Jerzy Klechta: Śmierć generała, czyli polskie piekiełko

2012-06-30. 70 lat temu zginął ostatni ułan Rzeczpospolitej. Był nim przedwojenny hulaka co się zowie, słynny gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, najwierniejszy żołnierz marszałka Józefa Piłsudskiego. Plotki dotykały go przez całe życie, z upodobaniem powtarzano je po jego śmierci. Antoni Słonimski tak  opisuje plotkarską Warszawę: Warto by odełgać legendę o Wieniawie – bawidamku i fanfaronie w stylu gaskońskim, legendę, która utrwaliła się, fałszywie przekazując nam tę malowniczą i tragiczną postać dwudziestolecia międzywojennego[…] To, że wypić lubił, nie czyniło go pijakiem. Warto przypomnieć, że nieprawdą jest, jakoby Wieniawa po pijanemu konno wjechał na parkiety „Adrii”, natomiast prawdą jest, że był tłumaczem Baudelaire’a, lekarzem z wykształcenia, dzielnym żołnierzem i szlachetnym człowiekiem. Wieniawa padł martwy na nowojorskim bruku 1 lipca 1942 roku.

Walczył u boku Józefa Piłsudskiego z Rosjanami, najpierw carskimi potem bolszewickimi. Wstąpienie Wieniawy do Legionów Piłsudskiego poprzedziły lata studiów, ukończył z wyróżnieniem  medycynę we Lwowie, w Paryżu studiował malarstwo, obracał się w kołach artystycznych Lwowa, Krakowa, Warszawy, znał (z większością był za pan brat) Jana Kasprowicza, Leopolda Staffa, Stanisława Przybyszewskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Jana Lechonia, Juliana Tuwima, Mariana Hemara, Kornel Makuszyński zachęcił go do pisania wierszyków satyrycznych,  najchętniej kpił z tych, którzy kładli kłody pod nogi Marszałkowi Piłsudskiemu. Wśród nich znalazł się późniejszy premier rządu londyńskiego i wódz naczelny gen. Władysław Sikorski. Polskie piekiełko to nie wymysł naszych czasów. Premier – generał odpłaci generałowi – „hulace” pięknym za nadobne i to boleśnie.

Wieniawa płynnie mówił w kilku językach, najsłabiej po rosyjsku, choć właśnie rosyjska „przygoda” godna jest odnotowania. W walkach (1914-1915)Wieniawa zapisał się  brawurą, za co otrzymał awans na porucznika i wkrótce Krzyż Virtuti Militari kl. V. W walce z bolszewikami brał udział w kampanii kijowskiej i bitwie warszawskiej – cudzie nad Wisłą. Wcześniej natomiast znalazł się jako więzień na Łubiance! Wiosna 1918!  W Rosji było już po rewolucji bolszewickiej, Włodzimierz Ilicz Lenin wprowadzał w życie  swoje rządy, ciągle jednak toczono walki, spotkać można było zarówno rozbitków z oddziałów carskich, jak i wojska austriackie i niemieckie. Panował chaos i bałagan. Piłsudski wysłał więc Wieniawę do Rosji trochę na przeszpiegi, głównie po to, aby wsparł gen. Hallera. Plan ten przekreśliła  klęska Hallera pod Kaniowem, Wieniawa  zaś znalazł się w Moskwie.

To jest interesujący epizod: Wieniawa po przyjeździe  do Moskwy znalazł schronienie u  Borysa Sawinkowa – poety, organizatora zamachów ( jeden z nich zakończył się śmiercią szefa carskiej policji), słowem brat – łata, druh naszego ułana. Dzięki niemu Wieniawa mógł nawiązać kontakty  z zachodnimi  misjami wojskowymi, pożyteczna okazała się znajomość z szefem Francuskiej Misji Wojskowej w Rosji gen. Lavergenem. Zaofiarował Wieniawie pomoc w wyjeździe z Moskwy w gronie  członków misji francuskiej. Nadzwyczajna Komisja ds. Walk z Kontrrewolucją i Sabotażem ( słynna Czeka, Czerezwyczajka) założona i kierowana przez polskiego szlachcica (herbu Sulima), Feliksa Dzierżyńskiego  polowała na „białych”. Białych czyli wszystkich poza czerwonymi, w tym rzecz jasna Polaków. Wieniawa zaopatrzony w dokumenty na nazwisko Mianowski, wsiadł do pociągu w międzynarodowym wagonie jako żołnierz armii francuskiej. Mimo „dobrych” papierów  został z pociągu wyciągnięty. Nie była to przypadkowa wpadka,  wiedziano kim jest i  w jakim celu znalazł się w Moskwie. Natychmiast osadzono go na Łubiance.  Czekiści  przekazali Wieniawę w ręce polskich komunistów. Jego losem zainteresował się znany adwokat Leon Berenson. Wieniawę odwiedzała również jego żona Bronisława. Pewnego dnia odwiedził go w celi sam Dzierżyński. Przyszedł zaintrygowany nazwiskiem więźnia. Najgłośniejszy obok Stalina kat, był za czasów carskich osadzony w X Pawilonie Cytadeli w Warszawie ( w latach1913-1914) . Celę numer 12 dzielił z członkiem PPS Tadeuszem Wieniawą – Długoszowskim. Współwięzień okazał mu pomoc. Teraz Feliks Dzierżyński chciał się zrewanżował więźniowi o tym samym nazwisku.  Kat rozkazał wypuścić z Łubianki rodaka. Wieniawa był chory. Zaopiekowała się nim i leczyła go Bronisława Berenson.  Wkrótce wyjechała z mężem do Paryża. Ale miłość do przystojnego adiutanta okazała się silniejsza. Po rozstaniu z mężem została żoną Wieniawy. Adiutant Piłsudskiego był jedynym Polakiem i najpewniej w ogóle jedynym więźniem w mrocznych dziejach Łubianki, który pobyt w bolszewickiej kaźni i przede wszystkim jego następstwa mógł  wspominać dość przyjemnie. Pani Bronisława uchodziła za paryską piękność.

