Ernest Skalski: Szanowny Panie (ciągle jeszcze) premierze…

bieńkowska2014-09-03.

…nieustające gratulacje. A do tego – z całym szacunkiem – parę uwag.

Wpierw formalna, ale nie tylko. Zostawszy przewodniczącym-elektem Rady Europejskiej, występował pan tak, jakby był pan właścicielem swego dotychczasowego stanowiska, premiera RP i mógł je przekazywać po uważaniu. A sprawa jest bardziej skomplikowana. Prezesa Rady ministrów, czyli premiera, desygnuje i powołuje Prezydent Rzeczpospolitej na podstawie Art. 144 Konstytucji RP. Trudno sobie wyobrazić, żeby prezydent Komorowski zrobił to bez porozumienia z panem. Niewykluczone, że temu celowi służyła czwartkowa nocna narada w Belwederze. Jednakże należało dopilnować przestrzegania procedury, na co są jeszcze prawie trzy miesiące, do końca listopada. Czyli wpierw złożyć dymisję i dać panu prezydentowi działać już oficjalnie.

Rezygnując cztery lata temu z ubiegania się o stanowiska prezydenta RP, cokolwiek je pan zdezawuował, redukując prezydenturę do zadań oficjalnych – te żyrandole! Weszły one do gwary politycznej, ale nikt nie robił problemu z powodu paru słów, wypowiedzianych przez pana w napiętej atmosferze. Teraz podejmuje pan obowiązki jakoś porównywalne z obowiązkami prezydenta Polski i prezydentów większości demokratycznych krajów, w których nie ma prezydenckiego systemu władzy.

Odpowiednikiem rządu jest w UE Komisja Europejska z plejadą resortowych komisarzy i przewodniczącym, odpowiednikiem premiera. Za chwilę będzie nim Herman Juncker, wieloletni premier Luksemburga. On realizuje postanowienia Parlamentu Europejskiego i podejmuje podstawowe decyzje. Pana stanowisko, przewodniczącego Rady Europejskiej, zwanego prezydentem Europy, ma inny zakres kompetencji. Formalnie wyższy, bo między innymi zadaniami, kieruje pan pracami Rady, szczytami UE, w których uczestniczą prezydenci lub premierzy oraz przewodniczący KE. Od pana w dużym stopniu będzie zależeć agenda tych szczytów i w jakimś stopniu ich decyzje, chociaż przewodniczący nie głosuje.

Krajowi krytycy tego wszystkiego nie wiedza, lub nie chcą wiedzieć i dezawuują pana urząd jako formalny i dekoracyjny, sprowadzając go właśnie do pana „żyrandoli”. Już to by nakazywało demonstrowania należnego respektu prerogatywom prezydenta państwa, tym bardziej że w niczym to nie uchybia panu jako szefowi rządu a podbija pozycję jako przyszłego „prezydenta” Europy. Sprawę sukcesji w rządzie załatwią panowie jak prezydent z prezydentem i nie musiała to być skryta formalność – klepnięcie już podjętej decyzji. Być może zyskujemy czas na przemyślenie raz jeszcze już podjętych decyzji. Aczkolwiek nie bardzo wierzę w to przemyślenie. Warto jednak wiedzieć z jakich możliwości się nie skorzystało.

To teraz druga uwaga do pana, jako jeszcze polityka krajowego, premiera. Jeśli faktycznie ma pan zamiar zrobienia z pani marszałek – MARSZAŁEK, do jasnej cholery! a nie marszałkini, nie ośmieszajmy drugiej formalnie funkcji w państwie – premiera i szefa PO, to mógłby pan dokonać jeszcze lepszego wyboru, desygnując na te stanowiska panią Elżbietę Bieńkowską. Pisałem o niej niedawno w SO – Ernest Skalski: Gaude Mater Polonia – z pewną dozą nadziei, teraz już mniejszą.

Pani Kopacz jest politykiem sprawnym, uczciwym, lojalnym. Ta lojalność jest najprawdopodobniej wyróżnikiem, który wpłynął na pana decyzję. Ja pana doskonale rozumiem, panie premierze. Nie dokonał pan wyboru między dobrem i złem, lecz między dwiema opcjami, a każda z wadami i zaletami. Dokonując bilansu, wybrał pan jak wybrał, ale czuje pan ciężar ceny, jaką jest rezygnacja z szefowania w partii i w państwie. Ceny nie tylko dla pana, ale i dla tego co pan zostawia. I dlatego, zapewne, uznał pan, że Ewa Kopacz na pana miejscu pozwoli panu zachować wpływ na kontynuowanie tego co pan tutaj robił. Trochę na zasadzie; non omnis moriar.

To jest dość częste podejście, które w najlepszym razie będzie wyglądać tak: następca jest lojalny, czyli pani Kopacz będzie słuchać pana, ale już jej nie będą słuchali ci, którzy słuchali pana. Powstanie nowa sytuacja, w której ona będzie musiała sobie sama i na swoją odpowiedzialność dawać radę. Miejmy nadzieję, że sobie poradzi, ale zwracam panu uwagę, że jest grupa ludzi, wyborców, którzy sądzą, że lepiej by sobie poradziła Elżbieta Bieńkowska.

W ankiecie ”Gazety Wyborczej” 55 procent głosujących życzyło sobie właśnie jej. To, oczywiście, niewielka grupka. Sondaże ogólnopolskie wyglądają inaczej. Ale ta właśnie gazetowa grupka zwolenników Bieńkowskiej powinna panu dać nieco do myślenia.

Co jest na najbliższe miesiące najważniejszym zadaniem Platformy? Ale takim realnym. Otóż; stracić jak najmniej w listopadowych wyborach samorządowych i nie przegrać wyborów parlamentarnych w roku przyszłym. Nie przekreśla to dalekosiężnych planów, czy nawet wizji przyszłości, ale nic z tego nie będzie jeśli się tu i teraz przegra wybory.

