Cezary Bryka: Z życia psujów

2012-07-02

1.

„Fakt w rozumieniu potocznym jest to wydarzenie, które nastąpiło w określonym miejscu i czasie” – głosi definicja. W określonym miejscu i czasie odbyły się Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej.

Analizowanie słabego wyniku polskich piłkarzy nie jest moją działką. Za to już dziś mogę cieszyć się z faktu – właśnie z faktu! – jakim stał się polski sukces wizerunkowy. Napisał już o nim Benfranklin, a ponieważ ten niewątpliwy sukces jest brutalnie kwestionowany, dorzucam konkrety.

Z badań, przeprowadzonych przez PBS w miastach gospodarzach Euro 2012 w dniach 8, 10, 16 i 18 czerwca, na łącznej grupie 4 tysięcy osób powyżej 15 roku życia:

 „Kibice i turyści zagraniczni bardzo dobrze oceniają fazę grupową Euro 2012 w Polsce. 92%. badanych pozytywnie ocenia atmosferę panującą w trakcie turnieju, a 85% bardzo dobrze wypowiada się o organizacji mistrzostw w Polsce. Niemal wszyscy, bo 92% respondentów deklaruje, że po powrocie do swojej ojczyzny poleci Polskę znajomym jako kraj atrakcyjny turystycznie i warty odwiedzenia. Blisko 80%. badanych twierdzi, że odwiedzi ponownie nasz kraj. Zagraniczni kibice bardzo dobrze ocenili transport kolejowy – pozytywnie na jego temat wypowiedziało się ponad 73% ankietowanych. Obcokrajowcy bardzo pozytywnie odnieśli się również do wolontariuszy miejskich pracujących w trakcie Euro 2012 na lotniskach, dworcach kolejowych, w strefach kibica i przestrzeni publicznej Miast Gospodarzy. Ponad 90% badanych, którzy korzystali z ich pomocy bardzo dobrze ją ocenia. Ogólna ocena organizacji stref kibica w Polsce jest również bardzo wysoka, to blisko 90% pozytywnych wskazań wśród odwiedzających.

W fazie grupowej na stadionach i w strefach kibica bawiło się łącznie w Polsce 2 577 433 osób. W tym czasie doszło do 101 naruszeń porządku, co w porównaniu do skali imprezy, stawia Euro 2012 w Polsce w grupie najbardziej bezpiecznych międzynarodowych imprez tego typu. Potwierdzają to wyniki badania PBS – 85% obcokrajowców czuło się w naszym kraju podczas Euro 2012 bezpiecznie”.

(źródło: wirtualna polska.pl)

„Polska i Ukraina zorganizowały fantastyczny turniej, który był unikalny w swej atmosferze i pozostanie w naszej pamięci” –  oświadczył na konferencji prasowej w przeddzień finału mistrzostw szef UEFA, Michel Platini. „Jestem dumny z Ukrainy i Polski. I Polacy, i Ukraińcy wykazali ogromny entuzjazm i wyznaczyli wysokie standardy organizacji mistrzostw, które będą trudne do osiągnięcia dla innych organizatorów Euro” – podkreślił.

Polska Organizacja Turystyczna liczy, że w Polsce po Euro 2012 rozwinie się turystyka biznesowa, a turysta, który przyjeżdża w celach biznesowych wydaje 3-4 razy więcej niż pozostali turyści. Biznesmenów mają przyciągnąć przede wszystkim nowe obiekty konferencyjne i hotelowe, wybudowane przed Mistrzostwami. POT szacuje, że dzięki organizacji Euro liczba odwiedzających Polskę zwiększy się o pół miliona. Pełnomocnik ds. Euro 2012 w Polskiej Organizacji Turystycznej wyjaśnia: „Do tej pory mieliśmy problem z miejscami, w których można organizować tego typu imprezy (targi, kongresy, szkolenia i wystawy – C.B.). Dzięki temu, że powstały stadiony, które są także wielofunkcjonalnymi centrami kongresowymi, dzięki budowie nowych centrów kongresowych w Krakowie i w Katowicach, w Polsce powstają warunki do zapraszania gości i organizowania imprez w zakresie turystyki biznesowej”.

Zdaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości w związku z Euro miał być skok cywilizacyjny. Na to liczyliśmy. Skończyło się kompletną klęską”. Euro trzeba podsumować od strony ekonomicznej i sprawdzić ilu turystów przyjechało do Polski podczas turnieju: „Liczono na 800 tys., było znacznie mniej. To też trzeba wziąć pod uwagę w ostatecznej ocenie” – oświadczył prezes.