Nie miejsce, aby szczegółowo opisywać bogaty życiorys gen. Wieniawy. Napomnijmy, że dwudziestolecie międzywojenne  wypełniła długa lista jego sukcesów. Gdy Piłsudski przed przewrotem majowym 1926 usunął się do Sulejówka, Wieniawa podjął studia w Wyższej Szkole Wojennej. Stal się najlepiej wykształconym pod względem wojskowym generałem II RP. Został dowódcą I Brygady, następnie II Brygady Kawalerii, awansował na generała brygady, już po śmierci Marszałka został generałem dywizji.  Piłsudski widział w  nim dyplomatę, tę służbę Wieniawa traktował  niechętnie, ale celująco, jako służbista służył jak należy. Po wybuchu wojny, jako ambasador w Rzymie (był nim do 13 czerwca 1940 r.), wykorzystując swoje koneksje zajmował się przerzutem oficerów i żołnierzy polskiej armii na Zachód .

Zbliżamy się do dramatycznego finału. Dla gen. Wieniawy –  żołnierza z krwi i kości – wrzesień 1939 był dramatem. Jako ambasador w Rzymie czekał na rozkazy, pragnął jednego: powrotu do wojska. Nadeszła decyzja najmniej oczekiwana. Prezydent Ignacy Mościcki  zdecydował się na złożenie urzędu. Swoim następcą mianował Wieniawę. W nocy z 20 na 21 września 1939 r. wysłał pocztą dyplomatyczną dekret nominacyjny.  Gen. Wieniawa – Długoszowski został czwartym prezydentem II RP.

Wieniawa reprezentował obóz legionowy i sanacyjny – i ten fakt  usprawiedliwia dezaprobatę dla kandydatury Wieniawy. Z tego, że obóz ten przegrał we wrześniu 1939 r. zdawał sobie również sprawę Wieniawa. Dobiła go wiadomość o ucieczce Marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego. Nie mógł pojąć, że jeden z najbliższych żołnierzy Komendanta,  zamiast bronić honoru Polski,  zostawił armię podkomendnych bez głównodowodzącego. Przeciwko nominacji gen Wieniawy wystąpił zdecydowanie  gen. Sikorski. Tak zdecydowanie, że do protestu przyłączyły się rządy francuski i angielski. Rodacy ( nie po raz pierwszy  i nie ostatni) opowiedzieli się przeciwko rodakom (podpierając się obcymi). Gen. Wieniawa  zareagował bez chwili wahania. Do Ignacego Mościckiego wysłał telegram następującej treści:: Najdostojniejszy Panie Prezydencie, Dziękując Panu Prezydentowi za okazane mi zaufanie i wiarę w to, że w każdym przypadku postąpię, mając na widoku jedynie tylko dobro Rzeczpospolitej – składam na ręce Pana Prezydenta zrzeczenie się godności następcy Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 17 września 1939 roku. Mam zaszczyt prosić Pana Prezydenta o przyjęcie mojej rezygnacji w tym przekonaniu, że działam w interesie sprawy publicznej. Proszę Pana Prezydenta  przyjęcie mojej najgłębszej czci i oddania. Paryż, 27 września 1939. Zapisane zostało w historii Polski, że Bolesław Wieniawa – Długoszowski jako następca prezydenta RP urzędował od 25 września 1939 do 29 września 1939. Cztery dni.

Wieniawa pragnął teraz jednego. Słał listy do premiera Sikorskiego. Prosił, aby pozwolił mu walczyć. Nawet przysłowiowymi gołymi rękoma. Po klęsce Francji w 1940 r. udał się do Portugalii i stamtąd do USA. Propozycja Sikorskiego, aby objął ambasadę na Kubie była gwoździem do trumny. Ale rozkaz pozostał rozkazem. Wykupił bilety do Hawany z datą 2 lipca 1942 r. W telewizyjnym filmie niedawno emitowanym w TVP córka gen. Wieniawy wspominała, że rankiem 1 lipca  tryskał humorem, kilka dni wcześniej  zaopatrzył się w letnie garnitury. Tego dnia  wyszedł na górny taras pięciopiętrowego domu przy  Riverside Drive 3. Znaleziono go na ulicy martwego.

Polityczny odwet, osamotnienie i poczucie krzywdy to jeszcze nie powód, aby popełniać samobójstwo. Rycerzowi zabrano szablę i zbroję, bez których nie potrafił żyć. Gen. Sikorski i  jego najbliższe otoczenie eliminowało piłsudczyków z życia politycznego i wojskowego. Oficerów wrogiego  obozu  osadzono w obozach  najpierw we Francji a potem w Wielkiej Brytanii.  Zamiast walczyć na froncie jedni załamywali się , drudzy rozkochiwali w sobie Szkotki i Angielki. Tragiczna śmierć przed 70 laty ostatniego ułana II Rzeczpospolitej uzmysławia, że polskie piekiełko prowadzi  do narodowego nieszczęścia. Bo przecież z drugiej strony – generałowi Sikorskiemu na innym polu nie można odmówić zasług. Piekło jednak wzięło górę.

Jerzy Klechta

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Luciano 2012-06-30
  2. Lipka 2012-07-01
  3. Stefan 2012-07-01
  4. borowicz bogumiła 2012-07-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com