Ernest Skalski: Uwaga! On robi swoje!

wladimir_putin2014-09-04.

Bilans przed szczytem NATO

Nawalić komuś kupę pod drzwiami, zadzwonić i poprosić o papier. Taki był kiedyś szczyt bezczelności, kiedy popularne były dowcipy o szczytach. Ale możemy wskazać wyższy szczyt: wyłamać komuś drzwi, nawalić kupę za jego progiem, pilnować z bronią by jej nie  sprzątnął i głośno wrzeszczeć, że ten ktoś ma bród i smród w swoim domu.

Przypomniał mi się  ten  szczyt kiedy Putin w przemówieniu na Krymie ubolewał nad zniszczeniami i przelaną krwią na wschodniej Ukrainie. I w Mińsku i potem twierdzi, że Rosja nie ma nic wspólnego z walkami w wschodniej Ukrainie, a jej żołnierze po prostu zabłądzili. W tym czasie kolumny rosyjskiego wojska z ciężkim sprzętem przekraczają granicę, otwierają nowy front, zajmując nowe punkty.

Wriot, nie krasniejet…

…kłamie i nie rumieni się – popularne rosyjskie powiedzenie. Wszyscy widzą, że prezydent wielkiego państwa łże w żywe oczy i nie przejmuje się tym, że wszyscy, poza Rosją, sobie zdają z tego sprawę. Mówi by mówić, by zająć czas, w którym to co powiedział będą interpretować, prostować, potępiać go, obmyślać kolejne sankcje, a on tym czasem robi swoje. Załatwi co ma do załatwienia, a potem może się uspokoi i wszyscy odetchną z ulgą. A może się nie uspokoi i będzie to samo na kolejnym etapie agresji.

Jak już jesteśmy przy rosyjskich powiedzonkach, to jest i takie: ”a Waśka słucha i je”, to o kocie, który spokojnie je czego mu nie wolno, słuchając stosownej reprymendy.

Putin już nie jest w sytuacji demiurga, choć może zachował jeszcze takie poczucie. Pisałem, że jest on głównym rozgrywającym w całej tej zawierusze. Może uderzyć, ale może się wstrzymać i wycofać. Od niego zależy  gdzie, kiedy zadać cios, komu i z jaką  siłą. Czego zażądać, na co się godzić i na co nie. Słusznie pisałem, ale to było wiosną, a teraz już koniec lata…

O swoich przeciwnikach mawiał Napoleon, że mogą z nim przegrywać wiele razy i wciąż pozostają  królami i cesarzami z bożej łaski, a on jest cesarzem tylko dopóki zwycięża. Putin ma zapewne podobne uczucie, tak samo trafne i nie zmienia tego fakt, że jego przeciwnikami nie są koronowane głowy. Jego legitymacją stała się w oczach poddanych zwycięska agresja. Tak wybrał, ale też stał się zakładnikiem własnej koncepcji.

Wojna rosyjsko – ukraińska toczy się ze zmiennym szczęściem i jeszcze parę dni temu ze wskazaniem na Ukrainę. Zaczęła się od aneksji Krymu, co stało się dotkliwą klęską prestiżową dla Ukrainy i jednocześnie zdjęciem jej z głowy kłopotu, jakim było utrzymywanie – logistyka – tego półwyspu. Teraz ten kłopot wzięła sobie na głowę Rosja i jest on w o wiele większym rozmiarze. Wystarczy spojrzeć na mapę. Prestiżowo to oczywiście sukces, lecz tylko w oczach Rosjan. Dla dawnych republik ZSRR to groźba, dla cywilizowanego świata – barbarzyństwo, niezależnie od tego co ten świat zrobi, albo nie zrobi.

Potwierdza się, że sukces może zaślepić. Idąc za ciosem, Putin podjął grę o rozczłonkowanie Ukrainy i oderwanie od niej przemysłowego wschodu i południa z Odessą, tak aby ją odciąć od morza. Przeliczył się, sądząc, że mniejszość rosyjska na tych terenach poprze go tak samo jak na Krymie. Teraz walczy on o poszerzenie i utrzymanie enklawy z Donieckiem i Ługańskiem.

