BenFranklin: Twitter dla Kowalskiego

2012-06-18. Jeśli ktoś z Was ma nadmiar czasu lub sytuacja życiowa mu to akurat umożliwia, a przy okazji ma on ochotę na łyk mody pod tytułem „portale społecznościowe”, to wcześniej czy później przyjdzie mu do głowy pomysł, aby założyć konto na portalu społecznościowym Twitter. Dodatkowym wabikiem może być fakt, że Twitter, choć jest platformą globalną, jest często używany przez polskich polityków i dziennikarzy różnych mediów, co – przynajmniej w teorii – umożliwia zwykłemu Kowalskiemu uczestnictwo lub zbliżenie się do życia politycznego kraju.

Rzecz ulega komplikacji przy głębszym przyjrzeniu się Twitterowi w wersji polskiej. Jeśli ktoś lubi spokój, ceni ludzi ciepłych, miłych, otwartych i sympatycznych, to od razu rekomenduję dla  działania w Sieci wybór Facebooka względnie Google +. Twitter bowiem ze swoją skrótowością (myśl można zawrzeć tylko w 140 znakach) to idealne miejsce do wirtualnej bijatyki, feerii idiotyzmów i pomyłek przypominających podrzędną komedię klasy „B”, w której w roli dziewczynki z zapałkami wystąpi zza krat więziennych Wesley Snipes.

Istnieją tu oczywiście oficjalne profile różnego rodzaju instytucji, mediów, polityków itp. Tu z reguły nie ma co liczyć na dialog, natomiast z pewnością można w tweetach, wysłanych z takich profili, uzyskać stosunkowo szybko wiele cennych informacji – i jest to z pewnością jedna z głównych zalet Twittera jako portalu społecznościowego. Jeśli posługujemy się jakimkolwiek językiem obcym, Twitter pomoże nam utrzymywać kontakt z internautami, posługującymi się żywym językiem, i to także jest jego ogromna zaleta. Na tym jednak zalety tego medium właściwie się kończą.

Wad Twittera (zwłaszcza w polskiej wersji językowej) jest z pewnością znacznie więcej niż zalet. W wersji polskiej największą z nich jest chyba jego bardzo polityczno-dziennikarski charakter. Niektórzy jednego z winowajców upatrują w Eryku Mistewiczu, specjaliście od marketingu politycznego.

O ile na innych mediach społecznościowych przeciętny Kowalski ma możliwość zaistnienia z czymkolwiek interesującym dla dowolnego odbiorcy, to na Twitterze akurat takiej możliwości nikt nie znajdzie. Nie jest to więc dobre miejsce na promocję np. swojego pensjonatu na Mazurach czy też bloga o poezji. Tu istnieją jedynie posłowie, dziennikarze i ich akolici, służący promocji wyżej wymienionych.

Akolitów tych możemy podzielić na dwie podgrupy: opłacane „podstawki” dziennikarskie lub darmowi „pożyteczni idioci”. Każdy nowy użytkownik Twittera powinien jak najszybciej nauczyć się takie profile rozpoznawać, aby w przyszłości uniknąć kłopotów. Jeśli ktoś wydaje się podejrzanie sztuczny i wyidealizowany lub jest nadmiernie wulgarny i prowokacyjny, należy go unikać. Tworzą te grupy zamknięte i nieodstępne kręgi, budując starannie wokół siebie swoje „kościoły” (to zwrot Mistewicza, przezwanego papieżem Twittera) wiernych i posłusznych wyznawców. Niekiedy jest to nawet zabawne, czasem zamienia się wręcz w groteskę, ale zdarzają też prawdziwe dramaty intelektualne.

Spośród polityków najbezpieczniej jest śledzić tweety ludzi związanych z SLD; są w miarę sympatyczni, jest ich na Twitterze niewielu i nie podejmują akcji nachalnego nawracania zwykłych użytkowników na swoją wiarę (lub w tym wypadku raczej na jej brak). Fatalnie prezentują się politycy PiS, wokół których krąży morze szamba, ulewającego się z mediów, związanych z tą partią bądź jej przychylnych (czyli z większości polskich mediów). Słabo prezentują się też posłowie PO; ich zachowanie na Twitterze bardziej przypomina handel bezbarwną farbą do włosów, niż dyskusję czy debatę. Niczym dzieci we mgle błądzą działacze Ruchu Palikota, którzy i poza Twitterem jakby niewiele rozumieli z otaczającej ich rzeczywistości.

Najgorzej jednak prezentują się na Twitterze dziennikarze – i to ich każdy przyszły użytkownik Twittera musi się obawiać najbardziej. Śledząc zachowanie polskich dziennikarzy na Twitterze można dojść do wniosku, że przyciąga on najbardziej „szemrane” osoby z tego środowiska. Najbardziej znani i cenieni polscy dziennikarze z reguły swoich profili na Twitterze nie mają.

Czasami dochodzę do wniosku, że po prostu na Twitterze aktywnie działają tylko tacy, którzy w swoim fachu są albo bardzo słabi, albo mają poważne problemy z własną psyche. To właśnie tacy podejmują na Twitterze najwięcej dziwnych działań, to oni najbardziej prowokują, to oni psują debatę na dowolny temat. To także oni pracują najpilniej nad tym, aby polski Internet nigdy nie poradził sobie z chamstwem.

Są oczywiście – nieliczne! – wyjątki; jak choćby walczący niczym Don Kichot z korupcją w polskiej piłce nożnej dziennikarz Polskiego Radia, Dominik Panek, jednak takich przedstawicieli tej profesji jest tu bardzo niewielu. Dominuje prostactwo w stylu największego polskiego tabloidu, czy też pisowskiej trybuny „codziennie”. Istnieją wręcz takie profile dziennikarskie, o których wiadomo, że jeśli ktoś pojawia się w ich pobliżu, to od takich użytkowników będzie cuchnąć; należy więc ich unikać – lub przynajmniej zachować wobec nich ostrożność.

Twitter na szczęście posiada dwa cudowne przyciski czyli „unfollow” i „block” (w skrócie i przybliżeniu „nie śledzę” i „nie pozwalam się śledzić”), jednak i one nie dają pełnej gwarancji bezpieczeństwa.

Twitter posiada także zalety. Dzięki „antydebacie”, jaką zainicjował tam kiedyś podobno wspominany już specjalista od marketingu politycznego, wyborca może się na przykład dowiedzieć, na kogo nie warto głosować. Śledząc rozmowy polityków i dziennikarzy między sobą (bo z Kowalskimi to oni  rozmawiać za bardzo nie będą), można dostrzec, że jeśli w następnych wyborach zagłosujemy na sympatyczną, miłą, młodą posłankę PO, to de facto zmarnujemy głos, bo to jak byśmy zagłosowali na kibola szalikowca z PiS. Takie przykłady można mnożyć. Widać na nich, jak fatalnie nisko upadła polska polityka.

Twitter może być sympatyczną, ciekawą platformą do wymiany myśli – pod warunkiem, że rozmawiamy z internautami z innych państw lub umiemy znaleźć sobie innych partnerów, których obserwacja polityków i dziennikarzy doprowadza do takiego stanu psychicznego, gdy człowiek nabiera już jedynie ochoty na kolejną filiżankę kawy.

A kawa w dobrym towarzystwie zawsze przecież musi smakować o wiele lepiej.

Benfranklin. 

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Grazyna Kuźmicka 2012-06-18
  2. M.Drabczyk 2012-06-18
  3. BZ 2012-06-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com