniu i akceptacji kremlowskiej władzy. Ci oligarchowie, którzy nie chcieli podlegać Putinowi dawno przenieśli się na stałe do innych stolic europejskich i nie eksponują cyrylicy na swoich Jaguarach.

Pozostaje zagadką: Co wiedzą na temat ukraińskich posunięć Putina Rosjanie wypoczywający w Monte Carlo? Znają angielski, ale czy rozumieją przekazy zachodnich telewizji? Czy zastanawiają się, dlaczego inni turyści tego lata nie dolecieli na Bali?

Czy wszelkie pytania słowiańskie piękności zostawiają swoim mężczyznom, którzy żadnych dylematów mieć nie mogą, skoro zarabiają u Putina?

Obserwując Rosjan w Monako nie można mieć wątpliwości, dlaczego Unia Europejska tak niespiesznie wyciąga konsekwencje wobec Kremla. Czy można nie dać wizy złotym turystom, którzy ożywiają interes w snobistycznych kurortach europejskich? Można. Ale trzeba byłoby z czegoś zrezygnować. Promenady mogłyby opustoszeć.

Czytaj u nas tejże autorki Urszula Glensk: Teatr przed teatrem

Urszula Glensk

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. narciarz 2014-08-17
  2. Jarkeczek 2014-08-17
  3. Magog 2014-08-17
  4. slawek 2014-08-17
    • pawel 2014-08-19
  5. A. Gregosiewicz 2014-08-18
  6. Wanda Szczypiorska 2014-08-22
    • slawek 2014-08-22
  7. anna 2014-08-22
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com