Gdyby po zajęciu Krymu zaproponował był Ukrainie porozumienie, ta by je musiała odrzucić, co pozwoliłoby postawić ją w stan oskarżenia. Nieważne, że bezpodstawnie. Odbiorcom rosyjskich telewizji by wystarczyło. A Putin pozostałby w ich oczach jako wspaniałomyślny zwycięzca i ”mirotworiec” – niosący, tworzący pokój. I rządziłby długo i szczęśliwie. Jeśli zaś ukraińskie siły zbrojne  zlikwidowałyby  tę enklawę byłoby to właśnie czego się boi najbardziej. Liczy się to kto się śmieje  ostatni. Pomimo zdobycia Krymu zostałby pechowcem, który zawiódł wszystkich w Rosji, zszargał jej opinię na terenie dawnego ZSRR i w całym świecie, politykiem stosującym brutalne metody, kłamiącym w żywe oczy, na którym nie można polegać, bo do tego mimo tych metod mu się nie udaje. Demiurg, pożal się Boże !

Nie należy jednak zapominać, że ten pechowiec nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ma w dyspozycji wielką i silną armię, nawet jeśli nie jest najnowocześniej uzbrojona, a jej organizacja i morale  pozostawiają  sporo do życzenia. Nie jest to siła, która mogłaby w jakikolwiek sposób porównywać się z potencjałem NATO, ale na pewno jest znacznie silniejsza od tego co mogłaby przeciwstawić jej Ukraina, gdyby doszło do wojny na całego. Póki jest to – ciągle jeszcze – wojna ograniczona, armia rosyjska może podsyłać ograniczone ilości zielonych człowieczków – komandosów specnazu –  pewną ilość zawodowych psów wojny i prawdziwych ochotników chcących się bić. Ale ostatnio trafiają tam regularne jednostki, sądząc po rosyjskich jeńcach na Ukrainie i żołnierzach chowanych chyłkiem w Rosji. I to już zaczyna być nowa jakość. Ma też Putin w zanadrzu, jako ultima ratio, ładunki jądrowe i środki ich przenoszenia. Lecz o tym dalej.

Ma jeszcze, co najważniejsze, dyspozycyjny naród, który mu wierzy i go popiera. Tak długo dopóki piłka w grze, więc słowo ”jeszcze” jest tutaj dosyć istotne. Poparcie z  rekordowych 87 procent zniżyło się do 84. Rozszarpywanie Ukrainy nadal cieszy się powodzeniem jako idea, lecz słabnie poparcie dla wojowania i ponoszenia strat. Niewiele tego i może to być przejściowe wahnięcie, ale może też być początkiem trendu. Dwie trzecie badanych przez instytut Lewady jest godowe mieć gorzej byłe ich mocarstwo odnosiło pod Putinem sukcesy. To wielki przymus dla Putina. A pozostała jedna  trzecia ? Ponoszony przez Rosję i Rosjan ciężar skutków wojny i sankcji to dopiero początek.

Na wojnie jak na wojnie

Po okazaniu przez Pakt Warszawski bratniej pomocy Czechosłowacji  szef  partii Dubczek dzwoni chyłkiem do papieża, w nadziei że może on zna jakiś sposób na odwrócenie sytuacji. Nawet dwa sposoby – odpowiada Paweł VI – cudowny i naturalny. Który wybierasz, synu?

Gdy Dubczek pyta o naturalny, papież mówi, że wszyscy będą się modlić żarliwie i długo, a wtedy może Pan ześle zastępy aniołów, na czele z archaniołem  Michałem z mieczem ognistym i one wygonią najeźdźców.

Jeśli to naturalny, to jaki jest cudowny?

Że Ruscy sami wyjdą.

Na razie wchodzą. Nieregularne i ograniczone siły, które do niedawna  z rosyjskiej strony prowadziły tę wojnę, nie były w stanie oprzeć się w polu regularnej armii i ochotniczym batalionom dużego państwa. Ukraińcy stopniowo odwojowywali teren i mniejsze miejscowości. Problem to duże miasta Donieck i Ługańsk. Po Stalingradzie i powstańczej Warszawie wiadomo, że walki w mieście są trudne, zacięte i uporczywe. I krwawe. Przy czym jeśli jest w mieście ludność cywilna, a w Doniecku i Ługańsku ona jest, to ofiar jest więcej wśród niej niż wśród walczących.

