W.T.: Rosja – Ukraina, odcinanie pępowiny

UKRAINE CRISIS2014-09-25.

Amatorskie filmy z Mariupola z połowy maja dokumentują moment wycofywania z miasta wojsk ukraińskich. Transportery opancerzone forsują w pełnym biegu rachityczne barykady, sporządzone przez prorosyjskich mieszkańców, którzy z satysfakcją obserwują ucieczkę sił rządowych. Druga odsłona z początku września, pokazuje mieszkańców Mariupola, którzy z determinacją budują umocnienia, mające zatrzymać wojska rosyjskie przed okupacją miasta.

Można by powiedzieć, że mieszkańcy południowej Ukrainy przeszli właśnie przyspieszony kurs świadomego obywatelstwa, namacalnie otrzymując lekcję o szkodliwości rewolucyjnych zmian.

Rosyjskie zwycięstwa

Środki masowego przekazu z lubością informują o kolejnych sukcesach prezydenta Rosji Władimira Putina. Naturalne przymioty prezydenta są doprawdy niezwykłe: demiurg ogrywający w sposób dowolny zachodnich partnerów, przenikliwy strateg, zręczny polityk. W porównaniu z takim tytanem intelektu zachodni politycy jawią się jako niedojrzali, nieskuteczni i niezborni (no co tu dużo gadać – kompletne osły).

Najpoważniejsze europejskie dzienniki przekazały właśnie hiobową wieść, iż Ukraina przegrała w tej chwili wojnę z Rosją, doprawdy przerażające. Wynika z tego, że część dziennikarzy miała nadzieję na zwycięstwo strony ukraińskiej, wbrew ocenie analityków i specjalistów. Należy jednak podkreślić, iż Ukraińcy zmusili Moskwę do jawnego wprowadzenia wojsk, bo na ostatnim etapie walk wyraźnie zabrakło „ochotników”.

Analizując spokojnie te rosyjskie poczynania trudno uznać aneksję Krymu za znaczące zwycięstwo; wprowadzono wojska na sprzyjający agresorowi teren, praktycznie bez oporu strony ukraińskiej. Dalsza część agresywnych zamierzeń poszła już gorzej, udało się wywołać rebelię tylko w dwóchobwodach (ługańskim i donieckim), zresztą i tam bez rosyjskich najemników, pieniędzy i uzbrojenia rewolta nie miała szans. Jeżeli jednak ktoś uznał, że jest możliwe pokonanie prorosyjskich sił w Donbasie – to był niepoprawnym optymistą.Część europejskich polityków wskazywała, że konflikt na Ukrainie można rozwiązać tylko politycznie, bo z uwagi na miejscowe uwarunkowania i rosyjskie postulaty, militarne rozstrzygnięcie nie jest możliwe.

Analizując rosyjskie aspiracje, które nie są przecież tajemnicą, należy się zastanowić ,czy dotychczasowe poczynania Kremla rzeczywiście służą realizacji jego zamierzeń. Atakując Ukrainę prezydent Putin zamierza upiec na jednym rożnie jednocześnie kilka pieczeni. Skruszyć albo co najmniej osłabić transatlantycki sojusz, rozbić (rozegrać, poróżnić) unijną solidarność, uzyskać status rozgrywającego mocarstwa, które jest gwarantem porządku i spokoju na obszarze post sowieckim i choć częściowo zakwestionować rolę USA jako globalnego mocarstwa, gwaranta europejskiego bezpieczeństwa. W konfrontacji z Ukrainą zmusić polityczne kierownictwo do uznania Moskwy jako ostatecznego arbitra, zapobiegając wyrwaniu tego kraju z rosyjskiej orbity, przy okazji dając sygnał innym sąsiadom Rosji, iż Kreml nie będzie tolerować prób uzyskania samodzielności, ani lekceważenia woli i stanowiska Moskwy. Równie istotne jest oddziaływanie na sprawy wewnętrzne Rosji ukraińskiej irredenty, wzmożenie patriotyczne, szybujące sondaże i konsolidacja społeczeństwa – to wymierne korzyści niewypowiedzianej wojny.