W samorządowych będzie to ostatnia taka pana osobista kampania – tuskobus ? – wsparta jeszcze świeżym europejskim splendorem. Straty PO mogą być mniejsze, niż można było sądzić jakiś czas temu. Za rok wszakże może być całkiem inaczej. Pana sukces stal się sukcesem Platformy w sondażach, lecz nie utrzyma się długo takie wzmożenie.

Jaki może być mechanizm przegrywania wyborów przez pana partię? Taki, że nie poprze jej w wyborach zauważalna cześć jej wyborców z lat 2007 i 2011. Nie bardzo można liczyć na to, że zastąpią ich inne, nowe grupy wyborców. Nawet wchodzące w wiek wyborczy dzieci niedawnych wyborców PO. One nie żyją wspomnieniami słabości i grzechów PIS z okresu IV RP. To też jeden z powodów słabnącej roli straszaka PIS.

Przyczyną odchodzenia od Platformy jej wyborców jest, ogólnie mówiąc, rozczarowanie. Jeśli nawet jego źródłem jest to, że partia wraz jej liderem i całą plejadą polityków się opatrzyła, to rozumowym argumentem jest brak reform, cokolwiek by to mało znaczyć. Dla jednych problem to etatyzacja, deficyt, przerost funkcji socjalnych, jednym słowem odejście od liberalizmu, jakby kiedykolwiek był on naczelną zasadą polskiej polityki. Dla innych przeciwnie: złowrogi neoliberalizm, wilcze prawa kapitalizmu, nierówności społeczne i temu podobne. Dla bliskich im to brak reform obyczajowych; związki partnerskie, małżeństwa homo, parytety, ewentualnie tzw. suwak wyborczy pan-pani-pan-pani.

Tak czy inaczej, pretensje te podnoszą stosunkowo niewielkie grupy reprezentowane w szeroko rozumianej klasie politycznej. Dla ludzi żywiących się polityką stosunkowo zbyt mało się w niej dzieje – ciepła woda w kranie i wszystko. A kiedy się już dzieje, jak choćby teraz, to usiłują ugrać swoje.

Przez siedem lat jakoś pan pomyślnie lawirował między nimi, starając się w miarę możności nie zrazić żadnej. A one, choć nieliczne, składają się przeważnie z opinion makers i wpływ ich przewyższa ich liczebność. Jeśli nawet część z nich, ponarzekawszy na pana i Platformę, w końcu zagłosuje na PO – byle nie PIS! – to wpływ ich wieloletniej krytyki oraz gwałtownych ataków zostaje i oddziałuje na jakąś część elektoratu. Może to być kilka procent, lecz w demokracji na ogół te kilka procent decyduje o wyniku wyborów. Zwłaszcza przy niskiej frekwencji. Można to uważać za złe, lecz zamiast pomstować, warto wziąć pod uwagę.

Trzeba też pamiętać, że politycy mają złą opinię. Wieloletnie obycie w niej, zebrane doświadczenia, sieć swoich ludzi, umiejętność posługiwania się narzędziami polityki są cennymi atutami w jej prowadzeniu, lecz nie gromadzą kapitału zaufania. W oczach wyborców może to być bagażem obciążającym. Głosuje się na takich, jeśli się w ogóle głosuje – no bo wszyscy są tacy. A od czasu do czasu pojawia się ktoś inny, ktoś za kim w oczach opinii nie ciągnie się ogon politykowania, deklaracji i przeskoków z partii do partii, tłumaczeń z nieuchronnych zarzutów, ostra walka z konkurencją. Jest to względne dziewictwo polityczne, lecz może oddziaływać na wyborców.

Tym atutem, na ławce rezerwowych premierów w pana partii dysponuje akurat Elżbieta Bieńkowska. W roli komisarza UE taki atut jest zbędny, przy wchodzeniu do gry politycznej w Polsce – nieoceniony. Bieńkowska nie ma poważnego negatywnego elektoratu, który gromadzą politycy. Robi wrażenie jakby grała w innej, szlachetniejszej grze. Nie politykuje lecz buduje, a w ciągu roku do wyborów parlamentarnych na pewno zdąży jeszcze czymś się wykazać w tworzeniu infrastruktury. Komisarzem unijnym byłaby świetnym, ale na to stanowisko ma pan w swej dyspozycji kilku równie dobrych kandydatów, z których żaden nie ma waloru świeżości politycznej jaki ma pani wicepremier. W kraju ją trudniej zastąpić niż w Brukseli.

I dlatego pozwalam sobie skupić pana uwagę, panie premierze, panie prezydencie, na opiniach czytelników „Gazety Wyborczej”. To są pana i platformy wyborcy, z których część jest – nadal z całym szacunkiem – panem i pana partią znudzona, rozczarowana. I jeśli tacy ludzie, życzą sobie aby zastąpiła pana właśnie Elżbietą Bieńkowska, warto to wziąć pod uwagę. To ich głosy mogą zadecydować o wyniku wyborów. Jak również ich brak.

Ernest Skalski

 

 

Print Friendly, PDF & Email

13 komentarzy

  1. 0toosh 2014-09-03
  2. malpa-z-paryza 2014-09-03
  3. Marian. 2014-09-03
  4. medard 2014-09-03
  5. andrzej Pokonos 2014-09-03
  6. MaSZ 2014-09-03
  7. wejszyc 2014-09-03
  8. P.J. Dąbrowski 2014-09-04
  9. ewa 2014-09-04
  10. Alex 2014-09-04
  11. slawek 2014-09-04
  12. slawek 2014-09-04
  13. slawek 2014-09-04
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com