Specyfika walk w miastach polega też na tym, że arena bitwy jest poszatkowana na izolowane niewielkie odcinki, w których nawet mając przewagę nie ma jej gdzie wykorzystać. W końcu jednak ta przewaga decyduje o wyniku, vide: Warszawa. Ale Rosja, mając dostęp do tych miast, może osłabiać w nich przewagę Ukraińców, czy nawet ją  niwelować. To, że separatyści mogli na ulicach Doniecka przeprowadzić przemarsz jeńców przy zgromadzeniu publiczności dowodziło, że Ukraińcy nie zaczęli jeszcze prawdziwych walk o to miasto. I bardzo możliwe, że nie zaczęli by ich, niezależnie od rosyjskiego wypadu w stronę  Mariupola. Oba miasta i ci mieszkańcy, którzy w nich zostali są zakładnikami. Wojna toczy się na Ukrainie, Donieck i Ługańsk, niezależnie  od ich składu etnicznego i kulturowego są miastami Ukrainy. A w przypadku narażenia ludności cywilnej nie ma znaczenia jakiej jest ona  narodowości. Ukraina  jest w swoim prawie, walcząc o uwolnienie swego terytorium, ale to skorzystanie z tego prawa przez Ukraińców mogłoby zostać uznane za zbrodnię wojenną, a nie doprowadzenie przez Rosję do tej sytuacji.

Gdy oba miasta stały się bezpośrednio zagrożone, Rosja już całkiem otwarcie zasilała rebeliantów ciężką bronią i ludźmi. Jej artyleria operuje z za  bliskiej granicy. Dopóki Ukraina nie kontroluje skutecznie całej granicy i nie jest w stanie  izolować obu miast, rozstrzygnięcie militarne jest odległe. A do tego Rosjanie mogą stosować uderzenia w innych miejscach, jak choćby ostatni rajd  w kierunku Mariupola.

Powstała sytuacja, w której Putin już nie ma wyboru manewru. Wycofać się, wiadomo, nie może, dopóki nie uzyska potwierdzenia swoich zdobyczy i nie powie poddanym, że zadanie wykonał i można świętować, jak świętowano po aneksji Krymu. Ale nie ma sukcesu i potwierdzenia dopóki walki trwają. A Ukraina wciąż walczy i nie godzi na triumf  Putina.  Klincz na froncie, takie maleńkie Verdun nie pasuje do Putina Zdobywcy. Więc krok po kroku dorzuca do tego ognia. Tysiące – ile ? – żołnierzy, dziesiątki pojazdów wojskowych, w tym czołgi. Nie wychodzi mu w głównych centra Donbasu, próbuje na nowym obiecującym kierunku i poszerza swój stan posiadania.

W pierwszej chwili wyglądało to tylko na próbę odciążenia sił broniących Doniecka i Łużańska, teraz zanosi się na ważne poszerzenie enklawy. Odcinając na tym odcinku Ukrainę od  Morza, Rosja tworzy korytarz łączący ją z Krymem. Pozostanie  jej tylko zdobycie Pierekopu, wąskiego przesmyku łączącego półwysep z kontynentem. Łatwo go bronić i trudno sforsować. Jeśli jednak Rosja uderzy z kontynentu od północy i jednocześnie z południa, z Krymu, to go zdobędzie.

Tu może warto dodać, że przetnie linie zasilania z Ukrainy Krymu w wodę, prąd i gaz, ale tym się nie będzie przejmować.

W miarę możności Putin osiąga kolejne cele, takimi silami, które mu to zapewniają. Nie idzie od razu na wojnę na dużą skalę. Nie wie jaka byłaby reakcja Zachodu jeśli by ją rozpętał. Tak prawdziwą wojnę – wojnę. Póki co jego taktyka jest skuteczna. Zachód wyraża zaniepokojenie, może nawet  wzmocni sankcje, ale nie w ciągu dni. A w tych dniach Putin łapie co może.

Można przewidzieć jaka może być reakcja społeczeństwa Rosji na coraz większy ponury ”ładunek 200”, czyli zabitych, który już zaczyna przychodzić w zauważalnych ilościach. Ale w tym kraju reaguje się powoli i nawet gniewna reakcja przeważnie nie przeradza się w  bunt. W każdym razie prezydent Rosji widzi, że zarówno Zachód jak i jego Rosjanie pozostawiają mu jeszcze pole do natarcia, więc naciera krok po kroku, kontrolując reakcję i wymacując granice, które się okazują dość elastyczne.