Poluźnienie więzi transatlantyckich w tej odsłonie rosyjsko-zachodniego konfliktu jest raczej w moskiewskiej sferze marzeń. Szczyt NATO w Newport pomimo rozlicznych narzekań malkontentów wykazał, iż w obliczu poważnego zagrożenia nastąpiła na zachodzie konsolidacja polityczna. Zachodnia Europa wyraźnie wstrząśnięta złamaniem przez Kreml norm międzynarodowego postepowania z ciężkim sercem, ale dość zgodnie, uchwala kolejne sankcje. Protesty zgłaszane przy tej okazji pochodzą o dziwo z Słowacji, Czech i Węgier (choć wiadomo, dlaczego te kraje „sympatyzują” z Rosją), a nie dużych państw związanych rozlicznymi kontraktami handlowymi i przemysłowymi z Rosją. Uzyskanie statutu mocarstwa, dysponującego istotnym wpływem na bieg spraw w obszarze wschodniej Europy jest obecnie dalej niż w momencie decyzji o aneksji Krymu. Żaden poważny, zachodni polityk nie będzie inwestował w układ, którego gwarantem miałby być nieprzewidywalny (bo oderwany od rzeczywistości) agresywny, grożący użyciem broni atomowej, kremlowski władca. Napaść na Ukrainę trudno uznać za właściwą rekomendację do uznania moskiewskich ambicji. Kraj dysponujący odpowiednim potencjałem gospodarczym (innowacyjnym), politycznym i militarnym nie musi domagać się uwzględniania swoich postulatów, bowiem przedstawiając wyważone, rozsądne stanowisko, dysponuje odpowiednim do swojej wagi wpływem na polityczne i gospodarcze otoczenie. Posiada też kredyt zaufania, wynikający z długoletniej współpracy handlowo-politycznej.

Wypowiedzi rosyjskich polityków natomiast sprawiają wrażenie, iż obecnie w Europie istnieją procedury wyboru (castingu) na imperium, które to wymogi Moskwa spełnia i tylko złośliwi i bezczelni zachodni politycy nie chcą tego faktu uznać. Należy oczekiwać podpowiedzi, kto o wygraniu konkursu na mocarstwo ma powiadomić światowe media. Może przewodniczący Rady Europejskiej albo prezydent Obama lub też papież Franciszek (a może wspólnie, bo dopiero wtedy będzie ważne)? Rosja w stosunkach z sąsiadami przypomina niestety brutalnego męża, który systematycznie tłukąc sztachetą swoją żonę, oczekuje miłości, oddania i szacunku.

Rosyjska doktryna sprawia wrażenie teleportowanej wprost z XIX wieku, 150 lat wstecz zdobycze terytorialne stanowiły wymierny wyraz siły i potencjału ówczesnych mocarstw. Obecnie wyrazem potęgi i zasobności jest skuteczność, z jaką państwo zapewnia swoim obywatelom dobrobyt. Wymachujący rakietą z głowicą atomową prezydent Francji, byłby posądzony o poważną chorobę wymagającą kuracji w zakładzie zamkniętym (z medialną poradą by do miejsca leczenia dojechał na skuterze). Kto w Europie szanuje i poważa prezydenta Rosji, który w nie zawoalowany sposób przypomina partnerom, że dysponuje bronią masowego rażenia? Wszystko to razem, pozwala na smutną konstatację, że społeczeństwo rosyjskie wraz ze swoimi władzami utworzyło na wschodzie Europy żywy skansen, taki relikt myślenia i postępowania imperialnego. Nie pierwsza to i pewnie nie ostania próba zawrócenia koła historii. Czy udana? Zobaczymy.

