Marian Marzyński: Adresy warszawskie (1)

marzynski 32014-08-23.

Wilanowska 4. Tu się urodziłem dwa i pół roku przed wojna. Najwcześniejsza moja pamięć to dźwięk syren alarmu przeciwlotniczego i głos dozorcy z podwórka: Panie Kuszner, firanki!  Chodziło o zaciemnienie okien w czasie nalotów niemieckich.

Sienna 59. Rok 1941. Pierwsze nasze mieszkanie w getcie. Pamiętam dotyk niegolonej brody ojca i zimne ucho matki, którego dotykałem w momentach strachu.

Stawki 14. Ostatnie mieszkanie przed moją ucieczką z getta. Mieściły się tu warsztaty stolarskie żydowskiej szkoły rzemieślniczej, które prowadził mój ojciec Bolek Kuszner. Ojciec miał “przepustkę na życie”, bo pracował dla potrzeb getta. Gdy rozpoczęła się deportacja dzieci, ojciec ukrywał mnie pod deskami na antresoli warsztatu, a na noc zabierał do pokoju. Sprzed tego domu zabrano na Umshlagplatz naszą najbliższą rodzinę: siostrę matki Madzię z jej ośmiomiesięcznym synem, babcię Justynę i prababcię Salomeę, która gdy zobaczyła jak Niemcy wyciągają z szeregu jej córkę w szoku pobiegła za nią.

Podwale 19. Mieszkanie po stronie aryjskiej, w którym mieszkał Aleksander Majewski z żoną Franuchną, siostrą mojej matki, ale również z inną, ukrywającą się Żydowką, Haliną, która po wojnie została jego nową żoną. Przyprowadziła mnie tu anonimowa przewodniczka, która wyprowadziła mnie z getta. Szantażowani przez szmalcowników i okupieni złotym zegarkiem, znaleźliśmy się u Majewskich tuz przed godziną policyjną.

Szara 12. Jeden z kilkunastu adresów, pod którymi ukrywałem się za pieniądze pochodzące ze sprzedaży złotych i platynowych materiałów dentystycznych odziedziczonych po dziadku dentyście z Łęczycy.

Dawne Leszno, budynek sądów. Matka przeszła na stronę aryjska przez gmach sądów, z którego wychodziło się na ulicę Ogrodową, do budynku wprowadził ją jej kuzyn Samuel Przedborski, policjant żydowski w getcie. Po drugiej stronie czekał na nią wuj Aleksander. Zostali zaszantażowani przez szmalcowników, na co wujek Oleś powiedział im, ze jest agentem niemieckim i zaproponował im wspólna podróż do Gestapo.

Aleja Szucha, dawna siedziba Gestapo. Aleksander powiedział, że pójdzie po przepustkę dla szmalcowników, a gdy wrócił udając, że ją otrzymał, szmalcownicy odeszli, patrząc na matkę i jej szwagra, wsiadających do niemieckiego tramwaju.

Wiejska 11. W oficynie na parterze było mieszkanie pani Jadwigi Stróżyńskiej, jej córka Hanna Dobrucka, nauczycielka francuskiego i jej maź Stefan, chemik, oboje alkoholicy, w czasie wojny ukrywali w swojej willi na ulicy Obserwatorów moją matkę, która była nie tylko ich służącą, ale również zarabiała na utrzymanie domu sprzedając chałki na pobliskim bazarze. Moje mieszkanie z nią było niemożliwe. Matka umieszczała mnie w mieszkaniach za pieniądze, lub u znajomych.

Mokotowska 58. Mieszkała tu Zosia Węglińska, siostra mojego ojca, ukrywającą się jako służąca u doktora Marczewskiego. Spędziliśmy tu z matka kilka nocy. Gdy któregoś wieczoru ciocia Zosia powiedziała, że przenocowanie nas byłoby zbyt niebezpieczne, matka otworzyła okno na klatce schodowej 5-go pietra tego budynku, postanowiła wyskoczyć i zabrać mnie ze sobą, ale nie starczyło jej odwagi.

Okopowa róg Wolskiej. Mieściło się tam biuro RGO (Rada Główna Opiekuńcza) zajmujące się opieką nad sierotami. Podrzucenie mnie na ich podwórku było planem jednego ze znajomych, który tam pracował i miał, po zauważeniu mnie, zaprowadzić na górę jako bezdomne dziecko, a potem umieścić w sierocińcu. Plan się nie udał, bo po zostawieniu mnie przez matkę w podwórku, do swojego mieszkania w suterynie wciągnął mnie pijany dozorca domu. Urzędnik RGO powiedział matce, ze mnie nie znalazł. Po 3 tygodniach mieszkania u dozorcy, zacząłem podawać mu adresy, pod którymi poprzednio mieszkałem. Jeździliśmy pod te adresy, ale nikt się do mnie nie przyznawał ze strachu przed Niemcami.

Kałuszyńska 7. Dom na Pradze, gdzie mieszkała Krystyna Baranowa, która przed wojną była sekretarką mojego ojca w wydziale higieny i bezpieczeństwa pracy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Krystyna była przedwojenną socjalistką. W czasie wojny z sympatii do mojego ojca i jego lewicowych poglądów, (ojciec działał w MOPR, Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom), Krystyna pomagała matce i mnie ukrywać się po aryjskiej stronie miasta. Gdy dozorca przyprowadził mnie do niej powiedziała, żebym został i zawiadomiła matkę, ze żyję, Na Kałuszyńską 7 przyszedł ksiądz, ochrzcił nas i dal nam fałszywe metryki: ja nazywałem się Marian Kuczorski, matka: Zofia Marianna Różańska. Po pewnym czasie zaszantażował Krystynę jeden z sąsiadów i musiałem opuścić jej mieszkanie.

Krakowskie Przedmieście 24. Budynek Uniwersytetu Warszawskiego. W oficynie był szpital Świętego Rocha, którego kapelanem był ksiądz Józef Kamiński, związany z Armią Krajową. Przyprowadziła mnie do mieszkania księdza Krystyna, przedstawiając jako sierotę z Zamojszczyzny i przedstawiając moją fałszywą metrykę. Gospodyni księdza, Antonina Kaczorowska, słyszała o dzieciach z Zamojszczyzny i powiedziała Krystynie, że miała widzenie z Matką Boską, która poleciła jej zająć się takim dzieckiem. Ksiądz się zgodził żebym tam przez jakiś czas mieszkał, po czym umieścił mnie w sierocińcu księży Orionistów w Łaźniewie pod Warszawa, gdzie zastałem do końca wojny.

Grochowska, kościół na Kamionku. Zaraz po wojnie ksiądz Kamiński był tu proboszczem. Po odebraniu mnie od księży Orionistów poprosiłem matkę, żeby zaprowadziła mnie tam, abym jako doświadczony ministrant z Łaźniewa, mógł służyć do mszy. W czasie podniesienia upadła mi na podłogę ołtarza ampułka ze świeconą woda. Po tym zdarzeniu balem się wrócić do kościoła.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com