Jerzy Klechta: Wrzesień – wczoraj   i  dziś

jesień2014-09-05.

Piękny to miesiąc, lecz w naszej, polskiej pamięci zapisane ma krwawe wydarzenia.  Najpierw atak Hitlera (1 września 1939), potem stalinowski nóż w plecy (17 września 1939).  Gdy sięgamy do tamtych dni, do bohaterstwa polskiego żołnierza i dramatu tysięcy Polaków,  tych którzy znaleźli się w koncentracyjnych obozach hitlerowskich lub na stalinowskim zesłaniu, ożywa nie tylko pamięć o gehennie polskiego narodu. Tym uważniej przyglądamy się dniu dzisiejszemu.

Wsłuchujemy się uważnie w to wszystko, co dzieje się na Ukrainie, w to wszystko co słyszymy z ust stalino-hitlerowca Putina.  Komentujemy, często z niepokojem,  postawę zajmowaną przez Zachód, przede wszystkim przez Niemcy i Francję. Z większą nadzieją patrzymy na Stany Zjednoczone, ostatnio na Wielką Brytanię. Podstawowe, najważniejsze pytanie brzmi: czy może powtórzyć się wrzesień 1939?

Oczywiście nic dwa razy się nie zdarza, jak brzmią słowa piosenki, lecz historia lubi się powtarzać. Szczyt NATO w Walii wlał nieco optymizmu, lecz ponieważ mamy złe doświadczenia z przeszłości, nie brak wśród nas sceptycyzmu. Przede wszystkim chodzi o spełnianie obietnic i wywiązywanie się z układów o współpracy na polu wojennym.

Wrzesień – miesiąc, w którym Polska została zaatakowana przez III Rzeszę ma wymiar szczególny, przypomina nam cyniczną postawę sojuszników: Wielkiej Brytanii i Francji. Wszak gdyby zgodnie z zawartymi między II Rzeczpospolitą a W. Brytanią i Francją traktatami o pomocy wojskowej oba te kraje wywiązały się z zobowiązań, Hitler musiałby prowadzić działania wojenne na dwa fronty, na zachodzie i wschodzie. Obojętność Londynu i Paryża sprawiła, że wszystkie siły rzucił przeciwko Polsce. A potem, ledwie niespełna 3 tygodnie później, dostaliśmy „nożem w plecy”.

Czy grozi nam powtórka z przeszłości? Nawet w najczarniejszym scenariuszu nie należy mówić o powtórce. Z Zachodem znajdujemy się w tym samym systemie wojskowym – NATO, i to jest niewątpliwie naszą siłą. Głównym naszym przeciwnikiem pozostaje Rosja Putina. Aczkolwiek prowadzi on wojnę, bo tak trzeba nazwać jego agresję na Ukrainę,  o odzyskanie choćby części wpływów z czasów ZSRR, to jednak Polska nie jest raczej brana przez Putina pod uwagę. Niemniej widzi on w nas – i  słusznie – przeszkodę w realizacji swoich zamierzeń.

Ukraina stała się dla Moskwy języczkiem u wagi. Ukraina sąsiaduje z Polską, Polska nie ukrywa wrogości do Rosji; Putin odwzajemnia ją po trzykroć. W minionych latach udało mu się uśpić Zachód, Polskę również. Wielu polityków, politologów, znawców problematyki wschodniej sądziło, że aczkolwiek Putin od  początku rządów sprawował je autokratycznie, potem w stylu dyktatorskim, to jednak liczono, że zbiegiem czasu stanie się bardziej europejski. Zakładano, że w końcu podąży drogą dialogu. Stało się całkiem inaczej.

Putin podążył  śladami Stalina. Przypomina Hitlera z czasów Monachium i Anschlussu Austrii. Tak, jak Zachód uległ Hitlerowi w 1938 r., a potem schował głowę w piasek, gdy ten uderzył na Polskę, tak mało czytelną i skuteczną politykę Zachód prowadził, jak dotychczas, wobec Putina. Czy teraz  jest szansa na to, że Zachód w pełni zrozumie co grozi ze strony Rosji nie tyko Ukrainie? Putinowska strategia stanowi największe niebezpieczeństwo dla  Polski i krajów nadbałtyckich. Znający mentalność wodzów Rosji (od czasów carskich po stalinowskie) mogą sobie pozwolić na stwierdzenie, że apetyty Kremla są nieograniczone. Putin jest wiernym zwolennikiem tej mentalności.

Szczyt NATO w Newport  zrodził nieco nadziei, z ust prezydenta USA i premiera W. Brytanii padły ważne słowa, lecz są to jak na razie słowa. Słowa, słowa, słowa… Skąd my to znamy!

Najbardziej zachowawczą  postawę zajmuje kanclerz Angela Merkel. Niemcy boją się Rosji. Na wariant stacjonowania baz NATO  w Polsce patrzą niechętnie. Zaś nasi politycy powtarzają słowa swoich poprzedników z czasów II  Rzeczpospolitej: „Chcemy, żeby nas ktoś bronił, tak jak my  jesteśmy gotowi do obrony innych”.

Prasa i politycy rosyjscy prawie całkowicie zbagatelizowali szczyt natowski. Prokremlowski portal Lifenews przytacza opinie putinowskich ekspertów kpiących niewybrednie z NATO. Za Putinem stoją oczywiście media, politycy, także naukowcy, no i naród. Prof. A. Domrin w wywiadzie dla Lifenews stwierdził, że opinia NATO o rosyjskiej agresji, to nic innego jak „trolling”.

Ustalenia szczytu NATO przyniosły Polsce pewne korzyści. Oprócz sił „szybkiego reagowania NATO” (20 tys. żołnierzy), które w razie zagrożenia mogą być gotowe do akcji w ciągu miesiąca, wydzielone zostaną siły „natychmiastowego reagowania”.  NATO utrzymywać ma stałą obecność w powietrzu, na ziemi i morzu we wschodniej części Sojuszu na zasadzie rotacyjnej. Powstanie tzw. szpica, zwarta siła zdolna do reagowania prawie natychmiast . Dowództwo ma działać w Szczecinie, gdzie obecnie mieści się dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego.

Jutro jest jednak zawsze nieznane.

Putin może nam zafundować to, co najgorsze. Prezydent Obama w przemówieniu zapewnił, że „demokracja wygra”, ale boi się wojny atomowej. Nie wszyscy zachodni politycy wierzą w sankcje, niektórzy  ich nie chcą, obliczając własne straty. Prezydent Komorowski zapowiada następny szczyt NATO w Polsce… w 2016 r.  Dwa lata to szmat czasu. Wszystko może stanąć na głowie.

Jerzy Klechta

Print Friendly, PDF & Email

11 komentarzy

  1. Magog 2014-09-06
  2. narciarz2 2014-09-06
  3. slawek 2014-09-06
  4. MaSZ 2014-09-06
  5. slawek 2014-09-06
    • MaSZ 2014-09-06
  6. slawek 2014-09-06
  7. W.Bujak 2014-09-07
  8. Hazelhard 2014-09-09
  9. de mowski 2014-09-10
  10. borowicz bogumiła 2014-09-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com