Kompromis dupy z batem

Jeśli powstaje sytuacja, w której żadna ze stron nie może zwyciężyć drugiej, to pozostają z grubsza dwa wyjścia. Albo zawrzeć kompromis, albo walczyć dopóki nie zmieni się sytuacja. Nadejdzie wsparcie, jedna strona się załamie, zmienią się cele, zmieni się sytuacja, na przykład pojawi się wspólne zagrożenie. Różnie to może być. Wybór; kompromis czy walka, zależy od wielu czynników. Od kalkulacji stron, które mogą  kalkulować odmiennie, od tego o co toczy się walka, w jaki sposób i jakim kosztem. Są wszak konflikty, w tym zbrojne, które się ciągną przez dziesięciolecia i jakoś się z nimi żyje. Choćby na Bliskim Wschodzie.

Niezależnie nieraz od inicjatorów konfliktu i sił które liczą na jego skutki, przejmuje go i prowadzi swoista elita panów wojny, lords  of war. Kierują wojną, dającą im prestiż i dochody – klasyczny przykład to Arafat – i pilnują by szybko się to eldorado nie skończyło. W obozie separatystów, oprócz delegowanych z Rosji, są już watażkowie, mieszczący się w tej kategorii i są też psy wojny, najemnicy, walczący dla pieniędzy i wysokiego poziomu adrenaliny. Istnieje obawa, że panowie wojny mogą być nie do utrzymania w ryzach przez rosyjskich zleceniodawców, na których mogą nawet wymuszać dalsze wsparcie przy pomocy ideologicznego szantażu. W Rosji znajdą się tacy, którzy upomną Putina by nie porzucał rodaków. Na razie jednak wygląda, że wojną zarządzają władze obu stron, które są władne zawrzeć kompromis.

Podstawowy czynnik, który może obie strony skłaniać do jakiegoś kompromisu to ludzki, polityczny i materialny koszt wojny oraz nacisk zewnętrzny. Konflikt zbrojny, dziś gwałtowny, może przerodzić się w stały punkt zapalny, pasmo starć, aktów dywersji i terroru, źródło utrzymania dla panów i psów wojny. Dla Ukrainy byłoby to znacznie  cięższe do przetrzymania niż dla Rosji, więc się ona nie spieszy, choć zapewne wolałaby raczej zdecydowany, spektakularny sukces. Dlatego tak się dobija o polityczne rozwiązanie, zaczynające się od zaprzestania walk. Nasila je więc by zmusić do zawarcia porozumienia Ukrainę, bo dla niej koszt wojny staje się coraz wyższy i może się okazać nie do utrzymania na dłuższa metę.

Rosja  przeżywa trudności, a stan Ukrainy jest katastrofalny. Gospodarczo – wiadomo. Bałagan, nieudolność szybko nie znikają. Gigantyczna  korupcja też jakoś nie znika w patriotycznym uniesieniu. A do tego, Prawy Sektor, z bliskim zera poparciem wyborców, lecz aktywny zarówno na Majdanie jak i na wojnie, zagroził wojującemu państwu, że zdejmie z frontu swe bataliony i skieruje swoje siły przeciw rządowi, jeśli ten nie wypuści z aresztu ludzi sektora. W najlepszym dla ludzi Sektora przypadku można ich uznać za pożytecznych idiotów Putina. A gdyby się wśród nich okazali jego agenci nie byłoby  zaskoczenia.

Można przy tym oczekiwać, że  jeśli dwaj panowie P, Putin i Poroszenko zawrą wreszcie jaki kompromis to Prawy Sektor zaatakuje rząd za zdradę narodową, a może zrobi jakąś prowokację, co pozwoli Rosji rozszerzyć swój  stan posiadania. Bo jakikolwiek kompromis, czy to będzie chwilowy rozejm, czy zawieszenie, czy jakieś rozstrzygnięcie polityczne, to może się już odbyć tylko kosztem Ukrainy. Nie jest ona w stanie uwolnić się manu militari od rosyjskich wojsk, a dalsza walka grozi zajęciem przez nowych terenów. A przy tym Kijów nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek porozumienie polityczne, które akceptowałoby zabór Krymu i innych terytoriów. Może zaakceptować tymczasowe zawieszenie broni.

