Andrzej Lewandowski: EURO á la PZPN i politycy

2012-06-19. ECHA WYDARZEŃEURO trwa – ku chwale sportu i gospodarzy imprezy – bo świetnie zdają egzamin. Mimo wcześniejszych obaw oraz dzisiejszych odprysków. Jesteśmy jednak uczestnikami jakiegoś skoku cywilizacyjnego. Z powszechnym, społecznym – bardzo społecznym udziałem. Po Małyszu, trybunach siatkarskich ukształtowała się, i jakby ukorzeniła nowa widownia sportu. Namiętna, kolorowa, różno-pokoleniowa… Pełna aspiracji i… wyrozumiałości. Trybuny – jak to w futbolu – większe niż w innych sportach; telewizyjne – zbliżone. Fachowcy i komputery wyliczają, że mecz z Rosją obejrzało na ekranach 18, 8 miliona ludzi. „Lepszy” w tym względzie bywał tylko Adam Małysz – jego brąz olimpijski AD2008 obejrzało w TVP1 łącznie 20, 64 mln widzów, którzy zerkali na ekran, chociaż przez jedną minutę, a średnio w każdej minucie transmisję śledziło 11, 17 mln osób… Z tym, że teraz przekazy na różnych antenach, wielo-, wielotysięczne strefy kibica, no i trybuny ogromniaste…

Czyli – jest nowa jakość. Niezależnie od prawdy, że naszych futbolistów już w turnieju nie ma… Dlaczego nie ma? Ten temat będzie wałkowany tygodniami. Przynajmniej. Awantury już są, przewiduję większe. Jak wcześniej wiele osób i kręgów po dyletancku uczestniczyło w nadmuchiwaniu balonika, tak teraz – w podobnym stylu, i znów dla własnej popularności, będzie balon przekłuwało… Niektórzy – dla ochrony swojej sempiterny… O tym – później.

 Kibic jest zadziwiająco wyrozumiały. Dzisiejszy łatwiej gromko dziękuje za danie mu szansy uczestniczenia w wyżu adrenaliny, niż gromi krytyką. Też coś z nowej jakości! Jeśli nie tylko odbicie pradawnej reguły sportu, że prawdziwy kibic to ten, który za swoimi murem stoi – gdy dobre, ale też – gdy sprawy źle idą… Jeśli tak, jestem ”za”. Gdyby jednak owo „nic się nie stało” rozumieć dosłownie, to wejdę w spór.

Bo jednak to i owo w sportowo-polskiej warstwie „się stało”.

Po pierwsze – obsypana klejnotami w formie wspaniałych stadionów i wsparta przez wiernego podatnika wieloma innymi wkładami – kasy i energii społecznej reprezentacja skończyła udział na mecie ostatniego miejsca w grupie. Najsłabszej, jak głosili i głoszą fachowcy więksi od autora tych słów. Był program minimum – wyjść z grupy, była rzeczywistość krańcowo różna. To, co – nic się nie stało?

Po drugie – nie na brak uśmiechu fortuny przychodzi narzekać, nie na sędziów, którzy krzywdzili, lecz na własne niedostatki. Jak odważnie powiedział, dziękując za wsparcie kapitan Błaszczykowski – nie dopisały umiejętności. Co nie obciąża zawodników, ani… ich rywali. Po prostu – w tej mierze wyszło dużo gorzej niż w budowaniu EURO – od pomysłu, od nominacji, czyli – od początku…

Po trzecie – wspaniałym dopingiem wspierani piłkarze przegrali nie tylko prawo do radości oraz satysfakcji- osobistej i zespołowej, ale też stracili materialnie. Czytam obrachunek kasowy, cytuję: „Pół miliona euro po dwóch remisach powędrowało na konta naszych zawodników, co w prostym przeliczeniu daje blisko 22 tys. euro na głowę. Kwota ta po obecnym kursie europejskiej waluty daje ponad 92 tys. zł. Łącznie ze „startowym” przeciętnie każdy z naszych piłkarzy otrzymał w sumie po ok. 156 tys. zł. Nie jest źle, ale podobnie jak na boisku mogło być lepiej.”  Czyli – z tym „nic się nie stało’ proponuję nie przesadzać. Zostając przy podziękowaniach, wierności kibica itp…

Zostaje do rozwinięcia inna część próby odpowiedzi na pytanie: DLACZEGO?

Cytat i zagadka: „Ostatnie miejsce w słabej grupie na Euro jest sportową klęską. Po losowaniu wszyscy mówiliśmy, że brak ćwierćfinału będzie tragedią, a dziś wszyscy roztaczają parasol, że były momenty, ładne akcje. Nie żartujmy sobie. Rozmawiałem z wieloma wybitnymi trenerami jak Gerard Houllier czy Arsene Wenger i obaj stwierdzili, że taktycznie Polacy grali na poziomie sprzed 30 lat. To był futbol pozbawiony elementów ofensywnych. U nas pokutuje polska szkoła: gramy na zero z tyłu, a może uda się strzelić. Napracowaliśmy się przy tym Euro, mamy wspaniałych kibiców, a schrzaniono przygotowania sportowe”.

Zagadka – czyje to słowa? Michała Listkiewicza, prezesa PZPN z czasu, gdy braliśmy EURO, człowiek, który z piłką (i z piłki) ładnych kilka lat żyje, zna na wylot świat nowoczesnego sportu oraz… zna swoich kolegów z rodzimego światka.

Komentować? Najwyżej przypomnieć, że z dawna „na tych łamach” dopominałem się, by zarzucić gadanie o „drużynie Smudy”, „wybrańcach Smudy” itp. – na korzyść prawdy, że za reprezentację odpowiada związek, który trenera zatrudnia, wspiera, kontroluje itp. I jeśli dziś dawny red. Listkiewicz zarzuca archaizm szkole trenowania i myślenia, to wali w PZPN, nie tylko w kilkuosobowy sztab oraz w trenera, który nie podołał… I tu- wydaje mi się – problem pogrzebano. W sformułowaniu i forsowaniu szkodliwych uproszczeń.

Jak wreszcie wkomponować rodzimą piłkę oraz jej organizację w wiek XXI? W trenowaniu, organizowaniu, programowaniu. MYŚLENIU! Bo dzisiejszy bój na słowa i słówka, oparty na wierze, że jesienne wybory same z siebie przyniosą nową jakość- bawi mnie, ale nie śmieszy. Pani minister, która „trzyma prezesa za słowo”, politycy, którzy „ reformują-rozwiązując” –  bez zważania na normy, w tym ustaw, które sami współtworzyli – takie to rzucanie granatów hukowych. Gdybym miał szanse, to bym zapytał: dla samego to huku – by być słyszanym, czy z przekonania, ale połączonego z lenistwem w zdobywaniu prawdziwej wiedzy „o sprawie”…

A wciąż imponujące EURO 2012 trwa. A eliminacyjne mecze mistrzostw świata za pasem. A grać w nich  będzie nie rząd, nie parlament, nie partie, lecz reprezentacja, którą zmontuje i przygotuje PZPN … Mądrzejszy o porażkę sportową, czy… wciąż taki, jak recenzuje Listkiewicz, ekssternik patrzący „po nowemu”?

Andrzej Lewandowski

 

 

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Roman Strokosz 2012-06-19
  2. Hazelhard 2012-06-19
  3. andrzej Pokonos 2012-06-20
  4. Magog 2012-06-20
    • andrzej Pokonos 2012-06-20
  5. Andrzej 2012-06-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com