BenFranklin: Stowarzyszenie Dziennikarzy Zwyczajnych

2012-06-22. Prowadząc działalność niezależnego publicysty internetowego można zderzyć się z prawdziwą górą lodową problemów – począwszy od ochrony praw autorskich, skończywszy na atakach różnej maści trolli podpiętych najczęściej pod większe lub mniejsze konkurencyjne portale. Pomyślałem więc sobie, aby w ramach akcji „zabezpiecz się jakoś” wstąpić do jakiegoś stowarzyszenia dziennikarskiego. Przypomniało mi się, jak na początku mojej wirtualnej drogi, dziennikarze obywatelscy i blogerzy z portalu, na którym kiedyś występowałem, byli wręcz nagabywani, aby wstępować w szeregi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Pomyślałem przez chwilę: pomysł nawet niegłupi, nawet jeśli 100% bezpieczeństwa nie daje, to daje legitymację dziennikarską i różnego typu interesujące uprawnienia (np. możliwość wejścia na teren samego Sejmu Najjaśniejszej RP).

Sprawa komplikuje się jednak niesłychanie po bliższym przyjrzeniu się sytuacji, jaka obecnie występuje na rynku stowarzyszeń dziennikarskich. Oto Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – właściwie chyba najbardziej logiczny wybór,  – traci zdecydowanie jako opcja po bliższym przyjrzeniu się temu, co dziś dzieje się w tej organizacji. Spojrzawszy bowiem na obecne władze, a także na stronę stowarzyszenia na Facebooku – można dojść do wniosku, że obecnie wstąpienie w szeregi SDP jest de facto równoznaczne z zapisaniem się do Prawa i Sprawiedliwości; a to akurat nie jest do końca to o co mi chodzi (jak zapewne się domyślacie). Rozumiem; jest przychodnia medyczna na Foksal, rozumiem; jest jakiś dom wypoczynkowy i tak dalej, ale są też jakieś granice brudzenia się w polityce (obojętne pl. czy też nie). Nie ukrywam, że nie jest to towarzystwo z którym ktokolwiek rozsądny, o poglądach zbliżonych do moich chciałby się koniecznie stowarzyszać, nawet jeśli większość polskich dziennikarzy do żadnego stowarzyszenia nie należy, a SDP ponoć brakuje chętnych na nowych członków.

Serfujemy po sieci dalej – może znajdziemy coś ciekawszego, w końcu podobno mamy demokrację i swobodę zrzeszania się. Stowarzyszenie Dziennikarzy Katolickich odpada w przedbiegach (mówiąc delikatnie). Na pewno jest to dobry pomysł dla kogoś kogo interesuje: „zawodowe i religijne formowanie pracowników katolickich mediów, tak aby dawali świadectwo wiary także w mediach świeckich” (sic!). Ponadto stowarzyszenie to organizuje ponoć rekolekcje, czyli coś czego każdy zdeklarowany ateista oczekuje od stowarzyszenia dziennikarskiego najbardziej właśnie (jak każdy się zapewne domyśla). Pozwólcie, że pozostanę z daleka od tej organizacji, bo zwrot „formowanie” kojarzy mi się tylko z nacjonalistycznymi bojówkami i nachalną prawicową propagandą, a rekolekcje chyba jednak nie powinny być organizowane przez stowarzyszenia dziennikarzy (chyba, że żyjemy w Watykanie).

Lecimy dalej, istnieje też Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej. Na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie. Na stronie tej organizacji w zakładce jest też mowa o osobach zajmujących się działalnością publicystyczną w Internecie, co daje uchylone drzwi do członkostwa. W moim przypadku absolutnie wykonalne. Poza oficjalną stroną internetową tej organizacji możemy dowiedzieć się tylko tyle, że jest to kontynuacja Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL (w czasie stanu wojennego nastąpił podział SDP na dwie organizacje, który utrzymał się do dziś) i oczywiście, że w związku z tym, nie jest to fajne stowarzyszenie (tu z reguły wracamy do dyskusji o Jaruzelskim, Urbanie, patriotach, zdrajcach, świteziankach, bursztynowych świerzopach itd.).