„Codzienny monitoring nastawienia Polaków do odbywających się w naszym kraju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej pozwala śledzić dynamikę obaw związanych z realizacją turnieju w Polsce. Okazuje się, że wraz z kolejnymi meczami i upływającym czasem niechęć do turnieju oraz obawy z nim związane systematycznie maleją. EURO 2012 nie okazało się sukcesem dla polskich piłkarzy, ale w odbiorze społecznym są duże szanse na sukces Polski w wymiarze organizacyjnym” – to ogłoszony 21 czerwca wynik badań Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych (IIBR).

Ów sukces Polski w wymiarze organizacyjnym wyjaśnił natychmiast po finale Mistrzostw publicysta Strefy Wolnego Słowa: „Budzi się narodowe ambicje Polaków wywoływane przez piłkę nożną, sport, w którym od lat nie odnosimy sukcesów. Zastosowano znów starą, rzymską zasadę: Chleba i igrzysk. Tylko w starożytnym Rzymie, za imperatorów, dawano chleb, a tu brakuje tej symetrii. (…) Wszyscy mają pląsać jak kukiełki pociągane za sznurki”, zaś guru prawicowych dziennikarzy gasi bezrozumny entuzjazm Polaków: „A teraz trzeba się pogodzić, że poza wizerunkowymi, oczekiwanych korzyści z tej fiesty nie będzie. (…) Długi, rozgrzebane drogi i koleje, bankructwa podwykonawców i wydatki na utrzymanie stadionów, zbudowanych nie na potrzeby miast-gospodarzy, tylko na ten jeden raz. Warto było?”.

Dla mnie – warto. Należę do Polaków z raportu IIBR, czyli tych, których nastawienie do mistrzostw z dnia na dzień stawało się lepsze. Przed ich rozpoczęciem złościło mnie bezpardonowe upstrzenie Warszawy piłkarskimi symbolami, walącymi po oczach piłkarskimi wzorami na wszelkich możliwych produktach i wizja błazeńsko pomalowanych, ryczących kiboli (coś słyszałem o kibicach niebędących kibolami, ale agresywny obraz tych ostatnich nie pozwalał mi przyjąć, że takie zachowanie nie jest normą). Czasem bardzo miło jest stwierdzić, że nie miało się racji. Wciągnęła mnie atmosfera rozbawionej Warszawy, pokazującej zupełnie inną twarz niż ponuro-martyrologiczna, jaką widujemy na co dzień. Przypomniał mi się mój zachwyt, kiedy w czasach najrealniejszego PRL-u spędziłem kilka godzin na Schodach Hiszpańskich, tracąc ochotę na zwiedzanie zabytków Rzymu, o których zobaczeniu marzyłem od lat. Otaczał mnie wielobarwny, wielojęzyczny tłumek siedzących na schodach rówieśników, w kilku miejscach ktoś podśpiewywał przy gitarze, każdy każdemu mógł mieć coś do powiedzenia, pytanie „skąd przyjechałeś” zaczynało kolejną pogawędkę.  Poczułem, że to jest miejsce dla mnie. Teraz, kiedy skomercjalizowane Schody Hiszpańskie stały się miejscem pokazów luksusowej mody, ich atmosfera na miesiąc przywędrowała do Warszawy. Nie mogłem tego nie polubić, choćby i z daleka.

2.

„Faktem nie może być zdarzenie, które  jeszcze  nie nastapiło, można jednak mówić o przewidywaniu przyszłych faktów – czyli zdarzeń które najprawdopodobniej się wydarzą” – to dalszy ciąg definicji faktu.

Ta część definicji powinna zostać uzupełniona po 12 czerwca 2012 r., czyli jedynym niemiłym dniu EURO 2012. Oto jego aktualne brzmienie: „Faktem może być zdarzenie które jeszcze nie nastąpiło pod warunkiem, że włoży się odpowiednio dużo wysiłku żeby do niego doszło”.

W przypadku EURO zamiarem było posucie atmosfery. Pisałem o tym szczegółowo dzień przed polsko-rosyjską zadymą, a przypominam dziś, kiedy rozpowszechniana jest nieco odmienna interpretacja zdarzeń. Działania szły dwukierunkowo: zestresowanie rosyjskich gości powitalnymi materiałami, przygotowanymi przez stowarzyszenie „Solidarni 80” i podburzenie Prawdziwych Polskich Kiboli – do czego okazją stała się zgoda prezydent Warszawy na dwukilometrowy przemarsz Rosjan po moście Poniatowskiego na mecz Polska – Rosja, przedstawiany jako „agre­sywny marsz przez cen­trum dużego mia­sta”.  Niektórzy rosyjscy kibice mogli poczuć się sfrustrowani brakiem możliwości oddania wraku samolotu, niektórzy polscy – tym, że wróg maszeruje im przed nosem wymachując wrażymi symbolami (nawet jeśli tych symboli nie widział) –  i słowo faktem się stało, czyli zdarzenie które jeszcze nie miało miejsca stało się zdarzeniem, które już miało miejsce.   