Można się tylko domyślać, że temperatura narad na Kremlu osiąga w ostatnich tygodniach szczytowy punkt wrzenia. Prezydent Putin ma teoretycznie możliwość osiągnięcia dowolnych celów na Ukrainie i tylko od Moskwy zależy, gdzie zatrzymają się rosyjskie czołgi. Ale jasne, że ten luksus wyboru jest wyłącznie pozorny, bowiem Moskwa nadal ma nadzieję na osiągnięcie swoich celów politycznych, które zakładają potwierdzenie przez władze ukraińskie statusu hegemona i zatrzymania Ukrainy w marszu na zachód. Pozostaje też niezwykle ważna kwestia uzyskania połączenia lądowego z Krymem, nie mówiąc już o uznaniu jego aneksji. Świadczy to o całkowitej aberracji rosyjskiego kierownictwa, do którego jeszcze nie dotarło, że Ukraina jest stracona. Właśnie na szczycie NATO postanowiono, że Gruzja we wrześniu otrzyma ofertę Membership Action Plan (MAP), czyli plan działań na rzecz przyszłego członkostwa. Można już dziś powiedzieć, że za jakiś czas taki plan może otrzymać również Ukraina, jeżeli w przypadku Gruzji konflikt o Abchazję i Osetię nie jest przeszkodą, to dlaczego taką przeszkodą miałby być Donbas?

Atmosfera wokół Rosji gęstnieje, nałożone sankcje są problemem, ale można je jakiś czas ignorować, jednak nie da się bagatelizować ucieczki kapitału i odwrotu zachodniego biznesu. Aneksja Krymu, atak na Ukrainę, sytuacja w Iraku i Syrii powinna wywołać panikę na giełdach ropy naftowej, jednak ceny spadają, co za piękny dowód na istnienie wszechświatowego spisku … Ta spiskowa teoria dziejów właśnie uderzyła w rosyjskie niby imperium i kremlowski mocarz powinien dokonać retrospekcji. Może uzna, że koszty są zbyt dotkliwe? Decyzja o złagodzeniu sankcji może zapaść wyłącznie w Berlinie, stąd do niemieckiej stolicy (po cichu) pielgrzymują rosyjscy politycy. Niemiecka lewica z radością przyjęłaby zniesienie restrykcji, ale polityczne centrum i mainstreamowa prasa wyraźnie uznała, że prezydent Putin przekroczył granice przyzwoitości i co gorsza psuje interesy, a to już jest całkowicie niedopuszczalne ( tak samo jak karygodne i głupie jest lekceważenie pani Kanclerz).

Ukraińska dumka

Przystępując do anatomii wydarzeń na Ukrainie należy dokonać analizy procesów (gospodarczych i politycznych)przebiegających w tym kraju. Podstawą do takiej oceny jest zawsze położenie ekonomiczne, jakość życia i bezpieczeństwo osobiste obywateli. Poniższa tabela obrazuje rzeczywiste przyczyny kryzysu na Ukrainie, który ma głównie wymiar biedy i niedostatku dla wielu milionów mieszkańców.

PKB per capita(PPP – parytet siły nabywczej) w USD

 

  1989 2008 2013
Ukraina 7569 7634 7423
Rosja 8081 16161 17884
Białoruś 4321 12344 15753
Polska 6113 17560 21214

 

Mentalny i polityczny podział na zachodnią i wschodnią Ukrainę, korupcja o niebywałym poziomie, obecność rosyjskich agentów na wszystkich poziomach ukraińskiego państwa, oligarchiczny system gospodarczy ze znacznym udziałem przemysłu ciężkiego, nadmierna energochłonność gospodarki, to podstawowe dylematy trapiące naszego wschodniego sąsiada. Jeżeli nie wiemy jak wygląda państwo upadłe to Ukraina może stanowić przyczynek do niejednej pracy naukowej, opisującej degrengoladę w różnych dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. Możemy udawać, że walki na wschodzie Ukrainy, to wyłącznie rosyjska agresja, ale prawda jest niestety taka, że trwa tam wojna domowa. Separatyści przyszli z Rosji, ale dysponowali i dysponują poparciem miejscowej ludności – i jest to bezsporne. W tym konflikcie nie ma żadnego pewnego aksjomatu, o wyborze politycznym (za Ukrainą lub Rosją) nie decyduje narodowość, wyznanie, język lub wiek. Podziały przebiegają w rodzinach, środowiskach pracowniczych, wśród sąsiadów i w różnych grupach społecznych. Jednak to wyłącznie poparcie rosyjskie pozwoliło na kontynuowanie rewolty, a wprowadzenie zwartych jednostek rosyjskiej armii na zatrzymanie ofensywy sił rządowych. W maju ukraińskie wojska wielokrotnie były zatrzymywane na drogach przez grupy mieszkańców, którzy w ten sposób próbowali wesprzeć rebelię. Dziś po doświadczeniach społeczności wschodniej Ukrainy z separatystami i wojną, takie zachowanie jest mało prawdopodobne. W trakcie walk obie strony używają ciężkiego sprzętu, artylerii, wyrzutni rakiet i moździerzy, a podawana liczba ofiar (3000) wydaje się zaniżona.