Putin już jakoś przyznaje się do jakiejś nieokreślonej interwencji w słusznej sprawie obrony rodaków przed ”faszystami, banderowcami”, ale twierdzi, że nie jest stroną w konflikcie. Rząd w Kijowie ma się układać z tymi, z którymi walczy, czyli z separatystami – rebeliantami. A wkrótce sprecyzował – z Noworosją. W ten sposób awansował swoich ludzi na Ukrainie do rangi podmiotu politycznego. Powstaje kolejny twór wyrwany z nieprzyjaznego państwa. Po Abchazji, Południowej Osetii, Naddniestrzu. Ukraina może/musi zawieszać broń z tymi, którzy tej broni używają, ale nie może sobie pozwolić na porozumienie polityczne z Noworosją, by de facto nie sankcjonować jej istnienia.

Zawieszenie broni może trwać przez dziesięciolecia, ale tę broń można  w sposobnej chwili odwiesić. Ukraina miałaby pełne prawo do tego, ale wtedy zostanie uznana za agresora, co rozwiązałoby ręce Putinowi i byłoby dla wielu w Europie okazją do umycia rąk. Natomiast Putin już pokazał, że nie czuje się niczym związany. Może takie zawieszenie sprzedać narodowi jako swój triumf i oczekiwać zniesienia sankcji, bo przecież już nie toczy się wojna. Ale może  też uznać, że należy mu się więcej i w jakimś innym momencie i w innym miejscu zamieszkujący Ukrainę  Rosjanie poczują się zmuszeni do obrony przed ”terrorem faszystów, banderowców”  więc trzeba będzie rodaków wspomóc. Swoich nie zostawiamy ! – to hasło kursuje w Rosji od początku agresji na Krym. Jest to zresztą za wszech miar prawdopodobny dalszy ciąg. Strategiczny plan Putina polega na tym, żeby odebrać Ukrainie ile się da i aby przeszkodzić jej w normalizacji, rozwoju, bogaceniu się. Żeby nie mogła pokazywać Rosji  co daje zbliżenie z Zachodem.

Zresztą całe to zawieszenie broni jest póki co niejasne. Co innego mówi o tym Poroszenko, dla którego ma to być przywrócenie władztwa na całej Ukrainie, a co innego Kreml, dla którego jest to akceptacja jego zdobyczy. Jak się mówi to znaczy, że można się dogadywać. Ale wygląda na to, że ze strony Putina jest to robienie szumu przed szczytem NATO, żeby pokazać, że wszystko zmierza już w kierunku pokoju więc nie warto podejmować jakichkolwiek kroków przeciw Rosji. A tymczasem już napomknął, że  jakby naprawdę chciał wojny, to by w dwa tygodnie zajął Kijów. Potem Kreml kręcił że prezydent był źle zrozumiany. Były już ze strony rosyjskiej rzucone – nieformalnie, rzecz jasna – uwagi o możliwości uderzenia jądrowego.

W kodeksie karnym są to groźby karalne i tak powinny być rozumiane.

Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Nieprzyjaciel u wrót! Do broni obywatele! A kto nie może chwycić za broń, niech sięga do swojej kieszeni. Wprowadza się podatek obronny. Zmniejsza renty, emerytury, uposażenia w budżetówce. Zawiesza wszelkie inwestycje, które nie służą obronie. Reaktywuje się przedwojenny Fundusz Obrony Narodowej i co komu jego patriotyczne sumienie dyktuje…

Wyobrażacie  to sobie? Czy w kolejce do punktów zbiórki FON widzicie z woreczkami pełnymi drogocenności rodzinnych tych wszystkich, którzy teraz na forach nerwowo czy wręcz histerycznie optują, dobijając się jednocześnie zawieszenia broni, rozejmu – wszystkiego, byle utrwalić ten stan. Zachować swoją paskudną kupę – enklawę w cudzym kraju.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. AP. 2014-09-04
  2. omszały głaz 2014-09-04
  3. wiesiek59 2014-09-04
  4. AP. 2014-09-04
  5. Jaruta 2014-09-04
  6. Jarek Kor 2014-09-05
  7. Wrubel 2014-09-05
  8. wiesiek59 2014-09-05
  9. Magog 2014-09-05
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com