Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz: Taki piękny pomysł… I co z tego wyszło???

Dawno nie zachwyciło mnie nic tak bardzo, jak logo naszej prezydencji w Radzie Unii. Radosny korowód odmienionych sukcesem Polaków. Już nie tych z 1980 roku, zjednoczonych gniewnym obywatelskim nieposłuszeństwem, utrwalony w pamięci świata czcionką solidarycy, ale tych w dwadzieścia lat później – barwnych, pnących się w górę. uskrzydlonych sukcesem. Łączy ich ta sama, wysoko trzymana flaga, ale ta od prezydencji jakaś weselsza i zdecydowanie bardziej pewna siebie. Też pomyślałam, że do obu nadal pasuje zagrzewający do walki sygnał – hejnał, chyba napisany przez Włodka Korcza, tylko walka szczęśliwie o co innego się toczy. To logo to taka „radość poważna”, jeśli kto pamięta wywołany z dawnej pamięci tytuł studenckiego Bim–Bomu. Sobie pomyślałam – nareszcie bez martyrologii, zadęcia i napuszenia i taki „a niech ta, niech idą z nami jak chcą, a jak nie – Wola Boska i skrzypce”.

Podobnie ucieszył mnie projekt maskotki – bączka. Mniej krawatów, jeśli gatunkiem, wzornictwem i wykonaniem ustępujących tym z dawnego Milanówka. Maskotki – bączki – łowiczanki, krakowianki, kręcące spódnicami w tańcu, to przypomnienie zabaw z dzieciństwa, zawodów – czyja się dłużej kręci, sprawności w palcach. Wyobrażałam sobie, jak to z jednej strony zasili zamówieniami lokalne rękodzieło, ale z drugiej będzie rozładowywać nastroje unijnych posiedzeń, kiedy przy okrągłym stole zasiądzie dwudziestu siedmiu ministrów, no, dajmy na to, finansów czy rolnictwa, i zaczną kręcić polskie łowiczanki. Tak to sobie pomarzyłam.

Szczęśliwie logo się ostało i cieszy oko w wielu miejscach, a w Warszawie na narożniku Alei Jerozolimskich i Nowego Świata. Autor na tyle sławny, że mógł dopilnować wierności odtwarzania projektu. Niestety, całkowita klęska spotkała tańczące łowiczanki i krakowianki. Uznano widocznie, że ręce ludowych rękodzielników i ludowa tradycja to za niskie progi dla wielkiego świata Unii Europejskiej. Wykonawstwo zlecono FIRMIE. Jej pracownicy – fachowcy, chyba nigdy nie wiedzieli, a w każdym razie nie bawili się ludowymi bączkami – tancereczkami. Cudowny pomysł poddano przemysłowej obróbce, z czego wyłoniły się oblane plastikowym lakierem pasiaste buły, wielokrotnie większe od pierwowzoru, całkowicie odarte z wdzięku, koloru, a co najważniejsze – ich tajemnicy, zawartej w możliwości pobudzania do tanecznego wirowania. Aby było już naprawdę bogato, wsadzono po dwie LALE jako prezent do czarnego pudła, które (tu ponownie reminiscencje z dzieciństwa) konstruowało się jako oprawa pochówku kończących żywoty kanarków, papużek czy innych towarzyszy zabaw. Na pudle nie umieszczono ani logo prezydencji (może aby nie podkreślać brzydoty podarunku, a może autor logo się nie zgodził), ani żadnej informacji o okolicznościach wydarzenia, które podarunek ma upamiętniać. Umieszczono natomiast pełną reklamę wykonawcy tego funeralnego dzieła.

Panie Ministrze, może Panie Dyrektorze Departamentu, odpowiedzialny za Prezydencję. a może Urzędniku odpowiedzialny za promocję kultury w czasie prezydencji – proszę przy najbliższej okazji kupić sobie, żonie albo swoim dzieciom, wnukom, bączka – tancereczkę na ludowym straganie i zrobić rodzinne zawody. Jak choć raz szanowni Państwo w to się zabawicie, to odpowiedzcie sobie i nam, dlaczego mając takie wspaniałe tradycje i cudowne pomysły, musimy sobie robić takie straszne kuku.

Elżbieta Skotnicka – Illasiewicz

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com