Krzysztof Mroziewicz: Kryzys rakietowy bis

atomowa2014-09-041. Obama nie używa brzydkich słów

Ulepszając model Greenspana (okropnie napisana książka „Mapa i terytorium”, wyd. Prószyński i S-ka) powiedzmy, że punktem startowym jest kryzys rakietowy 1962. Ówczesne parametry ekonomiczne opisujące stan rzeczy – najdelikatniej licząc – należałoby pomniejszyć  o przyrost światowego PKB pomnożony przez liczbę lat, które upłynęły od wtedy, czyli 52. Przy założeniu, że nie dochodzi do wymiany ciosów nuklearnych.

W grach strategicznych trzeba odpowiadać nie na pytanie, co się stanie, lecz na pytanie, co będzie, kiedy już się stało.

Kryzys rakietowy z 1962 z Kubą w roli głównej zdarzył się po to, żeby Związek Radziecki mógł zająć w duecie supermocarstw pozycję równorzędną z USA. Jedno drugiemu nierówne, bo liczba rakiet po jednej i drugiej stronie niekoniecznie musi być identyczna a broń ekonomiczna – jednakowo skuteczna. Wtedy zresztą ZSRR broń ekonomiczną miał słabiuteńką. Dziś Rosja, choć ekonomicznie 22- krotnie słabsza od USA i UE, jest od Sowietów Chruszczowa znacznie silniejsza.  Powiedzmy, że Putin to nie Stalin, lecz drugi Chruszczow pomieszany z Breżniewem – relatywnie, jak na rosyjskie stosunki, westernizujący (nie tyle jako okcydentalista, co rewolwerowiec z filmu) demokrata. W Rosji nie brakuje znacznie ostrzejszych od niego radykałów, o czym Zachód powinien pamiętać.

Kiedy prezydent Obama ląduje w Tallinie w drodze na szczyt NATO, Putin przypomina, że Rosja jest krajem jądrowym, zapowiada ćwiczenie sił około nuklearnych, w którym specnaz przebrany za Murzynów i Polaków z NATO zaatakuje silosy. Zarazem prezydent zapowiedział  – ze względów ukraińskich – aktualizację doktryny wojskowej Rosji. Podkreślam wojskowej a nie militarnej. Różnica miedzy jedną a drugą jest taka, jak miedzy sprzętem wojskowym a sprzętem bojowym. Przypomnijmy, że w obowiązującej doktrynie Rosja ma prawo użycia broni jądrowej nawet przeciwko państwu niejądrowemu. Jeśli zajdzie taka potrzeba. Teraz, unowocześniając  nowotwór prawny, dodadzą dwa paragrafy. Jeden o możliwości zajęcia rosyjskojęzycznych terytoriów byłego ZSRR, a drugi, dowodzący  europejskiego podejścia Putina do kontrpartnerów, o zgodzie na wejście dowolnego kraju do dowolnego układu czy sojuszu, ale   n i e   kosztem kraju trzeciego. Nie ma potrzeby dopisywać ukrytego paragrafu o tym, kto wycenia koszt.

ZSRR Chruszczowa, dysponując bronią termojądrową, zostawiły  Francje i Anglię z tyłu. Były już w kosmosie. Pierwszy sputnik i pierwszy kosmonauta uwiarygodniały  zapowiedź Chruszczowa, że „obecne”, czyli jego, pokolenie będzie żyło w komunizmie. Należało teraz wspiąć się na poziom amerykański, jeśli idzie o moc potencjalnego ataku jądrowego. Chruszczow miał 300 głowic zdolnych sięgnąć USA a Kennedy dysponował pięcioma tysiącami, obejmując nimi całe terytorium ZSRR. Chruszczowa bolało to, że nie może kąpać się w Morzy Czarnym na Krymie nie myśląc o tym, że mierzą w niego rakiety amerykańskie z terytorium Turcji. Co by było, gdyby w Kennedy’ego pływającego na Florydzie mierzyły rakiety sowieckie z Kuby? I pomysł zaczął się materializować. By nie ciągnąc opowieści przypomnimy pointę. Kennedy wykrył 49 rakiet z głowicami zdolnymi sięgnąć  Kanady i użył jedynego języka, który druga strona rozumiała: sp… Fidel Castro stawił się okoniem. Niech uderzą w Kubę. Wtedy wy uderzycie w imerialismo yankee, oni odpowiedzą, ale my z wami przetrwamy, bo razem  jesteśmy więksi. (Dokładniej opisałem to w „FIdeladzie”, wyd. Zysk). Chruszczow wycofał rakiety i jako mechanizm ratujący twarz wymyślił doktrynę pokojowego współistnienia.

Sytuacja zbliża się energicznym krokiem do stanu rzeczy sprzed pół wieku. Z tym, że prezydent Obama nie używa brzydkich słów. Powiedzmy, że doszło już do ostrzegawczego wysondowania odporności NATO. Kiedy słucha się przekonujących wywodów dobrą angielszczyzną w Russia Today – mamy wrażenie, że partia wojny rządząca Kijowem i sterowana z Waszyngtonu oraz Brukseli morduje ludzi na wschodzie Ukrainy. Dysponenci tego przekazu mają w domyśle na końcu języka: tylko siły rosyjskie są w stanie powstrzymać to barbarzyństwo. W końcu Amerykanie nie robią nic innego w Iraku. „Rosji należy się w układzie globalnym miejsce ZSRR”.  Jeśli nie da się zmusić Zachodu do akceptacji dzisiejszych ambicji Moskwy, to wypróbujemy wariant „przypadkowego” ataku małą głowicą w niezamieszkany teren  niejądrowych obrzeży NATO. Nawet jeśli nastąpi odwet amerykański w postaci równie „przypadkowego” wybuchu kontrolowanego na odległym bezludziu syberyjskim, to jednak więcej mają do stracenia Szwajcarzy z ich bankami niż niedźwiedzie z ich leśnikami, kradnącymi drzewo po pijaku. I wtedy powrócimy do doktryny pokojowego współistnienia, którą trzeba ulepszyć o wyraźne określenie stref wypływu. Amerykanie niech sobie biorą Afganistan, jeśli tak bardzo chcą.

(Łagodniejszy  wariant „przypadkowego” wybuszku, to wycieczka garnizonu z Kaliningradu do Biedronki w Olsztynie po jabłka).

Krzysztof Mroziewicz

Print Friendly, PDF & Email

12 komentarzy

  1. W.Bujak 2014-09-04
    • Marian. 2014-09-04
  2. wiesiek59 2014-09-04
  3. W.Bujak 2014-09-04
  4. Mroziewicz 2014-09-04
  5. omszały głaz 2014-09-04
  6. slawek 2014-09-05
  7. Marian. 2014-09-05
    • Marian. 2014-09-05
  8. W.Bujak 2014-09-05
  9. wiesiek59 2014-09-05
  10. Marian. 2014-09-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com