***

Konflikt o takim wymiarze będzie miał jeszcze wiele odsłon i spokojnie można zakładać że będzie trwał dekady. Jeżeli obecny rozejm się utrzyma, to nie będzie to zasługa armii ukraińskiej, tylko oznaka, że prezydent Putin postanowił nie przekraczać Rubikonu. Wszystkie porozumienia i przegłosowane ustawy mają wartość tak długo, jak stoi za nimi siła militarna, a decydujący głos ma tutaj Moskwa. Sprawy na Ukrainie mogą pójść jeszcze w różnych kierunkach. Ukraińska zwierzchność nad Donbasem jest obecnie iluzoryczna, powoli do elit kijowskich dociera konstatacja, że próba utrzymania regionu „za wszelką cenę” jest nieracjonalna. Kto ma zapłacić za zniszczoną infrastrukturę, wypłacać emerytury, co z wyposażeniem fabryk skradzionym przez Rosjan? Jak widać pól do konfliktów i sporów nie zabraknie. Dzisiaj należy zgodzić się na pozorną niepodległość enklawy, a w przyszłości się zobaczy. Jeżeli ukraiński premier mówi, iż jego kraj ma tylko jednego wroga i jest nim Rosja, to należy mieć nadzieję, że za parę lat pogląd ten przebije się do świadomości mieszkańców wschodniej Ukrainy. Obecnie za wstąpieniem do NATO jest 80% Gruzinów.

Podpisane umowy o stowarzyszeniu z UE nie będą miały znaczenia, jeżeli nie pójdą za tym reformy gospodarcze i polityczne. Ukraina jest wyraźnie na rozdrożu, po jednej stronie ma wybór, uciążliwych, mozolnych reform, praktycznie we wszystkich dziedzinach życia, a z drugiej – społeczeństwo doprowadzone do rozpaczy tragicznymi warunkami ekonomicznymi – może zareagować zwrotem w kierunku łatwych populistycznych recept, rozwiązania obecnego kryzysu. Bunt społeczny napędzany przez rosyjskich agentów, może po raz kolejny pogrzebać ukraińskie marzenia. Ale szansa na zwrot ku Zachodowi jest dziś bardziej realna niż jeszcze w roku 2013.

W.T.

Dane Autora znane redakcji

Print Friendly, PDF & Email

22 komentarze

  1. AP. 2014-09-25
  2. Magog 2014-09-25
  3. Magog 2014-09-25
  4. slawek 2014-09-26
  5. narciarz2 2014-09-26
  6. andrzej Pokonos 2014-09-26
    • andrzej Pokonos 2014-09-26
  7. W.Bujak 2014-09-26
    • andrzej Pokonos 2014-09-26
  8. W.Bujak 2014-09-26
    • andrzej Pokonos 2014-09-27
      • W.Bujak 2014-09-27
  9. Marian. 2014-09-26
  10. W.Bujak 2014-09-26
    • Marian. 2014-09-26
  11. MaSZ 2014-09-26
  12. slawek 2014-09-27
  13. W.Bujak 2014-09-27
  14. AP. 2014-09-27
  15. Magog 2014-09-27
  16. AP. 2014-09-27
    • Marian. 2014-09-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com