Stefan Bratkowski: Europa Donalda Tuska

eu-flag22014-09-01.

Nawet Jarosław Kaczyński wyraził w końcu polską satysfakcję z polskiego szefa Rady Unii Europejskiej – a nie deptał flagi Unii jak pani Pawłowicz, najśmieszniejsza analfabetka polityczna Polski od czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej.

Uznał Kaczyński, że to się Polsce należało. Zaiste Polska od chwili, gdy zlikwidowała ustrój słusznie miniony i zapoczątkowała przemiany w skali ćwierci globu, przeszła kawał drogi politycznej i gospodarczej do stanu, który może budzić podziw Europy. Jeśli na coś jednak Polska zasłużyła, to na unijny „plan Marshalla”. Z dobrej woli Zachodu wynagrodził on kilkudziesięcioletnie, przymusowe odosobnienie i blokadę rozwoju. Na swój awans Tusk zasłużył sam jako mąż stanu ze swoim  rządem, z Piechocińskim i Sawickim włącznie. Tu się naprawdę zdarzył „cud gospodarczy” – kiedy załamały się lub stanęły w miejscu największe potęgi w gospodarce Europy, Polska potrafiła wyminąć kryzys. Nie było katastrof i samobójstw. Nawet z rosyjskim – iście sowieckim – embargiem rolnym nasze rolnictwo poradzi sobie, stopniowo znajdując inne rynki. Putin wypowiedział też Polsce wojnę na ziemniaki (jabłek można nie jeść, ale jak oni sobie poradzą bez naszych ziemniaków, nie umiejąc nawet ich uprawiać?) i wojnę propagandową, ale nawet przy swoim talencie mnożenia sobie wrogów nie odniesie sukcesu – choć jeden już miał: wpłynął na wybór nowego szefa Rady Europejskiej, który zdaniem Europy będzie potrafił z nim bardziej kompetentnie rozmawiać. Rozmawiać bez lęku, ale i bez rusofobii. Tak jak namówił Tusk Europę do odkrycia dzisiejszych losów Ukrainy i wojny z nią Putina; Europa wcale nie była nią zainteresowana.

Chorobliwa, destrukcyjna, jakże polska zawiść daje o sobie dzisiaj znać równie dobrze w wypowiedziach naszych politykierów, jak reklamujących się swą głupotą pań (rzadkich w tej płci). Słyszałem taką panią Mielewczyk, inną wersję Pawłowicz, która w czambuł potępia siedem lat rządu Tuska, nie wskazując – jak wszyscy „krytycy” tego rządu – co zrobił złego i co mógł zrobić poza tym, że przeszkadzał PiS-owi w zdobyciu władzy. Ziobryczne pretensje, że to nie Tusk kładł rurociąg podbałtycki, pozwalają domniemywać, że Ziobro potrafiłby ułożyć się ze Schroederem; wątpię, Ziobro nie jest aż tak atrakcyjny. Drugi poważny jego zarzut – o pakt klimatyczny; Ziobro sam zmieniłby klimat. Byłoby cieplej. Ale nie w polityce.

Sporządziliśmy wcześniej, wraz z naszymi przyjaciółmi fachowcami, listę, co będzie warto zrobić (publikujemy ją obok, nikt z krytyków się na tym nie zna). W Polsce, nie w Europie. Ale i naszych przyjaciół też długo przyszło do tego namawiać do takiego przedsięwzięcia, bo nikt z ludzi przyzwoitych nie chce ujawniać swego nazwiska, unikając posądzenia, że się maści dla jakiejś posady.

Są i skromne ich sugestie pod adresem przyszłego jednoczyciela Europy. Pytanie, czy wielki biznes europejski może rozmawiać (może teraz zaproszony do rozmowy przez Tuska?) o tym, jak wykorzystać olbrzymi rynek europejski liczący 507 milionów ludzi. To rynek większy nawet niż Stany Zjednoczone, a parokrotnie większy i bogatszy, więc bardziej chłonny, niż rynek Rosji, nad którego spodziewaną utratą boleje. Jeśli spora część rynku europejskiego jest nie dość zamożna, warto pomyśleć, jak ożywić gospodarczo przyszłych nabywców i partnerów. I m.in. uruchomić szerzej własny, europejski rynek zbrojeniowy, i produkcji, i zakupów, zawsze i wszędzie pobudzający koniunkturę.

Zaprojektowano już na Zachodzie szlak śródlądowego transportu wodnego, TNT, od Atlantyku do Dniepru i morza Czarnego. Niemcy wożą wodą 20 % swego tonażu, zbudowali też niesłychanie drogi, ale rentowny kanał Men-Dunaj, zaś Duisburg, port rzeczny nad Renem, przeładowuje 60 mln ton rocznie, trzykrotnie więcej niż nasze trzy porty morskie. Jeszcze za Franciszka Józefa zaprojektowano stosunkowo tanie połączenie Odry z Dunajem czeską Beczwą i słowackim Wagiem, możliwy szlak przewozów na południe i z południa dla Skandynawii. To razem zatrudnienie w wykonawstwie dla paruset tysięcy ludzi.

No i problem bezrobocia wśród młodzieży. Nie trzeba wymyślać pozorowanego, dotowanego zatrudnienia. Młodzież potrzebuje mieszkań, żeby zakładać rodziny. Tak w Polsce, jak w Hiszpanii. Trzeba jej samej dać szansę zajęcia się swoimi interesami – zasilić tanimi, długoterminowymi kredytami budowy, prowadzone przez spółdzielnie budownictwa mieszkaniowego. Zmuszą one samą młodzież, by się zorganizowała, podjęła działalność i odpowiedzialność. Także – pracę nad własną przyszłością. Tego nie da finansowanie deweloperów, bo nie zmusi młodzieży do aktywności własnej.

Jak widać, jest co robić i w skali Europy poza tym, co wytyczył Donald Tusk – utrzymaniem jedności Unii i ochroną jej przed podziałem wedle „prędkości”. Nie będzie tylko uzgadniał wspólnych interesów. Nimi zajmą się tu inni nasi koledzy ze studioopinii.pl. Zanim się zajmie nimi nowy przewodniczący Rady Europejskiej.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. JotKa 01.09.2014
  2. Less 01.09.2014
  3. jotbe_x 02.09.2014
    • jureg 02.09.2014
  4. slawek 02.09.2014
  5. eMeR 03.09.2014