3.

„Zdarzenia te jednak stają się faktami dopiero wtedy, gdy się już wydarzą” tak brzmi zakończenie definicji.

Jednak nawet wtedy można zmieniać sens zdarzeń, które już się zdarzyły. Po zadymie związanej z meczem Polska – Rosja media Strefy Wolnego Słowa rozpisały się o odpowiedzialności  prezydent Warszawy, która, zezwalając na przemarsz grupy rosyjskich kibiców przez most, doprowadziła do kompromitacji Polski w oczach świata. Ten trop jest mi bliski: jeśli pójść nim dalej, to można dojść do wniosku, że winowajcą jest śp. prezydent Lech Kaczyński, który osobiście załatwił przyznanie nam organizacji Euro 2012, „bowiem bracia Kaczyńscy jako znani koneserzy piłki nożnej, bywalcy stadionów świata, musieli mieć posłuch i szacunek w środowisku Platiniego”.

W ostatnich dniach ciężar winy za polsko-rosyjską bijatykę przeniesiono na media. Ale nie na te, które namawiały do witania Rosjan transparentami czy informowały Warszawiaków o prawdziwym celu rosyjskiego przemarszu przez most Poniatowskiego.  Obywatelska Komisja Etyki Mediów wyraziła oburzenie prowokowaniem zamieszek przez oficjalne przekaziory: „Media głównego nurtu i ich portale przed wizytą rosyjskich kibiców zagrzewały Polaków do walki, udzielając nam przyspieszonych lekcji historii konfliktów rosyjsko-polskich i przypominając krzywdy doznane od władców Kremla”.

Może jestem zbyt skłonny do wzruszeń, ale przyznaję, że kiedy wśród sygnatariuszy wyrazów oburzenia zobaczyłem nazwisko Ewy Stankiewicz – łzy napłynęły mi do oczu.

4.

Fakt? Chyba już nie ma takiego zjawiska –    

– wyjaśnił Janusz, mój młodszy o pokolenie przyjaciel: „Ludzie mówili prawdę bardzo dawno temu gdy ich życie zależało bezpośrednio od rzetelnej informacji. Jak się rozeszło, że przyszły niedźwiedzie, to nie należało łazić, bo będą kłopoty. I nikt niczego nie przekręcał, czego dowodem przeżycie gatunku ludzkiego. Myślę, że manipulacja przyszła wraz z samoorganizacją społeczną. »Nie idźcie nad rzekę, tam żerują niedźwiedzie« – obwieszczał wódz i grupa posłusznie siedziała na tyłkach. I mogło być tak, że pewnego dnia przyszedł gość z innego plemienia: »Przyszedłem do was przez wodopój nad rzeką«. A wtedy zdenerwował się najsilniejszy z grupy: »Wodzu, czyli nad rzeką nie ma niedźwiedzi? Kłamałeś! Chcesz wpierdol?« – »Dlaczego mam dostać wpierdol?« – obruszył się wódz.  – »Niedźwiedzie były ale sobie poszły, a ty siejesz defetyzm więc działasz na szkodę grupy. Muszę przemyśleć twoją rolę w naszym stadzie. Idź, żryj tę kość, co ją ode mnie dostałeś i uważaj, bo ciebie też może coś zeżreć jak pójdziesz nad rzekę a my ci nie powiemy, jeśli do nas dotrze, że drapieżniki tam akurat nocują.«  I tak oto powstała reglamentacja wiedzy i informacji: On wie, ale nie musi powiedzieć, a sprawdzać na własną rękę strach. Cel jest prosty: umiejętność posadzenia na dupie stada, gdy chcemy aby siedziało i grzecznie ogryzało kości. Tylko czasem trzeba któregoś mądralę dla wzmocnienia morale grupy wysłać nad rzekę po ryby. »Wodzu!« – wrzeszczą przerażeni poddani – »Głupa zeżarł niedźwiedź!« I sławią imię wodza który ratuje im życie”.

Jeszcze młodszy od Janusza Benfranklinie! Zgadzam się z tym, co napisałeś – poza jednym elementem: można marzyć o Polsce bez PiS, ale nie można jej żądać. Każdemu wolno gadać takie głupoty jakie mu się podoba i każdemu wolno w nie wierzyć. Na szczęście nam też wolno gadać co chcemy, więc możemy się głośno cieszyć polskim sukcesem i starać się sprawić, żeby jak największa liczba rodaków cieszyła się z nami.

Euro, pa!

Niech każdy ma takiego wodza, na jakiego zasłużył.

Cezary Bryka

Nienalezna.pl

Print Friendly, PDF & Email

3 komentarze

  1. Benfranklin 2012-07-02
  2. Cezary Bryka 2012-07-02
    • Benfranklin 2012-07-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com