Na oficjalnej stronie dowiadujemy się, że większość uprawnień przysługujących członkom w dużym stopniu przypomina te, które przysługują  członkom SDP. Siedziba (w tym samym miejscu), przychodnia, wysokość składek członkowskich, legitymacja, i tak dalej. Znaczenie tej organizacji wydaje się jednak marginalne; poza przewodniczącym Jerzym Domańskim, naczelnym tygodnika „Przegląd” próżno wśród członków szukać jakichś znanych nazwisk, a sama organizacja wydaje się – jest jakby w stanie zaniku. Jeden jest pozytyw (chyba) tylko z przynależności do niej, mianowicie tu na pewno nie ma ludzi z kręgów mediów pisowskich, a to zawsze poprawia atmosferę (zarówno w sieci jak i w realu). Zapisywać się jednak do czegokolwiek tylko dla atmosfery? Trochę to za mało jednak.

Nie tak dawno powstała nowa, wyglądająca na pierwszy rzut oka bardzo ciekawie inicjatywa o nazwie Towarzystwo Dziennikarskie. Na stronie internetowej Towarzystwa możemy między innymi przeczytać coś na kształt manifestu tej organizacji, którego fragment przytoczę: „Rozwój Internetu i ‘dziennikarstwa obywatelskiego’, presja ogłoszeniodawców i firm PR, dominująca w debacie publicznej rola telewizji informacyjnych, tabloidyzacja mediów, spadające – szczególnie wśród młodzieży – czytelnictwo gazet, wszystko to doprowadziło do erozji standardów profesjonalnych i etycznych w naszym środowisku. Trudno dziś nawet określić, kto jest dziennikarzem.”

Na to ostatnie pytanie nie potrafią odpowiedzieć nawet najstarsi górale z Kilimandżaro, więc ja się nie pokuszę, choć odpowiedź na nie jest pożądana; i to jak najszybciej. Cele szczytne, idee zacne, w składzie towarzystwa same znakomitości, między innymi Jan Ordyński, Teresa Torańska, Andrzej Jonas, Seweryn Blumsztajn czy znany czytelnikom „SO” Sławomir Popowski. Problem polega jednak na tym, że w gronie tym nie ma nie tylko zatrzęsienia publicystów internetowych, ale nie ma nawet zwykłych szeregowych dziennikarzy mediów głównego nurtu. Tu odnajdziemy wśród członków jedynie ikony polskiego dziennikarstwa, ludzi pracujących w mediach od wielu lat, o olbrzymim dorobku, wyrobionych nazwiskach, pozycji i tak dalej. Biorąc pod uwagę fakt, że statut zakłada, iż nowi członkowie muszą otrzymać poparcie w głosowaniu co najmniej połowy obecnych członków, można dojść do przekonania, że gdyby Arystoteles zmartwychwstał i zapragnął wstąpić do Towarzystwa, to miałby problemy z wykazaniem należytego dorobku i zebraniem odpowiedniej liczby głosów. Nie wiem, czy to jest najwłaściwsza droga do uzdrowienia polskiego dziennikarstwa.

Istnieją jeszcze inne, mniejsze i jeszcze bardziej marginalne stowarzyszenia dziennikarskie, te jednak już w ogóle się nie liczą i na pewno w niczym nikomu nie mogą pomóc.

Wniosek z tego wszystkiego płynie tylko jeden: wiem już dlaczego podobno aż 70% dziennikarzy pracujących w polskich mediach nie należy do żadnego stowarzyszenia.

Swoją drogą ciekawi mnie: czy i kiedy powstanie w Polsce jakieś stowarzyszenie dziennikarskie, które nie będzie w swoich szeregach skupiało dziennikarzy; tylko pisowskich, tylko „solidarnościowych”, tylko „popeerelowskich” czy tylko najwybitniejszych z wybitnych.

Nie można by jakiegoś stowarzyszenia dziennikarzy zwyczajnych  i normalnych (o niezależnych już nawet nie wspomnę!) założyć? Czy może jeszcze do tego po 23 latach demokracji w Polsce nie dorośliśmy? Te pytania pozostawiam już do odpowiedzi czytelnikom (i dziennikarzom).

BenFranklin

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Romskey 2012-06-22
  2. Cezary Bryka 2012-06-22
    • Benfranklin 2012-06-22
  3. Walter Chełstowski 2012-06-22
  4. Federpusz 2012-06-22
  5. Paulina Suszka 2012-07-21
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com